Hiszpania przed przyspieszonymi wyborami – czy uda się utworzyć nowy rząd?

Po półrocznym impasie politycznym i nieudanych próbach tworzenia rządu Hiszpanie ponownie udadzą się do urn. Wybory parlamentarne z grudnia nie dały żadnej partii wyraźnego mandatu do rządzenia, tak więc na początku maja król Filip VI rozwiązał parlament i rozpisał nowe wybory, które odbędą się w najbliższą niedzielę. Może się jednak okazać, że kolejne wybory także nie zagwarantują utworzenia nowego rządu. Czy tym razem uda się stworzyć koalicję?

Koniec partyjnego dualizmu

Hiszpania po raz pierwszy po upadku dyktatury generała Franco nie utworzyła rządu. Dotychczas w kraju rywalizowały między sobą dwa ugrupowania: konserwatywna Partia Ludowa (Partido Popular) i centrolewicowa PSOE (Partido Socialista Obrero Español – Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza), które zdominowały polityczną scenę i kształtowały współczesną Hiszpanię.

Do tego grona dołączyły jednak niedawno dwa nowe podmioty polityczne: liberalni Ciudadanos oraz lewicowi Podemos (dostały odpowiednie 13,9% i 20,2% głosów). To ostatnie ugrupowanie powstało dopiero w 2014 roku, a wywodzi się z Ruchu Oburzonych, który zasłynął z manifestacji w latach 2011 – 2012, głównie w Madrycie na placu Puerta de Sol. Młodzi Hiszpanie domagali się pogłębienia demokracji, poprawy sytuacji na rynku pracy i sprzeciwiali się systemowi dwupartyjnemu i neoliberalnej polityce gospodarczej. Natomiast partia Ciudadanos zaczęła działać w 2006 roku. Początkowo była aktywna w Katalonii, aby stawić odpór rosnącemu w siłę katalońskiemu nacjonalizmowi. W 2015 roku zyskała szersze poparcie wśród społeczeństwa i przedstawiana była jako prawicowa wersja Podemos i alternatywa dla Partii Ludowej. Dzięki tym nowym siłom ostatnie wybory położyły kres tradycyjnemu podziałowi hiszpańskiego parlamentu na dwa bloki – konserwatystów i socjalistów. Duopol runął, a naród pokazał, że chce czegoś nowego.

Bez rządu

Po grudniowych wyborach parlamentarnych, w których wygrała rządząca Partia Ludowa(PP), nie udało się zmontować rządu. Konserwatyści uzyskali tylko 123 miejsc w parlamencie (potrzeba 176) i nie pozwoliło jej to samodzielnie rządzić. Dwie główne partie w Hiszpanii, PP i PSOE, dostały w sumie razem około 50% poparcia. To niewiele, zważywszy na fakt, że oba te ugrupowania dostawały w przeszłości razem około 70 – 80% głosów, zostawiając mniejsze partie głęboko w tyle. Dzięki temu zwycięzca mógł samodzielnie utworzyć rząd, a rywalizacja polityczna praktycznie opierała się tylko na dwóch opcjach.

Obecny premier Mariano Rajoy zabiegał o koalicję z socjalistami PSOE i z Ciudadanos przez pierwszy miesiąc po wyborach. Jednak wszystkie starania utworzenia rządu spaliły na panewce. Socjaliści z PSOE nie chcieli koalicji z konserwatystami, aby nie wyjść na zdrajców. W ostatnim czasie centrolewica krytykowała rządy skorumpowanej prawicy, ponadto gdyby socjaliści weszli w układ z konserwatystami, stracili by część swojego lewicowego elektoratu, który w następnych wyborach poparłby lewicową Podemos, która uzyskała trzeci wynik w kraju, osiągając tylko o 2% mniejsze poparcie niż PSOE. Natomiast Ciudadanos nie chcieli, aby na stanowisku premiera nadal urzędował Rajoy.

W tych okolicznościach król powierzył utworzenie rządu młodemu liderowi PSOE Pedro Sánchezowi. Sánchez próbował utworzyć koalicję z Podemos i Ciudadanos, ale i te próby skończyły się niepowodzeniem. Po raz pierwszy w swojej historii Hiszpania została zmuszona do rozpisania nowych wyborów, aby wyjść z politycznego impasu.

