Dlaczego geje i lesbijki ciągle rodzą się, choć przecież powinni wymrzeć!?

 

Oto pytanie warte naukowego rozważenia. Skoro geje i lesbijki raczej nie mają potomstwa, to jak to się dzieje, że ta cecha genetyczna nie zanika w populacji? Na chłopski rozum, geje powinni wymrzeć w ciągu jednego pokolenia…

A jednak ich procent w każdym czasie utrzymuje się na mniej więcej tym samym poziomie. Homoseksualiści byli w starożytnej Grecji, Sumerze i w średniowiecznej Europie. Tyle tylko, że raz mogą żyć szczęśliwie, a innym razem muszą się ukrywać przed prześladowaniami.

Istnieje hipoteza mówiąca, że te same geny są odpowiedzialne za popęd płciowy u mężczyzn i u kobiet. Tyle, że wpisane są one w całe spektrum genotypów ludzkich. Geny odpowiedzialne za płodność towarzyszą więc przeróżnym genom determinującym nasze gusta, zachowania i preferencje. Tak samo jak geny determinujące kolor oczu: czy masz niebieskie, zielone czy piwne, możesz równie dobrze lubić schabowy, jajka na twaro, albo jak ci nogi śmierdzą.

W odpowiedzi na bardzo dobry tekst Rafała Betlejewskiego: Nie dajcie sobie wmówić, że homofobia to coś złego! To normalny odruch biologiczny!

Nie pocałowałbym Cię nie dlatego, że mam coś do ciebie, albo że jesteś jakiś brzydki, ale po prostu, jesteś facetem. Rosną ci włosy na nogach, na klacie, na twarzy i na… jajach… chodzisz na siłkę, pośmiardujesz… jesteś klocem, nie masz gracji, ryj masz krzywy… no i problem zasadniczy: masz pindola…

Istotne, że hipoteza ta tłumaczy dlaczego homoseksualizm utrzymuje się w populacji ludzkiej od zawsze w podobnych proporcjach, choć homoseksualistów cechuje nieporównanie mniejsza realna płodność niż osoby heteroseksualne. Na pierwszy rzut oka z tego powodu homeoseksualizm teoretycznie powinien zaniknąć w sposób naturalny. A jednak nie zanika.

Powód jest bardzo prosty: to siostry gejów kompensują brak dzieci u ich braci. Dzieje się tak dzięki wyższemu prawdopodobieństu obecności genów zwiększających płodność tak u braci gejów jak i ich sióstr.

To bardzo proste:

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl
  1. statystycznie biorąc, osoby z genami zwiekszającymi płodność odbywają wiele stosunków seksualnych,
  2. siostry i bracia są do siebie genetycznie bardziej podobni niż osoby niespokrewnione, co zwiększa prawdopodobieństwo, że siostra i brat mają podobne geny determinujące płodność, a więc równocześnie częstość odbywania stosunków seksualnych,
  3. częstość odbywania stosunków seksualnych u osób heteroseksualnych przekłada się w sposób oczywisty na liczbę potomsta, u osób homoseksualnych – nie,
  4. siostry gejów mających wysoki popęd płciowy mają podobne geny, a więc statystycznie biorąc wyższy niż przeciętny popęd płciowy – w konsekwecji również wiecej potomstwa niż siostry mężczyzn heteroseksualnych o przeciętnym popędzie płciowym, co kompensuje brak potomstwa u ich braci,
  5. osoby o niskim poziomie popędu płciowego, również jeśli mają skłonności homoseksulane, nie muszą sobie uświadamiać własnej orientacji, bo stosunki płciowe nie mają dla nich istotnego znaczenia – stąd homoseksualizm deklarowany głównie przez osoby, dla których seks ma duże znaczenie w życiu.

Tym samym geny, które mogłyby być uznane w powszechnym odczuciu za odpowiedzialne za homoseksualizm (choć w rzeczywistości takich genów nie ma) są w sposób naturalny (zgodony z wolą Bożą!!!) z wielkim powodzeniem propagowane w populacji ludzkiej. Innymi słowy, nie tylko mogą, ale muszą przetrwać. Geny te są bowiem w stopniu najwyższym odpowiedzialne za przetrwanie gatunku ludzkiego, zresztą zgodnie z zapisem biblijnym, czy, jeśli ktoś woli, z wolą Bożą . Gdyby nie siostry gejów, to ludzkość pewnie dawno wymarłaby z powodu niskiej płodności.

