Pawłowicz, internet i hejt po obu stronach

Mogę być gorszym sortem. Albo głupim moherem. Albo nieracjonalnym radykałem. Albo jałowym związkiem żądającym od państwa, aby fundowało mi słodkie życie. Albo świnią oderwaną od koryta. Niezależnie, kim jestem – któryś z tych lub podobnych tekstów bezpośrednio mnie dotknie. I będę miał ochotę się komuś odgryźć.

Niestety, mechanizm ten działa tak, jak w słynnej anegdocie o Kalinie Jędrusik – aktorka powiedziała do zwracającego jej uwagę strażaka „odpierdol się”, ten speszony odszedł, przemyślał ripostę, wrócił na miejsce i w krótkiej tyradzie nazwał ją „starą kurwą” – problem w tym, że stała tam już inna aktorka, która – zdenerwowana tak niebywałym chamstwem – pobiegła do reżysera. Ten natychmiast udał się do strażaka i nazwał go „chujem” – był tam jednak już zupełnie inny strażak.

Kierowanie się emocjami nie jest niczym złym. Jeżeli denerwujemy się wtedy, kiedy widzimy przemoc lub arogancję wobec słabszych – jest to uczucie wręcz pożądane. Sęk w tym, aby emocje – podążając za definicją Macieja Gduli – przekuwać na gniew i poszukiwanie konstruktywnych rozwiązań, a nie na wściekłość i poszukiwanie zemsty.

Michał Żakowski – działacz społeczny, związany z kampanią HejtStop, wolontariusz Fundacji Feminoteka, członek grupy Głosy Przeciw Przemocy (zrzeszającej mężczyzn przeciwdziałających przemocy wobec kobiet) oraz warszawską grupą lokalną Greenpeace Polska. Poniższy artykuł jest wyrażeniem opinii samego autora, a nie stanowiskiem kampanii HejtStop. 

W przypadku Krystyny Pawłowicz mamy do czynienia z sytuacją, kiedy osoba uważana parę lat temu za ekstremum, od której słów oficjalnie dystansował się lider partii, dzisiaj nie różni się w swojej niezmienionej retoryce od liderów PiS-u.

Radykalizacja obejmuje całą scenę polityczną. Podobnie jak w historii Kaliny Jędrusik, poszczególni uczestnicy procesu dostrzegają jedynie winę osoby, która ich obraziła. Nie sposób już dociec kto, gdzie, kiedy i kto w mniejszym a kto w większym stopniu to rozpoczął. Nie to wydaje się jednak dziś istotne.

Kiedy Internet obiegły komentarze osób cieszących się z wypadku prezydenta Dudy, przewinęła się słuszna fala oburzenia. Problem nie jest nowy – ja osobiście pierwszy raz ze zjawiskiem hejtu zetknąłem się w 2008 r., kiedy z najwyższym zdumieniem obserwowałem, jak wiele osób z autentyczną satysfakcją reaguje na informacje o tragicznej śmierci Bronisława Geremka. Była to jednak świetna okazja aby prawica dostrzegła problem hejtu. Niestety, w komentarzach dominowała najmniej trafna z możliwych diagnoza – obraźliwe wpisy, podobne do generowanych w wielu innych sytuacjach, miały stać się dowodem na wyjątkowe zdegenerowanie zwolenników KOD, czy – jak to ujął Dawid Wildstein – „putinizację” polskiej opozycji.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Nie wiem, czy zrozumieliśmy już, że po wszystkich stronach politycznych sporów występuje agresywna mniejszość, przekuwająca swoje zdenerwowanie na wściekłość, skupiająca się na dowaleniu podłemu wrogowi a nie na rozwiązywaniu problemów.

W przypadku szeroko pojętego obozu PiS retorykę tę nakręcają słowa o „gorszym sorcie” czy „komunistach i złodziejach”, jak również przyzwolenie dla działalności osób takich jak Krystyna Pawłowicz – w przypadku szeroko rozumianego obozu nie-PiS, czy obozu KOD, jest to pochodna przyjętej strategii działania, zakładającej jedynie negowanie poczynań władzy, i wokół sprzeciwu budująca całą strategię działań. Obawiam się, że nie jest to siła zdolna do konstruowania wizji pozytywnej i po tej stronie problem ten będzie jeszcze bardziej narastał. W moim odczuciu retoryka bardziej agresywnych fanów jednego i drugiego obozu przypomina już bardziej burdy chuliganów niż dyskusję polityczną.

Problem hejtu najlepiej ujął Wojciech Orliński. Internetowy hejt uprawiają osoby przekonane, że kierują się właściwymi przesłankami, reagując na nieprawidłowości. I w istocie, przy każdym trollingu i hejcie można znaleźć jego uzasadnienie, kierując się własną perspektywą oceny świata. Oto jak działa ten mechanizm:

  • Buduje się hagiograficzny obraz osoby Jana Pawła II, uciszając jakąkolwiek krytykę jego działalności? No to wymyślimy, że robił coś tam z małymi dziećmi itd.
  • Uważamy, że feministka oceniająca kulturowe wzorce utrwalane za pośrednictwem gier komputerowych przesadza, lub się myli? Będziemy jej grozić gwałtem.
  • Piłkarz nie wykazał się najwyższą formą w bardzo ważnym spotkaniu i popełnił gafę na boisku? Bach! Jedziemy ostro – po nim, jego rodzicach, żonie, dzieciach, psie i kocie.
  • Jakiś dzieciak zrobił coś głupiego? Jedziemy, nie dajmy mu spokoju, pięć lat będziemy się nad nim znęcać. Pokażmy wychowawczą rolę Internetu!

