Dziennikarka śledcza wyjawia całą prawdę o Hillary Clinton, politycznym kameleonie

Hillary gra politycznego kameleona, zmieniając poglądy tak, by przypodobać się wyborcom. Ale prawdziwą Hillary ciągle widać. W istocie każdy zwrot jej kariery pokazuje, że nie jest przedstawicielem ludu, a reprezentantką korporacji, które chcą jej powierzyć zadanie, jakie stoi przed każdym amerykańskim prezydentem: zarządzanie imperium

Abby Martin, amerykańska dziennikarka śledcza przedstawia Dokumenty Imperium. Obejrzyj jej film na youtube pt. ‚What Hillary Clinton really represents’.

Tłumaczenia filmu dokonał Adam Jędruszczak, tłumacz, filolog, aktywista.

Spektakl wyborów prezydenckich w Stanach trwa. Hillary Clinton pozycjonuje się w nich jako przedstawiciel ludu. Ale nie każdy przedstawiciel ludu ma dom w Hamptons, który kosztuje 200 000 dolarów miesięcznie i nie każdy przyjaźni się z miliarderami.

Trudno dość odgadnąć, kim Hillary naprawdę jest. Kiedyś wspierała rozwiązania w stylu Donalda Trumpa, by odgrodzić Stany od Meksyku wielkim murem, popierała tortury i sprzeciwiała się młżeństwom gejów aż do 2013 roku, dziś Clinton przedstawia się jako przeciwniczka Trumpa i Republikanów.

Sporo się mówi o tym, że amerykański establiszment już namaścił ją jako kandydatkę Demokratów i że prezydenturę ma zaklepaną, ale dokładnie tak jak w 2008 roku, jej pewność zostaje podminowana sympatiami milionów zwyczajnych Amerykanów i masami młodych progresywnych wyborców.

Wesprzyj #Medium

Hillary gra politycznego kameleona, zmieniając poglądy tak, by przypodobać się wyborcom. Ale prawdziwą Hillary ciągle widać. W istocie każdy zwrot jej kariery pokazuje, że nie jest przedstawicielem ludu, a reprezentantką korporacji, które chcą jej powierzyć zadanie, jakie stoi przed każdym amerykańskim prezydentem: zarządzanie imperium

Clintonowie są w grze od kilku dekad. W tym czasie nauczyli się manipulować mediami, tworząc świetnie naoliwioną maszynerię PRową. Oto, co można o niej usłyszeć od „dziennikarzy” mediów mainstreamowych:

„Hillary Clinton zrobiła wszystko co mogła. Miała świetną kampanię, wygrała debaty, zbierała pieniądze..,”
„Jako Latynoska mogę zapewnić, że wszystkie Latynoski w całym kraju są bardzo podekscytowane perspektywą rządu Hillary”
„Ten moment debaty, który dotyczył polityki zagranicznej, musiał należeć do pani Clinton i tam wygrała”

Zakulisowa prawda jest taka, że wielu komentatorów, którzy tak żarliwie wspierają kampanię Clinton pracuje bezpośrednio dla organizacji PRowych należących do Clintonów. I nie chodzi tylko o komentatorów, ale także o dziennikarzy. Nawet topowi dziennikarze w New York Times mają finansowe powiązania z Clintonami.

Ale nawet mając pieniądze i wpływy korporacyjne biznes nie może sobie poradzić z niezależnym kandydatem takim jak Bernie Sanders, który zdobywa serca wyborców. To dlatego właśnie w 1984 roku partia Demokratyczna wymyśliła procedurę Superprzedstawicieli, która ma utrudniać działanie rzeczywistej demokracji.

Oto jak ona działa:

Otóż na konwencji Demokratów mamy 4000 przysięgłych delegatów. Ale do tego dochodzi 700 superdelegatów. Oni mogą oddawać głosy, by zapewnić wygraną komuś, kto jest wskazanym kandydatem z wewnątrz partii. Jeden głos superdelegata wart jest tysiące naszych głosów.  Wielu z tych delegatów to członkowie kongresu. Dziesiątki z nich to zwyczajni korporacyjni  lobbyści działający na rzecz wszystkich rodzajów biznesu – od farmacji po prywatne więzienia. Na liście znajdują się chociażby takie osobistości jak Tony Albergos, przedstawiciel koncernu farmaceutycznego Pfzer, który od lat finansuje poczynania rodziny Clintonów.

