Prymitywni agresorzy zawłaszczyli dziś patriotyzm

Patriota znieważający lub bijący „wroga” nie spotyka się dziś z naganą. Zyskuje społeczny poklask. Jest usprawiedliwiony, nagrodzony nawet. Patriotyzm na naszych oczach został zawłaszczony przez ludzi, których nie chciałbyś spotkać w tramwaju.

Gdybyście dziś na mnie spojrzeli, moglibyście nie uwierzyć, że miałem kiedyś długie włosy. Chodziłem wtedy do szkoły a były to czasy, kiedy bycie „kucem” nie kojarzyło się raczej z głoszeniem korwinistycznych haseł o niewidzialnej ręce rynku. Przeciwnie – ludzie, których jako beztroski kudłacz spotykałem, kojarzyli kogoś w ciemnej koszulce, w glanach i w bojówkach raczej z tym, co dzisiaj określa się lewactwem. Wiecie, w pewnym wieku o większości ludzi można powiedzieć wszystko na podstawie samego ubioru. Teraz trochę mi wstyd za tamten wygląd. Często powtarzam, że gdybym spotkał siebie z tamtych lat, dałbym sobie w ryj. Szczęśliwie nikt nigdy – nawet ja sam – za długie włosy ciosu na kły mi nie wypłacił. Chociaż mam znajomych, którzy mieli mniej szczęścia.

Silni od zawsze spuszczali wpierdol słabszym. Takie są podwaliny naszej cywilizacji, tak jest skonstruowany człowiek. Ot, taki atawizm, którego kiedyś, na drodze ewolucji może uda nam się wyzbyć. No dobrze, ale odejdźmy od Darwina i wróćmy na polskie ulice. Tam bowiem pobicia kogoś pod byle pretekstem zdarzają się nie od dzisiaj. Zawsze ktoś może obić ci maskę za to, że masz czapkę albo za to, że jej nie masz. Za to, że jesteś nowy w mieście i możesz jeszcze nie wiedzieć, że należy być za Legią, jak grzecznie pytają. Za kolor spodni. Za kolor skóry też pewnie można było oberwać już dawno temu. Ba, można było nawet dyndać z drzewa, jak miałeś akurat nieszczęście żyć w USA przed zniesieniem niewolnictwa. I co o tym wszyscy myślimy? Piętnujemy, nie? No bo żeby tak pod byle pretekstem robić krzywdę?

Okazuje się, że u nas można. Ja wiem, ja rozumiem, że Gazeta Wyborcza to lewactwo, żydostwo i sprzedawanie Polski Niemcom, ale pozwólcie, że na potrzeby tego tekstu posłużę się właśnie zdarzeniem opisanym w poznańskim wydaniu GW.

Kilkanaście dni temu (w zasadzie to w dniu, kiedy piszę te słowa) w Poznaniu, paru młodych, zdrowych, silnych, dynamicznych i przystojnych mężczyzn zaatakowało jednego, trochę mniejszego. Z wideo dokumentującego całe zajście wynika, że nie zrobili mu fizycznej krzywdy (chyba – nie wiadomo, co było potem, poza tym ogólnie niewiele widać), ale ewidentnie wzięli go za „pedała” i chyba stąd cała ta akcja. W pewnym momencie interweniuje dziewczyna (brawo, przyznaję, że sam nie wiem czy miałbym odwagę się odezwać). Od razu zostaje uznana za „lewaka”.

I wiecie, co ja sobie myślę i czego się cholernie boję? Nie, nie tego, że kiedyś może trafić na mnie, bo nieopatrznie wsiądę do tramwaju w mojej ulubionej bluzie w kwiaty (#nohomo). Obawiam się tego, do czego doprowadzą nas (a może ich?) nastroje patriotyczne rozprzestrzeniane przez media – także, a może i głównie społecznościowe. Bo o ile sytuacja z tramwaju jest dla mnie żenująca, to mam świadomość, jaki wielu przyklaśnie i zakrzyknie: „Bić pedała!”.

Nie można bić ludzi, chyba, że za Polskę, patriotycznie. W latach 90-tych bicie za czapkę lub brak czapki było bez sensu. Ale nastukać „gendera” to co innego. W rzeczywistości nie różni się to niczym – agresywny prostak zawsze szuka powodu. Z tym, że w tym drugim przypadku ma coraz większe przyzwolenie społeczne. I to jest w tym najsmutniejsze.

Wesprzyj #Medium

Żyjemy w społeczeństwie, gdzie cywilni ochroniarze dokonali „ujęcia obywatelskiego” na osobie o odmiennym kolorze skóry. Pamiętacie? Ot, panowie pomyśleli (?), że złapią „uchodźcę”. Zapamiętałem z tego głównie pełne radości i aprobaty komentarze idiotów. Swoją drogą to też była chyba Wielkopolska, czyż nie? Nastroje „patriotyczne” są niczym więcej, jak zarazą ksenofobii i homofobii przetaczającą się przez masy. Ludzie publicznie coraz odważniej głoszą hasła, które jeszcze niedawno wstydziliby się powiedzieć głośniej, bo po prostu nie wypada. To, co niedawno uważano za margines, dziś zmienia się w dumnie głoszone poglądy i stanowiska. Skutek jest taki, że nie wolno bić ludzi na ulicy, chyba, że w słusznej sprawie, narodowo. Chyba, że „ciapatego”. Chyba, że „pedała”. No i „lewaka”, bo niby Polak, a jednak „anty-Polak”. Coraz mniej przerysowana wydaje mi się wizja, w której sprawca pobicia zostaje uniewinniony, bo podczas czynu krzyczał patriotyczne hasła.

A patriotyzm? To kiedyś było naprawdę piękne słowo, ale ja już chyba nie chcę być patriotą. Obawiam się, że to pojęcie zostało właśnie zawłaszczone przez tych ludzi, których nie chciałbyś spotkać w tramwaju. I czują się przez to bezkarnie. Bo przecież jak na ulicy przyczepisz się do „lewaka”, „feministki”, czy „pedała”, to w słusznej, narodowej sprawie. A potem możesz powtarzać w tramwaju, że „zaraz dojdziemy do władzy i będziemy was wieszać.” Ale kto kogo? „My was!”.