Making a Murderer – to prawdopodobnie najlepszy serial, jaki obejrzałem w życiu

Trzymał mnie w swoich szponach 10 godzin. Nie mogłem przestać, choć około 4 nad ranem powieki trzymałem na zapałki, a z kącików ust ciekła mi ślina. Musiałem się dowiedzieć, czy sprawiedliwość zatriumfuje – no wiem, naiwnie – ale wielka jest w człowieku potrzeba sprawiedliwości. I co za piguła na koniec!

Uwaga, zrobimy tak. Ktoś, kto nie widział jeszcze tego serialu może przeczytać mój tekst tylko do pierwszego zdjęci, OK? Proszę nie czytać dalej, gdyż dalej będę zdradzał historię, a tu cała zabawa polega na tym, by nie wiedzieć, co się stanie dalej. W porządku? Umawiamy się? Nie ma sensu odbierać sobie przyjemności – Making a Murderer trzeba sobie ściągnąć na komputer i zasiąść nie wiedząc, co jest grane. Wtedy to będzie jazda. Obiecuję.

Tak, ja też lubię seriale. Z żoną oglądamy na sofce – to taki miły sposób przebywania razem, gdy dzieci wreszcie się odczepią, a człowiek nie ma już siły na nic więcej. Są lepsze, są gorsze, są i zupełne miny. Ale są i perły. Ja ta. Zaczęliśmy nie tak jak wszyscy od Sopranosów, ale chwilę później od Sześć stóp pod ziemią (Six Feet Under), który także jest sagą rodzinną, tyle że bardziej wielowątkową niż Sopranosi, gdyż co jakiś czas inny bohater przejmuję pałeczkę głównej postaci. Świetna rzecz, choć dziś troszkę poszarzała. Od tamtego czasu błąkamy się po tytułach trafiając raz lepiej raz gorzej. No i tu nagle… to.

Lubię seriale, dlatego z wielką radością powitałem na antenie radia#MP audycję: „Kochamy (nie)polskie seriale” Łukasza Komudy i to w niej właśnie wysłyszałem tytuł tego cuda. Nie rozwodzono się tam nad tym tytułem, ale użyto frapującego sformułowania: serial dokumentalny. Serial dokumentalny!? – zdziwiłem się. Jak to dokumentalny? Co to w ogóle znaczy „serial dokumentalny”? Znam oczywiście Bogusława Wołoszańskiego i jego programy, ale to zabrzmiało inaczej. Dziesięcioodcinkowy serial dokumentalny zrobiony w całości w oparciu o taśmy archiwalne, bez elementów fabularnych, opowiadający historię jednego bohatera – wow! to zabrzmiało ciekawie.

Jak można opowieść o jednym bohaterze rozciągnąć na 10 odcinków i nie potracić widzów po pierwszym!? W dodatku w oparciu tylko o archiwa? Dziwne. Olivier Stone z Peterem Kuznickiem zrobili 12 odcinkowy serial historyczny pt. Nieopowiedziana Historia Stanów Zjednoczonych – zresztą bardzo dobry, no ale tu bohater jest niewyczerpany. Jak to zrobić o człowieku?

Ściągłem żem więc rzeczony serial – ciągle nic o nim nie wiedząc i zasiadłem żem do obglądania. Z żoną po mojej lewicy, z komputerem po środku nas, niczym nasze niewypieszczone dziecko.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

 

Uwaga: Medium#Publiczne jako pierwsze w Polsce przyjęło zasadę, że każdy z naszych autorów może zbierać bezpośrednie wpłaty od czytelników, którzy chcą wesprzeć jego/jej pracę. Fundacja Dziennikarska Medium#Publiczne nie pobiera z tego tytułu żadnego procentu – całość idzie na rzecz autora. (Dowiedz się więcej.) Zachęcamy serdecznie do wynagradzania pracy! Wystarczy kliknąć poniżej. 

betlej pay pal

Tu jeszcze można czytać – dam ogólną wizję sprawy.