Ponad to są tam też członkowie Dewey Square Group, która odpowiedzialna jest za lobbowanie na rzecz pani Clinton i blokowanie Prezydenta Obamy. Na szczycie listy pojawia się też nazwisko Jeffa Burnama, który odpowiedzialny jest za lobbowanie na rzecz koncernów paliwowych oraz firm zajmujących się więzieniami. Co więcej, Clinton opłaca Burnama, by ten, przekonywał innych by dołączali do listy. Ci ludzie służą jako zabezpieczenie dla partii demokratycznej.

Clintonów otacza stadko polityków partii Demokratycznej, którzy wiedzą, że ich kariery zależą od powodzenia najbardziej wpływowej rodziny w Waszyngtonie.

Kilka miesięcy przed wyborami pani Clinton miała już zapewnione głosy co najmniej 500 delegatów – choć jeszcze nic się nie wydarzyło. Przewagę 45:1 w stosunku do Sandersa. Ta dysproporcja dochodzi za każdym razem, gdy Sanders wygrywa prawybory stanowe – liczba wspierających go delegatów się nie powiększa.

Hilary Clinton, dzięki poparciu wpływowych grup w społeczeństwie, ustawia rzeczywistość pod siebie. Zawdzięcza to firmom Cablevision i Time Warner Cable, które od lat pokazują ją w pozytywnym świetle. Pięciu z jej największych sponsorów to banki, takie jak: Lehman Brothers, City Group czy JP Morgan. Olbrzymie sumy na jej kampanię przekazują firmy z Wall Street, które radośnie dorzuciły do sakiewki Clinton ponad 15 milionów dolarów.

Poza bankami, firmy z niemal każdej gałęzi przemysłu finansują Hillary. GOGroup oraz Correction Coorporation of America – firmy zajmujące się zakładami penitencjarnymi i ośrodkami resocjalizacji także wpłacają na pakiet „Ready for Hillary”. Farmaceutyczne giganty równie hojnie wspierają panią Clinton przekazując jej 1/3 ze środków skierowanych na lobbing polityczny. Nie wspominając o firmach przemysłu zbrojeniowego i paliwowych korporacjach, które należą do największych trucicieli środowiska. Te ostatnie dodały do jej tegorocznej kampanii niemal 4,5 miliona dolarów.

Ich inwestycje zwrócą się z nawiązką, gdyż pani Clinton otwarcie wspiera fracking – niezwykle szkodliwą metodę wydobycia ropy naftowej. W Departamencie Stanu osobiście utworzyła biuro odpowiedzialne za rozpropagowanie tej technologii na całym świecie. Miała jej w tym pomagać amerykańska firma Chevron.

Clintonowie pobierają również spore honoraria za przemówienia. Podobnie jak George W. Bush, Hilary i Bill Clintonowie szybko zasmakowali w korporacyjnych łupach. Ale nie są tani: jedno honorarium za przemówienie to ponad 200 tysięcy dolarów. Szacuje się, że od 2001 roku, Clintonowie zarobili ponad 153 miliony dolarów na przemówieniach i szkoleniach. Tuż po opuszczeniu gabinetu Sekretarza Stanu, w 2013 roku, pani Clinton zarobiła na dwunastu przemówieniach ponad 3 miliony dolarów. Obliczono, że co minutę  musiała zarabiała 5 000 dolarów. Musi mieć niezłą gadane.

Próbowano dotrzeć do zapisów przemówień – ale Clinton kpiła z dziennikarzy. Do ujawnienia treści wzywał ją także Bernie Sanders. Ale my tego nie potrzebujemy – możemy się domyśleć, co tam było. Wystarczy obejrzeć przemówienie dla jej fundatorów. Wychwala w nich banki i obiecuje dbać o ich przyszłość.

Ostatnio pani Clinton zaczęła krytycznie wypowiadać się na temat senatorów, którzy wspierają Wall Street. Jednak jej koledzy z banków nie są tym zaniepokojeni, nazywając ten język – i tu cytat: „zwayczjną polityką”.

Jak do tego doszło, że Clinton stała się tak wpływowym politykiem i jak przekonała wielki biznes, by inwestował w nią pieniądze?

