100 lat temu urodził się najwybitniejszy skrzypek stulecia

Albert Einstein wykrzyknął kiedyś: „Teraz już wiem, że jest Bóg w niebiosach”? Rozentuzjazmowany fizyk skierował to zdanie do pewnego młodego skrzypka… Skrzypek nazywał się Yehudi Menuhin, miał 11 lat i debiutował właśnie w Berlinie. Potem stał się jednym z najwybitniejszych skrzypków dwudziestego wieku.

Cały muzyczny świat obchodzi dziś 100. rocznicę jego urodzin.

Kim był Yehudi Menuhin? Zapewne jedną z najbardziej fascynujących postaci dwudziestego wieku. Dalajlamą wiolinistyki, duchem świętym skrzypiec. Adeptem jogi i przyjacielem cygańskich grajków. Potomkiem zbuntowanego chasyda, obywatelem świata, legendą wiolinistyki.

Rekordzista

Jak w kilku akapitach streścić jego życie? W jaki sposób w kilku akapitach oddać mu hołd? Już sama lista nazwisk największych muzyków dwudziestego wieku, z którymi grał, artystów, z którymi współpracował, wybitnych osobowości, meżów stanu, polityków, przywódców politycznych i religijnych z którymi się spotykał mogłaby rozsadzić ramy krótkiego tekstu. Jeszcze dłuższa mogłaby okazać się lista nagrań płytowych, jakich Menuhin dokonał. Znalazło się na niej ponad pół tysiąca płyt, z których pierwszą nagrał w 1928 roku, gdy miał 12 lat!

Pełna lista jego koncertów mogłaby złożyć się na niewielkiej objętości książkę… Niewątpliwie w ciągu swojego życia Menuhin pobił niejeden muzyczny rekord. Jak sam twierdzi, koncert skrzypcowy Beethovena wykonał prawdopodobnie rekordową liczbę razy, a grał go zapewne, jako swój ulubiony utwór, znacznie częściej niż inni skrzypkowie. Ale rekordy należą do niego zapewne i w innych „konkurencjach”, choć nikt nigdy na szczęście nie zajmował się tego rodzaju statystykami.

Wesprzyj #Medium

Stojąc na głowie z Jawaharlal Nehru

Grał na skrzypcach, koncertował, spotykał się z przyjaciółmi, a w wolnych chwilach… ćwiczył jogę. O istnietniu tego wschodniego systemu przekonań i ćwiczeń dowiedział się przez przypadek, w Nowej Zelandii, gdy w poczekalni czekał na siostrę, która właśnie miała zabieg. Przeczytał wówczas któtką książeczkę – wprowadznie do jogi i doświadczył olśnienia. Od razu zaczął ćwiczyć – z początku samodzielnie, i już po kilku tygodniach podczas pierwszej w swoim życiu wizyty w Indiach mógł popisać się nabytą w międzyczasie umiejętnością stania na głowie. Zademonstrował ją podczas swojego pierwszego spotkania Jawaharlal Nehru i jego córce, przyszłej premier Indii Indirze Ghandi. Jak się okazało, robił to dość nieudolnie – Nehru bez wahania zademonstrował mu, jak stać na głowie w poprawny sposób! Już podczas swojej pierwszej wizyty w Indiach Menuhin poznał także swojego przyszłego mistrza jogi B.K.S. Iyengara.

yehudi-menuhin--1452014431
 

Grając w wozie taborowym

Grał niemal ze wszystkimi wybitnymi zachodnimi muzykami swoich czasów. Ale nie tylko z nimi… Koncertował i nagrywał także z Ravim Shankarem – kompozytorem muzyki indyjskiej i wirtuozem gry na tradycyjnym instrumencie indyjskim sitarze oraz ze skrzypkiem jazzowym i kompozytorem Stéphane Grappellim. Co ciekawe, podczas wspólnych koncertów, gdy Ravi improwizował, Yehudi grał wcześniej wyuczone melodie. Odtwarzanymi z pamięci tekstem musiał się wspierać także i wtedy, gdy grał z improwizującym skrzypkiem jazzowym Stephane Grappellim.

