Nie stójcie bezczynnie wobec TTIP!

Obecnie mamy do czynienia nie tylko z grabieżą publicznego majątku, ale również z przejmowaniem pieniędzy gromadzonych w budżetach rządów, a wypracowanych przez wszystkich obywateli. Umowa TTIP to narzędzie pogłębiające i sankcjonujące zapaść.

  • O czym jest tekst:
  • TTIP – zmowa korporacji
  • Demontaż polskiego majątku publicznego
  • Wezwanie do wspólnego działania

Od dłuższego czasu uwagę Europejczyków pochłania problem emigrantów: niosących przemoc i śmierć terrorystów, gwałcicieli, islamskich barbarzyńców, bądź ofiar neokolonialnych zapędów, wyzysku i wojen, ludzi wypędzonych poza margines człowieczeństwa. Rosnący w siłę wojowniczy nacjonalizm po raz kolejny stał się cynicznym narzędziem wykorzystującym obawy i strach, wskazującym wrogów. Jednym z efektów pogłębianego poczucia zagrożenia jest zmiana priorytetów. W cień odszedł sprzeciw wobec TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership – Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji) – zmowy polityków i przedstawicieli ponadnarodowych korporacji, negocjowanej za zamkniętymi drzwiami gabinetów i sal konferencyjnych.

Przeciwko TTIP?

Europa, jeszcze nie tak dawno temu, była świadkiem masowych wystąpień na fali sprzeciwu opinii publicznej, również w Polsce. Pod wpływem protestów przedstawiciele niektórych rządów państw europejskich poddali w wątpliwość sens umowy. O TTIP napisano już wiele. Znane są niepokojące fakty oraz argumenty, którym decydenci przeciwstawiają lakoniczne opinie neoliberalnych teoretyków o pobudzaniu rozwoju i gospodarce wolnej od barier. Opinia publiczna poznała dramatyczne skutki analogicznych umów, wprowadzonych w życie w innych regionach świata. Niektóre zapisy, jak mechanizm ISDS (Investor-State Dispute Settlement – system rozstrzygania sporów na linii inwestor-państwo), pozwalają prywatnym firmom ingerować w treść prawa stanowionego przez obywateli suwerennych krajów. Wskazuje się, że zastosowanie umowy TTIP będzie zagrożeniem dla demokracji. Jej podpisanie przypieczętuje dominację ekonomii opartej na warunkach faworyzujących drapieżną politykę ponadnarodowych korporacji, dążących do monopolizacji strategicznych sektorów rynku. Wiemy, że celem forsowanej umowy są korzyści jednostronne, a koszty zmuszeni będą ponieść pozbawieni wpływu na decyzje obywatele.

Obecny rząd „dobrych zmian” chwali się sukcesami w walce z liberałami, ale już nie z neoliberalizmem. Wskazuje na to treść wygłoszonego w Sejmie exposé ministra spraw zagranicznych, w którym relacje gospodarcze z USA rząd opiera na umowie TTIP. Ten kierunek potwierdza wicepremier i minister rozwoju, Mateusz Morawiecki, który podczas spotkania w Amerykańskiej Izbie Handlowej uspokajał: „Polska jest zorientowana na handel, wierzymy w liberalne zasady handlu, więc miękkie TTIP nie jest dla nas opcją”. Jednocześnie Dawid Jackiewicz, minister skarbu, publicznie snuje racjonalne argumenty, poddając miażdżącej krytyce analogiczne umowy z krajami Unii Europejskiej, zawierane przez Polskę od końca lat osiemdziesiątych (BIT, Bilateral Investment Treaties – dwustronne traktaty inwestycyjne). Lista argumentów ministra idealnie odzwierciedla opinie analityków ostrzegających Europejczyków przed TTIP.

Zamiary Ministerstwa Skarbu, by zrewidować i wygasić umowy typu BIT, spotykają się z entuzjazmem nawet najbardziej zagorzałych przeciwników partii rządzącej. W efekcie mamy do czynienia z opiniami ministrów oceniających jakość takich umów przez pryzmat gospodarczego partnera. Przy tym, według decydentów, forsowana przez USA umowa TTIP jest „lepsza” od wprowadzających te same zasady i jednocześnie krytykowanych przez rząd umów z krajami UE. Brzmi paradoksalnie, wkrótce usłyszymy komentarze kolejnych oficjeli i ekspertów zachwalające korzyści płynące z TTIP – w duchu sprawiedliwości rynkowej. Przychylność rządu, jak i brak oponentów po stronie opozycji politycznej (oprócz marginalnej partii Razem) świadczą o tym, że niezmiennie kontynuowany jest proces rozpoczęty w latach osiemdziesiątych – demontaż majątku publicznego.