Hillary urodziła się w 1947 roku, w dość bogatej rodzinie. Jej ojciec był sprzedawcą tekstyliów, a później kandydował na stanowisko publiczne. Obydwaj bracia ponieśli porażki, zarówno w biznesie jak i polityce. Pierwszą pracą Hillary, była pomoc przy kampanii prezydenckiej „Donalda Trumpa lat 60tych” czyli Barryego Goldwatera. Do dziś utrzymuje, że była dumna z tamtej kampanii i kandydata. Swoje poparcie dla zachowań rasistowskich tłumaczyła później młodzieńczą niewiedzą.

Ale fakty mówią co innego. W roku 1964 – już po wejściu w życie ustawy o Prawach Obywatelskich, po stworzeniu idei wolności rasowej, po słynnym przemówieniu Martina Luter Kinga – Clinton została przewodniczącą uniwersyteckiego klubu republikańskiego.

Mówi, że później zmieniła poglądy. Nie chce wracać do tamtych wydarzeń, ale miały one bezpośredni wpływ na jej karierę. Gdy ustawa o prawach obywatelskich wchodziła w życie pojawiło się nowe oblicze partii republikańskiej, na czele z Ronaldem Reganem, który zapewnił republikanom 12 lat rządów.

 

hillary-clinton-wellesley1

Wtedy na scenie politycznej pojawiła się nowa partia – „Nowi Demokraci”. Mieli oni przekonać południowych wyborców, sprzeciwiając się działaniom ruchu, który zapoczątkował Martin Luther King. Ugrupowanie chciało odsunąć od władzy bogatych, czarnoskórych przedstawicieli partii demokratycznej, próbując ich zdyskredytować.

Głos z telewizyjnego politycznego ogłoszenia:

„Nowe pokolenie demokratów na czele z Billem Clintonem i Alem Gore postuluje zmiany i reformy. Chcą udowodnić ludziom, że wszyscy mają szansę na dobrobyt. Dodatkowo podtrzymują karę śmierci.”

Była to tylko przykrywka dla promowania rasizmu, wyzysku i kontroli.

Wypowiedź Hillary Clinton z 1996 roku:

„Postęp, który osiągamy zawdzięczamy zwiększeniu ilości policjantów na naszych ulicach. Taki był cel prezydenta, który dzięki tej ustawie chciał zwiększyć nasze poczucie bezpieczeństwa. Kryminaliści to już nie dzieciaki, a zorganizowane grupy przestępcze. W ich skład wchodzą młodzi ludzie pozbawieni sumienia, empatii i hamulców. Musimy za wszelką cenę próbować ich uzdrowić.”

Dzisiaj Hillary Clinton próbuje wyprzeć się swoich słów i tego jaką politykę popierała. Nie da się jednak ukryć, że owa taktyka była wymierzona przeciwko Afroamerykanom. Kiedy Partia Demokratyczna odzyskiwała dawną chwał wokół Clintonów zaczęli zbierać się wpływowi ludzie, by razem z nimi tworzyć nowy scenariusz dla partii demokratycznej.

Dzięki Północnoamerykańskiemu Układowi Wolnego Handlu powoli destabilizowano ład ekonomiczny, ograniczając również działalność bankowości inwestycyjnej. Wszystko to dało podwaliny pod późniejszy kryzys ekonomiczny. Ta polityka doprowadziła też do masowcyh aresztowań wielu Amerykanów.

Kiedy w 1999 roku Clintonowie opuścili Biały Dom, mimo rozlicznych skandali, nie miało to oznaczać końca ich władzy. Hillary miała chrapkę na najważniejsze stanowisko w państwie, więc wraz z rodziną postanowili przeprowadzić się do stanu Nowy Jork. Rok po tym Hillary została zaprzysiężona jako senator.

Przez kadencję Billa Clintona zdążyli się wzbogacić jako małżeństwo. Ale nijak ma się to do ich obecnego bogactwa. W 1999 roku w zeznaniu podatkowym zadeklarowali sumę rocznego przychodu w wysokości 417 tysięcy dolarów. W 2014 roku ta kwota wzrosła do 30 milionów. To jedynie drobne kwoty z majątku, który rzeczywiście posiadają Clintonowie.

