Trzeba pamiętać o wszystkich wykluczonych – odpowiedź na List otwarty Wyjdźcie z szafy

https://www.flickr.com/photos/slapbcn/

Nie możemy jednak zapominać, że w życiu niejednej osoby ważniejszym powodem wykluczenia może być bieda niż homoseksualność. Tak samo, jak powodem wykluczenia może być wygląd, poziom wykształcenia czy styl życia, które nie wpisują się w aktualne stratyfikacje i społeczne „mody”, a te strukturują przecież relacje wykluczenia w środowisku samych mniejszości seksualnych.

Czytaj tekst autorstwa Roberta Rienta List otwarty do lesbijek, gejów, biseksualnych i transpłciowych, którzy pozostają w ukryciu

Na 500 mln mieszkańców Unii Europejskiej tylko 75 mln nie ma jeszcze dostępu do związków partnerskich i małżeństw jednopłciowych. Połowę z tych 75 mln stanowią Polacy i Polki.

List otwarty Wyjdźcie z szafy szczerze mnie ucieszył. Nigdy dość przypominania, że prawa LGBT są prawami człowieka. Ucieszyłem się także odnajdując wśród sygnatariuszy osoby mi znane, które cenię za oddanie i zaangażowanie w pomoc innym.

List ten uświadomił mi jednak, że wyzwaniem, przed którym wciąż w Polsce stoimy, jest intersekcjonalność. Przykładem mogącym służyć za wzorzec jest w moim odczuciu Kongres Kobiet, który — jak zauważa Anna Grodzka — „nie lubi tematu biedy” zamiatając pewne kwestie pod dywan. Wiąże się z tym wyizolowaniem określonego „czynnika”, w tym przypadku jest to płeć, z którym wiążą się społeczne mechanizmy wykluczenia czy marginalizacji. Świat, w którym żyjemy, jest jednak zdecydowanie bardziej złożony, przez co „czynniki” wiążące się z mechanizmami wykluczenia krzyżują się, wzmacniają, ale także tworzą hierarchie — tak różne, jak różnią się nasze biografie. Możemy więc wyizolować homoseksualność czy biseksualność jako ten element naszego życia, który związany jest w szczególny sposób z dyskryminacją i jej przeciwdziałać.

Nie możemy jednak zapominać, że w życiu niejednej osoby ważniejszym powodem wykluczenia może być bieda niż homoseksualność. Tak samo, jak powodem wykluczenia może być wygląd, poziom wykształcenia czy styl życia, które nie wpisują się w aktualne stratyfikacje i społeczne „mody”, a te strukturują przecież relacje wykluczenia w środowisku samych mniejszości seksualnych.

Dlatego mam wątpliwości czy List został dobrze zaadresowany. Wprawdzie podkreśla się w nim zobowiązanie do reprezentowania interesów osób, które „nie mają możliwości, pieniędzy czy sławy”, za którymi mogliby się schować. Nie wiem tylko, czy środowisko osób znanych, dziennikarek i dziennikarzy, pisarek i pisarzy, reżyserek i reżyserów, muzyczek i muzyków, prezenterek i prezenterów, gotowe jest reprezentować interesy osób biednych, nie wpisujących się w preferowany kanon estetyczny, dalekich od modnych klubów etc. Prawdę powiedziawszy, w naszym życiu publicznym często dostrzegam klasizm. Nie raz i nie dwa w pogardliwym tonie mówi się i pisze o bufetowych, Edkach i wózkowych. W ocenie osób i zjawisk społecznych stosuje się „estetyzację”, którą rozumiem podobnie do Beaty A. Polak. W tekście Polemika z Dehnelem, który z wyżyn estetycznych patrzy na księdza Charamsę pisała:

