Prezydent Duda jest niezłomny. W wykonywaniu rozkazów prezesa.

Myślę, że elementem walki o prawa kobiet, powinny być również drastyczne obrazy, które ilustrują, co znaczy dziecko upośledzone.

 

Z Wandą Nowicką, działaczką społeczną, feministką, polityczką, przewodniczącą Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, posłanką na Sejm i wicemarszałkinią Sejmu VII kadencji rozmawia Marta Widła, studentka dziennikarstwa i nowych mediów na Collegium Civitas w Warszawie.

Polska ma dziś jednak jedno z najostrzejszych praw antyaborcyjnych w Europie. Do sejmu wpłynął projekt całkowitego zakazu aborcji. Czy na naszych oczach rozpętuje się wojna przeciwko kobietom?

Zgadzam się zdecydowanie, uważam, że jest to wojna przeciwko kobietom, którą rozpętują i prowadzą rozmaite środowiska. Jest to jedna z najbardziej drakońskich i represyjnych ustaw, jakie pojawiły się w polskiej przestrzeni publicznej od lat 90. Dla mnie obecna ustawa już jest   prawem represyjnym. Jeśli pojawiła się ustawa, która jeszcze bardziej zaostrza prawo, oczywiście nie jest naprawą czegokolwiek – jest ogromnym szkodnictwem. Jest zaprzeczeniem podstawowych praw kobiet, dowodem na dążenie do ich całkowitego zniewolenia. Kobieta, która nie może decydować o sobie w najbardziej intymnej sferze, jaką jest płodność i macierzyństwo, nie jest w pełni wolnym człowiekiem w wolnym kraju.

Dlaczego organizacje pro-life starają się wykluczyć zarówno antykoncepcję i edukację seksualną? W kraju, w którym prowadzona jest rzeczowa edukacja seksualna, odsetek niechcianych ciąż jest mniejszy.

Wesprzyj #Medium

Projekt ustawy jest oparty na ideologii, a ta ideologia nie dopuszcza do jakiejkolwiek ingerencji w sferę płodności człowieka, ani poprzez rzetelną edukację ani antykoncepcję, ani in vitro, nie wspominając o aborcji, czy nawet badania prenatalne. Największym oszustwem jest fakt, że w rzeczywistości ludzie popierający tę ustawę działają na rzecz zwiększenia liczby aborcji, a nie jej zmniejszenia. Nigdzie nie jest tak, że zakaz aborcji likwiduje aborcję. Zakaz sprawia, że jest więcej aborcji ryzykownych, o czym mówią badania sondażowe, bo nie są prowadzone statystyki. Co do ustawy, sądzę, że zostanie przyjęta mimo iż została stworzona na bazie ideologicznych założeń, a nie racjonalnej i opartej na wiedzy polityki i wieloletnich doświadczeń krajów rozwiniętych. Projekt ustawy zagraża kobietom i ich rodzinom poprzez to, że kobiety są często zmuszone do korzystania z niebezpiecznych form przerywania ciąży. Nierzadko kupują tabletki od rozmaitych oszustów, które nie wiadomo skąd pochodzą.

Według badań CBOS katoliczki przerywają więcej ciąż.

W Polsce mieszkają głównie katoliczki. Jeśli uwierzą w kalendarzyk małżeński, są one potem ofiarami tej ideologii, ponieważ zachodzą w niechciane ciąże. Później zaczyna się smutna rzeczywistość – kobieta, jeśli nie chce lub nie może kontynuować ciąży, szuka ratunku w podziemiu aborcyjnym. Niezależnie czy jest katoliczką, czy nie.

Jak walczyć z niebezpieczną ideologią organizacji pro-life?

Myślę, że trzeba przyjąć generalną zasadę: zapobiegać a nie karać. Młodzież potrzebuje edukacji. Każdy z nas chciałby, żeby młodzi ludzie zaczynali uprawiać seks, gdy są na to gotowi nie tylko biologicznie, ale i społecznie. Praktyka jest taka, że młodzież zaczyna inicjować kontakty seksualne bardzo wcześnie. Musimy z jednej strony zachęcać ich do późniejszej inicjacji, ale z drugiej strony zapewniać im środki, aby zminimalizować skutki tego, co jest nieuchronne w wielu przypadkach – czyli niechcianych ciąż.