W oczy rzuca się forma. Jest niewątpliwie dokumentalna. Tak bardzo dokumentalna, że momentami bolesna – to znaczy sporo rzeczy jest kręconych zwykłymi VHSami przez osoby, które nie uważały się za filmowców dokumentalistów, a nawet za dziennikarzy. Sporo rzeczy kręciła po prostu policja…

O właśnie… policja. Tak, to jest serial policyjny, a właściwie kryminalny. Powoli ale uporczywie odkrywana jest przed nami historia zbrodni oraz los pochwyconego przez policję człowieka, który miał tych zbrodni dokonać. Stevena Avery.

Steven Avery to postać jak najbardziej prawdziwa. Policja też jest prawdziwa. Zbrodnie też są prawdziwe, ofiary prawdziwe, otoczenie prawdziwe i generalnie wszystko jest totalnie prawdziwe. Ale proszę nie googlować Stevena Avery, żeby sobie nie psuć zabawy – a są o nim całe strony w wikipedii. I o tej zbrodni jego też. Nie googlować, czytać dalej – nie zrobię Ci krzywdy.

Steven Avery jest prostym złomiarzem. To też w nim jest jakieś niezwykle prawdziwe. Mieszka w tzw. trailerze, czyli domu przypominającym trochę duży camper na kółkach, na skraju wielkiego złomowiska samochodowego. Szrot? tak to się określa u nas? Pordzewiałe graty walają się jak okiem sięgnąć, porastają trawą i krzakami, obsrane przez ptaki i ssaki niszczeją, co nie daje zbyt eleganckiej oprawy filmowi. Trochę jakby ten film nakręcono gdzieś na szrocie pod Wołominem. Steven to też nie przystojniak, a raczej prosty kartofel, który wraz ze swoimi kartoflanymi rodzicami klepie pół biedę, pół amerykański sen o człowieku z middle class.

Aż tu nagle zostaje aresztowany za gwałt ze szczególnym okrucieństwem i wsadzony za kraty przez dwóch dziarskich oficerów, którzy są pewni jego winy.

No i dobrze – tyle jeszcze możecie wiedzieć. Ale za chwilę będzie zdjęcie i tekstu poniżej zdjęcia już nie czytajcie, OK? Powiem Wam więc jeszcze tyle – i to chyba mogę powiedzieć, że Avery okaże się niewinny, ale zostanie skazany i wsadzony do więzienia na 18 lat. Nigdy nie przyzna się do winy, co uniemożliwi mu staranie się o przedwczesne wypuszczenie. Będzie walczył, aż nowe badania DNA wykażą, że popełniono wobec niego pomyłkę sądową i zostanie wypuszczony z pierdla już jako czterdziestolatek.

Mało tego – podlinkuję Wam pierwszy odcinek serialu, bo widzę, że jest normalnie dostępny na youtubie:

Tu też można jeszcze czytać. O tym dokumentalnym charakterze teraz.

Otóż nie tylko udało się opowiedzieć 10 godzin historii w oparciu o materiały archiwalne, ale także zbudować napięcie, postaci, zwroty akcji, dialogi i wszystko, czego dobry film potrzebuje. A fakt, że to jest dokument i nie gra w tym Tom Cruise sprawia, że przecieramy ze zdumienia oczy.

Dokumentaliści wydobyli materiały filmowe z policji, zapisy rozmów telefonicznych z więzień, sfilmowali rozprawy sądowe, fragmenty programów telewizyjnych i newsów na ten temat, rozmawiali z adwokatami, rodzinami ofiar, dziennikarzami, samym oskarżonym, policjantami. Byli wszędzie, widzieli wszystko, i dokonali niemożliwego – dokumentalny serial, opowiadany metodami czysto dokumentalnymi ogląda się jak fabułę, którą napisali świetni scenarzyści i zagrali aktorzy. Jest zbrodnia, jest tajemnica, są łzy, są spiski, są żli i dobrzy, ale dobrzy nie zawsze wygrywają. Okaże się, że oskarżenie Stevena Avery o gwałt i jego wyjście na wolność po 18tu latach, to nie jest szczęśliwy happy end.

