Dziś 70 rocznica egzekucji nadzorców obozu koncentracyjnego w Stuthoff

Przez rok pracy w obozach koncentracyjnych była bezwzględna, w czasie mrozów kazała rozbierać się do naga więźniarkom i oblewała je wodą. Wcześniej pracowała jako tramwajarka. Teraz – stoi na platformie, patrzy na tłum ludzi, jest bardzo ciepłe lipcowe popołudnie, zielone korony drzew, czyste niebo. Widziała śmierć Gerdy, Jenny, Wandy i Elizabeth. Wie, że będzie bolało. I że będzie umierała długo.

Dziennik Polski nr 182, 1946 5 VII (telefonem od własnego korespondenta):

„W dniu 4 lipca o godzinie 17-tej na wzgórzu Stoltzenberg w Gdańsku został wykonany publicznie wyrok śmierci przez powieszenie na 11 zbrodniarzach ze Stutthofu. Miarą zainteresowania, jakim ludność wybrzeża darzyła przebieg procesu stutthofskiego, był około 50-tysięczny tłum publiczności, przypatrującej się wykonaniu wyroku na zbrodniarzach (…) Oprócz mieszkańców Gdańska, gremialnie przybyła ludność Gdyni, Sopotu, Oliwy, a nawet Tczewa i Kartuz. Mimo uruchomienia dodatkowych samochodów, autobusy i tramwaje były przeciążone już na godzinę przed wykonaniem wyroku. Punktualnie o godzinie 17-tej przywieziono 11-tu skazańców (…) ustawiono 5 szubienic – cztery podwójne i jedną potrójną. Skazańców ustawiono na samochodach ciężarowych pod szubienicami. Każdemu ze skazańców towarzyszył kat. Katów dobrano z pomiędzy byłych więźniów Stutthofu lub rodzin ludzi, którzy zginęli w Stutthofie. Kaci ubrani byli w pasiaki, wśród nich znajdowała się jedna kobieta. Po odczytaniu wyroku samochody ciężarowe ruszyły z miejsca, a zbrodniarze zawiśli na szubienicy. Jeden ze skazańców usiłował przed dwoma dniami popełnić samobójstwo w celi przez poderżnięcie sobie gardła kawałkiem szkła, czemu jednak przeszkodzono“

Konzentrationslager Stutthof był pierwszym i najdłużej funkcjonującym KL na terenach należących obecnie do Polski. Istniał od 2 września 1939 do 9 maja 1945 roku. Szacuje się, że więźniów było do 127 tysięcy, z czego 49 tysięcy to kobiety i dzieci. Zmarło, zostało zabitych i zagazowanych około 65 tysięcy osób.

Relacja Chaji Ber, spisana w 1962 roku w Izraelu: „W grudniu 1944 r. zdarzył się w naszym bloku wypadek. Wśród ciemnej, mroźnej nocy rozległy się nagle jęki w jakiejś części baraku. Okazało się, że to kobieta z naszego transportu rodzi. Nie było widać po niej, że jest w ciąży, bo dawno przedtem by ją wykończyli. Panowały egipskie ciemności. Okienka w baraku zasłonięte były zamarzniętymi trupami. Wylewało się na nie nieczystości, kał i mocz, bo innych możliwości nie było. Z zewnątrz nie docierała ani odrobina światła. Po ciemku nie można było pomóc rodzącej. Ktoś poleciał po światło i przyniósł od jakiejś sztubowej płonący kawałek drewna. Przy tym świetle odebrano poród. Na świat przyszła dziewczynka. Kiedy wieść o tym obiegła cały blok, kobiety zaczęły płakać i wołać, że to dobry znak, że teraz już będzie pokój.

Nazajutrz odbyła się selekcja. Wygnano nas wszystkie z baraku. Wewnątrz została tylko położnica z noworodkiem. Później Niemiec przeprowadzający selekcję kazał i ją wynieść na zewnątrz. Dwie kobiety wywlokły ją na kocu i położyły na śniegu. Nie trwało długo, jak przestała dawać oznaki życia, ale dziecko jeszcze żyło. W pewnej chwili podbiegła do maleństwa moja koleżanka – Szewa Rozenblum, złapała je na ręce i chciała zanieść do rewiru. Ale dostała straszne bicie i nie dała rady, musiała położyć dziecko obok trupa matki”.

