Kim Kardashian, Iran a powyborcze zawirowania w Libanie

Liban tej wiosny jest politycznie ciekawszy niż zwykle. Czy Kim Kardashian nadaje się na szpiega? Czy Iran zaczął stroić sobie żarty z szyickich sojuszników, a Hezbollah traci rząd dusz? Po wyborach w Libanie i śmierci czołowego dowódcy Partii Boga, w Syrii spór szyicko-sunnicki odżywa na nowo.

Czytaj poprzedni tekst Natalii M. Kamińskiej Czas poznać własne korzenie, Europejczyku! Tam na Bliskim Wschodzie, od Innego

Hezbollah po wyborach traci grunt pod nogami

Co robił szef Hezbollahu przed i w trakcie majowych wyborów samorządowych? Hasan Narsallah namawiał, by głosować na niego, Amal i Wolny Ruch Patriotyczny. Amal jest szyicki, a WRP to partia chrześcijańska wspierających szyitów w libańskim porządku dziobania. Nasrallah jednak nie był wtedy pewien, że zwycięstwo wśród szyitów ma w kieszeni. W Ghobeiry, najbogatszej części rozległego regionu Dahiyeh (południowy Bejrut), ale też w obozach palestyńskich uchodźców pojawiły się listy niezależnych kandydatów. Takie odpowiedniki Beirut Madinati (też niezależna lista przeciwko establishmentowi). Nasrallah poczuł zatem jakiś pot na plecach, starał się w tych wyborach bardziej niż zwykle. Bo zwykle szyici nie sprawiają kłopotów i głosują jak bóg  – czyli Nasrallah – przykazał.

Szyici, było nie było, to ta ciągle najbardziej upośledzona społecznie i ekonomicznie część mozaiki Libanu. Zawsze pod górkę, zawsze na końcu. W Bejrucie dzielnice zamieszkane przez nich nazywa się „Pasem Biedy” (powstały po inwazji Izraela podczas I wojny libańskiej, musieli oni uciekać z południa kraju przed działaniami wojennymi). Troszkę upraszczając – to takie dzielnice jak dla Warszawy Praga – niby już nie wstyd (aż taki wstyd) tam mieszkać, ale lepiej mieć adres gdzieś indziej. Na liście priorytetów władz miasta obszary te nigdy nie były ważne. Lepiej było wyrzucić pieniądze w budowę takiego centrum miasta, gdzie można poczuć się jak na wystawie drogiego sklepu niż na mieszkania komunalne, które są ciągle bardziej potrzebne, niż pokazowy high life maskujący złą politykę mieszkaniową (pensje niedostosowane do cen mieszkań, ceny tych windowane przez krezusów znad Zatoki Perskiej).

Kiedy posłuchało się Nasrallaha w maju, można było odnieść wrażenie, że przemawia jakiś jowialny gołąbek pokoju lub pokojowy aktywista, a nie szef regularnej zmilitaryzowanej partii. O kontrkandydatach mówił jako o naszych ukochanych przyjaciołach, z którymi trzeba szukać kompromisu. Prawie jak nie on, prawda? Nie takiego Hassana Nasrallaha znamy. Oczywiście zgarnął dla siebie dolinę Bekaa i inne bastiony, ale w powietrzu zawisło pytanie – co się dzieje, bo żaden z tych rezultatów nie był takim w stylu Łukaszenki. W Baalbek niespodziewanie 45% głosów wyborcy oddali na listy opozycji.

Szyici zaczynają mieć dość Narsallaha i to nie w zaciszu domowych rozmów, ale politycznie i otwarcie. Partia Narsallaha zaczęła tracić wyborców. Do tej pory rzecz nieprawdopodobna.

