Wojna z terroryzmem i gospodarczy neokolonializm, czyli skąd się biorą emigranci i uchodźcy w Europie

Obrazy emigrantów-terrorystów czy uchodźców-gwałcicieli pomagają zapomnieć o bezmiarze nieszczęść, jakie dotknęły tych ludzi, zignorować ich źródła. Podsycanie strachu skutecznie usprawiedliwia zastosowanie każdego rodzaju środka zaradczego, zaś o przyczynach emigracji europejscy decydenci nie chcą rozmawiać, a Europejczycy wiedzieć.

Już w pierwszym roku trwania I Wojny Światowej Francuzi obliczyli, że stosunek populacji Niemiec do liczby ludności Francji działa na ich niekorzyść. Wtedy przeforsowano pomysł powołania rekrutów z kolonii. Niemiecka propaganda odpowiedziała świętym oburzeniem na bezczeszczenie matki Europy przez „dzikich”. Na jednym z plakatów z tamtego okresu wciśnięty we francuski mundur czarnoskóry mężczyzna napastuje bezbronną, ubraną w skromną koszulę białą kobietę. Napis głosi: „Niemcy! Czy tego chcecie?” Koncepcja zniewolenia pięknej i niewinnej kobiety przez napalonego osiłka działała na wyobraźnię. Późniejszy plakat amerykański nawołujący do wstąpienia do armii przedstawiał śliniącego się goryla w charakterystycznym niemieckim hełmie na głowie, trzymającego w ramionach omdlałą, półnagą blondynkę.

Nacjonalizm leczy jedynie objawy

Kobietę z okładki tygodnika „wSieci” przed ostateczną hańbą chroni jedynie flaga Unii Europejskiej. Czytelnik nie ma wątpliwości kim są oprawcy i jakie mają intencje, gdy obok wstrząsających informacji o zamachach terrorystycznych we Francji mnożą się pogłoski o masowych rabunkach i gwałtach dokonywanych przez emigrantów.

Niemiecka propaganda przedstawiała czerwonoarmistów jako morderców i gwałcicieli.
Niemiecka propaganda przedstawiała czerwonoarmistów jako morderców i gwałcicieli.

Polskie media publiczne z upodobaniem nagłaśniają każdą wzmiankę potwierdzającą inwazję barbarzyńskich hord na Europę. Wnikliwi obserwatorzy nie mają wątpliwości: „prawie wszyscy emigranci to młodzi, silni mężczyźni w wieku poborowym”. Wiadomości TVP alarmują o „napadach emigrantów koczujących w Calais na ciężarówki, pociągi i promy”. Tych informacji nikt w redakcji nie potrafi rozwinąć o szczegóły i źródła. Prawicowe portale atakują nagłówkami: „W Danii imigranci masowo gwałcą kobiety.” Ktoś inny powołuje się na statystyki: „muzułmanie w Europie rozmnażają się szybciej niż Europejczycy!”

To straszne! Emigranci się panoszą, rząd i policja nic nie robią! W społeczeństwie odżywa inicjatywa obywatelska, mieszkańcy organizują się w patrole. W Finlandii „Żołnierzy Odyna” niepokoją „młodzi muzułmanie kręcący się wokół szkół i obserwujący dziewczęta”. Grupa z Dusseldorfu tłumaczy, że „czuwa nad swoimi kobietami tam, gdzie może być dla nich niebezpiecznie”. W innym niemieckim mieście dochodzi do absurdu: członkowie straży obywatelskiej dają wycisk podejrzanie zachowującym się osobnikom, którzy okazują się innym patrolem obywatelskim. W Zgorzelcu inicjatywa czujnych pracowników firmy ochroniarskiej Fenix znajduje słaby punkt na moście przez Odrę, którym emigranci przenikają do Polski. W Warszawie zatroskani o czystość rasy obywatele przeczesują dyskoteki. Na Facebook’u powstaje grupa zaniepokojonych wzrostem małżeństw Polek z cudzoziemcami, gdzie dużym powodzeniem cieszy się postulat piętnowania przez „strzyżenie na łyso”.

