Kim jest Żyd, do którego tęskni Rafał Betlejewski? Czy może to raczej Żyd, za którym tęskni? – polemika

Pytanie, co to za postać Żyda, którą wykreował artysta, i za którą to postacią uparcie tęskni, pozostaje otwarte. A zatem kim jest? Nie, to nie współczesny mieszkaniec dowolnego kraju Świata (minus Polska), i z całą pewnością – nie mieszkaniec Izraela (o swoim stosunku do państwa Izrael i jego mieszkańców Rafał Betlejewski informował wiele razy m.in. na antenie Radia TOK FM i RDC).

Czytaj tekst Rafała Betlejewskiego Czy ktoś tu jeszcze Tęskni za Żydem?

Wczoraj na facebooku zapowiedziałem, że na warszawskim Powiślu namaluję napis Tęsknię za Tobą Żydzie. Ma to sfilmować francuska telewizja Arte, która chce opowiedzieć o stosunku Polaków do Żydów. Chyba naiwnie sądzą, że pokażą coś pozytywnego. Komentarze, jakie pojawiły się pod tą zapowiedzią sprawiły, że zacząłem wątpić.

A więc, ten wytęskniony, milczący Wielki Nieobecny , to raczej bohater powieści Singera, obrazów Chagalla, musicalu „Skrzypek na dachu” (bo już raczej nie powieści Szolema Alejchema). Czarny chałat, blada twarz, cieniutkie precelki pejsów- bujający się gdzieś między niebem i ziemią Abram albo Mosze. (Nawet nie wiem, jakie imię mógłby nosić taki uniwersalny, cichy, nieprzeszkadzający Żyd. Które z żydowskich imion przetrwało w polskich głowach?)

Co jest złego w akcji plastycznej, w działaniu w przestrzeni, w performansie „Tęsknie za tobą Żydzie”??
Czemu wywołuje furię po stronie katolików, narodowców, Żydów i antysemitów? I czemu budzi też moją głęboką niechęć?

Gdyby oceniać to zupełnie obiektywnie – mówilibyśmy o akcji, happeningu, wydarzeniu wynikającym z wrażliwości artysty. Wiele znam osób, które reagują emocjonalnie na sytuacje społeczne, historyczne i wykorzystując artystyczne środki wyrazu opowiadają o swoich odczuciach i uczuciach.

W przypadku akcji „Tęsknię za tobą Żydzie” jest – podobnie jak w przypadku np. „Piramidy zwierząt” Kozyry czy „Pasji” Nieznalskiej – drastyczna granica między tymi, którzy akceptują czy popierają a tymi, którzy kategorycznie odrzucają koncepcję i wykonanie projektu. A może nawet główną ideę performance’u.

Więc – obiektywnie – spełnione są wszelkie podstawowe potrzeby twórcy. Jego praca została zauważona, wzbudziła kontrowersje, dyskusje, zaczęła żyć własnym życiem. Doszło do akcji na świeżym powietrzu ( malowanie, domalowywanie, zamalowywanie, kolejne malowanie napisu ), naparzanki słownej w Internecie, kilku wypowiedzi pisemnych i słownych autora projektu w Medium Publicznym.

Pytanie: czy istotą akcji miało być obracanie się wkoło autora i napisu? Jaki głębszy sens miał towarzyszyć tej pracy?

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Jeśli uwierzyć w pytanie malowane na murze, w jego czyste intencje, powróćmy do kwestii – kim jest osoba, za którą tęskni Rafał Betlejewski?

Z całą pewnością można powiedzieć, kim nie jest domniemany bohater wydarzenia. Otóż, nie jest to torturowany i spalony na stosie mieszkaniec Poznania z roku 1399. Z całą pewnością też nie poniżany, wypędzany z miasta, oznaczony łatą bądź spiczastą czapką mieszaniec I Rzeczypospolitej. Nie ten, kogo ciągnięto za brodę, topiono, okradano i wyśmiewano przez następne stulecia. I nie jeden z zamordowanych przez wojsko Hallera w 1918. Nie pięcioletni Abramek Szenker zastrzelony prze oenerowców czy innych wszechpolaków na warszawskim chodniku 1 Maja 1937 roku. Nie małżeństwo Minkowskich z Przytyka – zmarli z roztrzaskanymi czaszkami, bo ratowali swe dzieci przed niespodziewaną wizytą katolickich sąsiadów. Nie są to setki i tysiące poturbowanych, pobitych, ośmieszonych, poniżonych, spauperyzowanych mieszkańców II RP. Nie są to stłoczeni w gettach, przerażeni mieszkańcy Wielunia, Łasku, Bełchatowa i Konina. Nie jest to żadne z 15 tysięcy dzieci poniżej 14 roku życia z łódzkiego getta, zagazowanych w ciężarówkach w Chełmnie nad Nerem. Nie są to ukrywający się w jamach, stogach słomy i piwnicach uciekinierzy z transportów, obozów i gett. Nie są zesłani na Sybir, i nie są powracający z ZSRR, witani kamieniami i wyzwiskami ostatni polscy Żydzi. Nie są ci wyrzucani z pociągów, ani zabici w Kielcach. Nie wypędzeni z Polski w 1968 i 69.