Menuhin jest też powszechnie znany jako wielbiciel muzyki cygańskiej. Po raz pierwszy zetknął się z nią mając jedenaście lat, gdy jego mistrz, wielki rumuński skrzypek mołdawskiego pochodzenia George Enescu zabrał go na wycieczkę do swojego ojczystego kraju. Romscy muzycy, których grę po raz pierwszy wówczas usłyszał, wzbudzili jego zachwyt.

„Muzyka Romów, ich spontaniczność, naturalny sposób bycia były dla mnie absolutnym objawieniem”

– pisał.

Szczególnie zauroczył go jeden z najmłodszych z nich. Nastolatek grał pięknie i wzruszająco mimo, że dysponował prostymi skrzypcami i prymitywnym smyczkiem, zrobionym z gałązki z naciągniętym na niej końskim włosiem. Poruszony jego grą Yehudi podarował mu jeden ze swoich profesjonalnych smyczków – pozłacane dzieło Eugène Sartory’ego. Na jednym ze zdjęć widzimy Yehudi Menuhina siedzącego po turecku na łóżku w taborowym wozie. Podobnie, jak cygańscy skrzypkowie, znakomitą część swojego życia wirtuoz spędził w podróży.

Możesz zagrać ze mną wszystko!

Grał niemal ze wszystkimi wybitnymi zachodnimi muzykami i wszyscy chcieli grać z nim. Swoimi interpretacjami otwierał serca słuchaczy, otwierał też przed sobą wszystkie drzwi. Na debiut w Carnegie Hall w Nowym Jorku w 1927 roku zaproponowano mu wykonanie stosunkowo prostego koncertu A-dur Mozarta. Ale jeśli już debiutować w Carnegie Hall, to dlaczego nie wielkim koncertem skrzypcowym Beethovena? Gdy mający dyrygować jego debiutem w Nowym Jorku Fritz Busch dowiedział się o propozycji młodego skrzypka, miał wówczas podobno powiedzieć oburzony: „Nie zatrudnia się Jackie Coogana do roli Hamleta”. Jednak, gdy tylko zaczęło się przesłuchanie młodego skrzypka, wielki dyrygent już po pierwszych taktach zmienił zdanie. „Mein lieber Knabe. Możesz grać ze mną wszystko, zawsze i wszędzie!” – zakrzyknął
rozentuzjazmowany.

Sprawa Sołżenicyna

Ale Menuhin był nie tylko utalentowanym skrzypkiem. Był również szlachetnym człowiekiem. Gdy jako przewodniczący International Music Council przemawiał na zgormadzeniu tego gremium odbywającym się w latach 70. Związku Radzieckim nie zawahał się wymienić nazwiska Aleksandra Sołżenicyna, stając się tym samym wrogiem numer jeden radzieckich władz. Nie zawahał się też rozpocząć ryzykownej gry z dygnitarzami ZSRR, by umożliwić wielkiemu wiolonczeliście Mścisławowi Roztropowiczowi wyjazd za granicę, gdy władze Związku Radzieckiego podjęły decyzję, by nie wypuszczać muzyka z kraju.

Jako pierwszy żydowski skrzypek zagrał z niemieckim dyrygentem Wilhelm Furtwänglerem, który mimo że był zdecydowanie przeciwny działaniom III Rzeczy w trakcie wojny nie wyjechał z kraju, pozostał na stanowisku szefa Berlińskich Filharmoników, dawał też koncerty w okupowanej Francji.

A po II wojnie światowej Yehui Menuhin grał dla amerykańskich żołnierzy, a także w wyzwolonych krajach, oraz dla byłych więźniów obozów koncentracyjnych, którzy wciąż w nich przebywali pozbawieni możliwości ich opuszczenia. Wbrew zdecydowanemu sprzeciwowi swojej agencji koncertowej podczas tournée w RPA samodzielnie spontanicznie zorganizował kilka koncertów dla czarnoskórych mieszkańców tego kraju, w czasach, gdy panował tam wówczas apartheid i ścisła segregacja rasowa.