Hillary umacniała swoją pozycję jako senator, a Bill zajmował się byciem „byłym prezydentem”. By jeszcze bardziej się wzbogacić Clintonowie zaczęli żerować na ludzkim nieszczęściu.

Gdy doszło do tragicznego trzęsienia ziemi w Indiach w 2001 roku razem z dwoma dużymi bankami utworzyli fundację. Była to tylko przykrywka dla ukrytych interesów i sposób na poszerzenie wpływów dla wielu biznesmenów. Oddziały fundacji znajdujące się w Azji, Europie oraz Ameryce Południowej, miały wykorzystywać rolników do ciężkiej pracy w ramach sztucznie wytworzonych spółdzielni farmerskich.

Dotacje fundatorów na tzw. „projekty rozwoju” zwracały się szybko i były inwestowane w agencje skupowania i handlu nieruchomościami. Dzisiaj Fundacja Clintonów to prężnie działająca międzynarodowa korporacja, która nie pomaga, a szkodzi ludziom w ponad 180 krajach na całym świecie. Jej łączny majątek szacuje się na 351 milionów dolarów. Źródła finansowania fundacji dokładnie opisują to jaki jest jej prawdziwy cel.

AFP E FACES 12 CLINTONS GOVERNMENT USA NY

Jako organizacja „non-profit” Fundacja Clintonów nie musi ujawniać skąd czerpie pieniądze.

Na jej stronie internetowej fundatorzy nie są wymienieni z nazwy, a posegregowani w kategorie. Wiadomo tylko, że Bill i Hillary podpisali porozumienie z Melindą Gates opiewające na 25 milionów dolarów. Fundatorzy to grupa ludzi z najwyższych szczebli władzy i międzynarodowego biznesu. Kwotą 10 milionów wsparł fundację sam król Arabii Saudyjskiej. Kilkadziesiąt milionów przekazał organizacji oligarcha Viktor Pinchuk, który obiecywał zmodernizować Ukrainę i wprowadzić ją na salony.

Dodatkowo dotacje płyną też w kierunku krajów Bliskiego Wschodu takich jak Oman. Fundatorem i beneficjentem organizacji jest też kilku arabskich szejków i firmy Exon, Dow Chemical. Szczególnie inetersujący jest Walmart, w zarządzie którego zasiadała i z którym jest bardzo mocno związana. Inne firmy to Coca Cola, Pfizer, Boeing i Barclay Capitals. Na samej górze piramidy pojawiają się kolejne banki, firmy UBS, Chervron, Monsanto, Bank of America, Morgan Stanley, Fox News oraz inne organizacje, które mają w założeniu budować ład i porządek na świecie.

Tutaj nikt nie przegrywa i sieć kontaktów stale rośnie. Clintonowie otrzymują ogromne pieniądze, by ich maszyna nieprzerwanie przynosiła dochody, a ich fundatorzy w zamian otrzymują protektorów, którzy lobbują na ich korzyść. Pani Clinton dzięki swoim działaniom zyskuje przychylność darczyńców i umacnia swoją pozycję.

Przykładów na to, że Hillary działała na korzyść swoich fundatorów jest bez liku. Firma Corin wielokrotnie wspierała finansowo rodzinę. W zamian za to Pani Clinton załatwiła firmie wygraną w przetargu na sprzęt dla administracji publicznej. Mówi się nawet o przestępcach, którzy „inwestowali” w Hillary.

Wielu ludzi opowiada jak Pani Clinton umyślnie blokowała reformy w Senacie po to by zagarnąć dla siebie jeszcze większe pieniądze. Biznesmenom świetnie się wiodło, gdy Hillary była na urzędzie. Za każdą jej decyzją bądź propozycją reformy stały czyjeś interesy. Po skupieniu wokół siebie odpowiedniej liczby fundatorów Hillary postanowiła zawalczyć o prezydenturę.

Była pewniakiem. To był jej czas. Ale nagl, misterny plan spalił na panewce.

Ogromny sprzeciw wobec polityki demokratów w sprawie wojny w Iraku spowodował, że jej notowania spadły. Mało znany wówczas polityk Barack Obama i jego pacyfistyczna retoryka zagwarantowały mu zwycięstwo. Hillary otwarcie chciała kontynuowania interwencji wojsk amerykańskich w Iraku – i to ją zgubiło.