Więc kto??

A gdyby gdzieś na Wołyniu na murze wymalowano napis: „Tęsknię za tobą Polaku”? O czym byśmy myśleli? O tkliwym wspomnieniu obsypanej białym kwieciem jabłoneczki przed drewnianym domkiem? Czy o prababce z rozprutym brzuchem?

Akcja doprowadziła do eskalacji wyzwisk, do przywołania gazu, Adolfa Hitlera, Shoah. Jest nieudana. Jest zła.

Kiedyś Sandauer napisał, że filosemityzm to w istocie inna twarz antysemityzmu. Tak, w tym protekcjonalnym „Żydzie”, w tym braku refleksji, w tej pewności siebie jest coś niedobrego.

A najgorsze jest chyba to, że reakcje, które towarzyszyły akcji nie powiedziały niczego nowego. Nie ma żadnej tęsknoty. Nie ma żadnej refleksji. Jest kastet i pałka.

Może akcja: „Zapytaj się babci, skąd ma maszynę do szycia” ? Albo „Poszukaj, kto podpisał się na twoim krześle” byłyby ciekawsze?

Tego samego dnia, kiedy Rafał Betlejewski pisał na murze: ”Tęsknię za tobą Żydzie” w publicznej ( państwowej? narodowej?) telewizji Rafał Ziemkiewicz zwierzał się panu Pospieszalskiemu, że: ”przedwojenny ONR nie lubił Żydów, ale nie lubili ich wszyscy. Nawet Giedroyć chciał ich wyrzucić z Polski!” Tym złotym myślom przysłuchiwała się rosła i oznakowana opaskami młodzież oenerowska. Wstyd to nie jest dobre słowo. Obrzydlistwo, kłamstwo, głupota – to ciągle zbyt słabo.

Nie ma słowa parlamentarnego, którego mogłabym użyć w stosunku do osób, które w tak podły sposób kłamią, przeinaczając historię. Dziwię się tylko oenerowcom, że nie wstali i nie zaczęli w studio (w końcu program był ponoć „na żywo”) protestować, że nie po to ich partia została rozwiązana po raptem trzech miesiącach istnienia w 1934, a wielu jej członków działając nadal, już nielegalnie, narażało swoje zdrowie i życie ganiając się z Policją, siedząc w Berezie i aresztach, żeby teraz jakiś wygodny „publicysta” mówił, że: „ONR nie lubił Żydów”!!! Nie lubić to można kaszanki albo pietruszki w zupie! Prawdziwi narodowcy Żydów nienawidzili żywiołowo, mordowali, bili, podpalali, wysadzali w powietrze, tłukli, łamali kości, wybijali oczy. A jeśli nie tylko ”publicysta” nie ma o tym pojęcia, ale też chłopcy i dziewczęta z zielonymi opaskami to gówno wiedzą, co znaczy nacjonalizm a la polonaise.

Zrzut ekranu 2016-03-13 o 21.32.53[6]

To dla was napisałam „Tajemnicę pana Cukra”. Za jedyne trzydzieści parę złotych, a na przecenie pewnie za dwie dychy – dowiecie się, jak czternastolatkowi wypłynęły jelita z brzucha, bo opętany nienawiścią wszechpolak, endek czy inny zmanipulowany nacjonalista podłożył bombę pod Synagogą w Sosnowcu. Nie słyszeliście nigdy o Przytyku? O Mińsku Mazowieckim? Częstochowie? O Lidze Zielonej Wstążki, o „corocznym wstydzie” na wyższych uczelniach?

Kiedy dowiecie się, jak żałosne jest skakanie do cudzej melodii, wypełnianie rozkazów otumanionych „kierowników” i przywódców”, zedrzecie swoje zielone opaski razem z rękawami, a zielone sztandary, w najlepszym wypadku, przeznaczycie do przetarcia podłogi.

I w publicznych (państwowych? narodowych?) studiach telewizyjnych i radiowych przestaną straszyć zdeprecjonowane ideały z formaliny.

Takie to dwie strony medalu objawiły się pewnego kwietniowego dnia w Polsce, anno domini 2016.
A czereśnie kwitną, jak co roku.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +6, liczba głosów: 16)
Loading...

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Rachel-Esther
The following two tabs change content below.
mm

Anna Karolina Kłys

Ur. 1969, dziennikarka radiowa i telewizyjna. Od 1991 r. związana z pierwszą prywatną rozgłośnią w Poznaniu, Radiem S (obecnie Radio Eska). Pracowała jako prowadząca programy, reporterka i wydawca. Zaangażowana w sprawy społeczne (m.in. Amnesty International, Objector). Od 2003 roku zajmuje się fotografią. Opublikowała wywiad-rzekę z Bohdanem Smoleniem "Niestety wszyscy się znamy" (2011), "Brudne serca" (2014), "Tajemnica Pana Cukra" (2015).