Podczas demonstracji pod hasłem „Przeciw Islamizacji Europy”, która odbyła się 2 lutego br. w Warszawie, reprezentująca Sejm posłanka Anna Maria Ciapkowska nawoływała łamiącym się głosem: – Młodzi Polacy, jestem tutaj w imieniu polskich kobiet. W imieniu tych, które są dzisiaj najbardziej zagrożone, bo to wobec nas jest skierowana w dużej mierze właśnie ta islamska imigracja. (…) Mam nadzieję, że to właśnie Wy, młodzi Polacy, obronicie swoje kobiety, nie pozwolicie na to, żeby przyszli tu islamiści i Wasze kobiety poniżali. – Niespełna tydzień później szwedzka policja aresztuje 10 młodych Polaków podejrzanych o planowanie ataku na ośrodek dla imigrantów w Nynaeshamn. Według policjantów poszło o Polkę nagabywaną na tle seksualnym. W samochodach podejrzanych znaleziono kije, pręty, noże i siekiery.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Na fali oburzenia i strachu przed emigrantami, którzy niosą gwałt, przemoc i terroryzm, rosną wojownicze nastroje nacjonalistyczne. Popularność zyskuje powiedzenie: a nie mówiliśmy?!

Opinia publiczna w Europie, dotychczas przychylna imigrantom i silna w sprzeciwie wobec ksenofobii, islamofobii i przejawom rasizmu, stopniowo popada w odrętwienie. Po wybuchu oburzonych zostały strzępy. W cień odchodzą masowe protesty przeciwko TTIP czy rosnąca niechęć większości rządów krajów UE do koalicji w amerykańskiej wojnie z terroryzmem. Priorytetem rządów staje się polityka emigracyjna, której kluczowym założeniem jest zatrzymanie inwazji.

runal_mur_berlinski_3650830
Mur Berliński dzielił miasto w latach 1961-1989

Węgrzy rozpoczynają budowę wysokiego na cztery metry muru wzdłuż granicy z Serbią. Szwecja ogłosiła, że jest gotowa do repatriacji 80 tysięcy proszących o azyl, Finlandia zamierza repatriować co najmniej 20 tysięcy osób. Prawicowy rząd Danii tnie zasiłki dla imigrantów. Belgia przywraca kontrole na granicy z Francją w obawie przed emigrantami z likwidowanego obozu w Calais. Konsekwencję w walce z emigrantami wykazuje polski rząd, który negocjuje cięcia zasiłków dla Polaków w Wielkiej Brytanii. W międzyczasie Europol informuje o porażającej liczbie co najmniej 10 tys. zaginionych dzieci emigrantów koczujących w krajach tranzytowych. Nikt nie wie co z nimi się stało? Dla Europejczyków to mniejszy problem niż zagrożenie ze strony samych emigrantów.

Skąd się biorą kłopotliwe i kosztowne ofiary

Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka szacuje liczbę cywilnych ofiar wojny na ponad 66 tys., w tym 10 808 dzieci. Rzesze bezbronnych ludzi szukają schronienia, UNHCR określa liczbę uchodźców spowodowaną konfliktami w Iraku i w Syrii na 13,6 mln. W marcu 2015 r. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla Lekarze Przeciw Wojnie Nuklearnej, wraz z Lekarzami na Rzecz Odpowiedzialności Społecznej i Lekarzami na Rzecz Globalnego Przetrwania, publikują raport zatytułowany: „Liczba ofiar śmiertelnych. Dane liczbowe o stratach w ludziach po 10 latach wojny z terroryzmem”. Opracowanie konkluduje, że w wyniku działań prowadzonych przez USA na terenie Iraku, Afganistanu i Pakistanu zginęło ponad 1,3 mln ludzi. „Liczba ta jest około 10 razy większa niż liczba, jakiej świadoma jest opinia publiczna, eksperci i decydenci. (…) A są to tylko ostrożne szacunki. Całkowita liczba zgonów w tych trzech krajach może przekraczać 2 mln” – napisali autorzy raportu. Bilans nie obejmuje ofiar w innych krajach zaatakowanych przez amerykańskie i sojusznicze siły zbrojne, w tym Jemenu, Somalii, Libii i Syrii. – Kiedy mówimy o milionie ludzi, którzy stracili domy w ciągu dwóch miesięcy, lub o 500 tys. ludzi, którzy doświadczyli tego w ciągu jednej nocy, świat po prostu nie reaguje – mówi do dziennikarzy Amin Awad, jeden z dyrektorów Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców.