Przekrój nr 66, 1946 r 14/20 VII

„Jedna ze zbrodniarek, zobaczywszy szubienicę, zaczęła spazmatycznie łkać i krzyczeć, a gdy założono jej stryczek na szyję, krzyknęła „Heil Hitler“.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Wyrok wykonali byli więźniowie (…) wszyscy oni zgłosili się ochotniczo i mimo, że przysługiwało im prawo wystąpienia w maskach, nie skorzystali z niego, uważając że przejścia w obozach wystarczająco uzasadniają ich udział w egzekucji.“

Fotoreportaż, podpis pod zdjęciem:

„Wśród publiczności, MO aresztowało Niemca, który odgrażał się Polakom.“ Prowadzą wychudzonego człowieka, patrzącego w obiektyw z jakimś niesamowitym napięciem, zupełnie nieludzkim strachem, może nienawiścią?
Następne zdjęcie: „ Na chwile przed egzekucją: Zbrodniarce założono już stryczek na szyję“. To Elisabeth Becker. Ma 23 lata, urodziła się w Nowym Stawie ( Neuteich). Nie wyszła za mąż, jest Volksdeutschsch’ką. Od 05.09.1944 do 15.01.1945 strażniczka w Stutthof. Biła więźniów, dokonywała selekcji do Komory Gazowej. W marcu czterdziestego piątego aresztowano ją w szpitalu, gdzie leżała chora na tyfus.

Tak jak wszyscy pisała prośbę do Przewodniczącego Krajowej Rady Narodowej o ułaskawienie, ale tylko w jej sprawie Specjalny Sąd Karny wydał pozytywną opinię, według której nie była tak okrutna jakJenny Barkmann czy Gerda Steinhoff, zasugerowano wręcz zmianę kary na 15 lat więzienia. Bierut odrzucił prośbę.

Na zdjęciu z „Przekroju“ siedzi na krześle, ma związane w kostkach nogi i ręce wykręcone do tyłu – tak jak pozostali więźniowie.

Patrzy prosto w obiektyw. Jej kat nachyla się nad nią, wygląda to tak, jakby chciał pocałować ją w skroń, albo w policzek. A może tylko szepce jej coś do ucha? „módl się“? „skonasz w mękach ty kurwo“, „przebacz mi tak jak ja ci przebaczam“? Albo nic nie mówił, nachylił się tylko, bo od rana bolał go brzuch, bo nie mógł spać w nocy, bo serce waliło mu tak, że nie mógł oddychać?

Dopiero na zdjęciu po śmierci wygląda jak młoda dziewczyna.

Jakby spała z lekko rozchylonymi wargami, z przekrzywioną głową. Jasny kardigan i spódnica, czarna bluzka.

Wieszano je po kolei, od pierwszej do ostatniej musiało minąć jakieś 50 minut. Ostatnia była Ewa Paradies. Była najstarszą z dziewczyn – miała 26 lat. Urodziła się w Lęborku. Kiedy stała na platformie ciężarówki widziała morze ludzi. Byli przed nią, za nią. Mężczyźni, kobiety, dzieci. Nie widziała ich twarzy, oczu. Nie rozumiała, co krzyczą. Widziała małego chłopca w białej koszuli, był wysoko, nad wszystkimi, siedział tacie na ramionach.

Przez rok pracy w obozach koncentracyjnych była bezwzględna, w czasie mrozów kazała rozbierać się do naga więźniarkom i oblewała je wodą. Wcześniej pracowała jako tramwajarka. Teraz – stoi na platformie, patrzy na tłum ludzi, jest bardzo ciepłe lipcowe popołudnie, zielone korony drzew, czyste niebo. Widziała śmierć Gerdy, Jenny, Wandy i Elizabeth. Wie, że będzie bolało. I że będzie umierała długo.

(egzekucja każdego z nich wyglądała w ten sam sposób – siedzieli na krzesłach, ciężarówka ruszała – a skazańcy, w odstępach około dziesięciominutowych zwisali na szubienicach. Ale okazało się, że szubienice były trochę zbyt nisko. Więc umierali długo. Podobno 20 minut, podobno niektórzy z tłumu krzyczeli, żeby ich dobić. Podobno jedna ciężarówka nie mogła ruszyć. I wtedy osoba wykonująca wyrok popchnęła skazaną -wyrwała spod niej krzesło).

Były naczelnik więzienia z Gdańska, Alojzy Nowicki zgłosił się do Biura Edukacji Publicznej IPN: „Jak tych jedenastu miano wieszać, to pojechałem do Akademii Medycznej zapytać, czy zechcą ich wziąć do prosektorium. Powiedzieli, że tak. Byli punktualnie, stali samochodami przy szubienicach, jak wykonany został wyrok i była możliwość zdjęcia zwłok. Bo, wiecie panowie, tłum się rzucił, ciągnął za nogi tych ludzi i by ich rozszarpał. Oni zdjęli ciała, wzięli do samochodu i odwieźli.“

z15168971Q,Gdansk--4-lipca-1946-r--Kilkadziesiat-tysiecy-ludz

4 lipca 1946 r., Gdańsk/ fot. Muzeum Stuthoff

Ostatnie zdjęcie z „Przekroju“. Na pierwszym planie wisi Gerda Steinhoff (urodzona w Gdańsku-Wrzeszczu, ma 24 lata, w 1944 wstąpiła do SS, pracowała jako strażniczka, świadkowie zeznawali, że była wyjątkowo okrutna, wyszła za mąż, urodziła dziecko, w styczniu 1945 została odznaczona „krzyżem żelaznym“ za zaangażowanie w pracę), za nią powieszeni mężczyźni: SS Oberscharfurer Johann Paulus i więźniowie funkcyjni: Józef Reiter, Wacław Kozłowski, Franciszek Szopiński, Tadeusz Kopczyński i Jan Breit. Podpis pod zdjęciem: “W chwilę po wykonaniu wyroku. To nie zemsta, lecz wymiar sprawiedliwości“.

