Pocałunek marketingowego bolca

Wiem, że raczej mamy na reklamę „wyjebane” – jak to się dziś ładnie mówi – ale czasami może powinniśmy poddawać bardziej szczegółowej inspekcji rzeczywistość symboliczną, która nas otacza? Bo to znieczulenie, które deklarujemy, nieprawdziwe jest – to nie znieczulenie, to raczej samoobrona. Ale nasza pozorna obojętność tylko rozbestwia potwora.

Nie ma to jak się rozmarzyć, prawda?

Już widzę te panie w marketingu, jak marzą… (nie, to nie seksistowska uwaga, to osobista obserwacja: w działach marketingu dużych zachodnich firm siedzą raczej panie niż panowie. Panowie siedzą w działach sprzedaży). No więc już widzę te panie w działach marketingu jak marzą. Marzą o grupie docelowej. Wizualizują ją sobie i się w nią wczuwają. Myślą sobie, takie byłyśmy! Albo: takie będziemy! – jeśli akurat panie mają sprzedać nam geriavit. Teraz jednak jesteśmy w dziale marketingu firmy sprzedającej napoje dla młodzieży, więc tam panie marzą, że były młode. Młode, beztroskie, podróżujące autostopem po Europie w jednych dżinsach, spoglądające na chłopaków z plecakami, tańczące boso na plaży pukhet. Teraz te panie siedzą w klimatyzowanych biurach w swoich garsonkach, są krócej podcięte, bardziej przygarbione i mniej beztroskie, ale przez chwilę może im się zdawać, że właśnie takie były. Ale już nie są. Teraz panie w garsonkach mają kredyty we franku i konkretne cele: trzeba wepchnąć milion hektolitrów coca-coli więcej niż w poprzednim sezonie, bo się Atlanta pogniewa.

Tak, panie w garsonkach mają swoich szefów, lub szefowe, którzy są jeszcze mniej beztroscy. Panie w garsonkach mają też samochody służbowe, mieszkania w nowych plombach po jedenaście tysięcy za metr i dzieci w przedszkolach. Mają też mężów, którzy są w analogicznych działach sprzedaży lub marketingu w analogicznych firmach po drugiej stronie ulicy. Życie.

Powiedzmy to zwyczajnie: panie w garsonkach nie są beztroskie ani trochę. I nie jest to stwierdzenie piętnujące. To stwierdzenie współczujące. No tak jest po prostu. Cóż…

Ale panie marzą, że są beztroskie. Indukują w sobie to uczucie. Widzą się na tych plażach, w tych dżinsach, z tymi chłopakami. Uśmiechają się do tych myśli, bo wiedzą, że to dobry trop. Fakt, że kazano im tak pomarzyć – mają to w biefie: trzeba znaleźć tacz pointy z grupą docelową. A ta grupa, wiadomo, wchodzi w życie i jest beztroska (co z tego, że to gówno prawda często, nie w tym rzecz). No więc panie w garsonkach nie mają tak naprawdę potrzeby „pobujania w obłokach” ale mają podstępną misję „wyruchania” swojej grupy docelowej – albo powiedzmy to bardziej w prost: swoich marzeń.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

„Wyruchanie” na potrzeby marketingu

Chodzi o „wyruchanie” na potrzeby marketingu – taki zwrot branżowy, który oznacza: wykorzystać na potrzeby marketingu jakieś zjawisko lub osobę. A że branża trochę już odarta ze złudzeń, to mówi „wyruchać”. Wyruchać na potrzeby marketingu czyli na potrzeby kredytu we frankach, samochodu służbowego, dzieciaka w porządnym przedszkolu, dobrego latte, wyjazdu na narty i męża w analogicznej firmie po drugiej stronie ulicy. Nie bądźmy naiwni – to że są to panie niczego nie zmienia: panie czy panowie jednako – nie mają najmniejszych skrupułów. Jeśli znajdą ofiarę, będą ją dymać.

Spójrzmy na fakty: napój o którym mowa to po prostu mocno gazowany i strasznie słodki czarny płyn. Trzeba przyznać, że na kaca całkiem rześki, do hamburgera obleci i ładnie bombluje w szklance z lodem, ale to wszystko. Nie ma w nim nic więcej. To coś więcej trzeba wykreować. Następnie trzeba stworzyć wrażenie, że  jest coś więcej. Do tego właśnie zatrudniono panie w garsonkach. Panie w garsonkach muszą prowadzić nieustępliwą walkę o tak zwany brand, czyli markę, gdyż bez ich pomocy marka przeistoczy się w to, czym jest, czyli w nic. Panie w garsonkach wiedzą o tym doskonale. Wiedzą też, że najłatwiej jest podczepić markę pod jakieś rzeczywiste zjawiska, które budują jakieś rzeczywiste emocje wśród „grupy docelowej”. Najłatwiej wbić markę w środek tego czegoś, gdzie zaistnieje jako najistotniejszy element tego zjawiska, jako zwornik.

Powiedzmy prościej i w języku branżowym: panie z marketingu muszą od czasu do czasu kogoś tym brandem zgwałcić. Kogoś, albo coś, bez różnicy. Chodzi o to, żeby to coś, lub ktoś, miały jakąś wartość dla nas wszystkich, lub przynajmniej dla „grupy docelowej”.