Świat zareagował. W marcu br. Unia Europejska powołuje, warty 3 mld euro, humanitarny program „pomocy dla emigrantów w Turcji”. Następnego dnia armia tego kraju ogłasza blokadę granicy przed uciekinierami z Iraku i Syrii. Przerażeni ludzie zmuszeni do exodusu przez rosyjskie i amerykańskie bomby, szukający schronienia przed nożownikami z ISIS, witani są lufami NATO-wskich karabinów. Jednocześnie Turcja uzyskuje przyzwolenie świata na dalszą eksterminację Kurdów, którzy wyrwali z rąk ISIS kawałek ziemi dla siebie. – Nadal w mocy pozostają kryteria, obejmujące respektowanie wartości europejskiej, w tym praw człowieka” – podkreślił w komentarzu szef Rady Europy, Donald Tusk.

W 2015 r. roku ministrowie spraw zagranicznych państw UE postanawiają powołać misję wojskową nazwaną EUNAVFOR Med, oficjalnie wymierzoną w przemytników emigrantów na Morzu Śródziemnym. Wprawdzie okręty NATO już od 2001 r. monitorują transport morski na tym obszarze, by „zapobiegać atakom terrorystycznym” i „zgodnie z prawem międzynarodowym pomagać ludziom znajdującym się w niebezpieczeństwie” (operacja Active Endeavour). Jednak w komentarzach unijnych oficjeli dominuje troska o emigrantów próbujących dostać się do europejskiego raju.

uchodzcy

Uzasadnieniem operacji prowadzonej z użyciem okrętów wojennych i najnowszych technologii, wartej 11,82 mln euro rocznie, jest zablokowanie przepływu emigrantów. To oczywiste – wszak „pośród emigrantów są gwałciciele i terroryści”. W 2015 r., pomimo „humanitarnej” akcji NATO i UE, Morze Śródziemne pochłania przynajmniej 2000 ofiar (dane Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji). Wszystkich nie da się policzyć, organizacje pozarządowe wskazują ogólną liczbę ofiar w basenie Morza Śródziemnego na co najmniej 20 tys. w przeciągu ostatnich 10 lat.

Zapominamy o uciekinierach z Afryki

Przez Morze Śródziemne próbują przedostać się uciekinierzy z Syrii, Iraku i Afganistanu, ale od lat większość stanowią emigranci z Afryki. Z tego kontynentu ucieka każdy, kto może. Pomimo bogactw naturalnych wg raportu ONZ jedna trzecia populacji Afryki cierpi dotkliwy głód. Popularny w wielu regionach „szczur z rożna” nie jest egzotyczną potrawą afrykańskiej kuchni – jak można dowiedzieć się z programu Discovery – to często jedyny posiłek. Na kontynencie opływającym w złoto i diamenty oraz we wszelkie możliwe naturalne zasoby, niezbędne dla rozwoju światowego przemysłu panuje systemowa bieda, korupcja, ciągłe konflikty i stan zagrożenia, które tworzą obszary sprzyjające działalności motywowanych zyskiem korporacji. Zamiast wzbogacać życie mieszkańców, Afryka dźwiga ciężar gospodarczego wyzysku i rabunku na apokaliptyczną skalę.

Uniwersalnym przykładem ilustrującym położenie zwykłych Afrykańczyków może być działalność firmy Shell w delcie Nigru, na terenach należących do ludu Ogoni. W październiku 1995 r. wykonano egzekucję aktywisty Saro-Wiwa wraz z ośmioma innymi działaczami na rzecz praw 500-tysięcznego plemienia, które pomimo posiadania bogactw naturalnych żyje w nędzy i w środowisku całkowicie zdegradowanym. Oszacowano, że do delty Nigru wyciekło 1,5 miliona ton ropy. Zanieczyszczenie środowiska sprawiło, że sens straciło m.in. rybołówstwo, podstawa egzystencji tamtejszej ludności. W 2013 r. sąd w Hadze uznał spółkę Shell winną zaniedbań, w wyniku których doszło do skażenia, jednocześnie zwalniając ją z odpowiedzialności za zniszczenia.

