Trudny przypadek Ryszarda Wagnera. Muzyk dobry, człowiek zły?

Dobry kompozytor i zły człowiek? Ryszard Wagner był jednym z największych twórców oper w historii muzyki zachodniej. Stworzył własny styl i zbudował własny teatr operowy. Do dziś uwodzi tysiące słuchaczy swoją muzyką.

Ale na co dzień Wagner był mizoginem i antysemitą. Manipulował ludźmi i gardził nimi. I zapewne powiedzieć o nim „trudny w kontaktach” to za mało. Właśnie taki obraz słynnego kompozytora wyłania się po lekturze książki – pamfletu Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Ryszard Wagner – pole minowe autorstwa prawnuka kompozytora Gottfrieda Wagnera. Jeden z najwyżej cenionych niemieckich kompozytorów udowodnił całym swoim życiem, że można żywić zawiść do ludzi i gardzić nimi, być antysemitą przepełnionym niskimi uczuciami a jednocześnie pisać piękną muzykę. Ale na wskroś czarne charaktery i bohaterowie bez skazy istnieją wyłącznie na kartach kiepskich powieści.

Dyskusja nad trudnym charakterem Wagnera i nad tym, jak duży wpływ na późniejsze historyczne wydarzenia miały jego poglądy, zapewne nigdy nie umilknie. W swoich listach i pismach kompozytor wystarczająco jasno przedstawił swoje zapatrywania na „kwestię żydowską” i wyraźnie odmalował emocje, jakże często negatywne. Trzeba będzie też wciąż zadawać sobie pytanie jak można być złym człowiekiem, a zarazem świetnym muzykiem. I jeszcze jedno, czy to możliwe, że muzyka może inspirować do czynienia zła.

Rozwiązanie kwestii żydowskiej? Samozagłada

Przypomnijmy. Ryszard Wagner był antysemitą i rasistą. Swoim poglądom dał wyraz w 1850 roku publikując antysemicki tekst Żydostwo w muzyce, w którym celem swoich ataków uczynił współczesnych mu kompozytorów Giacomo Meyerbeera i Felixa Mendelssohna. O protekcję obydwu się ubiegał i obydwaj mu jej udzielili. Według Gottfrieda Wagnera Żydostwo w muzyce to „jedno z najohydniejszych, podżegających do nienawiści dziewiętnastowiecznych pism antysemickich”. Bliska znajomość łączyła Wagnera z Arthurem de Gobineau, autorem Eseju o nierówności ras ludzkich, który za każdym razem, gdy przyjeżdżał do Bayreuth, spędzał tam kilka tygodni. Kto, według Wagnera, winien jest upadku rasy aryjskiej? Oczywiście Żydzi, którzy, jak się domyślamy, reprezentują dodatkowo pierwiastek żeński. „Przy mieszaniu się ras szlachetniejszą krew pierwiastka męskiego psuje się przez mniej szlachetną krew pierwiastka żeńskiego”. W liście do Ludwika Bawarskiego Wagner pisze „Ja z przekonaniem uważam rasę żydowską za urodzonego wroga ludzkości i wszystkiego, co w niej szlachetne”, gdzie indziej używa określenia „przeklęte robactwo żydowskie”.

Żydostwie w muzyce ubolewa nad „zażydzeniem nowoczesnej sztuki”. A swoją broszurę kończy wzywając Żydów do samozagłady: „Jeśli weźmiecie udział w w tej samo unicestwiającej, krwawej walce wtedy będziemy zgodni i nierozłączni. Zwróćcie jednak uwagę, że wybawieniem z ciążącego na was przekleństwa może być tylko wybawienie Asaswera – zagłada!”. Czy na usprawiedliwienie Wagnera wystarczy powiedzieć, że poglądy rasistowskie i niechęć do Żydów były w owych czasach powszechne i bardzo popularne? Czy, żeby zrozumieć postawę kompozytora wystarczy przypomnieć sobie, że jako twórca oper przez wiele lat nie mógł zyskać uznania i popularności, którą cieszyli się Meyerbeer i Mendelssohn, a jego zawiść brała się z niespełnionych nadziei i ciągłych niepowodzeń? Antysemityzm i rasizm odziedziczyły po niemieckim kompozytorze kolejne generacje rodziny Wagnerów. Organizowane przez Winifred, żonę jedynego syna kompozytora Zygfryda, festiwale w Bayreuth przerodziły się w spotkania NSDAP, a Hitler należał do grona najbliższych przyjaciół rodziny. Autor pamfletu na swojego pradziadka Gottfried Wagner uważany jest za czarną owcę w rodzinie, został wykluczony, opuścił Niemcy i zamieszkał we Włoszech.

Rozwiązanie kwestii kobiecej? Czystość!

