Żeby ją zrozumieć, trzeba ją poznać – przeklęta Ziemia Święta

Jako, że przed powstaniem nowego Państwa Izrael przyjechali do tej ziemi Żydzi z różnych zakątków świata, wymagane było podjęcie strategii, która pozwoli różnym kulturom, ze wszystkimi ich różnicami, żyć ze sobą swobodnie, wzbogacając siebie nawzajem. Piękna idea. Co z niej zostało?

Często odnoszę wrażenie, że dyskusja na temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego, z całym jego tragicznym rozmachem, dzieje się na płaszczyźnie dość powierzchownej, która wynika (czasem) z dość stereotypowego postrzegania jego stron. Nie jest to tekst o okupacji ani okrucieństwach przemocy. Nie wspomnę o realiach w Gazie lub na zachodnim brzegu nie dlatego, że nie są one ważne, tylko dlatego, że tekst jest kompletnie o czymś innym . W mojej ocenie, nie sposób mówić o tym konflikcie bez zrozumienia intencji, powodów oraz obaw poszczególnych grup w Izraelu. Jest to tak zróżnicowane społeczeństwo, że próby szukania jakiegokolwiek rozwiązania są skazane na niepowodzenie bez głębszej analizy mechanizmów społecznych. Mniej niż analiza socjologiczna, jest to próba zrozumienia chociażby sceny politycznej w Izraelu, i próba wyjaśnienia, czemu te pozornie proste zmiany, które są tak niezwykle potrzebne, zajmują tyle czasu. Jest wiele innych aspektów dyskusji, które pominę – imigracja rosyjska, etiopska, wpływ nielegalnych imigrantów, siła inwestorów zagranicznych, strach przed europejskim antysemityzmem, i wiele innych.

Chciałbym też podkreślić , że wszelka generalizacja wynikająca z tego tekstu jest wynikiem pisania go jako wstępu do pracy o społeczności żydowskiej w Izraelu.

Nie każdy Żyd/Izraelczyk/Syjonista/Aszkenazyjczyk/Sefardyjczyk (skreśl odpowiednie) jest rasistą/liberałem/nacjonalistą/konspiratorem (skreśl odpowiednie). Jest to o tyle ważne, by uniknąć wszelkich uogólnień, wynikających z tego tematu. Służą one jedynie temu, by opisać procesy społeczne, niezbędne, aby zrozumieć konflikt.

My – Syjoniści Europejscy

Wizja Theodora Herzla z 1902r., opisana w jego książce Altneuland (Nowa-Stara Ziemia, a w tłumaczeniu na hebrajski – Tel Aviv) była piękna, przeważnie dla Żydów europejskich, tzw. Aszkenazyjczyków. W tym utopijnym romansie opisał, jak jego zdaniem powinna wyglądać ta wspomniana Nowa-Stara Ziemia – będzie ona liberalnym, lecz wspomagającym swoim mieszkańców, zlepkiem kultur – przeważnie europejskich, w której językiem “ulicy” będzie jidysz, ale w urzędach będzie obowiązywał hebrajski. Będzie świeckim państwem, gdzie Arabowie i Żydzi będą równi. Jest tam np. postać żydowskiego polityka, który zakłada partię ubernacjonalistyczną. Zostaje on za to obśmiany przez społeczeństwo i ponosi ogromną klęskę. Spora część europejskich Żydów była zachwycona tamtą wizją.

Europa tamtego czasu była świadkiem wzrostu aspiracji nacjonalistycznych i socjalistycznych zarazem. Gdy część społeczeństwa uważała mniejszość żydowską za integralny byt w walce z kapitalizmem, pozostali postrzegali tą mniejszość jako obce ciało, które próbuje niszczyć tożsamości narodowe za pomocą socjalizmu. Ta mieszanka aspiracji nacjonalistycznych i socjalistycznych była bardzo płodnym gruntem dla ruchu syjonistycznego. Próby stworzenia “Nowego Człowieka” według nowego pierwowzoru były powszechne w całej Europie, co pozostało nie bez wpływu na ruch Syjonistyczny.“Nowy Człowiek” miał uprawiać ziemię za dnia, pomóc swojej gminie po południu, a wieczorem, trzymając karabin, czytać Tolstoy’a. Miał on powstać z europejskiej, żydowskiej młodzieży, zachęcając ją do  przeprowadzenia się do obecnego Izraela, wtedy Palestyny. W 1939 r., m.in. wskutek coraz bardziej oczywistego zagrożenia ze strony Niemiec, około 370,000 polskich Żydów było członkami partii syjonistycznych. 300,000 osób należało do Socjalistycznego Syjonizmu, a 70,000 do Rewizjonistów. Stanowiło to około 10% populacji żydowskiej w Polsce.