Aby osiągnąć tak spektakularny efekt trzeba było narkęcić lub uzyskać 700 godzin materiału i poświęcić projektowi 10 lat. Chylę czoła przed reżyserkami serialu: Laurą Ricciardi i Moirą Demos.

I tu postawimy kropkę dla wszystkich, którzy chcą to zobaczyć na świeżości i zaskoczeniu. Poniżej zdjęcia niech czytają ci, którzy są zainteresowani historią, ale nie chce im się oglądać serialu. Dziwią mnie oni, ale i cieszą – bo nie piszę tego tylko dla siebie.

 

Poniżej tego zdjęcia nie czytać! —————————————

steven avery
Steven Avery

No dobra, czyli zostali mi już tylko ci, którzy mają gdzieś jakieś tam seriale i chcą się dowiedzieć, kto zabił. Wszystko rozumiem, że powiem wam, że scena przesłuchiwania Brendana Dessey – siedemnastoletniego siostrzeńca Stevena Avery naprawdę otwiera oczy co do metod policyjnych.

Niewiarygodna historia Stevena Avery – gwałt:

Steven urodził się w niezamożnej rodzinie w miasteczku Manitowoc, w Wisconsin – to jest jakieś 250 km na północ od Chicago nad jeziorem Michigan, które jest tak wielkie, jak Bałtyk. To taki środek niczego. Taki polski Ełk. Środowisko, w którym dorastał to zwykli prości ludzie, którzy mówią z akcentem zabarwionym krowim muczeniem. Dla Stevena spotkanie z losem zaczyna się wtedy, gdy na plaży zostaje zgwałcona młoda kobieta z dobrej rodziny. Zgwałcona i pobita. Podejrzenie pada na Stevena ze względu na jego uderzające podobieństwo do osoby, którą opisuje ofiara. Steven ma dużą brodę, prosto czesane włosy – macie go na tytułowym zdjęciu powyżej. Policja idzie na łatwiznę, a prokurator przedstawia przed sądem swój case w oparciu o zeznania poszkodowanej. Steven dostaje bardzo długi wyrok – ma wyjście: może przyznać się do odpowiedzialności za gwałt i wtedy starać się o przedterminowe zwolnienie. Ale to oznaczałoby uznanie winy, czego Steven nie chce zrobić.

Jego rodzina walczy o syna. Szczególnie mama. W końcu udaje się przeprowadzić ponowne badania zabezpieczonych dowodów. Nowoczesne badanie DNA wskazuje wreszcie, że Steven Avery nie jest odpowiedzialny za przestępstwo – co więcej DNA wskazuje na inną osobę, która jest znana policji jako gwałciciel, który siedzi już w więzieniu za inne gwałty.

Steven wychodzi z więzienia po 18tu latach. Triumfuje. Ma po swojej stronie media i społeczność lokalną, która zaczyna domagać się zadośćuczynienia od lokalnej policji i szukać winnych pomyłki. Szybko okazuje się, że pomyłka mogła nie być aż tak niewinna. Policja mogła mieć informacje o tym, że Steven nie musiał koniecznie mieć z tą sprawą do czynienia, ale poszła na łatwiznę i wolała skazać ptaszka, którego miała w areszcie, niż łapać za ogon srokę na dachu. Zaczynają pojawiać się pytania, wychodzą na jaw zaniedbania, dziennikarze powtarzają nazwiska policjantów, detektywów, szeryfa. Zresztą wiele z nazwisk tych bohaterów brzmi polsko – w końcu nie jesteśmy daleko od Chicago.