Często młodzi ludzie uważają, że podczas pierwszego stosunku nie można zajść w ciążę, trzeba im uświadamiać, że jednak można i można zajść w ciążę podczas miesiączki. Powinien być także powszechny dostęp do antykoncepcji. W szczególności powinna być dostępna, i przez pewien czas była, pigułka dzień po. Fakt, że można było z tej pigułki skorzystać bez potrzeby pójścia do lekarza, wzięcia od niego recepty, zapłacenia za wizytę, był ogromną szansą na to, żeby zapobiec wielu niechcianym ciążom, a więc i aborcjom.

Znana z głośnego protestu w kościele św. Anny feministka Anna Zawadzka podczas występu w programie „Tak jest” Andrzeja Morozowskiego próbowała przejąć audycję i nie pozwoliła prowadzącemu zadawać pytań. To chyba nie jest dobra droga?

Spotkałam Annę Zawadzką na rozdaniu „Okularów Równości”, na jej pytanie, co ja o tym uważam, powiedziałam jej szczerze, że mogła lepiej tę szansę wykorzystać na to, żeby przedstawić swoje racje i racje środowisk, które reprezentuje. Z drugiej strony trzeba mieć świadomość, że, z mojego punktu widzenia, o wiele bardziej szkodliwe jest to, co proponuje nam episkopat i fanatycy religijni, którzy chcą pozbawić kobiety praw i chcą narażać je na utratę zdrowia i życia, bądź więzienie, niż niezbyt udany występ telewizyjny. Nota bene Anna Zawadzka publicznie przeprosiła środowisko i myślę, że wyciągnęła z tego lekcję.

Czy byłaby Pani za pokazaniem zdjęć niemowląt bez głowy?

Ja widzę potrzebę i zasadność tego typy inicjatyw. Trzeba zacząć stosować nowe metody, myślę, że elementem walki o prawa kobiet powinny być również drastyczne obrazy, które ilustrują, co znaczy dziecko upośledzone i o czym tak naprawdę mówimy. Musimy pokazywać, że pseudoszlachetna ideologia organizacji pro-life jest przykrywką tak strasznych dramatów ludzkich, tak niewyobrażalnych cierpień i tragedii. Myślę, że dopóki nam się tego nie pokaże, nie uświadomimy sobie tego. Trzeba zderzyć ideologię z rzeczywistością.

Dlaczego kościół chce zniszczyć kompromis aborcyjny?

Kościół ma za nic życie kobiet, z ich punktu widzenia to są inkubatory, których wybór i decyzje kończą się w momencie, gdy pojawiła się ciąża. Księża dążą do całkowitej instrumentalizacji kobiet i ich ciał. Jest to absolutne lekceważenie i nieliczenie się z życiem kobiet. Pamiętajmy, że Kościół Katolicki jest instytucją patriarchalną, w której określona jest hierarchia wartości i ważności. W tej drabinie społecznej, którą kultywuje kościół i chciałby, by trwała jak najdłużej, kobiety są o wiele niżej niż mężczyźni. Ich rolą jest nieść swój krzyż, czyli poświęcać się dla innych, cierpieć w milczeniu i godzić się na wszystko, czego Kościół zażąda.

Dlaczego pierwsza dama nie zabiera głosu w dyskusji dotyczącej praw kobiet?

Ja oczywiście nie znam pani prezydentowej, nie mam pojęcia jakie ma poglądy. Możemy tylko spekulować na ten temat, ale sądzę, że nawet gdyby chciała zabrać w tej sprawie głos, nie pozwoliłby jej na to prezydent Andrzej Duda. Sam prezydent nie ma żadnej samodzielności, jest całkowicie uzależniony od prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Od początku swojej kadencji, wbrew głoszonej wcześniej przez niego własnej niezłomności, jest człowiekiem wykonującym rozkazy. Wyobrażam sobie, że to przenosi się również na samą prezydentową. Choć chciałabym, żeby żona Prezydenta Polski pokazała swoją niezależność i odwagę i stanęła w obronie kobiet tak, jak to zrobiła prezydentowa Maria Kaczyńska.