W tym czasie na terenach “Ziemi Świętej” mieszkało już około 450,000 Żydów, czyli około 30% populacji, spora część z nich przeprowadziła się na przełomie wieku XIX i XX wraz ze wzrostem popularności syjonizmu w Europie, a mała część (10,000 osób) żyła w Izraelu od pokoleń- głównie byli to Żydzi sefardyjscy (w tym czasie istniały również oddziały ruchu syjonistycznego w Iraku i Libii, ale ilość członków w nich była stosunkowo niewielka.) Plan syjonistów polegał na przyciągnięciu do Palestyny około miliona europejskich Żydów, by pomogli w budowie nowego Państwa. Nie zdążyli go zrealizować przed wybuchem drugiej wojny światowej.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Z końcem drugiej wojny i uświadomieniem sobie rozmiarów Holokaustu pojawił się problem – siła robocza, na którą liczyli przed wojną w dużej mierze została zamordowana. Duża część ocalałych, cierpiała na różnego rodzaju choroby, nie wspominając o traumie. To nie był „najlepszy materiał ludzki”, by stworzyć „nowego człowieka”, nie mówiąc już o nowym państwie.

My – Syjoniści, i nie tylko

Ruch syjonistyczny w krajach arabskich, jak wspominałem wcześniej, nie był na tyle silny, by przyciągnąć “masy”. Przeważnie (za wyjątkiem pojedynczych zdarzeń) stosunki między Żydami arabskimi a muzułmanami były pozytywne, wręcz braterskie – w każdym razie zbyt bliskie, by przekonać do masowej migracji. Ponadto idea syjonistyczna chciała stworzyć państwo całkowicie świeckie, bez tradycji religijnych. Dla większości arabskich Żydów było to nie do przyjęcia. Co prawda nie byli oni ortodoksyjni (ruch chasydzki był symptomatyczny dla Polski), ale zarówno tradycja, jak i religia były dla nich bardzo istotne. Tak “się złożyło”, że po zakończeniu IIWS, rosły napięcia między Żydami arabskimi a muzułmanami w krajach arabskich – przeważnie w Maroku, Libii, Tunezji, Algierii i Iraku.

Ruch nacjonalistyczny rósł w siłę, pojawiły się napięcia między ruchem Syjonistycznym a Palestyńczykami. To był najlepszy moment dla działaczy ruchu syjonistycznego, by przekonać tamtą populację do emigracji do nowo narodzonego Izraela.

Wraz z zakończeniem wojny oraz atmosferą powojenną w państwach arabskich, większość Żydów wyjechała do Izraela, Francji, Włoch oraz Stanów Zjednoczonych. Niewielu zostało w swoim kraju.

Jako, że przed powstaniem nowego Państwa Izrael przyjechali do tej ziemi Żydzi z różnych zakątków świata, wymagane było podjęcie strategii, która pozwoli różnym kulturom, ze wszystkimi ich różnicami, żyć ze sobą swobodnie, wzbogacając siebie nawzajem. Piękna idea.

Zaadaptowano politykę „Tygla narodów”. Polegała na wymazaniu języka ojczystego, czy to jidysz, ladino, polskiego czy arabskiego. Nie były one nielegalne, ale przez młodzież narodowościową postrzegane jako niechciane. Wszelkie elementy tradycji: aszkenazyjskiej, sefardyjskiej bądź arabskiej były traktowane jako obce. Muzyka miała charakter przeważnie ideologiczny (piosenki zachęcające do pracy w polu z melodią sowiecką np.), a piosenki w jidysz albo po arabsku źle przyjmowane. Nie mówiąc o literaturze, teatrze, kinie lub prasie (oczywiście z wyjątkami). Bywało, że dzieci uczyły rodziców hebrajskiego, co nierzadko wiązało się u nich z poczuciem wstydu.

Po uzyskaniu niepodległości, partią, która przejęła władzę była partia syjonizmu socjalistycznego – Mapai (obecnie Ha’awoda/Obóz syjonistyczny) – jej członkowie zaś – europejskimi Żydami. Ilość imigrantów oraz poziom zagrożenia zewnętrznego wymusiły podjęcie szybkich, efektywnych kroków. Z racji tego, że kraj był w trakcie powstawania, a imigrantów przybywało coraz więcej, nie było sposobu, by wszystkimi się zająć, zapewniając im godny początek nowego życia. W kibucach i moszawach (wariacja lajtowa kibucu) osiedlali się przeważnie europejscy Żydzi o skłonnościach socjalistycznych.