Wytrącona z rytmu chciała złapać grunt pod nogami, lecz cała partia demokratyczna zaczęła chwiać się w posadach. Skrytykowano ją i jej kampanię, szczególnie przez reformy w stosunku do młodych wyborców i stosowanie nieczystych zagrywek, takich jak ta. Największym fiaskiem było opublikowanie przez administrację Clinton zdjęcia Obamy w turbanie. Miała wtedy skrytykować jej rywala za to, że łagodzi politykę imigracyjną tak silnie podbudowaną w latach dziewięćdziesiątych.

Szef kampanii Obamy skomentował to jako najbardziej karygodny chwyt polityczny jaki kiedykolwiek wykonała jakakolwiek partia. Żadne nieczyste zagrania nie skutkowały. W kampanii, którą obserwujemy teraz, Hillary znów stosuje niedozwolone chwyty wobec Berniego Sandersa.

Jednak jej przegrana w 2008 roku była bardzo dotkliwa.Nie odpuściła do samego końca. A gdy pogodziła się z porażką zapewniła sobie awans w administracji i obietnicę przejęcia prezydentury po Obamie podczas kuluarowego spotkania. Wtedy sponsorzy zdali sobie sprawę, że sytuacja osiągnęła nowy poziom, dlatego zwiększyli dotacje.

Korupcja, na którą pozwalała Hillary Clinton, została ujawniona, gdy opublikowano raport Departamentu Stanu, który jasno opisywał sytuację jak 181 firm skorzystało na tym, że Hillary była sekretarzem stanu. W taki sposób Pani Sekretarz oddawała przysługi tym, którzy łożyli na nią pieniądze.

Wielokrotnie zabezpieczała dla swojej fundacji dziesiątki milionów dolarów dla firm zajmujących się rozwojem i reformowaniem systemu edukacji. Pomagała także negocjować korzystniejsze warunki umów między gubernatorami, a biznesmenami. Ustawiła spotkanie milionera Franka Giusty z prezydentem Kolumbii, jednocześnie zdobywając pozwolenia na prowadzenie odwiertów w chronionych strefach tego kraju. Podobnie zrobiła w wypadku umów z Kazachstanem.

Przekonała także inne kraje do tego, by rząd amerykański mógł żerować na ich zasobach.

Zmusiła władze jednego z państw, by podpisali kontrakt z firmą górniczą, która nie dość, że wypłaciła jej procent od zakontraktowanej sumy, to jeszcze wcieliła jej brata do swojej rady nadzorczej.

Ponadto z pieniędzy podatników odbywała podróże zagraniczne swoim luksusowy Boeingiem. Dla producenta samolotów załatwiła kontrakt z Rosjanami, którzy kupili od firmy maszyny o łącznej wartości 3,7 miliarda dolarów. Clintonom skapnęło do ich przepastnej sakiewki niemal milion dolarów.

Jednak powyższe sytuacje są mało istotne w porównaniu do roli jaką Hillary odgrywa jako handlarz broni.

Jeszcze pod rządami Busha Clinton ustawiała kontrakty na sprzedaż broni dla ponad 20 krajów, które finansowały Fundację jej rodziny. Łączna wartość umów to 165 miliardów dolarów. Był to świetny sposób, w jaki rodzina Clintonów odwdzięczała się swoim darczyńcom.

W zależności od tego, jak duża była dotacja, tak Clintonowie się odpłacali. Arabia Saudyjska była krajem, który wpłacał rekordowo dużo pieniędzy.

Prezydent Hillary Clinton jako przedstawicielka i polityk na usługach korporacji zagrażających środowisku oraz destabilizujących kraj to bardzo groźna alternatywa dla światowego ładu. Wielokrotnie potwierdziła to w trakcie swojej kariery.

Otwarcie wspiera Henrye’go Kissingera, rzeźnika z Kambodży. Obnosiła się z tym, że Kissinger pochwalił ją za to jak radzi sobie na urzędzie. Wspomniał też, że od dawna, nikt nie robił tego tak dobrze. Dzięki temu, jak powiedziała sama Hillary, „mogę dokładniej określić kierunek oraz wydajność naszej polityki”. Jak widać ich komitywa ma niemal braterski charakter. Nie dość, że spotykają się w departamencie stanu to razem spędzają wakacje.

henry hillary

Podobnie jest z doradcami ds. polityki zagranicznej. Robert Kagen, przedstawiciel partii konserwatywnej, doradza także Tedowi Cruzowi. Jej stanowisko w sprawie wojny w Iraku prześladuje ją nawet teraz. Przyznaje się, że jej poglądy były błędne i zrzuca winę za wszystko na George’a Busha.