Obserwuję z uwagą „kryteria”- a zwłaszcza ich dynamikę (czyt. zmienność) – według których chadza polska opinia publiczna. I tym, co mi się rzuca w oczy najbardziej, to rozmaite estetyzacje i „mojszość”, a nawet „najmojszość”, oczekiwań. Te estetyzacje uważam za nadzwyczaj łatwe i dominujące nad racjonalnymi osądami. Estetyzacje nad racje moralne, zabijające współczucie i wsparcie – to jest groźne. Ale powszechne. […] Zadziwia mnie to wysuwanie roszczeń i oczekiwań względem cudzych działań. Że za mało, za dużo, za szybko, za późno, za ładnie, za brzydko, stylowo, niestylowo itd. To właśnie nazywam estetyzacją. Oczywiście, mamy prawo do takich ocen, ale jeśli się w tym wszystkim gubi i człowieka i samą sprawę – w tej właśnie kolejności – to robi się nieciekawie. Skutkiem takich estetyzacji jest także warunkowanie swojego wsparcia tym, że człowieka ma być taki, jakim chcielibyśmy go widzieć: mądrzejszy, wnikliwszy, bystrzejszy, ma postępować „ładniej”, a co za tym idzie: wykluczanie tych, którzy są według nas brzydsi, mniej mądrzy, mniej duchowi itd.

Niewielkie jest środowisko dziennikarskie, które cechuje uznawana u nas za lewicową wrażliwość społeczna. Promowane są za to hajlajfowe wzorce życia i urody.

Wesprzyj #Medium

Innymi słowy, moja wątpliwość co do adresatów Listu ma charakter moralny. Mam bowiem poważne wątpliwości czy ograniczając listę adresatów do „osób znanych” mamy wystarczającą pewność, że istnieje jakiś etos środowiskowy, który sprawi, że przyjmą oni na siebie zadanie reprezentowania interesów osób, które żyją odmiennie od nich i będą potrafili to robić. Musimy przy tym pamiętać, że pokazywanie społeczeństwu znanych, podziwianych i zamożnych osób LGBT może zbudować fałszywe poczucie, że jest to reprezentatywny obraz życia mniejszości seksualnych w ogóle, co z kolei przyniesie ze sobą – jako skutek – silniejsze wykluczenie osób nie przystających do tego wzorca.

Prywatnie uważam, że jedyną skuteczną walką o prawa mniejszości seksualnych jest walka w imieniu osób wykluczanych z rozmaitych powodów. Bliski jest mi tu pogląd Alaina Touraine’a, który w związku z dominacją kapitalizmu finansowego widzi konieczność wzmacniania podmiotowości obywateli, rozumianej jako zdolność do aktywnego działania wspólnoto twórczego, a legitymizowanej przez prawa człowieka. Oznacza to zatem konieczność działania na wielu frontach jednocześnie, a więc nieustanne wiązanie ze sobą takich czynników, jak bieda, nierówności społeczne, kolor skóry, światopogląd, w tym religijny, orientacja seksualna itd. itp. Należy odróżniać od siebie czynniki powodujące wykluczenie społeczne, ale nie należy z góry wyróżniać żadnego z nich. Należy zaś działać razem — tak jak robiono to w ramach Lesbians and Gays Support the Miners.

Czy apelując do osób znanych o wyjście z szafy chcemy apelować o to, by wsparli słuszne strajki pracownicze? Albo o to, by zaangażowali się w pomoc eksmitowanej staruszce, która może być także lesbijką? Lub o to, by brali pod uwagę, że większym problemem może być bycie ateistą niż bycie gejem i że o „byciu w szafie” może decydować ten pierwszy czynnik? Czy chcemy im powiedzieć, że „wyniki prostego badania pokazują, że ubodzy zużywają na codzienne przeżycie zasoby poznawcze, których ludzie będący w lepszej sytuacji finansowej nie muszą zużywać. […] Zasoby poznawcze jednostki są ograniczone. Stres związany z brakiem pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb może w istocie obniżyć zdolność jednostki do podejmowania decyzji, które mogłyby poprawić jej trudną sytuację”, zobowiązując ich tym samym do walki o równość ekonomiczną, która może ułatwiać decyzję o coming oucie?

Jeśli nie, to wyjście z szafy osób znanych niczego nie zmieni. Po prostu będziemy mogli popatrzeć na modnie wyglądających ludzi z tej „lepszej” części społeczeństwa, którzy przy okazji są homoseksualni. Widząc to, nie zobaczymy niczego więcej. Może warto zatem apelować o odwagę nie tylko do osób znanych, ale też do pracowników MOPSu, osób pomagających bezdomnym, działaczy związków zawodowych czy ruchów lokatorskich? Pytanie to jest, jak sądzę, warte rozważenia.