Ryszard Wagner był mizoginem, co w owych czasach można było powiedzieć prawdopodobnie o niemal wszystkich mężczyznach. Dzisiaj – o jakże wielu. Mizoginem zdolnym jednak, jak się wydaje, do wzniosłej, romantycznej miłości, a także do opiewania jej w najpiękniejszej muzyce. Wagner zdolny był nawet do wolnej miłości. „Powinieneś mieć też tę Planer. Kilka razy prawdziwie zachwyciła moje zmysły” – pisał do swojego kolegi Theodora Apla, proponując mu podzielenie się z nim swoją najnowszą zdobyczą – Minną Planer, swoją przyszłą pierwszą żoną.

Wesprzyj #Medium

Od lat młodzieńczych Wagner był wyznawcą modnej w owych czasach idei wolnej miłości, której zresztą hołdował przez całe życie. Miał liczne kochanki i z upodobaniem uwodził kolejne kobiety, zwłaszcza cudze żony. W czasie małżeństwa z Minną miał romans z Matyldą Wesendonck – żoną wielbiącego go i wspierającego finansowo kupca Ottona Wesendoncka. Niedługo później uwiódł Cosimę – córkę swojego przyjaciela Franciszka Liszta i żonę dyrygenta Hansa von Bülowa.

Niezwykle ważne w związku dwojga ludzi było dla Wagnera całkowite podporządkowanie się kobiety mężczyźnie. Znacznie lepiej niż Minna ową funkcję posłusznej małżonki wypełniała Cosima. „Przedwczesne małżeństwo w 23. roku życia z godną szacunku, ale zupełnie mi nieposłuszną kobietą uczyniło ze mnie skazańca” – pisał w liście do Liszta w 1854 roku. Za to w swoim drugim małżeństwie „delektował się władzą, jaką miał nad Cosimą” – pisze Gotffried Wagner. „Zatem powiedział R. – ja całkowicie cię rozbiłem, ulepiłem na nowo”? – relacjonuje słowa Wagnera Cosima. „Mam taką nadzieję” – odpowiada Cosima, w dialogu utrwalonym przez nią samą w zapiskach, które prowadziła codziennie przez wiele lat. Według Wagnera pierwiastek żeński, gdziekolwiek się pojawiał, był szkodliwy. Jak się z nim uporać? Jest na to tylko jeden sposób, doradza Wagner w swojej ostatniej operze Parsifalu – całkowita czystość.

Wirtuoz biznesu

O swoich trudnych emocjach pisał otwartym tekstem. Nie trzeba szukać na nie dodatkowych dowodów.

Cała moja polityka to nic innego jak najbardziej krwawa nienawiść do całej naszej cywilizacji, pogarda ze wszystkiego, co z niej wynika i tęsknota za naturą. Ale w całej Europie bliższe mi są psy niż spsieni ludzie.

Dzisiejsi hejterzy z pewnością napisaliby to znacznie dosadniej. I któż z nas nie przyzna, że choć raz nie pomyślał w ten sposób o ludzkości?

Warto także pamiętać, że zanim powziął przekonanie, iż przyczyną zepsucia krwi rasy aryjskiej są Żydzi i kobiety, uważał, że degeneracja ta jest skutkiem jedzenia mięsa. A jego poglądami w kwestii Żydów z pewnością zainteresowaliby się dzisiejsi przeciwnicy kapitalizmu. Wagner był zdecydowanym wrogiem kapitalizmu. System ten uważał za najgorszy z możliwych ustrojów, a żądzę pieniędzy, skłonność do spekulacji i kult pieniądza – za najważniejszą przywarę Żydów. Pierścień Nibelungów był, zgodnie z jego słowami, „obrazem przekleństwa, jakim jest żądza pieniędzy i związanego z nią upadku”.

Wagner zdobywał pieniądze pożyczając je (pamiętajmy jednak, że w owych czasach kompozytorzy nie otrzymywali tantiem ani stypendiów), co szło mu zupełnie nieźle – był bowiem mistrzem perswazji. Za pomocą listów zawierających liczne prośby i groźby, tak skutecznie manipulował adresatami, że ci bez sprzeciwu przysyłali mu mniejsze lub większe kwoty, których się domagał. Niestety, wobec swoich dobroczyńców często był nielojalny, rzucając pod ich adresem przeróżne oskarżenia. Nie oszczędził nawet swojego najwierniejszego przyjaciela, przez wiele lat wspierającego go finansowo Franciszka Liszta.

Podziw może też budzić skuteczność, z jaką udawało mu się przekonywać protektora i wielbiciela jego twórczości do przekazywania mu kolejnych, gigantycznych sum na przeróżne, również pozaartystyczne cele. W dzisiejszych czasach tę umiejętność uznalibyśmy zapewne prawdopodobnie za genialną zdolność do gromadzenia funduszy na działania artystyczne, a Wagner śmiało mógłby jawić się jako rzutki wirtuoz przedsiębiorczości, który oprócz talentów w dziedzinie muzyki obdarzony jest także talentem do biznesu. Wagner nie był też pozbawiony zdolności do autoironii, choć, jak twierdzi jego zbuntowany prawnuk, momenty, w których był w stanie spojrzeć na siebie z dystansem należały do rzadkości.