Hillary w wywiadzie dla TV:

„Siedziałam wtedy z Georgem w Owalnym. On pyta się mnie czego potrzebuję. A ja mu na to, że 20 milionów na odbudowę Nowego Jorku. Dotrzymał słowa.”

Hillary była członkiem administracji, który najgorliwiej popierał konflikt w Iraku. Stała jednak na czele mniejszości w swojej partii. Podobała jej się idea Stanów jako dominującej siły na świecie. Wzywała do ślepego posłuszeństwa Bushowi oraz szybkiego wprowadzenia wszystkich założeń w życie.

Nie obchodziło ją, że inwazja na Irak była sprzeczna z doktryną Narodów Zjednoczonych. Jej inspektorzy stwierdzili inaczej. Utrzymywali stanowisko, że w Iraku znajduje się broń masowego rażenia, podczas gdy dawno temu ją stamtąd wywieziono. Interwencja Iraku okazała się całkowitą porażką. A Clinton wciąż utrzymywała, że nie żałuje poparcia jakiego udzieliła Bushowi.

Była gotowa zrobić to ponownie w 2007 roku, zlecając jego administracji zaplanowanie i przeprowadzenie interwencji w Iranie. Cały plan zawetowali nawet jej koledzy z partii.

Polityk Joe Liberman, autor rezolucji na temat Iraku, stworzył plan kolejnego ataku, w który miał zostać wciągnięty prezydent Bush:

„Tym razem mielibyśmy pójść na wojnę z Iranem.

Dziękuję Joe Bidenowi, który nie poparł tego planu i dziękuję moim kolegom. A na tobie Hillary bardzo się zawiodłem. Nie będzie kolejnego razu. Ewidentnie szukacie pretekstu do wykonania planu.”

W 2008 roku, pani Clinton bardzo jasno określiła to, że jako prezydent nie wykluczyłaby użycia broni masowego rażenia w Pakistanie i Afganistanie.

Tuż po mianowaniu jej na sekretarza stanu w administracji Baracka Obamy szybko rozpoczęła realizowanie swojej doktryny.

Hillary Clinton:

„Grupa ekspertów od Bezpieczeństwa Narodowego, dyplomatów i przyjaciół Baracka Obamy określiła Panią Clinton jako osobę, która niemal zawsze opowiada się za najostrzejszymi i najbrutalniejszymi rozwiązaniami.”

Wielokrotnie odradzała Obamie te rozwiązania, które mogły przynieść mnóstwo ofiar w ludziach w krajach takich jak Pakistan, Jemen czy Somalia. Ale gdy przychodziło do podejmowania decyzji to ona przejmowałastery. Robiła to, by pokazać jak bardzo nadaje się na przywódczynię. W swojej książce chwali się, że to ona pomogła zaprowadzić porządek w Hondurasie, obsadzając za sterami państwa jedną ze swoich marionetek. Dziś krajem miotają poważne konflikty wewnętrzne.

W 2009 roku, kiedy zdano sobie sprawę, że wojna w Afganistanie do niczego nie prowadzi, kazała wysłać tam kolejnych żołnierzy tylko po to, by skompromitować Obamę.

Kiedy zanosiło się na wycofanie wojsk sekretarz obrony Robert Gates powiedział, że Hilary wpadła we wściekłość i za wszelką cenę chciała, by siły amerykańskie tam pozostały. Mocno popierała wysyłanie kolejnych kontyngentów.

Podobnie było w wypadku Iraku. Hilary chciała przekonać, by część sił pozostała na miejscu, by kontrolować sytuację. Z pewnością też jej interesy. Dzisiaj jej zdanie jest niezmienne. Chciałaby kontrolować tamte rejony bez końca, uzupełniając kontyngentny nowymi żołnierzami.