Zamykające wyjaśnienie

Robert Rient i Jacek Dehnel zarzucili mi, że w swej polemice napisałem nieprawdę, która może wynikać z niezrozumienia tekstu lub z kłamstwa, twierdząc, że List adresowany jest do wąskiego grona osób znanych. Chciałbym tę sprawę wyjaśnić. W Liście znajdują się fragmenty adresowane szeroko — Piszemy z prośbą – powiedzcie o sobie bliskim, znajomym, tym, z którymi pracujecie, obok których żyjecie oraz Rozumiemy, że czasami musicie się ukrywać, zwłaszcza jeśli jesteście zależni od homofobicznych rodziców lub opiekunów, z którymi żyjecie. W takiej sytuacji decyzja o ujawnieniu się nie powinna być pośpieszna, ale gruntownie przemyślana.

Warto przy tym zauważyć, że pierwszy fragment, wraz z podanymi przed nim danymi statystycznymi, otwiera tekst. Po nim następuje już apel do „osób znanych”, apel o szczególnie zobowiązującym charakterze:

Macie wpływ na postawy, odczucia, refleksje swoich czytelników, słuchaczek, widzów. Funkcjonujecie w świadomości wielu jako heteroseksualni – czasami przez oczywiste założenie jakim obdarzamy nowo poznaną osobę, uznając jej orientację za heteroseksualną, czasami dlatego, że gracie w heteroseksualizm. Ukrywając się, przyznajecie, że być osobą homoseksualną to znaczy być człowiekiem gorszej kategorii.

Układ tekstu nie wskazuje, by zmienił się podmiot apelu, nawet w przypadku przywołanego fragmentu, w którym mowa o osobach zależnych od rodziców czy opiekunów. Padające słowa o zależności od rodziców czy opiekunów, a także początek kolejnego akapitu, w którym znów wyróżnia się (a nie odróżnia) osoby popularne i majętne, zdają się jednak wskazywać, że na moment zmienia się podmiot apelu.

Tak czy owak, konkretny apel o coming out jako narzędzie społecznej zmiany skierowany jest do wąskiej grupy osób, których pozycja — zawodowa, finansowa itd. — pozwala na akt odwagi. I to ta wąska grupa zyskuje w liście konkretną twarz: znani, pracujący w dużych miastach, dziennikarze i dziennikarki, pisarki i pisarze, reporterzy i reporterki, aktorki i aktorzy, reżyserzy i reżyserki, muzyczki i muzycy, prezenterzy i prezenterki oraz inni – wyjdźcie z ukrycia. Być może „inni” mają odnosić się do ludzi spoza dużych miast, takich, którzy nie są znani i którzy nie reprezentują zawodów, pozwalających na wykorzystanie popularności. Nie wskazuje jednak na to dalsza część tego akapitu. To także na grupie osób znanych spoczywać mają szczególne zobowiązania: Jednak wielu z Was, cieszących się popularnością, zarabiających znacznie powyżej średniej krajowej, zbudowało sobie komfortowe warunki do życia. Jesteście odpowiedzialni za sytuację prawną osób homoseksualnych w naszym kraju i za tych, którzy nie mają możliwości, pieniędzy czy sławy, za którą mogliby się schować. To oni oraz wyautowani aktywiści zbierają słowa pogardy i ciosy – w Waszym imieniu.

Wszystko to pozwala, w moim odczuciu, uznać, ze faktyczna grupa adresatów Listu jest dość wąska. Co, oczywiście, można kwestionować. A problematyczne jest dla mnie nałożenie na tę grupę zobowiązania do reprezentowania „całej reszty”, której w życiu nie powiodło się równie dobrze. O tym, dlaczego jest to dla mnie problematyczne, piszę w swoim liście.

Czytaj poprzedni tekst Marcina M. Bogusławskiego O kondycji polskiej (nie)demokracji

Strategie ukrywania swojej tożsamości, lęk przed napiętnowaniem czy przemocą fizyczną, świadomość, że ważne instytucje życia publicznego dokonują symbolicznego oczyszczania narodowej tożsamości z obcych elementów, nie pozwalają na konstruktywne włączenie się w budowanie sfery publicznej, konstytutywnej dla państwa demokratycznego.

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Ramon Llorensi
The following two tabs change content below.
mm

Marcin Maria Bogusławski

Marcin M. Bogusławski — rocznik ’82. Meloman, doktor filozof. Interesuje się filozofią humanistyki, filozofią polityczną i współczesną epistemologią. Miłośnik czarnego feminizmu, gotowania i Alaina Touraine’a.