Na Bałkanach boją się Brexitu – relacja z Chorwacji

Wyniki referendum w Wielkiej Brytanii w sprawie jej wyjścia z Unii Europejskiej spotkały się z powściągliwymi wypowiedziami rządzących na Bałkanach. Głównie dlatego, że nie chcą oni niepokoić społeczeństw. W wypowiedziach analityków albo opiniach opozycji słychać już jednak mniej pozytywne tony. Co Brexit może oznaczać dla krajów tego rejonu?

Chorwacja i Słowenia to jedyne kraje regionu, które są członkami Unii Europejskiej. Tutaj więc negatywne nastroje są najmniej słyszalne – prezydent Chorwacji wyraziła oczywiście ubolewanie z powodu decyzji Brytyjczyków. To, co budzi niepokój wśród Chorwatów, to kwestia gospodarki. Rząd, który chciał przeprowadzić liberalne reformy, w tym m.in. dokończyć prywatyzację, upadł zaledwie na początku tego tygodnia – nowe wybory odbędą się najpewniej we wrześniu. Nie pomaga to w wyjściu z kryzysu kruchej chorwackiej gospodarce, opartej głównie na turystyce. Poważna dekoniunktura rozpoczęła się w 2008 roku – jej skutki widać nawet na ulicach, gdzie wiele biurowców stoi pustych, podobnie jak pasaży handlowych, np. w czwartym największym mieście kraju, Osijeku. Pewna poprawa nastąpiła pod rządami socjalistów w latach 2011-2015, ale przegrali oni ostatnie wybory.

Centroprawicową koalicją wstrząsnął zaś skandal o konflikt interesów, związany z wicepremierem i szefem największej partii w kraju, HDZ – parlament podjął decyzję o samorozwiązaniu. Projekt reform odsuwa się więc w czasie. Chorwaci boją się więc, że Brexit zachwieje gospodarką wszystkich państw Unii. Nie chcą oni powrotu do lat 2008-2011, kiedy stracili dochody, bo liczba turystów była zdecydowanie mniejsza, a wiele fabryk i przedsiębiorstw zamknięto. Dodatkowo, Wielka Brytania jest, obok Irlandii i Niemiec, głównym kierunkiem emigracji zarobkowej Chorwatów. Ze wspomnianego już Osijeka, gdzie ludność stanowi ok. 85 tys. mieszkańców, wyjechało w ostatnich czterech latach już 12 tys. osób. Młodzi Chorwaci masowo wyjeżdżają za granicę.

Z kolei mieszkańców Bośni, przychylnie nastawionych do członkostwa w Unii, w której wielu upatruje ratunku dla niewydolnego kraju, niepokoi, że Brexit to woda na młyn przeciwników akcesji tego kraju do UE. Serbscy nacjonaliści, od lat zabiegający o rozluźnienie związku w ramach federacji, od ponad roku powtarzają, że UE rozpadnie się prędzej niż Bośnia zdąży do niej wejść. Wychodzą oni w związku z tym z założenia, że lepiej jest kraj ostatecznie podzielić – Republika Serbska na północy mogłaby wtedy zacieśnić związki z Rosją a chorwacko-muzułmańska Federacja Bośni i Hercegowiny mogłaby dalej snuć marzenia o Zjednoczonej Europie. Ekspert radia Sarajewo, Adnan Huskić, uznał, że Unia w tej sytuacji gubi swoją siłę i będzie mniej zdecydowana do rozszerzenia na Bałkanach. Dodatkowo nerwowość wprowadza fakt, że zarówno Wielka Brytania, jak i USA, są tam uważane za ważnych partnerów politycznych dla Bośni, którzy wspierali ją jeszcze w trakcie konfliktu w byłej Jugosławii.

Podobne problemy widzi Kosowo. Jej premier, jako jedyny, tak ostro skomentował pomysł Brexitu, stwierdzając, że nie ma co liczyć w takiej sytuacji, iż Unia Europejska przyjmie pozostałe kraje bałkańskie do swoich struktur. Kosowo również uważa Anglików i Amerykanów za swoich głównych sojuszników na Zachodzie. Z kolei w sąsiedniej Czarnogórze, Brexit może negatywnie wpłynąć na starania tego kraju o członkostwo kraju w NATO.

Decyzja Brytyjczyków na pewno będzie dla wielu dowodem na rozpad więzi europejskich. Protesty przeciw członkostwu w NATO przetoczyły się przez kraj z końcem zimy i początkiem wiosny. Pokazały duży podział społeczeństwa niemal pół na pół w tej decyzji. Cerkiew prawosławna poparła wtedy nacjonalistów żądających, by Czarnogóra dołączyła raczej do putinowskiej Unii Euroazjatyckiej. Rząd pozostał jednak nieugięty i parlament decyzję przegłosował. Zresztą decyzja o Brexicie, która znacząco osłabia Unię, to argument chętnie wykorzystywany przez nacjonalistów i europsceptyków w całym regionie, którzy dążą do zbliżenia się części krajów do Rosji. Dotyczy to przede wszystkim Serbii, gdzie niedawno odbyły się przyspieszone wybory. Wygrał po raz kolejny zwolennik integracji z Unią, Aleksander Vučić, który karierę rozpoczynał w nacjonalistycznej partii oskarżanego o zbrodnie wojenne Vojislava Šešelja i rządzie Slobodana Miloševicia. Od dwóch lat balansuje on jednak między Rosją a Unią Europejską. W zamian za zgodę parlamentu na rozpoczęcie negocjacji z UE, złożył deklarację neutralności Serbii, a jednocześnie kupił nowy sprzęt wojskowy w Rosji. Wydaje się jednak być pragmatykiem świadomym, że jedynie członkostwo w Unii pomoże Serbom rozwinąć kraj, znajdujący się w wieloletniej stagnacji gospodarczej. Pytanie jednak, co po Brexicie będą sądzili sami Serbowie. Wynik referendum może dodać wiatru w żagle nacjonalistom Šešelja, który niedawno wyszedł z więzienia w Hadze. Trybunał ds. Zbrodni w Byłej Jugosławii uznał, że akt oskarżenia został źle skonstruowany. Partia Šešelja skłania się ku Rosji i oczekuje, podobnie jak jej czarnogórscy partnerzy, na członkostwo w Unii Euroazjatyckiej.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Niewątpliwie te niepokoje są uzasadnione. Brexit pomaga wpływom Putina na Bałkanach i może wzmocnić tutejsze tendencje antyunijne. Nie pomoże to też staraniom tych krajów o członkostwo ani ich gospodarkom.

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +5, liczba głosów: 7)
Loading...
The following two tabs change content below.

Michał Kucharski

Absolwent stosunków międzynarodowych na UAM w Poznaniu na specjalizacjach integracja europejska i dyplomacja i stosunki konsularne. Student filologii chorwackiej. Działacz lokalny w Poznaniu, radny osiedlowy.