Problem w tym, że hipoteza ta jest bardzo trudna do naukowego udowodnienia. Albowiem ludzie, zwłaszcza osoby deklarujące się jako heteroseksualne, bardzo niechętnie przyznają się do nawet nikłych skłonności homoseksulanych. Chyba jasne dla każdego jest, że na pytanie w ankiecie czy ma się skłonności homoseksualne 99 proc. ankietownych (pierwotnie napisałem 90 proc., ale myślę, że 99 jest bliższe prawdzie) odpowie, że nie. Innymi slowy, o prawdziwych skłonnościach seksualnych nie można dowiedzieć się w sposób obiektywny, w przeciwnieństwie np. do gustów kulinarnych, z powodu niezwykle mocnego tabu kulturowo-religijnego.

Prawdopodobnie geny “płodności” działają tak samo u kobiet jak i u mężczyzn.

Z tego powodu również lesbijki przekazują je swoim dzieciom. A płodność lesbijek, rozumiana jako liczba posiadanych dzieci, jest zapewne o wiele wyższa niż płodność gejow. Z dwóch przyczyn. Po pierwsze presja społeczna wymusza na nich posiadanie dzieci o wiele mocniej niz na mężczyznach. Chyba dla każdego jest oczywiste, że łatwiej nakłonić kobietę do posiadania dziecka niż mężczyznę. Po drugie, jak wspomniano na początku w odniesieniu do inych genów, geny odpowiedzialne za instynkt macieżyński nie muszą być związne z genami odpowiedzialnymi za płodność zgodnie z drugim prawem Mendla. A więc kobiety mające wysoką, zdeterminowaną genetycznie skłonność do uprawiania seksu, niezależnie od tego czy ich oficjalny partner jest mężczyzna, czy kobietą, mają relatywnie większą liczbę dzieci (oczywiście jeśli uprawiają seks z mężczyznami) niż kobiety z niską skłonnością do uprawiania seksu. Dzieci zarówno gejów, jak i lesbijek, nie muszą same być gejami czy lesbijakmi (bo zapewne nie ma genów homoseksualizmu), ale mogą mieć większy popęd płciowy niż przeciętny odziedziczony po jednym z rodziców (to zaś nie jest związane z preferencjami seksualnumi typu homo czy hetero) i tym samy mogą kompensować mniejszą liczbę potomstwa swych rodziców.

Jeśi ktoś udowodni te hipotezy zapewne dostanie nagrodę Nobla. Zadanie to jest jednak niezwykle trudne, gdyż na straży naszej ignoracji stoją tak potężne siły społeczne i religijne, a także strach przed rzekomą innością. Podział na ludzi homo- i heteroseksualnych jest z punktu widzenia biologii fałszywy. W rzeczywistości, w całej populacji, wszystkie nasze cechy, w tym cechy naszych charakterów, a więc i określające preferencje seksualne, rozłożone są zgodnie z krzywą Gaussa, zwaną krzywą rozkładu normalnego. Na jednym krańcu znajdują się osoby ściśle heteroseksulane, na drugim wyłącznie homoseksualne. Osoby dopuszczające różny poziom kontaktów homoseksualnych stanowią zapewne większość w stosunku do tych, które kontakty takie całkowicie wykluczają. Oczywiście nie oznacza to, że osoby te muszą realizować swój bardziej lub mniej ambiwalentny stosunek do homoseksualności między innymi z powodu wspomnianych wyżej barier społecznych, kulturowych i religijnych.

Taki stan rzeczy tłumaczy również siłę presji socjalnej na deklarowany heteroseksualizm. Jest oczywiste, że tylko ta forma seksualizmu daje bowiem możliwość rozmnażania się. Środowiska prawicowo-katolickie podnoszące funkcje rozrodcze do boskiego nakazu ignorują fakt, że wyłącznie za zachowaniami heteroseksualnymi idzie nagroda w postaci posiadania dzieci. Instynkty macierzyński i tacierzyński są bardzo silne, ale nie muszą wcale być związne z heteroseksulanością – znów dochodzą do głosu genetyczne prawa Mendla, które poznajemy w szkole podstawowej. Pomimo tego, iż wydaje się że obie rzeczy są ze soba ściśle związne, nigdy nie udowodniono naukowo takiego związku.

A to kolejny temat dla naukowców pragnących Nobla.

 

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 16)
Loading...
The following two tabs change content below.