Afro-jazz, kasyno, prostytutki i bezdomne dzieciaki- czyli jak wygląda noc w Nairobi

W kolejce do klubu stoją ekstrawagancko ubrani goście. Dziś będą się bawić przy dźwiękach afro-jazzu i tłustych, rapowych beatach. Na zewnątrz czekają brudne i zdesperowane dzieciaki proszące o drobne, narkotyczne kasyno, prostytutki i kurczak z rożna, dla tych co zgłodnieją.

Noc w Nairobi relacjonuje Mikołaj Radlicki, koordynator międzynarodowych projektów humanitarnych w Afryce Wschodniej, szczęśliwy posiadacz domu z małpami i wielkim psem Lego. 

nick

Mija szósta po południu. Ciągle powiększająca się  grupa ludzi zaczyna leniwie gromadzić się przy wejściu do klubu. Jaka tu różnorodność ubiorów! Od szytych na miarę, ekstrawaganckich, wzorzystych spodni w typowo afrykańskie desenie, kapeluszy z szerokim rondem, modnych ostatnio dzięki byłemu prezydentowi Nigerii Goodluckowi Jonathana, który lubił się w nich pokazywać publicznie, czy celowo i fantazyjnie poszarpanych koszul udekorowanych plemienną biżuterią, do sportowych, surferskich szortów i japonek, klasycznych jeansów zestawionych z wysokimi, skórzanymi butami, a do tego krawaty w stylu funk lat 70-tych.

westlands-nairobi-kenya

Tłum powoli przesuwa się w kierunku pierwszego drinka, a następnie systematyczną falą odchodzi w stronę wolnych jeszcze miejsc siedzących.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Scena jest już gotowa. Migające na czerwono, zielono, żółto i purpurowo światła lamp trzymają ludzi w napięciu. Ich stroje mienią się w blasku reflektorów, gdy zwinnymi ruchami przemieszczają się  płynnie na ostatniego papierosa.

Tuż przed ósmą cała grupa egzotycznych postaci wraz ze mną odwraca głowę w stronę sceny, na której pojawia się pierwszy zespół wieczoru. Ekipa zaczyna grać i jest to wesoła, energiczna i rytmiczna kenijska muzyka w stylu „kisi”, z typową dla niej gitarą, o oktawę wyższą niż reszta utworu. Tekst utworu jest niekonfliktowy, prosty, brakuje mu „pazura.” Kompozycja utworów jest przewidywalna, nie ma w niej nic zaskakującego, co odróżniałoby zespół od setek podobnych w Afryce Wschodniej. Muzyka jest miła dla ucha, ale nie wywołuje podekscytowania- brak jej emocji i charakteru.

Koniec pierwszej prezentacji przyjęty jest przez publiczność z lekką ulgą, którą widać na twarzach szybko udających się znów do baru ludzi. Zgiełk mieszających się rozmów zapełnia otoczenie, kolorowe ubrania przenoszą się z miejsca na miejsce, tworząc coraz to nowe kombinacje i zaskakująco malownicze połączenia.

Młody, otyły człowiek z tubą, całkowicie pasujący do typowego wyobrażenia o muzykach używających tego instrumentu, siada po prawej stronie sceny. Zaraz za nim wchodzi trąbkarz i puzonista. Zaczynają grać, a to co dociera do uszu słuchaczy jest fascynującym miksem afro-jazzu z odcieniami salsy. Oba gatunki muzyki łączy w całość  wspólny styl plemienny „Kikuyu.” Wszyscy odwracają się w stronę sceny, zainteresowani próbują zrozumieć przekaz i kompozycję. Zanim jednak mają szansę wejść głębiej w ten ciekawy jazzowy projekt pojawia się nowa grupa i zmienia klimat na brudny, uliczny hip-hop.

Śpiewany w „sheng”, slangu Nairobi, utwór wydaje się autentyczny, a jego przekaz aktualny i ważny. Tłuste bity ściągają publiczność bliżej sceny. Dwóch miejsko wyglądających raperów w luźnych bluzach z kapturami i z odpowiednio ciężkimi złotymi ozdobami, dołącza do zespołu i występ nabiera nowego tempa.

Emanujący żywą energia muzycy zachęcają do tańca młode dziewczyny, które prześcigają się nawzajem w coraz to bardziej odważnych i zalotnych ruchach.  Ciała falują zmysłowo– noc jest młoda i pełna życia.

Na zewnątrz klubu, przy bramie wjazdowej utworzyła się krótka kolejka, na końcu której stoi grupa ulicznych dzieci. Patrzą niby onieśmielone w ziemię, prosząc o drobne.  Są brudne, zdesperowane i niebezpieczne. Z jednej strony wzbudzają litość,  z drugiej strach; większość mieszkańców Nairobi zna wiele historii związanych z dziećmi ulicy, z ich technikami wymuszeń z użyciem brudnych strzykawek czy skarpetek z ludzkimi odchodami.

Zaledwie kilka budynków dalej czarne, nieoświetlone ulice ukazują swoje sekrety. Grupa tanich prostytutek stoi na rogu ulicy – jedna jest w ciąży. Czekają aż któryś z fashionistów spod sceny muzycznej  zagubi się w nadmiernym pijaństwie i skorzysta z ich usług. Stoją w grupie, gadają, każda w krótkiej spódniczce i plastikowych butach na nienaturalnie wysokich obcasach.