Kompas z pół tuzinem gwiazd

Na jakich fundamentach ukształtowała się ta wyjątkowa osobowość? Jak sam to opisał, stworzyły ją „nałożone na siebie elementy francuskie, niemieckie, włoskie i angielskie na rosyjsko-żydowsko-amerykańskich fundamentach. Wszystkie te elementy składają  się na kompas z pół tuzinem gwiazd polarnych, z których każda koryguje odczyt innych”. Jego ojciec był zbuntowanym chasydem rodem z Homla (dziś na Białorusi), matka urodziła się na Krymie. Obydwoje byli Żydami i znaczną część swojego młodego życia spędzili w Izraelu, gdzie się poznali. Osiedli jednak ostatecznie w Stanach Zjednoczonych, i właśnie tam urodził się Yehudi. Największym idolem i mistrzem Menuhina był od jego najwcześniejszych lat George Enescu, genialny kompozytor i skrzypek z Rumunii, dzięki któremu Yehudi po raz pierwszy zetknął się z muzyką Romów. Jego kolejny mistrz, niemiecki skrzypek Adolf Busch nauczył Menuhina dyscypliny, pozwolił mu też zrozumieć i pokochać niemiecką muzykę.

Szkoła? Nie, dziękuję

Do szkoły chodził tylko jeden dzień. Z pierwszego dnia w szkolnych ławach zapamiętał przede wszytkim wszechobecny chaos. Był, jak pisze, „bardziej zdezorientowany niż nieszczęśliwy”. Z tego, co mówił nauczyciel, nic nie rozumiał. W końcu zobaczył drzewo stojące za oknem i na nim skupił całą swoją uwagę aż do końca lekcji. Matka zdecydowała się więcej nie posyłać do szkoły, a ponieważ w Kalifornii nie było wówczas obowiązku szkolnego, cała trójka dzieci Menuhinów uczyła się w domu. Po raz pierwszy Yehudi wystąpił publicznie mając sześć lat, 28 lutego 1922 roku w San Francisco w sali Oakland Auditorium podczas koncertu Orkiestry Symfonicznej San Francisco. Zagrał wówczas Scène de Ballet Bériota ze swim pierwszym nauczycielem Louisem Persingerem, który towarzyszył mu na fortepianie.

Porozumienie i pojednanie

Czym była dla niego muzyka? Od najmłodszych lat wierzył w jej moc. „Będąc dzieckiem postrzegałem muzykę jako niepohamowaną siłę, zdolną nieść dobro, zjednoczyć ludzkość, siłę działającą w tak magiczny sposób, jak to opisuje Schiller w odzie O radości, która „co czas rozprzągł i zwyczaje (…) sprzęga”. Pod wpływem późniejszych doświadczeń musiał zrewidować to idealistyczne podejście. Pisał jednak niezmiennie, że: „Istotą muzyki są jej możliwości komunikacyjne. Muzyka może być nośnikiem wszystkich możliwych uczuć, niezależnie od tego, czy będą one delikatne i czułe, czy przygniatające a nawet okrutne” – pisał w swoich książkach. W książce „Skrzypce i ja”, Menuhin sugeruje nieśmiało, że największym skrzypkiem dwudziestego stulecia był Igor Ojstrach „Był najpełniej rozwiniętym artystą dwudziestego wieku w dziedzinie skrzypiec: łączył pełen namiętności ferwor z absolutnym rygorem i opanowaniem”. W moim subiektywnym rankingu, pierwsze miejsce mimo wszystko należy do Yehudiego.

The following two tabs change content below.

Dorota Relidzyńska

Dorota Relidzyńska, filozofka i autorka tekstów, redaktorka tekstów poświęconych muzyce i popularyzujących naukę oraz historię. Ukończyła studia w Instytucie Socjologii i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, studiowała w Instytucie Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Publikowała teksty o tematyce muzycznej i popularnonaukowej w gazetach codziennych i magazynach: Gazeta Wyborcza, Życie, Machina, Beethoven Magazine, Echos de Pologne, W Podróży. Pracowała w radiu Tok FM, w kanale informacyjnym Polsat News. Prowadziła projekty wydawnicze jako redaktor prowadząca i naczelna. Jest autorką haseł w polskiej Wikipedii poświęconych muzyce poważnej.