Dahiyeh to najbardziej symptomatyczny przykład tego, że siła społeczeństwa obywatelskiego rośnie nawet tam, gdzie było to do tej pory niemożliwe. Wbrew pozorom zjawisko to nie pochodzi z zewnątrz, ale ze środka środowiska. Ghobeiry for Everybody to owoc tego procesu, który nie pojawił się znikąd. Już w 2010 roku formacje miały kilka dobrych wyników, ale wtedy Hezbollah nie postrzegał tego jako zagrożenia, ale jako przejściową modę. W końcu jak Dahiyeh, strefa bezpieczeństwa, bastion dla Nasrallaha, mogłaby wyprodukować opozycję dla samej siebie? A tu niespodzianka. Najciemniej pod latarnią. Tylko Nasrallah zapomniał o jednym. Oczywiście, część mężczyzn pociąga bycie pełnoetatowym bojownikiem, ale są jeszcze kobiety, dzieci i hipsterzy. Widzą i wiedzą, że można żyć inaczej – żyć lepiej i bezpieczniej. Wyjazd do centrum to często podróż do innego świata. Szef Partii Boga miał przeszło 18 lat, by zagospodarować nie tylko potrzeby duchowe, ale też materialne swoich zwolenników. Nie zrobił tego tak. Dlatego część szyitów odwróciła się ku własnym ruchom miejskim, gdzie ludzie wierzą, że dzięki pracy u podstaw pomogą sami sobie, kiedy wszystko inne zawiodło/zawodzi.

Sukcesy z Bejrutu i Baalbek dały zielone światło obywatelskim partiom, nie zaś umoczonym od lat w polityczno-religijną walkę bulterierom. Chociaż naiwnością byłoby wierzyć, że Partia Boga łatwo odda swój prymat nad szyitami. Jeśli poczuje jeszcze większe zagrożenie, to zrobi wszystko, by jednak unieszkodliwić opozycję.

Wesprzyj #Medium

Cele Hezbollahu a stara taktyka Izraela

Śmierć Mustafy Badreddine’a, głównego dowódcy Hezbollahu w Syrii, może być grubą kreską dla polityki Nasrallaha.

Są dwie wersje tego, co się stało – oficjalna i nieoficjalna. Hezbollah mówi niewiele. Była duża eksplozja na międzynarodowym lotnisku w Damaszku. Było wielu rannych, trochę zabitych i tam poległ Badreddini. Ten sam Badreddini, który był czołowym podejrzanym w procesie o zabójstwo libańskiego premiera Rafika al-Haririego. Tej wersji wydarzeń mało kto ufa, nawet szyici. Każdy z dowódców Hezbollahu bardzo dba o swoje bezpieczeństwo, to nie są zwykli żołnierze. Bardziej pociągające są wobec tego wszystkie teorie off record.

Ale można o tej śmierci ciekawie pospekulować. Czym byłaby Partia Boga bez Izraela albo Izrael bez Partii? Przypomnijmy – w 1992 roku Izrael używając helikoptera zabił szejka Abbasa Mussawiego, który był wysoko postawioną szychą Partii. Zginęła tam też jego żona i dziecko. Ta śmierć tylko chwilę nosiła znamiona triumfu. Miesiąc później Hezbollah dokonał zamachu na ambasadę Izraela w Buenos Aires, zabijając 29 osób. I co jest najważniejsze – na miejsce szejka przyszedł ktoś dobrze nam znany – Said Hasan Nasrallah.

Izrael nie zrezygnował wtedy z taktyki skrytobójstwa, ale ją zmodyfikował. Działania teraz skupiły się nie na liderach politycznych, a wojskowych. Potwierdzeniem – skuteczny zamach na Imada Mughnijję, jednego z założycieli Hezbollahu i prawdopodobny mózg zamachu w Argentynie, kiedy znów pierwszym podejrzanym był Izrael. A potem cała seria podobnych zamachów –  Hassan Laqqis (ważny technik wojskowy), Dżihad Mughnijja, syn Imada, który został zabity na Wzgórzach Golan wraz z irańskim generałem i jeszcze kilku innych, których okoliczności śmierci są co najmniej dwuznaczne tj. słabo wyjaśnione lub tak tuszowane, że można tylko domniemywać, kto za tym stoi.