Tu leży Wagner, człowiek, co był zerem;
nieodznaczony najlichszym orderem,
psu kulawemu choćby nie był wzorem
i nawet uniwersyteckim nie został doktorem.

Właśnie taki żartobliwy czterowiersz na swój nagrobek napisał stojąc na skraju finansowej katastrofy, ścigany przez wierzycieli, po raz kolejny ratując się ucieczką przed konsekwencjami swoich czynów (tym razem z Wiednia do Stuttgartu), gdy po 71 próbach, z powodu braku środków finansowych odwołana została prapremiera Tristana i Izoldy w Wiedniu. Ratunek przyszedł 3 maja 1964 roku ze strony Ludwika II Bawarskiego. Opera o miłości rycerza i księżniczki ocalała.

Tristan i Izolda w Warszawie

Tristana i Izoldę (premiera w Teatrze Wielkim Operze Narodowej 12 czerwca 2016) Wagner napisał po ucieczce z Drezna, ścigany za udział w rewolucji. Kompozytor zatrzymał się wówczas w Zurychu, wspierany finansowo przez bogatego przedsiębiorcę Otto Wesendoncka. Utrzymywał on Wagnera przez kilka lat, zabezpieczył też dla niego miejsce zamieszkania, gdzie kompozytor mógł schronić się wraz z żoną Minną i spokojnie pracować, nie martwiąc się o utrzymanie. W zamian za te dobrodziejstwa Wagner uwiódł Wesendonckowi żonę, Matyldę Wesendonck. I to właśnie pod wpływem tego gorącego uczucia kompozytor podjął decyzję o napisaniu opery na motywach średniowiecznej historii o Tristanie i Izoldzie, opowieści na nowo odkrytej i upowszechnionej w czasach romantyzmu. Miłość do Matyldy położyła kres ponad dwudziestoletniemu małżeństwu Wagnera z Minną Planer. Kompozytor rozstał się z żoną w atmosferze skandalu i znów musiał ratować się ucieczką – tym razem zbiegł do Wenecji, gdzie spędził kilka kolejnych miesięcy. Potem przeniósł się do Lucerny, gdzie w sierpniu 1859 roku ukończył pracę nad Tristanem i Izoldą.

Z początku planował wystawienie opery w Paryżu, stolicy znienawidzonej przez niego Francji, jednak trudności związane z wystawieniem dzieła nad Loarą okazały się nie do przezwyciężenia. W roku 1861 zwrócił się z propozycją wystawienia Tristana i Izoldy operze w Karlsruhe, ale ostatecznie próby rozpoczęły się w Wiedniu. Główną partię miał z początku wykonywać tenor Alois Anders. Jak się jednak okazało, rola okazała się dla niego zbyt długa i skomplikowana – nie był wstanie jej opanować i musiał zrezygnować z występu.

Do wystawienia opery w Wiedniu ostatecznie jednak nie doszło. Od roku 1862 do 1864 przeprowadzono 71 prób, po czym zasoby finansowe Wagnera wyczerpały się i znów, zadłużony i ścigany przez wierzycieli kompozytor, musiał uciekać. Uciekając modlił się o cud – i cud się zdarzył. Mecenatem objął kompozytora Ludwig II Bawarski, który wstąpił właśnie na tron.

Opera o dziejach Tristana i Izoldy została ostatecznie pokazana w Monachium. Dyrygował Hans von Bülow. Prapremiera została zaplanowana na 15 maja 1865, ale musiała zostać przełożona, bo Malvina Schnorr – Izolda – miała kłopoty z gardłem. Operę pokazano po raz pierwszy 10 czerwca 1865, a kilka dni później zmarł wykonawca roli Tristana, mąż Malviny Schnorr Ludwig Schnorr von Carolsfeld. W rolę nieszczęśliwego kochanka wcielił się tylko cztery razy. Malvina Schnorr pogrążyła się po jego śmierci w głębokiej depresji i już nigdy nie występowała. Oprócz Schorra opera zabiła dwóch dyrygentów – Felixa Mottla (zm. 1911) i Josepha Keilbertha (zm. w roku 1968). Obydwaj zmarli w trakcie wykonywania drugiego aktu.

Tristan i Izolda, Ryszard Wagner
Teatr Wielki Opera Narodowa
Premiera: 12 czerwca 2016, kolejne spektakle: 15 i 18 czerwca.
Koprodukcja: Metropolitan Opera, Nowy Jork, Festspielhaus Baden-Baden, National Centre for the Performing Arts, Pekin
Reżyseria: Mariusz Treliński
Dyrygent: Stefan Soltesz
Scenografia: Boris Kudlička
Tristan: Jay Hunter Morris, Izolda: Melanie Diener

Warszawska premiera Tristana i Izoldy będzie miała historyczne znaczenie. O kilka miesięcy wyprzedzi inaugurację sezonu 2016/17 w Metropolitan Opera, od strony reżyserskiej powierzoną – fakt w historii polskiego teatru bezprecedensowy – dyrektorowi artystycznemu Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, Mariuszowi Trelińskiemu.

The following two tabs change content below.

Wilhelm Rengaw