Zwalanie całej winy za nieszczęścia mieszkańców Afryki na korporacje byłoby niesprawiedliwe, ich działalność zawsze jest wspierana przez rządy bogatych państw, a więc pośrednio przez obywateli tych krajów.

Raport organizacji World Development Movement z 2014 r. (Carving up a continent: How the UK government is facilitating the corporate takeover of African food systems) ujawnia jak korporacje, które kontrolują większość rynku żywieniowego na świecie, przejmują afrykański rynek za pomocą brytyjskiego programu o apetycznie brzmiącej nazwie „Nowy Sojusz dla Zabezpieczenia Żywności i Substancji Odżywczych”.

Zgodnie z tym programem – na który rząd brytyjski od 2012 r. przeznaczył 600 mln funtów wsparcia – firmy międzynarodowe, m.in. Monsanto, Unilever, Syngenta, DuPont, Cargill, Diageo, SABMiller, Coca Cola, Yara, stają się dysponentami żyznych ziem i korytarzy rolniczych pod pretekstem „zajmowania się niedostatkiem żywności i pomocy głodującej i potrzebującej Afryce”. Obszary te zostaną poddane degradacji poprzez przemysłową produkcję żywności z użyciem chemicznych środków ochrony roślin.

Firmy biorące udział w przedsięwzięciu to największe koncerny biotechnologiczne, przedstawiciele przemysłu chemicznego oraz dystrybutorzy żywności. Umowy z kluczowymi krajami wprowadzają przepisy zmuszające farmerów do zakupu nawozów i nasion od korporacji. We wstępie do raportu WDM czytamy: „Jest to stara historia której nadano nowy impuls. Ponad 100 lat temu rozpoczęto ‚walkę o Afrykę’ pod pretekstem ucywilizowania tego kontynentu. Popełniono barbarzyńskie zbrodnie a systematyczny rozwój przynosił zyski Europie. Od tego czasu problemem Afryki nigdy nie był brak integracji z gospodarką międzynarodową – problemem jest to, jak jest zintegrowana i w czyim interesie”.

Mieszkający w Wielkiej Brytanii australijski dziennikarz, autor cenionych filmów dokumentalnych, John Pilger, zwraca uwagę, że podczas Pierwszej Wojny Światowej cywile stanowili 10% ofiar; w czasie Drugiej Wojny Światowej cywile już 50% ofiar. W Wietnamie odsetek wynosił już 70%, a podczas wojny w Iraku cywile stanowili 90% wszystkich ofiar śmiertelnych („The War You Don’t See”).

Rozpalone głowy z lewej i z prawej strony zgodnie przytakują, że emigranci w Europie to problem. Dyskusję zdominowała forma, którą można porównać do telewizyjnej reklamy lekarstwa na grypę skutecznego w likwidacji objawów choroby. O przyczynach emigracji europejscy decydenci nie chcą rozmawiać, a Europejczycy – wiedzieć.

Warto tu przypomnieć jedną z podstawowych zasad fizyki: każdej akcji towarzyszy reakcja. Otóż emigracja to nie akcja, emigracja to reakcja. Emigracja to skutek, nie przyczyna. Wdrażane dziś rozwiązania nie dotykają źródeł problemu, zamiast tego forsowana jest polityka represji wobec rzeczywistych ofiar. Obraz emigrantów-terrorystów, emigrantów-gwałcicieli pomaga jedynie oddalić rozważania nad przyczynami i zapomnieć o skali nieszczęść, jakie dotykają niewinnych ludzi. Podsycane obawy i strach wskazują zagrożenie, skutecznie mobilizują oraz usprawiedliwiają zastosowanie każdego rodzaju środka uznanego za konieczny.

Możemy zatrzymać emigrantów zanim dotrą do naszych granic – tak, jak robimy to na Morzu Śródziemnym i w Turcji; możemy wzdłuż granic rozciągnąć drut kolczasty, jak zrobił Związek Radziecki; możemy wybudować betonowy mur, jak zdecydowali Węgrzy czy Izraelczycy w Palestynie. Strach pomyśleć do czego jeszcze jesteśmy zdolni, ale to wszystko są agresywne pomysły obliczone na zwalczanie skutków, które w żaden sposób nie odnoszą się do przyczyn tego zjawiska.

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +39, liczba głosów: 53)
Loading...
The following two tabs change content below.