Jedynie wspólny front nauczycieli i rodziców może powstrzymać reformę edukacji

Ofiarami zbyt szybkich, nieprzemyślanych i w dużej części zbędnych zmian będą dzieci. Czy naprawdę polska edukacja jest w tak opłakanym stanie, że trzeba zburzyć wszystko do zera i na gruzach budować od nowa?

Reforma systemu szkolnego rozpoczęta w 1999 roku przez rząd Jerzego Buzka początkowo wywołała niemały chaos. Upłynęło wiele lat nim gminy i powiaty dostosowały obwody i budynki szkolne do jej założeń. Od tego czasu gimnazja przeszły pozytywną ewolucję. Jak wynika z analiz Instytutu Badań Edukacyjnych to podstawówki mają dziś największe problemy, chociażby z przeciwdziałaniem przemocy w szkole. Wydłużenie okresu kształcenia z 8 lat szkoły podstawowej do 9 lat (6 lat podstawówki plus 3 lata gimnazjum) po kilkunastu latach zaczęło owocować wyrównywaniem szans edukacyjnych i poprawą jakości kształcenia.

– Początki powstawania gimnazjów były bolesne, było mnóstwo krytyki na temat tych szkół, jednak po prawie 20 latach mamy pozytywne efekty, chociażby w postaci polskich laureatów międzynarodowych olimpiad przedmiotowych. Gimnazja wypracowały doskonałe zespoły nauczycielskie, doskonałe plany pracy. Są tam specjaliści, którzy potrafią wyłowić perełki, dostrzegają potencjał w tych dzieciach, często krnąbrnych, często niezdyscyplinowanych, ale bardzo inteligentnych – mówi Anna Zabielska, członki zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

– Jeżeli popatrzymy na wyniki egzaminów gimnazjalnych, to w miastach wypadają one lepiej niż na wsi. Z kolei badania PISA pokazują, jaki skok zrobiły w ciągu ostatnich kilkunastu lat dzieci wiejskie, dzieci z rodzin uboższych – postęp tu osiągnięty należy do najwyższych w Europie. W skali Polski obecny system kształcenia podstawowego w zakresie wyrównywania szans edukacyjnych działa dobrze – mówi Justyna Suchecka, dziennikarka Gazety Wyborczej.

– Wyrównywanie szans to nie jest tylko gimnazjum. Pięcioletnie dzieci objęte obowiązkiem edukacyjnym, które trafiają do zerówek i przedszkoli, korzystają najwięcej. Zdarza się, że nie wiedzą, co to jest plastelina i próbują ją jeść. Jak najwcześniejsze włączenie dziecka do systemu edukacyjnego jest ogromnie ważne. Niestety te szanse zostały im odebrane – dodaje Anna Zabielska.

Pod wpływem protestów społecznych pięciolatki zostały wyłączone z obowiązku szkolnego. Niestety, zaniedbania wyrównywania szans edukacyjnych w wieku przedszkolnym dzieci te nie nadrobią już nigdy. Tymczasem badania potwierdzają, że każdy dodatkowy rok w przedszkolu poprawia wyniki z matematyki. To wtedy ma miejsce kształtowanie kompetencji, które owocują w późniejszym wieku.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Przekształcenie szkół podstawowych w powszechne oznacza rozpisanie nowych konkursów na kierowników placówek.

Zatrważające jest, że reformujemy edukację wstecz. Wracamy do tego, co było przed 1999 rokiem. Wyrzucenie z systemu pięciolatków oraz powrót do 8-letniej szkoły powszechnej oznacza de facto skrócenie okresu kształcenia o dwa lata. Doprowadzi to do zaprzepaszczenia dotychczasowego dorobku w zakresie wyrównywania szans edukacyjnych. Oznacza, że wszyscy młodzi Polacy, niezależnie od tego czy podejmą dalszą edukację, czy też nie, będą gorzej wykształceni.

Zmiany w edukacji są potrzebne. Ale czy takie, które planuje wprowadzić rząd?