Skutkiem wojny w 1948 r. było opuszczenie wiosek palestyńskich (nie wchodzę w dyskusję o przyczynach i sposobie opuszczenia tych wiosek, jest to temat na osobną analizę). Te, które nie zostały zrujnowane, zostały osiedlone przez nowo przybyłych. Przeważnie mieszkali w nich arabscy Żydzi. Z racji tego, że leżały w punkcie styku między dwoma populacjami, czasem bywały prostym celem ataków. Jak to bywa w tego typu biurokracjach – im więcej masz znajomych, tym większe są szanse, że zgłoszona skarga zostanie rozpatrzona. Z natury rzeczy pracownikami urzędów byli europejscy Żydzi, więc jeśli skarga w ogóle była rozważana, to przeważnie dlatego, że piszący miał odpowiednie znajomości. Niektórym u władzy wydawało się, że imigranci przynoszą ze sobą choroby, wypryskiwało się ich chemią DDT (nie była to wyjątkowa rzecz w tamtych latach, ocalałych z Holokaustu też wypryskiwano, ale efekt psychologiczny był olbrzymi). Krążyły też plotki, iż noworodki jemeńskich Żydów są porywane przez władzę i podawane bezdzietnym parom europejskim. Dodatkowo pojawiła się potrzeba siły roboczej, by budować drogi, domy i fabryki. Jako, że wszystkie powyższe były potrzebne przeważnie na peryferiach Izraela, do “czarnej pracy” zostali zatrudnieni przeważnie arabscy Żydzi, dalecy mentalnie i fizycznie od kulturalnego “serca” Izraela – Tel Awiwu.

My – Syjoniści; #DobraZmiana

W 1967 r. Izrael wygrywa wojnę sześciodniową, i zarazem zaczyna okupację terenów zachodniego brzegu Jordanii, półwyspu Synaj (Egipt) oraz wzgórza Golan (Syria). Pomijając fakt okupacji owych ziem, jest to o tyle ważne, że Izrael był do tej pory socjalistycznym państwem, co oznaczało lepsze kontakty z ZSRR niż z USA, ZSRR natomiast wspierało wrogie wojska arabskie podczas wojny, co zwróciło uwagę wojska amerykańskiego. Im większe zainteresowanie, a więc i demonstracja siły Izraela, tym bardziej  zagraniczni inwestorzy wspierali Izrael finansowo. Jak do tej pory arabscy Żydzi (wykluczając zamieszki w Wadi Salib) przyjęli swoją nową pozycję, myśląc, że jest tymczasową i wynika z braku pieniędzy. Szybko jednak okazało się, że ich bieda nie jest błędem, a wygląda bardziej na ideologię. Gdy kibuce zaczęły sprzedawać swoje ziemie potężnym inwestorom, arabscy Żydzi mieszkali w opadłych blokach. Gdy Tel Awiw stawał się coraz bogatszy, oni zostali na miejscu. Powstał więc ruch młodzieżowy o nazwie Black Panthers, którego celem było uświadomienie społeczeństwu istnienia dyskryminacji wewnątrz państwa oraz nawoływanie do równości. Golda Meir, ówczesna premier Izraela, totalnie nie zainteresowana problemem, podsumowała spotkanie jednym kuriozalnym zdaniem: “Oni są nie mili”.

Wojna Jom-Kippur w 1973r. była ciosem moralnym dla całego społeczeństwa izraelskiego. Panujące przekonanie, że wojsko izraelskie jest najsilniejsze na świecie, ustąpiło innemu – że owo wojsko składa się z ludzi, którzy miewają słabości. Siła uderzenia, wraz z coraz bardziej częstymi atakami ze strony PLO, w kontekście napięć społecznych na tle pochodzeniowym, dało świetny grunt dla Partii Syjonistów Rewizjonistów – tzw. Likud.

Ideologia wolnego rynku, pielęgnowanie tożsamości żydowskiej, chęć przebudowy wojska oraz obietnica naprawy szkód dotychczasowych władz przekonały sporą cześć arabskich Żydów do głosowania na Menachem’a Begin’a (ur. Mieczysław Biegun) – Begin był jedynym politykiem, który podczas zamieszek w Wadi Salib odwiedził demonstrantów i udzielił im poparcia.  W 1977 r., po 30-u latach władzy, partia Mapai przegrała a partia Likud wygrała. Z wyjątkiem krótkich przerw rządzi do dziś.

Druga część artykułu wkrótce.

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +3, liczba głosów: 5)
Loading...
The following two tabs change content below.

Mark Wegner

Urodzony w Tel-Awiwie, od 10-u lat mieszka w Polsce. Reżyser filmowy, absolwent Wydziału Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Z miłości do historii, współpracuje z muzeum POLIN w Warszawie..