Zapomniane idee

Jednocześnie politycy – uczestnicy bijatyki o władzę, cynicznie podpierają się legendą „Solidarności”, wyjątkowego w skali światowej ruchu robotniczego. Przypomnijmy, że związkowcy nie żądali zmiany systemu, ale domagali się praktycznej realizacji jego założeń. Postulaty zakładały na przykład przejęcie środków produkcji i zarządzanie przedsiębiorstwem przez pracowników. Opierało się to na indywidualnym poczuciu odpowiedzialności robotnika za miejsce pracy, widziane jako wartość wspólna wszystkich zaangażowanych, od rozwoju którego i współpracy z pozostałymi zależało powodzenie ich rodzin. W czasach zimnej wojny było to coś wyjątkowego – alternatywa wobec gospodarki centralnie sterowanej i dla późniejszych zmian w kierunku kapitalizmu na modłę nagrodzonego Noblem Miltona Friedmana. Robotniczy zryw niósł uniwersalne przesłanie. Dla związkowców ze Stoczni Gdańskiej zakład pracy nie był maszynką do zarabiania pieniędzy, lecz miejscem, z którym pracownik wiązał nadzieje. Wartością był człowiek, nie zysk. Wspólnie wypracowany zysk miał służyć pracownikom, nie na odwrót. Ten okres zakończył się, gdy związkowi liderzy podjęli zadania polityczne.

Wesprzyj #Medium

Dzisiaj warto sięgnąć po zapomniane idee „zbiorowego twórcy”, największego na świecie ruchu pracowniczego. Robotnicze postulaty mają bezpośrednie zastosowanie w odniesieniu do fundamentalnej idei Europy jako wspólnoty wszystkich obywateli. Ten slogan traci sens bez udziału zbiorowego zaangażowania. Ignorowanie opinii publicznej w kwestii umowy TTIP jest jego zaprzeczeniem. Obserwujemy, jak majątek publiczny – efekt wysiłku wielu pokoleń, uniwersalna wartość wspólna – jest pochłaniany przez znikomy procent uprzywilejowanych i wpływowych grup. Obecnie mamy do czynienia nie tylko z grabieżą publicznego majątku, ale również z przejmowaniem pieniędzy gromadzonych w budżetach rządów, a wypracowanych przez wszystkich obywateli. Za kurtyną mobilizacji wobec wątpliwych zagrożeń tracą merytoryczną wartość zdobyte w ostatnim stuleciu prawa obywatelskie, a okupione cierpieniem i niezliczonymi ofiarami prawa pracowników są konsekwentnie ograniczane. Umowa TTIP to narzędzie pogłębiające i sankcjonujące zapaść.

Nie jest żadną ideą zarządzanie społeczeństwem w kategoriach określających ludzi jako „kapitał ludzki”. Nigdy nie było przyzwolenia na poddanie wartości pracy człowieka i wspólnie wypracowanego majątku zasadom, którym przyświeca motywacja zyskiem.

Inną wartością NSZZ „Solidarność”, wartością, która zaważyła na licznych sukcesach, była umiejętność łączenia sił wielu grup zawodowych i społecznych. Idąc tym tropem, warto zapomnieć o podziałach i pochylić się nad pomysłem mobilizacji w obronie uniwersalnie pojmowanego wspólnego interesu. Przestańmy kierować się ślepą wiarą w istnienie demokracji i praworządności. Słowa polityków, powtarzane jak mantra: wolność, równość, sprawiedliwość, to iluzja. Jedyne co wiadomo na pewno, to że los ziemi zależy od jej mieszkańców, a poddane rabunkowi zasoby naturalne, ludzka praca, owoce pracy, nie mogą być postrzegane w kategoriach łupu i własności zastrzeżonej dla zwycięzców morderczego wyścigu o zysk i dominację.

The following two tabs change content below.