Podjeżdża samochód. Zatrzymuje się przy dziewczynach i spuszcza szybę w dół. Następuje wymiana paru zdań i jedna z dziewczyn wskakuje do środka ze sztucznym podekscytowaniem. Samochód powoli rusza i widać po jego zygzakowatych manewrach, że nie zmierza daleko – szuka spokojnej, zacisznej ulicy, małego parkingu na uboczy, ukrycia…

Grupa prostytutek nadal stoi w tym samym miejscu, za wyjątkiem tej w ciąży.

Po drugiej stronie ulicy, w pewnym oddaleniu widać kasyno. Błyskotliwe światła neonów pulsują nerwowo, a głośna muzyka pop skrzeczy intensywnie i napastliwie irytując swym brzmieniem trzeźwego przechodnia, ale dostarczając tak wiele spokoju i poczucia przynależności typowemu nocnemu hazardziście.

Na zewnątrz kasyna zebrała się grupka palaczy. Głównie Chińczycy, ale są też Hindusi, a także jeden samotny biały facet. Trzyma się z boku, nie rozmawia, tylko zaciąga się papierosem. Wygląda na zamyślonego, jego oczy są przymrużone – objaw lekkiego nadużycia.

Niebawem kasyno  wsysa wszystkich do swojego wnętrza i tylko uśpione samochody zostają na nieoświetlonym parkingu. Jeden z nich buja się: prawo, lewo, prawo, lewo…porusza się systematycznie, bez dźwięku, bez świateł. Przypominam sobie uliczne dziewczyny i przestaje mnie to dziwić.

carnivorerestaurantnairobi-780x520

 

Pobliska marna buda oferująca kurczaki z rożna jest pełna życia. Dookoła niej zbiorowisko najprzeróżniejszych indywidualności, wszyscy czekający na „kuku” – gorącego kurczaka z chrupiącą skórką. Taksówkarze, imprezowicze, muzycy, narkomani, pijacy, kierowcy ciężarówek, nocni straganiarze i oszuści. Pomiędzy nimi stoi młoda Azjatka. Jej wyraz twarzy wydaje się mówić: „Jestem cholernie głodna, pospieszcie się z tym kurczakiem!”. Nie rozmawia z nikim, po prostu stoi w skupieniu, gapiąc się na rożen.

Jest coś niewinnego, a zarazem dumnego w obliczu tej dziewczyny o skośnych oczach. Jej delikatność wyraźnie kontrastuje z ciemną stroną ulicznego Nairobi – trochę brutalnego, trochę brudnego, trochę groźnego miasta. Może właśnie to zestawienie powoduje, że jej twarz wydaje się wyniosła i wymagająca.

Prawdopodobnie pierwsza porcja „kuku” będzie dla niej.

Po lewej stronie, w nieoświetlonej alejce widać ten sam samochód, który zatrzymał się wcześniej na rogu. Nagle , z impetem, otwierają się drzwi i wyskakuje z niego krzycząca kobieta. Jej pękaty brzuch widać na odległość, nie ma na sobie spodni. Ręka mężczyzny wynurza się z samochodu, aby ją złapać, ale ona wyszarpuje się i wyje: „Gwałciciel! Zostaw mnie! Policja! On chce mnie zgwałcić!” Ludzie przy budce z kurczakiem stoją i patrzą się z zainteresowaniem na tę scenę, rożen miarowo kręci się za szybą.

Kobieta łapie swoje spodnie z głębi samochodu i próbuje wyrwać się z uścisku faceta w środku. To wszystko wygląda paskudnie. Na nierówno wyasfaltowanym parkingu wśród szarego betonu ta scena wygląda brutalnie miejsko. Brzuch prostytutki w blasku latarni odbija światło w stronę gapiących się ludzi.

Słychać uderzenie monet o bruk, charakterystyczny dźwięk fortuny ludzi ulicy. Samochód włącza silnik i bez świateł, z  piskiem odjeżdża. Policji nigdzie nie widać, ale dwóch ochroniarzy wybiega z pobliskiego budynku, a w ich zdezorientowanym spojrzeniu pojawia się podniecenie na widok kobiety bez spodni. W końcu proponują jej pomoc.

Z twarzy przed chwilą molestowanej kobiety znika udręczenie i złość. Nagle staje się spokojna i konkretna  Otwiera dłoń,  widać na niej zmięte banknoty. Trzy, cztery, pięć, może sześć tysięcy szylingów. Liczy je dokładnie stojąc tyłem do ochroniarzy. Wymieniają kilka agresywnych zdań, po czym kobieta zostaje sama. Z trudem naciąga swoje spodnie i wkłada do nich pieniądze, poprawia zmierzwione włosy i wolnym krokiem zagłębia się w ciemne ulice miasta.

Budka z pieczonymi kurczakami wraca do życia, a obracający się w niej rożen znów odmierza czas nocnego Nairobi.

 

 

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +6, liczba głosów: 6)
Loading...