 

Autorzy hejterskich komentarzy zawsze uważają, że działają dla dobra sprawy. Stąd tak często słyszymy, że ktoś „zasłużył” na hejt. Nie może być większej bzdury! Rozumiem, że mamy problem z niuansowaniem tematów dotyczących Wielkich Polaków, co widać na przykładzie podejścia do Jana Pawła II. Nie usprawiedliwia to tworzenia treści, które do debaty nic nie wnoszą, a przy tym są zwyczajnie obraźliwe. Ja osobiście uważam za bardzo ważne badanie wzorców kulturowych, których wpływu nawet sobie nie uświadamiamy.

Gry komputerowe są dziś bardzo ważnym przekaźnikiem tychże, o czym nie mówią na razie feministki w Polsce, ale takie materiały powstają na Zachodzie. Rozumiem, że nie dla każdego musi być to temat ważny, a konkretnym osobom można przedstawiać zarzuty dotyczące merytoryki ich wypowiedzi. W żaden sposób nie można jednak uwznioślać obelg i gróźb gwałtu skierowanych wobec videoblogerek zajmujących się tą tematyką, twierdząc że są w jakikolwiek sposób uzasadnione lub sprowokowane. Kibice jakiejś drużyny mogą czuć się zdenerwowani po porażce. Mogą tez czuć pretensje do zawodnika popełniającego błąd – nigdy jednak nie mają prawa do wyżywania się na nim w sposób urągający ludzkiej godności. Napiętnując jakąś osobę, zaspokajamy jedynie swoją subiektywną potrzebę stania na straży sprawiedliwości. Jest to działanie pozorne, generujące w dodatku więcej zła niż występek napiętnowanej osoby.

W przypadku kiedy widzimy osobę generująca agresywne, poniżające wypowiedzi, w pierwszym odruchu możemy odczuwać potrzebę zgnojenia jej w słusznej sprawie. Nie jest to właściwa strategią. Wpisujemy się jedynie w kolejny łańcuch krzywd – ktoś komuś kazał się od…, więc ten ktoś kolejną osobę zwyzywał od kur…, ta znowu kogoś innego od chu… Dokładamy tym samym swoją cegiełkę, tymczasem nikt nie ugasił pożaru zapalniczką. Zawsze musi się znaleźć ktoś, kto będzie miał pomysł na rozwiązanie problemu.

Dlatego tekst Rafała Betlejewskiego o posłance Pawlowicz uważam za nietrafiony pod względem formy przekazu.

Czytaj tekst Betlejewskiego:

Wielu chamów w życiu widziałem, ale Krystyna Pawłowicz jest najjaśniejszą gwiazdą na firmamencie głupoty, chamstwa i bezmyślności. Moment… była kiedyś taka kura u moich dziadków… nazywaliśmy ją Gamoń.

Już sam tytuł, ze słowami „debil” i „baba”, przyciąga czytelników żądnych jatki. Nie oczekują oni dyskusji o problemie – chcą jedynie zobaczyć, jak ktoś zostaje „zaorany” Nie będę wyliczać wszystkich epitetów. Rozumiem, że emocjonalny styl wypowiedzi miał w założeniu trafić do posłanki Pawłowicz. Jeżeli tak, jest w tym założeniu błąd. Nie uważam, aby ze słowami pani Pawłowicz należało wchodzić w polemikę. Przy stylu dyskusji, jaki ta pani reprezentuje, każda wymiana zdań przerodzi się w pyskówkę. Jest to element strategii –przez wzbudzanie kontrowersji pani Pawłowicz buduje swój wizerunek. Można uznać, że jej wypowiedzi stanowią rodzaj trollingu. Nie dopuszczając jakichkolwiek wątpliwości, epatując mocnymi hasłami, broniąc z uporem godnym obrazy majestatu nawet tak podstawowych błędów jak słynne „wziąść” – zachowuje się identycznie, jak troll w internetowych dyskusjach. Jest to tak głęboko wpisane w jej styl życia, że jakiekolwiek próby dialogu skazane są na nieporozumienie.

Czyniąc z niej bohaterkę medialnych sporów, przyczyniamy się do umacniania jej pozycji.

Przykłady wypowiedzi Pawłowicz należy przywoływać w celu wskazywania konkretnych problemów. Ostatnia wypowiedź to doskonały przykład alienacji klasy politycznej. Wybrzmiewa też w niej nienowy przecież problem obwiniania osób ubogich za sytuację, w jakiej się znajdują. Możemy o tym mówić, nie skupiając się zbyt mocno na personaliach Krystyny Pawłowicz. Samo istnienie takich ludzi jeszcze nie jest największym problemem. Oni sami wręcz potrzebują tych, którzy będą ostro po nich jechać.

Proponuje zatem przestać skupiać się na tym, że musimy odreagować na jakieś wyzwisko. Niezależnie co sądzimy o posłance Pawłowicz, nie musimy jej nazywać „głupią babą”. Mówmy, dlaczego taka jej wypowiedź jest krzywdząca, i nie nakręcajmy się dalej. Pokażmy, że można być ponad tym piekiełkiem! Jeśli nie z poczucia, że pewnych rzeczy nie wypada – to chociażby dlatego, że w ten sposób pomagamy tym osobom wypełniać rolę, jaką mają do odegrania w zamyśle osób decyzyjnych. Gdyby tak cały kraj przestał się interesować tym, co powiedziała Pawłowicz czy Niesiołowski, a zaczęli mówić o problemach, których syndromem są wypowiedzi tych osób – a przy tym byli w wypracowanych na ten użytek rozwiązaniach konsekwentni – to by dopiero był cios i dla osób stosujących mowę pogardy i nienawiści, i dla ich przełożonych!

 

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +28, liczba głosów: 44)
Loading...
The following two tabs change content below.