Pojawia się kwota zadośćuczynienia: 36 milionów dolarów. Poważna sprawa. Pojawiają się też żądania ustąpienia ze stanowisk itd. Kilku urzędnikom państwowym zaczyna się palić pod nogami.

I nagle następuje zabójstwo Teresy Holbach – policja zatrzymuje Stevena Avery.

Trudno się spodziewać tak nagłego zwrotu akcji. Wydaje się, że wszystko w życiu Stevena wraca na miejsce, ma dziewczynę, szansę na sprawiedliwość i wielkie odszkodowanie, aż tu nagle coś takiego! Steven zostaje zamknięty i oskarżony o morderstwo i to jakie! z gwałtem, z uwięzieniem, z torturowaniem ofiary, w końcu pocięciem ciała na części i spaleniem go w swoim ogródku.

Teresa Holbach była fotografką pracującą dla gazety zajmującej się handlem samochodami. Przyjechała na szrot Stevena, by sfotografować jeden z samochodów. Następnie zaginęła. W kilka dni później została odnaleziona, a właściwie to, co z niej zostało za domem Stevena. Trochę spalonych kości, nic więcej. Jej samochód, toyotę RAV4 znaleziono na szrocie Stevena – w środku zaś jego krew.

Prasa i społeczność lokalna oszalała. Człowiek, który przesiedział 18 lat w więzieniu za coś, czego nie zrobił, nagle okazał się mordercą… co tam mordercą – bestią!

Wkrótce policja znajduje świadka zbrodni. To siedemnastoletni siostrzeniec Stevena, który przyznaje się do udziału w zbrodni. Podaje koszmarne szczegóły zdarzenia: oboje gwałcili Teresę w sypialni Stevena, następnie podcięli jej gardło, a gdy i to nic nie dało, zabili ją kilkunastoma strzałami w głowę i brzuch. Ciało pocięli i spalili w beczce za domem.

Koszmar. Krew, gwałt, zwyrodnienie. Steven Avery staje się wrogiem publicznym. Media krzyczą głośno o jego winie.

Brendan Dassey
Brendan Dassey

Brendan Dassey – i przyznanie się do winy, której nie było.

Steven dostaje 400 tysięcy dolarów odszkodowania za 18 lat więzienia. Teraz już nikomu nie wydaje się słuszne, by dostał w ogóle jakiekolwiek pieniądze. Ale ta suma wystarcza, by wynająć porządnych adwokatów do jego obrony. To będzie kluczowa decyzja w tej sprawie. A adwokaci staną się bohaterami Ameryki. Dean Strang i Jerome Buting stają się dla widzów aniołami dobra – walcząc o Stevena wypowiadają wiele gorzkich prawd na temat systemu sprawiedliwości w USA.

W trzecim odcinku serialu oglądamy niezwykłą scenę przesłuchania Brendana Dassey przez dwóch detektywów. To wszystko rozgrywa się na naszych oczach. Oto siedzi przed nami dorastający chłopak, któremu dwóch dojrzałych facetów wmawia, że jeśli „powie prawdę” i będzie z nimi „uczciwy” to wszystko będzie dobrze. Brendan nie jest zwykłym chłopcem. Jest mniej bystry niż typowy nastolatek, ma kłopoty z nauką, z pamięcią. Wypowiada się z trudnością. Nie miał jeszcze dziewczyny, nie wierzy w siebie, wydaje mu się że jest zbyt gruby. Powoli, wymuszonymi zdaniami Brendan daje im to, czego chcą. Sądząc, że to jakaś gra, Brendan przyznaje się do winy i opowiada koszmarną historię tortur.

W momencie przesłuchania Brendana policja wie już, że Teresa zginęła od strzału w głowę. Był to szczegół, którego nie znała opinia publiczna. Gdyby to się udało wyciągnąć z Brendana – tę kluczową informację – wiadomo by było, że to, co opowiada, to prawda.