Ktoś ze skazańców zdążył pomyśleć o SS-Sturmbannfuhrerze Paulu Wernerze Hoppe? Czy jeszcze w celi (siedzieli wszyscy razem) przestali interesować się tym, co dzieje się z komendantem Obozu Koncentracyjnego Stutthof?
Hoppe był wrażliwy na piękno, przed wojną skończył wydział ogrodnictwa i kształtowania terenu na Uniwersytecie w Berlinie. Teren podległego mu obozu był bardzo zadbany.

Zachowały się wspomnienia więźniów, przywożonych z innych obozów, których pierwszą myślą na widok zieleni i kwiatów było: “jak tu pięknie“.

Wszystkie skazane strażniczki były ładnymi, zadbanymi dziewczynami, chodziły modnie ubrane, kapelusze, rękawiczki, spinki i broszki jak bukiety kwiatów. Komplementował swój personel?

Komendantem obozu był od 1942, w opinii inspektora obozów koncentracyjnych SS-Sturmbannfurera Richarda Glucks’a, Hoppe był niezwykle utalentowany i przewyższał inteligencją przeciętnego SSmana („Hoppe ist ein außerordentlich begabter und weit über dem Durchschnitt kluger SS-Mann“).

Od maja 1945 do 1946 roku ukrywał się pod fałszywymi dokumentami, w północnych Niemczech. W kwietniu złapali go Brytyjczycy i osadzili w obozie 165 w Watten, w Szkocji. W styczniu 1948 został przewieziony do Niemiec, gdzie w obozie w Saksonii oczekiwał na ekstradycję do Polski. Uciekł i przez następne 3 lata pracował w Szwajcarii jako ogrodnik. Dopiero w roku 1953 , gdy wrócił do Niemiec został aresztowany i osądzony. Początkowo skazany na 5 lat więzienia, w czasie rozprawy rewizyjnej wyrok zwiększono do 9 lat. Został zwolniony w 1960 osiemnaście miesięcy przed zakończeniem kary.

Zmarł w lipcu 1974 roku w Bochum. Pytany o „ostateczne rozwiązanie“ odpowiadał „Nic takiego nigdy się nie wydarzyło. Wszystko to kłamstwa“.

Tego samego dnia, 4 lipca 1946, koło godziny 18 do Kielc wkroczyły dodatkowe siły wojskowe. Aresztowano koło 100 ludzi, do prosektorium odwieziono 40 ciał. A właściwie 42. 40 to ofiary pogromu kieleckiego, te dwie dodatkowe to Regina Fisz i jej trzytygodniowy synek. Nie liczy się ich jako ofiary pogromu, a jako „ofiary napadu rabunkowego“. Do listy ofiar pogromu kieleckiego nie wlicza się też Polaków narodowości żydowskiej, którzy tego dnia zostali wyrzuceni z pociągów na stacjach kolejowych na linii Kielce – Częstochowa (ostrożnie szacowana liczba to 30 ofiar).

4 lipca jest Świętem Narodowym w Stanach Zjednoczonych, we wtorkowych gazetach sporo o tym, ale głównie – wspomnienia o Władysławie Sikorskim, który zginął rok temu. W Poznaniu trwa proces Greisera, w Krakowie na Wawelu odbył się koncert muzyki poważnej – ponad 15 tysięcy słuchaczy wzruszało się słuchając Moniuszki, a w Warszawie właśnie załamywał się plan wyjazdów na kolonie letnie dla dzieci: „Komitet Pomocy Dzieciom organizujący akcję kolonijną, zamiast obiecanych 48 milionów zł otrzymał na razie… półtora miliona(…), a do Gdyni powrócił koło południa, z pierwszej powojennej podróży „Dar Pomorza“, na pokładzie którego swój pierwszy, krótki rejs do Sztokholmu, odbyło ponad 100 uczniów Państwowej Szkoły Morskiej.

Taki to był ciepły lipcowy dzień siedemdziesiąt lat temu…

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +6, liczba głosów: 16)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Anna Karolina Kłys

Ur. 1969, dziennikarka radiowa i telewizyjna. Od 1991 r. związana z pierwszą prywatną rozgłośnią w Poznaniu, Radiem S (obecnie Radio Eska). Pracowała jako prowadząca programy, reporterka i wydawca. Zaangażowana w sprawy społeczne (m.in. Amnesty International, Objector). Od 2003 roku zajmuje się fotografią. Opublikowała wywiad-rzekę z Bohdanem Smoleniem "Niestety wszyscy się znamy" (2011), "Brudne serca" (2014), "Tajemnica Pana Cukra" (2015).