– Burzymy wszystko do zera, a rewolucja jest niszcząca. Jeżeli przez blisko 20 lat budowaliśmy z trudem dom, a dzisiaj nie podoba nam się elewacja, dachówka, kolor framugi, czy równamy go z ziemią i stawiamy nowy? Aby  dobrze nam się mieszkało  wystarczy przecież poprawić to, co szwankuje. OSKKO od lat proponuje takie usprawnienia, choćby w obszarze efektywnego wykorzystania czasu kształcenia. Jednym z nich jest postulat tzw. „pełne trzy”. Przesunięcie matur na koniec czerwca pozwoliłoby faktycznie wydłużyć naukę w liceum o pół roku, gdyż egzaminy maturalne od maja angażują pedagogów, co skutkuje kilkoma tygodniami straconego czasu nauki nie tylko dla maturzystów, ale także uczniów pierwszej i drugiej klasy – mówi Anna Zabielska.

Uczniowie oczekują większej dostępności do psychologów, dyrektorzy – precyzyjnego uregulowania ich roli i formy zatrudniania. Sami nauczyciele chcą uregulowania sprawy pensum – niech będzie to 40 godzin, ale przy odpowiednich warunkach w szkole. Obecny system premiuje pedagogów przeciętnych – stopnie w rozwoju zawodowym to pic na wodę i fotomontaż. Zmienić można naprawdę dużo. Zwłaszcza w zakresie podniesienia jakości kształcenia samych nauczycieli. Nie ma przeszkód by wprowadzać zmiany w zakresie podstawy programowej, systemu awansu zawodowego nauczycieli czy szkolnictwa zawodowego.

– 700 tys. dzieci zadzwoniło już na telefon zaufania Fundacji Dzieci Niczyje. Przy świetnych wynikach edukacyjnych polskie nastolatki są jednymi z najbardziej nieszczęśliwych na świecie i w większości nie lubią być w szkole. A my po prezentacji w Toruniu nadal nie wiemy, po co reformujemy. Minister Zalewska mówi o ratowaniu nauczycieli przed zwolnieniami i przed niżem demograficznym poprzez likwidację gimnazjów, co samo w sobie jest sprzeczne. Wcześniej twierdziła, że nie będzie zwolnień nauczycieli w związku z zatrzymaniem 6-latków w przedszkolach. I oczywiście, w statystykach nie wygląda to tak źle, jak szacował ZNP, to nie jest 15 tys., ale 7 tys. zwolnień, ale to wynika z tego, że część z nich wysłano na emerytury, a części nie przedłużono kontraktów – mówi Justyna Suchecka.

Jak powstrzymać zapowiadaną przez MEN reformę, która ma być wprowadzana w ekspresowym tempie i ze szkodą dla uczniów?

Myślę, że dobrze poinformowani rodzice wraz z nauczycielami mogą powstrzymać te zmiany, tak jak państwo Elbanowscy powstrzymali 6-latki. Jeśli reforma dojdzie do skutku dzieci, które od września pójdą do 6. klasy i te, które rozpoczną naukę w gimnazjum spotkają się za trzy lata w szkole średniej. Będzie to 720 tys. a nie 350 tys. uczniów. Każdy z nich ma rodziców i dziadków, którzy jeśli zorientują się, jaki koszmar szykujemy tym dzieciom, koszmar konkurencji, nieprzygotowanych programów, podręczników, chaosu wśród nauczycieli, mogą to powstrzymać. Druga grupa to rodzice gimnazjalistów, którzy mieli szczęście trafić do gimnazjów, w którym ich dziecko zostało „zaopiekowane”, mogło się rozwijać, gdzie dostało nową szansę. Jedynie wspólny front nauczycieli i rodziców może to powstrzymać – mówi Justyna Suchecka.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy Doroty Zielińskiej z Anną Zabielską, członkinią zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, oraz Justyną Suchecką, dziennikarką Gazety Wyborczej.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +31, liczba głosów: 47)
Loading...