Chciał zostać pilotem, a został wrogiem publicznym numer jeden.

Chciał zostać pilotem, a został wrogiem publicznym numer jeden. Dlaczego? Zagroził na Facebooku, że zabije Donalda Trumpa.  W lutym, na swoim profilu, umieścił zdjęcie, które podpisał: „Z chęcią odsiedziałbym wyrok dożywocia za zabicie tego kolesia, a świat by mi jeszcze podziękował”. Przyznał, że było to związane z niechęcią jaką żywił do Tumpa, który w swojej kampanii zapowiadał, że zamknie amerykańskie granice dla obywateli państw muzułmańskich. Elsayed nie przewidział, że ten niewinny post, wywoła aż taką burzę.

 

Autorem artykułu jest Adam Jędruszczak, filolog języka angielskiego, tłumacz. 

Internet to potężne narzędzie, a dla wielu – alternatywny świat. W nim możemy stać się kimś innym, zapomnieć o problemach i codziennych troskach. W nim stajemy się anonimowi, dzięki czemu, często możemy komentować, krytykowć, oczerniać i szykanować. Bez baczenia na to jaki wpływ będzie to mieć na życie nasze i innych.

Wielu z Nas jednak ma na tyle dużo odwagi, by otwarcie wygłaszać swoje poglądy, nawet na portalach społecznościowych, pomimo świadomości bycia obserwowanym nie tylko przez użytkowników portalu. Emadeldin Elsayed jest właśnie kimś takim.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Chciał zostać pilotem, a został wrogiem publicznym numer jeden. Dlaczego? Zagroził na Facebooku, że zabije Donalda Trumpa.  W lutym, na swoim profilu, umieścił zdjęcie, które podpisał: „Z chęcią odsiedziałbym wyrok dożywocia za zabicie tego kolesia, a świat by mi jeszcze podziękował”. Przyznał, że było to związane z niechęcią jaką żywił do Tumpa, który w swojej kampanii zapowiadał, że zamknie amerykańskie granice dla obywateli państw muzułmańskich. Elsayed nie przewidział, że ten niewinny post, wywoła aż taką burzę.

Od razu zainteresowały się nim amerykańskie tajne służby oraz rządowi prawnicy i Federalne Biuro Śledcze. Alex Khatib, właściciel szkoły lotniczej, poinformował FBI o zamieszczonym przez Elsayeda poście. Później „agenci Hoovera” mieli przekazać tę informację do oddziału Grupy Zadaniowej ds. Walki z Terroryzmem w Departamencie Stanu i Secret Service.

Prawnik Elsayeda Hani Bursha twierdzi, że kilka dni po opublikowaniu posta, dwóch agentów Secret Service odwiedziło jego klienta na uczelni, próbując dowiedzieć się o jego możliwym związku z ugrupowaniami terrorystycznymi. 5 lutego, gruntownie przeszukano i sprawdzono mieszkanie oraz auto należące do podejrzanego. 11 lutego agenci odwiedzili szkołę pilotażu i przesłuchali Alexa Khatiba, właściciela szkoły. W podpisanym przez siebie zeznaniu napisał, że agenci powiedzieli mu o cofnięciu wizy studenckiej Elsayeda oraz zasugerowali, że warto by było cofnąć też zaświadczenie z uczelni. Zaraz po tym Elsayed został aresztowany.

Całkowicie zrozumiałe jest to, że amerykańskie służby zainteresowały się tą sprawą. W tej sytuacji Emadelin Elsayed był na straconej pozycji jako obywatel jednego z państw muzułmańskich i adept sztuki pilotażu. Po 11 września, wszystkie agencje dokładnie sprawdzają każdego, kto będzie chciał uczyć się latać. Można odnieść wrażenie, że agenci wykazali się nadgorliwością, kierując się nie tymi przesłankami, co trzeba.

To czysty spekulacje, ale czyżby tak potężny człowiek jak Donald Trump czegoś się przestraszył i zlecił służbom zbadanie tej sprawy? Niczym przecież jest los jednostki wobec rozpędzonej lokomotywy jego kampanii wyborczej. Usunie ona każdą przeszkodę, która stanie jej na drodze. Stawka w tej grze jest bardzo wysoka i najmniejsze potknięcia mogą wykoleić cały plan Trumpa, który- jak głosi jego hasło wyborcze- „chce przywrócić Ameryce dawną chwałę”.

Ta sprawa mogłaby zakończyć się jedynie usunięciem postu, a nawet publicznymi przeprosinami. Chcielibyśmy sobie także tłumaczyć, że służby kierowały się dobrem wszystkich Amerykanów i usunęły „potencjalne zagrożenie” na wszelki wypadek. Warto jednak w tej całej sytuacji przyjrzeć się trybowi pracy służby, nie tylko w Ameryce.

W Polsce, zupełnie niedawno sąd postawił nastolatkowi zarzuty za to, że udostępnił na Facebooku materiały kompromitującego prezydenta Andrzeja Dudę. Jesteśmy inwigilowani na każdym kroku, a media społecznościowe sprawiają, że dobrowolnie godzimy się na to, by agencje państwowe i zagraniczne przyglądały się temu, co robimy.

Sytuacja, która wydarzyła się prawie dwa miesiące temu, nie znalazła jeszcze swojego rozwiązania. Z powodu błahostki zniszczono życie człowieka, który marzył o tym, by pilotować samoloty. Pogrążyła go jedna  pseudo groźba, która nigdy nie miała znaleźć swojego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Czytając artykuły na ten temat, przyszywa mnie strach, bo skoro w Ameryce- w wyśnionym bastionie wolności obywatelskich i moralnych dzieją się takie rzeczy, to jakie będą działy się w Polsce?

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +6, liczba głosów: 8)
Loading...