Pewnego razu jeden z przedstawicieli administracji rządowej nazwała wojnę w Libii wojną Hillary. Złoża ropy w Libii są bardzo cenne. Dlatego pani Clinton chciała realizować tam swoją doktrynę wojenną. Pod przykrywką interwencji stabilizacyjnej doprowadziła do konfliktu, który zdestabilizował i tak słabe państwo po to, by Ameryka mogła żywić się jego zasobami.

Hilary Clinton: „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, a on zmarł.”

Śmiała się z transmitowanej na żywo relacji „dobicia” byłego dyktatora Libii. Wtedy ostatecznie rzuciła kraj na kolana. Tuż po tym spełniły się najgorsze przepowiednie. Libia wkroczyła w stan wojny domowej. Gdyby nie międzynarodowa interwencja i dozbrajanie rebeliantów prawdopodobnie sytuacja wyjaśniłaby się sama. Skandal w Bengazzi, w którym ucierpieli amerykańscy handlarze bronią, nie sprawił, że Hillary przyznała się do błędu. Ten incydent utwierdził ja w przekonaniu, że trzeba tam posłać więcej amerykańskich żołnierzy.

Hillary Clinton: „Tam gdzie Ameryka nie jest obecna, zawsze dzieją się straszne rzeczy.”

Myślę, że głównym powodem było najechanie kraju i zdestabilizowanie jego rządu.

W wojnę w Syrii Hillary angażowała się od samego początku.

Hillary Clinton konsultowała się z generałami w sprawie planów nalotów i przejęcia Syrii. Była także w gronie tych polityków, którzy bardzo mocno oponowali przeciwko zakazowi lotów bojowych nad Syrią. W 2015 roku, mimo sprzeciwu Baracka Obamy, wciąż robiła wszystko, by rozpocząć naloty na Syrię. Kraj ostrzeliwano w inny sposób, niszcząc nie tylko obronę przeciwlotniczą, ale także budynki cywilne. Już wkrótce ten regionalny konflikt stanie się sporem międzynarodowym. W sprawie Izraela i jego zbrodni przeciwko cywilom Hillary skrytykowała Obamę za jego zbyt delikatne podejście do sprawy. Ryzyko tego, że rządy Hillary Clinton wywołają kolejne konflikty jest bardzo duże.

obama-and-hillary

Sekretarz Stanu, który poniósł tyle porażek, pracując dla dwóch prezydentów to wróg amerykanów. Strach pomyśleć, co jej administracja mogła by zdziałać.

Podczas swojej kampanii wiele razy wracała do sprawy Iranu. Zapytano ją którego z wrogów USA boi się najmniej. Odpowiedziała, że Irańczyków. W 2008 roku jej kampania była przesiąknięta agresją.

Hillary Clinton: „Jeśli w nadchodzącej dekadzie Iran zaatakuje Izrael bronią nuklearną zniszczymy ich bez wahania.”

Iran to jej obsesja i bardzo poważnie deklaruje unieszkodliwienie tego kraju. Chcąc delikatnie spuścić z tonu zapowiedziała sankcje i blokadę oraz interwencję militarną.

W jednym z artykułów opisano obietnicę pani Clinton, która mówiła o tym, że jeśli Iran nie podporządkuje się warunkom układu i jeśli zostanie ona wybrana na prezydenta, to zaatakuje Irak bez wahania. Na telewizyjnej antenie obiecała, że jeśli Iran wejdzie w posiadanie broni nuklearnej wówczas zostanie zaatakowany. W takich kwestiach raczej nikt nie powinien jej ufać. Niewątpliwie wojna z Iranem wywołałaby katastrofę. Zagrożonych jest wiele istnień ludzkich na całym świecie.

Jednak na Iranie się nie kończy. Hillary Clinton zapowiedziała, że zrobi wszystko co trzeba, by uporządkować światowy ład po swojemu. Wiemy, że prowadzący kampanię zrobią wszystko by doprowadzić ją na szczyt. Są świadomi tego, że musimy wybrać jakieś rozwiązanie.

Jako kobieta i dziennikarka otwarcie sprzeciwiam się pani Clinton i jej feministycznemu, burżuazyjnemu podejściu. To pozostawia bez obrony miliony ludzi na całym świecie, w tym kobiet, na jej atak.

Tłumaczenie: Adam Jędruszczak