Przed chwilą panie w garsonkach „wyruchały” święta Bóżego Narodzenia i św. Mikołaja, którego zresztą najpierw stworzyły. To był sukces! Panie w garsonkach postawiły każdemu z nas butlę swojego napoju na stół wigilijny i kazały nam go uznać za dwunastą potrawę. Za prezent pod choinkę, za synonim świąt. Bez napoju nie ma Gwiazdki, proste. Ale święta przeminęły i teraz trzeba „wyruchać” coś innego.

Patrzę nad Rotundę przy Marszałkowskiej, a tam odbywa się ruchanie nowej ofiary – i to dużo bardziej dosłowne tym razem. Trochę się nawet uśmiecham, gdyż tym razem panie w garsonkach straciły już wszelkie skrupuły i postanowiły „wyruchać” pocałunek.

Jakże na miejscu zrobiło się słowo „wyruchać”.

Panie w garsonkach postanowiły wbić bolca prosto w usta całujących się młodych ludzi, którzy skąd inąd sfotografowani są tak, by zilustrować niespełnione marzenia pań w garsonkach. To Piękni Młodzi ludzie. Nie tam żadne maszkarony i podrostki z pryszczami z Piaseczna. Skąd! To Piękni-Młodzi-Ludzie-Sfotografowani-Pod-Słońce.

Czy tylko ja mam wrażenie, że bolec pokaleczy im usta?

Oto mamy miłosny trójkąt: On, Ona i Coca-Cola. On i Ona się całują, ale Coca-Cola ich dyma. Nie ma co do tego złudzeń. Twardy, falliczny symbol wbity boleśnie w sam środek nie ma nic z niedopowiedzenia. Panie w garsonkach chcą być w samym środku i chcą im trysnąć swoim ulepkiem na twarze. Chcą, żeby łykali. Ona i On. My.

Przypominają się sceny z pornoli: dwie kobiety pracujące nad jednym bolcem. Ich usta nabrzmiałe, rozchylone, gotowe łykać miłosny płyn, ich oczy pełne wyuzdania, ich dłonie zaciśnięte na korzeniu penisa. Też młode, też piękne… tyle tylko, że złapane w pornograficznej dosłowności. Ale czy tu jest mniej dosłownie?

Na plakacie Napoju mamy tę samą dosłowność – Butelka Napoju wbita jest w środek pocałunku, tyle tylko, że On i Ona prezentują tu innego rodzaju pornografię. Można by nawet pomyśleć, że to nie pornografia – ale nie łudźmy się. To jest ta sama dosłowność. Patrzymy na pornograficzne przedstawienie marzeń!

On i ona uchwyceni w beztroskim momencie, może pierwszej fascynacji, może pierwszej miłości, może przelotnego zauroczenia. Ulotność tej prześwietlonej słońcem chwili nie trwa dłużej niż frywolna myśl prześniona nagle w windzie jadącej na piętro z działem marketingu. Drzwi się otwierają i już jej nie ma, już są tabelki z exela. Ale ciepłe uczucie pozostaje – jakże miło było pomyśleć tę myśl… Tak, to zdjęcie to pornograficzne przedstawienie marzeń pań z marketingu.

Oto obiekt zbrukania: młodość. Wspomnienia. To, kim byliśmy. Kim chcieliśmy być, czym baliśmy się być, czym pragniemy być w snach.

bolec coca cola

 

Czy tylko mnie ogarnia przygnębienie, gdy myślę o tych paniach w garsonkach dymających bezlitośnie swoje własne marzenia? Marketingowym bolcem… Jeszcze bardziej przygnębia mnie myśl, że one mogą tego nie rozumieć. Mogą nie rozumieć, że dymają. W kaleczącym bolcu mogą widzieć już tylko życiową konieczność, nieodłączny element rzeczywistości, który pięknie spina całość. Dla nich może nie być zgrzytu, a wręcz może być dopełnienie! Wreszcie panie w garsonkach ze swoim smętnym światem są tam na tej plaży, w tym słońcu, z tym chłopakiem i jeszcze robią szmal!

Już słyszę jak w agencji reklamowej, która zrobiła tę kampanię, podnosi się głos: boże! ale się dowalił, przecież ładny obrazek… Zgadzam się, bardzo ładny. I zgrabny! Tak pięknie odpowiada na wszystkie oczekiwania pań z marketingu. Tak doskonale pasuje na brief. Tak świetnie wpisuje markę w świat grupy docelowej itd. itd.

Wiem, że twórcy tej reklamy są z siebie zadowoleni – muszą być z siebie zadowoleni – ja bym był zadowolony z siebie na ich miejscu.  Zrobienie „key visualu” kampanijnego dla tak trudnego klienta jak ten jest zadaniem trudnym, stresującym, długotrwałym. Po setkach spotkań, szkiców, prezentacji, zobaczyć wreszcie taki plakat na mieście jest wielką satysfakcją i ulgą. No i przecież nikomu to nie zaszkodzi. Młodzi ludzie nie ucierpią – jak się całowali, tak się będą całować. Świat się nie zawali. A może kilka osób przystanie i pomarzy. Beztrosko. O młodości.

Zakazać bolca

Ja to wszystko wiem, dlatego w ich imieniu, dla ich własnego dobra, domagam się, by takie reklamy uznać za nielegalne. By chronić prawem wszystko, co ma istotną społecznie wartość przed marketingową pornografią. Szczególnie dla ludzi młodych, szczególnie dla ludzi marzących. Bo jak jest się w środku tego biznesu, to człowiek jest wstanie wyruchać wszystko. Nawet w całujące się usta.

Wesprzyj autora red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +58, liczba głosów: 98)
Loading...