Ateizm to brak wiary, a nie wiara w nieistnienie – polemika

Twierdzenie, że ateizm jest religią, bo ma swoje święta i swojego świętego, to typowy sofizmat. Aby go obalić wystarczy doprecyzować pojęcie ateizmu, który sam w sobie neguje wszelką potrzebę religii, więc nie można określić go religią poprzez przypisanie mu religijnych atrybutów, jak dogmaty, święta czy bogowie.

Tekst jest polemiką do artykułu podpisanego pseudonimem Oszołom: „Ateizm jest religią. Ma swoje święta i swojego świętego – polemika”

Sporą część swego tekstu autor poświęca na wykazanie, że partia rządząca jest bardziej lewicowa od lewicy. Nie mogę się z autorem nie zgodzić. Populizm i obietnice prospołeczne aż wylewały się w kampanii ze spotów i wieców PiS-u. Mogę nawet pójść dalej i zaryzykować stwierdzenie, że jest to partia na wskroś narodowo-socjalistyczna.

Ale nie o tym. Mnie bardziej interesują cztery punkty, w których autor stara się wykazać, że ateizm jest religią. A to już lekko mnie wnerwia, zwłaszcza że mieni się on ateistą z 15-letnim stażem.

Polemikę chciałbym zacząć od tego, że autor chyba zapomniał czym jest ateizm. Wystarczy zerknąć do Wikipedii – to pogląd bądź doktryna głosząca odrzucenie wiary w boga oraz negujący potrzebę religii. W najszerszym znaczeniu jest to brak wiary w istnienie boga, bóstw i sił nadprzyrodzonych, jako sprzecznych z rozumem i nienaukowych. Zatem, szanowny autorze, pierwsza nieścisłość w Pańskim tekście: ateizm to brak wiary, a nie wiara w nieistnienie. Jest to teza wyjściowa do dalszej polemiki.

Dogmaty są dziełem instytucji

Autor twierdzi – zapewne za Sławomirem Sierakowski, bo nie ujawnił źródła – że Kościół jest pierwszym politycznym wrogiem lewicy w Polsce i partii Razem. Zgadzam się z tym twierdzeniem. Występuje w nim bardzo ważne i subtelnie podane słowo „politycznym”, którego autor chyba nie uchwycił. Żeby rozpatrywać stwierdzenie „kościół to zło” w kategorii „dogmatu” – dodatkowo w kontekście wypowiedzi Sierakowskiego – należy sięgnąć do historii Kościoła, zmian dokonanych w pismach oraz ich skutków w odniesieniu do wiernych.

Otóż hierarchowie kościelni w pewnym momencie przestali się kierować naukami Jezusa, tworząc do nich własne rozszerzenia i interpretacje, które miały na celu ni mniej ni więcej, tylko ustanawianie coraz większych wpływów. Najpierw na dworach królewskich i szlacheckich, a potem – kiedy trafili pod strzechy – w umysłach zwykłych zjadaczy chleba. Nie będę się tu rozwodził o dokumentach, z resztą sfałszowanych, które pozwoliły papieżom i biskupom na praktycznie nieograniczone wpływy na monarchów. To każdy ateista wie.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Ustanowienie dogmatu o Trójcy, która wcześniej była „dwójcą”, dogmatu o dziewictwie Marii czy też skrzętne unikanie biblijnego: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył”, czyni tenże Kościół instytucją, a nie wspólnotą wiernych. I jako instytucja jest rozpatrywany w słowach Sierakowskiego. Na marginesie dodam, że ostatni z wymienionych dogmatów Kościół tłumaczy tym, że jego wierni są ludźmi inteligentnymi i żaden wierny nie wierzy, że podobizna na ołtarzu, rzeźba czy różaniec jest Bogiem, Jezusem czy Marią, ale są to jedynie figury wyobrażające Chrystusa czy inne osoby, dzięki czemu rocznie ma niezłe wpływy z ich sprzedaży.