I tu jest miejsce na decyzję Nasrallaha po śmierci Mustafy Badreddine’a. Jeśli oficjalnie – jak to bywało w przeszłości – Izrael zostanie wskazany jako winny, trzeba będzie podjąć próbę utoczenia żydowskiej krwi w odwecie, i to pokazowo. Ale czy Liban to wytrzyma, kiedy odwet Partii Boga spowoduje zaraz eskalację działań Izraelczyków? Wspomnienie lata 2006 to nic miłego w Libanie. Jeśli szyici idą pod prąd polityki Nasrallaha, to gdzie pójdzie i jak odniesie się do tej decyzji reszta Libańczyków? Ale i to nie musi się liczyć dla wierchuszki Hezbollahu. W 2014 roku izraelskie wojsko zbombardowało skład broni w dolinie Bekaa. Wstępnie nikt nie łączył tego z Izraelem, tylko z zawieruchą przy granicy z Syrią. Później sytuacja się zmieniła i kilka razy Hezbollah i IDF starły się ze sobą w serii drobnych incydentów na granicy. Tuzy Hezbollahu ustaliły ostatecznie, że był to jednak Izrael.

A może palec wskazujący Izrael myli się?  Nasrhallah w ostatniej, piątkowej mowie, zwrócił się do Izraelczyków:  „Dzisiaj mówię do Izraelczyków. Jeśli będziecie atakować naszych żołnierzy, to odpowiemy inaczej niż w Shebaa Farms” (to tam głównie dochodziło do tych drobnych incydentów). Jednocześnie Nasrallah nie wskazał Izraelczyków jako winnych śmierci Badreddine’a. Dodał: „Badamy śmierć Badreddine’a bardzo ostrożnie. Na razie nie ma dowodów wskazujących, że to robota Mossadu”.

Zamach na Badreddine’a, oczywiście, wpisuje się w serię takich ruchów z przeszłości, ale mógł on równie dobrze zginąć  z ręki sunnickich oponentów. Ostatecznie, kto jak to, ale Hezbollah broni szyickiego porządku i interesów na Bliskim Wschodzie. Po to tam jest. Biznes jak zwykle.

Generalissimus Iranu z wizytą w Bejrucie

Biznes ten najlepiej potwierdza Iran. I Kassem Sulejmani, który po śmierci dowódcy Hezbollahu udał się z krótką wizytą do Bejrutu. Kassem Sulejmani jest dowódcą jednostek specjalnych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej o aparycji amanta filmowego. To taki trochę starszy Ari Folman, ale specjalizujący się w sztuce zabijania. Dziennikarzom raczej się nie kłania. Chyba, że w przygotowanej pokazówce. Tak było i tym razem. Mało kto widział, że Sulejmani jest w Libanie.
Irańczyk odwiedził dom Badreddine’a w Ghobeiry (w części Dahiyeh) i to tam rozmawiał z jego rodziną – matką i synem.

Jak doniosły lokalne media – Al-Akhbar i inne – powiedział do matki: „Straciliśmy lidera i drogiego brata. To wielka strata dla całego narodu islamskiego, nie tylko jednego kraju czy obszaru” – czyt. zabiliście naszego człowieka, albo my tylko udajemy, że takim był.

Synowi również złożył kondolencje i wyraził nadzieję, że będzie on podążał ścieżką obraną przez ojca i stanie się symbolem swojej generacji.

Po co ten cyrk? Iran musi okazać wsparcie swojej ekspozyturze w Libanie. To jest jasne. Ale jest jeszcze czynnik ludzki tej historii. Nie każdy libański szyita ma taką pozycję jak rodzina zabitego topowego dowódcy. I trochę najnowszej statystyki. Od początku zaangażowania Hezbollahu w Syrii zginęło tam ponad 1000 bojowników. Mało to czy dużo? Mało, jeśli porównamy sobie to ze stratami sił al-Assada, PI czy kogokolwiek innego. Ale Hezbollah ma być marką, a nie mięsem armatnim.

