Czy jeśli dojdzie do postawienia zarzutów Clinton, establiszment wyciągnie z rękawa Joe Bidena?

Przedwczoraj w wywiadzie dla telewizji abc Joe Biden powiedział nagle, że to on byłby najlepszym prezydentem ze wszystkich kandydatów. W warunkach amerykańskiej polityki jest to coś więcej, niż zwykłe przechwalanie się – może to być zapowiedź realnie planowanego ruchu wystawienia Joe Bidena jako kandydata Demokratów, jeśli FBI postawi zarzuty Hillary Clinton w związku z aferą mailową.

 

Oczywiście odbyłoby się to z pominięciem Berniego Sandersa, co musiałoby oznaczać skandal na nieprawdopodobną skalę – czegoś takiego jeszcze w historii amerykańskiej polityki nie było i mogłoby rozsadzić partię Demokratyczną. Ale dla amerykańskiego establiszmentu taka opcja może się wydawać dopuszczalna. Z całą pewnością natomiast niedopuszczalna wydaje im się potencjalna prezydentura człowieka, który rzeczywiście mógłby doprowadzić do zmiany amerykańskiej polityki.

Przypomnijmy: w tej chwili Demokraci mają dwóch kandydatów, którzy ubiegają się o nominację partii Demokratycznej do walki o prezydenturę w USA: Hillary Clinton i Berniego Sandersa. Hillary jest sponsorowana przez przemysł naftowy, zbrojeniowy i przez Wall Street – czyli lobby narzucające swoją wolę polityczną społeczeństwu amerykańskiemu od kilkudziesięciu lat, natomiast Bernie Sanders jest kandydatem niezależnym od tego rodzaju powiązań, głośno krytykuje establiszment i chce wprowadzić politykę prospołeczną – czyli innymi słowy – dokonać rewolucji. Prezydentura Sandersa byłaby fuck-upem dla amerykańskich elitystów, która nie może się zdarzyć. Jednocześnie Sanders ma olbrzymie poparcie internetu, ludzi młodych i milionów zwykłych Amerykanów, którzy zwyczajnie mają dosyć swojego państwa i jego polityki ograbiania społeczeństwa na rzecz bogaczy. Dysproporcję pomiędzy Clinton a Sandersem widać jak na dłoni: wystarczy powiedzieć, że Hillary jest pupilką wielkich establiszmentowych mediów takich jak CNN, natomiast Sandersa w nich prawie nie ma – tak jakby „nie był kandydatem poważnym”.

Ale wróćmy do Waszyngtonu.

Wesprzyj #Medium

Amerykański dziennikarz Cenk Uygur łączy dla nas punkty na politycznej szachownicy i przedstawia następującą wizję przyszłości. Otóż wkrótce może dojść do przedstawienia Hillary Clinton zarzutów w aferze mailowej. Nie wiem, czy pamiętacie, że Hillary Clinton, jako Sekretarz Stanu USA, prowadziła korespondencję ze światem ze swojej prywatnej serwerowni, a nie z maszyn Departamentu Stanu, co stanowi poważne naruszenie zasad i może prowadzić do procesu kryminalnego. Szef FBI, James Comey, stwierdził ostatnio, że FBI prowadzi w tej sprawie poważne śledztwo, a nie – jak chcą piarowcy Hillary – wyjaśnianie wątpliwości, co oznacza, że trzeba się liczyć z realną możliwością postawienia Hillary w stan oskarżenia, a to znowu eliminowałoby Clinton z walki o fotel i pozostawiło Demokratów z dupą do wiatru, jak to się mówi w Stanach. O takiej możliwości głośno mówią Republikanie i ich media. Republikański kongresmen John Boehner stwierdził ostatnio, że postawienie zarzutów Clinton zupełnie by go nie zdziwiło. Rzecz jasna byłaby to dla Demokratów kompromitacja, no i klęska dla establiszmentu, który zapłacił setki milionów dolców nie po to, by je tak głupio umoczyć. Bernie Sanders mógłby być jeszcze większą katastrofą dla bogaczy, niż Donald Trump, który przynajmniej swoich nie będzie gryzł. Ale miała być Hillary! Jeśli nie ona to kto?

W Waszyngtonie mówi się, że jeśli Clinton wypadnie z gry, to partia i tak nie poprze Berniego Sandersa, który ma zaledwie przecież poparcie obywateli – ale kogo tam obchodzi opinia obywateli. W CNN pojawia się Sidney Blumenthal, człowiek z zaplecza Clinton, który zapewnia, że nic takiego się nie zdarzy – już sam fakt, że Blumenthal musi o tym mówić, podkręca atmosferę i może być po prostu sposobem na przygotowanie amerykańskiej opinii publicznej na szok.

I nagle wczoraj  na portalu politycznym Politico pojawia się informacja, że gdyby Joe Biden kandydował, wybrałby na swojego zastępcę Elizabeth Warren, która jest politykiem w stylu Berniego Sandersa. Powstaje pytanie kogo w ogóle obchodzi, kogo niekandydujący Joe Biden (obecnie zastępca Obamy) wybrałby na swojego zastępcę, gdyby kandydował, skoro nie kandyduje!?

Elizabeth Warren jest jedną z najbardziej postępowych polityczek partii Demokratycznej i byłaby idealną osobą dla uśmierzenia wściekłości suporterów Sandersa, gdyby się oni mieli dowiedzieć nagle, że ich kandydat został wydymany.

W tym samym artykule w Politico Ted Kaufman, doradca vice-prezydenta Bidena stwierdza: kandydatura  Elizabeth Warren była oczywiście brana pod uwagę i to jest świetny pomysł.

Była brana pod uwagę!? Kiedy!? Przez kogo!? Przecież Joe Biden nigdy nie zgłaszał swojej kandydatury to dlaczego rozważał Elizabeth Warren!

Można sobie tylko wyobrazić ewentualną wściekłość zwolenników Berniego Sandersa, gdy się dowiedzą, że cała ich praca, wysiłek włożony w kampanię Berniego został po prostu pominięty, a z rękawa wyciągnięty Biden jest teraz kandydatem Demokratów. Można przypuszczać, że coś takiego rozsadziłoby po prostu tę partię, a poziom politycznej hipokryzji nie pomógłby Bidenowi pokonać Trumpa.

Ale też od dawna wiadomo, że Amerykańska demokracja nie ma nic wspólnego z demokracją. Mówią to od lat wszyscy analitycy polityczni świata. Bogaci nas wydymają – you watch!