Wesprzyj #Medium

Lepsze nastroje? Tylko pozornie

Pytanie jednak brzmi: czy kolejne wybory pozwolą wyłonić rząd? Według różnych sondaży żadna siła polityczna nie uzyska wystarczającego poparcia, aby samodzielnie rządzić. Mariano Rajoy straszy Hiszpanów ewentualnymi rządami Podemos, oraz jej rzekomymi powiązaniami z rządem Hugo Cháveza w Wenezueli. Szef rządu i część prawicowej prasy straszą, że nowe lewicowe ugrupowanie zechce przekształcić Hiszpanię w drugą Wenezuelę.

Jednocześnie prawica chwali się, że kraj w końcu wychodzi z recesji, nastroje konsumpcyjne się poprawiły, a PKB odnotowuje wzrost gospodarczy (3,1% w 2015 i 2,5% na rok 2016, według prognoz MFW). Sęk jednak w tym, że nie wszyscy Hiszpanie odczuli poprawę. Bezrobocie wśród młodzieży nadal wynosi 20% i wielu młodych wyjechało do pracy zagranicę. Dochodziło do masowych eksmisji, jak w 2012 roku informowała Associated Press, dziennie dochodziło do 500 eksmisji domowych, a w ich wyniku do wielu samobójstw. Partią rządzącą wstrząsały skandale korupcyjne, aresztowany został m.in. Rodrigo Rato, były minister finansów. Pomimo tego, wszystko wskazuje na to, że konserwatyści ponownie zwyciężą w najbliższą niedzielę.

Na drugim miejscu najpewniej uplasuje się Podemos, która poprawi swoje notowania z grudniowych wyborów i zepchnie na trzecie miejsce socjalistów z PSOE. A wszystko to za sprawą nawiązania koalicji ze Zjednoczoną Lewicą (Izquierda Unida), spadkobierczynią Komunistycznej Partii Hiszpanii, która w latach 70-tych prezentowała tzw. nurt eurokomunizmu. W ostatnich wyborach uzyskała 3,7% poparcie. Teraz w połączonych siłach mogą liczyć według sondaży na około 25% głosów (PSOE w sondażach ma około 22%).

Patowa sytuacja

Warto zaznaczyć, że oba ugrupowania, PP i Podemos, zakładają, że utworzą koalicję z PSOE. Prawica cały czas liczy na tzw. wielką koalicję z socjalistami. Strategia wyborcza konserwatystów nie koncentruje się, jak to zazwyczaj było we wcześniejszych kampaniach wyborczych, na ataku na socjalistów, lecz na Podemos. Ale niechęć wyborców socjalistów do PP jest zbyt silna – ewentualna koalicja PSOE z PP byłaby źle odebrana przez elektorat centrolewicy. Jeżeli ten wariant nie wyjdzie, Partia Ludowa może jeszcze spróbować zmontować koalicję z Ciudandos, pod warunkiem jednak, że liberałowie zdobędą odpowiednią ilość miejsc w parlamencie. Niemniej, jeżeli konserwatyści nie zdołają utworzyć rządu, król zapewne powierzy jego utworzenie 37-letniemu Pablo Iglesiasowi, liderowi Podemos. Iglesias niedawno stwierdził, że PSOE jest naturalnym sprzymierzeńcem i chętnie nawiązałby z nimi koalicję. Dla PSOE, jednej z najstarszych hiszpańskich partii (założonej w 1879 roku), bycie przystawką dla nowej lewicowej formacji jest średnią ofertą. Tak więc lider PSOE Pedro Sánchez stoi przed dylematem, czy dobić targu z prawicą, czy z Podemos.

Jak słusznie zauważył brytyjski lewicowy magazyn New Left Review, Podemos postawiła Sáncheza i PSOE w patowej sytuacji. Najprawdopodobniej staną przed wyborem zaakceptowania kierownictwa Podemos i Pablo Iglesiasa jako premiera lub popełnienia samobójstwa politycznego i wsparcia Partii Ludowej, która przez ostatnie 4 lata była ostro krytykowana przez socjalistów.

Niezależnie jednak kto będzie rządził Hiszpanią, jesteśmy świadkami strukturalnej zmiany na hiszpańskiej scenie politycznej. System dwupartyjny upadł, a nowa mapa wyborcza pociąga za sobą poważne problemy dotyczące rządzenia.

The following two tabs change content below.

Tomasz Skowronek

Autor jest komentatorem geopolitycznym, specjalizuje się zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej i Europie Południowej. Publikował m.in. na portalach stosunki.pl magazyn kontakt.pl i histmag.org, oraz w dzienniku „Trybuna” i miesięczniku „Stosunki Międzynarodowe”.