I w końcu – generał Sulejmani nie będzie latał do Bejrutu składać kondolencji rodzinie zwykłego szeregowego. Jako Irańczyk na swoim stanowisku ma z tym pewien problem. Ważniejsze są jego podróże do Moskwy, gdzie np. udał się w połowie kwietnia i omawiał z Putinem dalsze losy paktu nad Syrią. Jest jeszcze Irak – tam też pojawiła się możliwość utworzenia odnogi Irańskich Strażników, tylko jako Irackich Strażników Rewolucji. Teheran oficjalnie – służy radą i doświadczeniem. Jest więc dużo roboty, nikt się z Libanem nie będzie pieścić.

Wracając do libańskich szyitów, część z nich po śmierci Badreddine’a zaczęła zastanawiać się, czy Iran to dla nich naprawdę dobry sojusznik. Może to wcale nie Izrael, czy jakaś sunnicka formacja dokonała tego zabójstwa, ale dostał cios w plecy od swoich mocodawców. A wizyta irańskiego generała była pokazówką w czystej formie.

Jedna z teorii głosi, że Iran tak bardzo chce zadowolić Zachód po atomowym dealu, że zrobi to nawet kosztem Hezbollahu. Porozumienie to otworzyło drogę do lukratywnych interesów (szczególnie dla ludzi władzy), kiedy w tym samym czasie prominentom Hezbollahu zamyka się konta. Wojna w Syrii też idzie nieźle – al-Assad ciągle na stanowisku, z Rosją ważniejsze rzeczy są dogadane, krew bojowników Hezbollahu jest tania,  i co najważniejsze – cudza. Inaczej mówiąc, nie jest źle, jest nawet bardzo dobrze.

Tylko pozostali  szyici – ci w państwach, gdzie nie stanowią większości – są izolowani przez resztę bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, a nawet tam gdzie niby są większością, nie ma cudów – przykład Iraku, protesty zwolenników al-Sadra i paraliż parlamentu w Bagdadzie. Jak jeszcze szyici próbują gasić pożar wokół nich? W Libanie, szyicki przewodniczący parlamentu Barri z Amalu, zaproponował w ostatnich dniach, by spróbować stworzyć coś na kształt nowego Taif (porozumienie kończące wojnę domową w Libanie, które podpisano w Arabii Saudyjskiej ), tylko pod kuratelą Doha (wszystkie historyczne decyzje nad Libanem zapadają gdzieś indziej, to klasyka). Jest to bardzo po linii Hezbollahu. Komentatorzy spekulują, że Narsallah taką drogą może szukać wyjścia z impasu – tak w Syrii, gdzie straty są niewspółmierne do osiągnięć, jak też na własnym podwórku (rosnące niezadowolenie w szeregach partii).

I na koniec wyjaśnienie. O co chodzi z Kim? Otóż, rzecznik teherańskiego Centrum Kontroli i Walki z Zorganizowaną Przestępczością Cybernetyczną, Mostafa Alizadeh, nazwał ją agentką aplikacji Instagram i próbował udowodnić, że celebrytka jest finansowana przez właścicieli firmy, do której należy program. Czemu służy ta farsa? Szukaniu tematów zastępczych i karmieniu hipokrytów moralności. Przez ostatnie miesiące młode, bardziej liberalne Iranki pozowały do zdjęć z odkrytymi głowami, by potem takie zdjęcia dodać na Instagram. Rzekomo na ich decyzję ma wpływ amerykańska celebrytka. Ale chyba łatwiej zrobić szum wokół niczego, niż wyjaśniać, co się robi w Syrii i po co się to robi?

The following two tabs change content below.

Natalia M. Kamińska

Dziennikarka-freelancerka, absolwentka UMCS, pisząca o Izraelu i Bliskim Wschodzie.