Detektyw podpowiada więc: Co jeszcze jej zrobiliście, Brendan? Coś jej się stało w głowę…

Brendan: Obcięliśmy jej włosy…

Detektyw: Włosy… OK, co jeszcze? Co jeszcze jej zrobiliście w głowę?

Brendan: Uderzyliśmy ją.

Detektyw: Tak? I co jeszcze? Nie kłam, Brendan. Co jej zrobiliście w głowę?

Ale Brendan nie potrafi się domyślić, o co chodzi. W końcu detektyw nie wytrzymuje i podpowiada wprost – czym niszczy swój dowód:

Detektyw: Kto jej strzelił w głowę, Brendan?

Brendan mówi, że Steven.

Ta scena warta jest obejrzenia. Warto jest zobaczyć, jak to się odbywa – jak z niewinnego chłopca, który nie jest zbyt inteligentny, robi się mordercę. Jednym z kluczowych argumentów detektywów jest groźba, że powiedzą jego mamie, że Brendan kłamie,  a mama się wtedy wkurzy. Jak niewiele trzeba… Jak niewiele…

Proces Stevena Avery

Kiedy obrona i oskarżyciele spotykają się w sądzie nic w tej sprawie nie jest oczywiste poza wydanym już wyrokiem przez media i opinię publiczną. Obrona ma pod górę: w świętym oburzeniu media już skazały Stevena. Jednak obrońcy są przekonani o jego niewinności i zaczynają to przed sądem pokazywać. Mamy tu prawdziwy thriller sądowy w stylu najlepszych filmów Sidneya Pollacka. Przepytywanie świadków, podważanie dowodów, wykazywanie niekompetencji.

Oskarżenie maluje następujący obraz zbrodni: Steven zwabił Teresą Holbach do swojego trailera. Tam obezwładnił ją i przykuł do łóżka. Wtedy pojawił się jego siostrzeniec Brendan, który chętnie pomógł wujowi. Zgwałcili Teresę, co dla Brendana miało być formą inicjacji seksualnej, następnie poderżnęli jej gardło, aż w końcu pozbawili życia strzelając w głowę. Ciało poćwiartowali i spalili za domem Stevena. Są świadkowie, którzy widzieli ich wokół ogniska. Dowody: krew Stevena w samochodzie Teresy. Samochód Teresy na szrocie Avriego, kości Teresy w dole za domem oraz – uwaga – kluczyk do samochodu Teresy w sypialni Stevena.

Wersja obrony jest jednak odmienna: owszem Teresa pojawiła się na posiadłości Avriego, ale sfotografowała samochód i odjechała. Tyle się widzieli. Brendan natomiast w ogóle nie brał w tym udziału, a swoją wersję zmyślił pod naciskiem detektywów.

W trakcie procesu okazuje się, że:

  • kości Teresy musiały zostać spalone gdzie indziej, a następnie przeniesiono je pod dom Avriego
  • na kluczyku do Toyoty nie ma DNA Teresy, a tylko DNA Stevena – tak jakby ktoś wytarł kluczyk, a następnie nałożył materiał genetyczny podejrzanego
  • kluczyk zostaje znaleziony w domu Stevena dopiero w trakcie piątego powtórzonego przesłuchania
  • nigdzie w domu Avriego nie ma ani krwi Teresy, ani potu, ani spermy, ani żadnych śladów, które wskazywałyby na tak straszliwą i krwawą zbrodnię, ani w ogóle na to, że Teresa kiedykolwiek była w domu.
  • w Toyocie jest krew Teresy – w bagażniku – co jednak oznacza, że ciało Teresy było wiezione samochodem. Po co? skoro zostało spalone za domem?
  • krew Stevena w samochodzie Teresy – w trzech miejscach – wygląda na podrzuconą. Obrońcy odkrywają, że yubka z krwią Stevena znajdująca się w archiwach policyjnych została naruszona w ten sposób, że na plastykowym wieczku jest ślad nakłucia strzykawką.
  • Brendan odwołuje wszystkie swoje zeznania, a obrona pokazuje, że jego obrońca z urzędu, niejaki Len Kaczyński, współdziałał z oskarżeniem w celu wyciśnięcia samooskarżenia.
  • nie ma żadnych świadków zbrodni poza sprawcami, którzy zaprzeczają, że mieli z tym cokolwiek wspólnego
  • nie ma motywu zbrodni
  • nie ma narządzi zbrodni
  • okazuje się, że policja nie podjęła żadnych innych tropów dochodzeniowych – nawet tych narzucających się, typu: narzeczony Teresy, były narzeczony, ktoś z rodziny itd.