Święta i ceremonie

Autor stwierdza, że Dni Ateizmu są celebrowane jak święto. No, tego się nie spodziewałem po, wydawałoby się, rozumnym człowieku. Weźmy na ten przykład Juwenalia. Coroczny cykl imprez dla studentów, swoiste święto. Idąc tokiem myślenia (?) autora stwierdzam, że bycie studentem to też religia – studentyzm. Tyle w temacie.

Święci, męczennicy i protoplaści

Kolejne dziwne porównanie przez osobę „kumatą” w temacie. Porównanie Łyszczyńskiego do Jezusa i Mahometa w jednym zdaniu jest karkołomne i w sumie niezbyt mądre. Otóż, jak zapewne autor wie, Kazimierz Łyszczyński jest autorem traktatu filozoficznego pt. De non existentia Dei, w którym toczy dyskusję na temat pochodzenia religii i bogów. (przyp.red. – Z zachowanych fragmentów dzieła wynika, że zdaniem Łyszczyńskiego to człowiek stworzył boga, a nie odwrotnie.) Jest też pierwszą osobą w Polsce skazaną na śmierć za ateizm. Zatem nic dziwnego, że Dni Ateizmu za patrona obrały sobie tego a nie innego człowieka.

Rozumiem, że według autora, już nie można posiadać patronów, zatem wszystkie szkoły publiczne będące czyjegoś imienia, powinny z tego zrezygnować. Ale, ale. Jego zdaniem można stworzyć litanię do Łyszczyńskiego, zatem takowej jeszcze niema. No to przeczy jakby tezom o świętych i męczennikach, bo w religii mają oni swoje litanie i modlitwy.

Misja ewangelizacji

Pisze autor, że ateiści mają misję, która polega na laicyzacji społeczeństwa i pozyskiwaniu „wiernych”. Drogi autorze, organizację dwa razy w roku imprezy z panelami dyskusyjnymi, konferencjami, odczytami i marszem, a także spotkaniami w gronie ateistów w wolnej formule, uważa Pan za ewangelizację? Cóż, w tym nie różni się Pan, ateista, od hierarchów kościelnych plotących banialuki o galopującej ateizacji społeczeństwa. Osobiście uważam, że takich spotkań, konferencji w przestrzeni publicznej jest zbyt mało, żeby uświadomić społeczeństwu, że wiara to nic złego, ale wiara prywatna a nie narodowa.

Bogowie

Tu nie będę się rozwodził za bardzo, jedynie zapytam, czy nie zna Pan innych „bogów” ateistycznych poza Aronem Ra (faktycznie L. Aronem Nelsonem)? Może Dawkins? On jest popularnym ateistycznym „bogiem”, przytaczanym przez kręgi katolickich fundamentalistów typu Fronda. Co złego w przybieraniu chwytliwych pseudonimów? Dlaczego nie zdeprecjonuje Pan Chucka Norrisa, prawicowego ultrachrześcijanina? W końcu naprawdę nazywa się Carlos Ray Norris. Pewnie dlatego, że nie ma w nazwisku Ra – egipskiego bóstwa. A może pojedziemy po Dwaynie Johnsonie, którego przydomek The Rock, tez może się fajnie kojarzyć – opoka…

Drogi autorze, Pańskie pseudopublikacje, bo nie publikuje Pan pod imieniem i nazwiskiem (boi się, czy co?) w 100% odzwierciedlają Pański stan. Tak, bo tylko Oszołom, jak sam się autor przedstawił, może nazywać religią ateizm, który z definicji religię odrzuca. Do tego podpiera się on swoim 15-letnim ateizmem. Wyborne, nie ma co. A na koniec rzuca coś o wojującym ateizmie, który dryfuje w stronę nurtu religijnego.

Oj, coś tu nie halo z tym ateizmem autora…

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +11, liczba głosów: 11)
Loading...
The following two tabs change content below.

Marek Bakalarczuk

Prowadzi bloga na portalu polskiateista.pl