Wiele innych wątpliwości się pojawia. W trakcie procesu wychodzi na jaw, że wszystkie tropy prowadzą do dwóch policjantów, którzy mogli chcieć wrobić Stevena. Policja miała motyw: zatuszować swoją indolencję i zaniedbania podczas pierwszego procesu Stevena Avery, a nawet złą wolę – okazuje się, że mieli silne przesłanki wskazujące a jego niewinność, które celowo pominęli. Grożą im za to poważne konsekwencje – nie tylko finansowe, ale i społeczne, i karne.

Czyżby więc to policja wrobiła Stevena Averiego?

Tego obronie nie udaje się jasno wykazać, gdyż proces dotyczy Stevena i nie mogą tego wprost argumentować. Opinia publiczna ma trudność z daniem wiary, że dwóch policjantów mogło posunąć się do czegoś takiego. Kto więc zamordował Teresę, jeśli nie Steven? Policja!? To się mieszkańcom Manitowoc nie mieści w głowach.

Jury uznaje Stevena winnym zarzucanych mu czynów, a sędzia skazuje go na dożywotnie pozbawienie wolności bez możliwości starania się o przedterminowe zwolnienie.

To samo spotyka Brendana Dassey – który może wyjść dopiero w 2048 roku. Idzie siedzieć, bo sam się oskarżył! W polskim sądzie wydaje się to niemożliwe…

Avery i Dassey w więzieniu – wokół nich wrze

W 2006 roku Avery i Dassey trafiają do więzień o zaostrzonym rygorze. Wszystkie ich kolejne prośby o apelację i ponowne rozpatrzenie spraw zostają oddalone. Sąd Najwyższy odrzuca prośbę obrońców o rozpatrzenie wyroków. Wygląda na to, że zostają sami. Bez szans. Dwóch udupionych biedaków, w tym jeden siedemnastoletni półgłówek. Wydaje się, że wszystkim jest to na rękę: wizerunek policji nie zostaje nadwyrężony, lokalna społeczność może nadal wierzyć w swój wymiar sprawiedliwości i to, że źli ludzie trafiają do więzień.

Ale powstaje ten film. Making a Murderer, który w dziesięciu odcinkach dokonuje wiwisekcji amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości i stawia niewygodne pytania:

  • kto zabił Teresę Holbach?
  • jakie szanse na uczciwy proces mają amerykańscy obywatele, skoro można dwa razy pójść do więzienia za zbrodnie, które nie zostały w sposób bezsprzeczny udowodnione?
  • jak ma się bronić przed oskarżeniami amerykański obywatel, jeśli nie ma na to środków? – Avery mógł stoczyć sądową batalię tylko dlatego, że dostał te 400 tysięcy dolarów odszkodowania za swój wcześniejszy pobyt w więzieniu.
  • co dalej z tymi dwoma biedakami?
  • czy można pozwolić by oficerowie winni zaniedbań lub nawet produkowania dowodów nadal pełnili służbę?

Itd. Itd.

W USA trwa walka o uwolnienie obu mężczyzn z więzień. Tymczasem Steven Avery, który nadal nie przyznaje się do winy, spędził już w więzieniach 25 lat swojego życia.

 

Wesprzyj autora Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +6, liczba głosów: 8)
Loading...