Masz kaca po sobocie? Może więc dziś na AA – a może właśnie nie?

System AA stał się podstawą terapii alkoholowej – jednak czy sławne 12 kroków rzeczywiście działa? Miałem znajomego, który chodził na mityngi AA ponad 10 lat, zaliczył dwa zapicia i przy trzecim, które skończyło się półrocznym ciągiem, zmarł na schodach pod własnym mieszkaniem.

Przeczytałem dwa teksty w #MediumPublicznym na temat trzeźwienia: Masz kaca po piątku? Kamili Goryszewskiej i odpowiedź na ten tekst Jacka Olechowskiego: Kamilo! Ja też trzeźwieję! Już 13 lat!, Tekst Kamili bardzo mi się spodobał. W trzech mechanizmach uzależnienia Kamila przedstawiła się bardzo konkretnie i rzeczowo. Spójrzmy, co mówi:

Mechanizm iluzji i zaprzeczenia: ja piję tylko w weekendy, ja piję tylko po siedemnastej, ja niczego nie zawalam, inni piją więcej, należy mi się, piję tylko dobry alkohol itd. itd.

Mechanizm nałogowego regulowania emocji: za każdym razem, gdy pojawiają się emocje – duży stres, duża radość, duże szczęście, duży ból – to trzeba coś z tym zrobić, trzeba jakoś się wyregulować – mi do tego służył alkohol.

Mechanizm rozdwojonego ja – najbardziej mroczny mechanizm – poczucia siebie, że jest mnie dwie ale nigdy nie występują razem – czyli albo jestem nadczłowiekiem, kimś, kto jest lepszy od innych, bo jestem bardziej wrażliwa, bo widzę więcej, bo jestem inteligentniejsza, a drugie, to że jestem gorsza od wszystkich, takie głębokie poczucie wstydu połączone z bólem i samotnością, za to, że jest się po prostu takim jakim się jest, za to że zrobiłam to co zrobiłam. 

(…) od kiedy przestałam pić moja depresja nie wróciła. Zaczęłam się cieszyć życiem.

Ten cały proces trzeźwienia polega na poszukiwaniu innych sposobów funkcjonowania. Dziś nie muszę się bać i nie muszę się wstydzić

Tekst odebrałem bardzo pozytywnie i odnoszę wrażenie, że Kamila po prostu jest trzeźwa. Do tego, aby nazwać się trzeźwym nie potrzeba lat terapii i mitingów – to jest mit. Nie pije, bo takiego dokonała wyboru i to jest najważniejsze. Nie ma niczego ważniejszego, niż podjęcie samemu decyzji: od teraz nie piję, bo tak chcę. Decyzja zostaje podjęta jeszcze na długo przed terapiami, na które często czeka się tygodniami. Czasami ci z krótkim stażem nie picia, są o wiele dalej od tych, którzy nie piją wiele lat.

Tak więc czad Kamila!

Jestem zwolennikiem racjonalnego podejścia do alkoholizmu, bez poprawności aowskiej i terapeutycznej. Niestety nasz system leczenia okresowych zaburzeń osobowości, bo tym jest alkoholizm, traci na skuteczności. Trzeba przestać traktować alkoholizm jak chorobę śmiertelną i nieuleczalną. Alkoholizm doprowadza do śmierci tak samo, jak faszerowanie się papierosami i hamburgerami, tylko szybciej i korzystniej dla akcyzy.

Wiedza o uzależnieniu od alkoholu w ostatnich latach poczyniła postępy, a pierwszym z nich jest zmiana kwalifikacji alkoholizmu w WHO. Alkoholizm nie jest chorobą, tylko okresowym zaburzeniem osobowości, spowodowanym brakiem umiejętności radzenia sobie z przeżywaniem emocji na danym etapie życia.

Odsyłam do tekstu: Fenomen AA czyli: jak działa Siła Wyższa?

Czytając tekst Pana Jacka „potykałem” się co jakiś czas. Coś mi nie grało. Małe detale, generalizacje, siłowe działanie na samym sobie i ogólne napięcie materiału. Tak bywa. Są dni lepsze i gorsze – nie tylko alkoholicy mają wahania nastroju. A może po prostu nie rozumiem intencji Pana Jacka.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Olechowski: Mówisz o miesiącu miodowym po zaprzestaniu picia. Ja mówię o miodowych latach (już 14-tu). Nie oddałbym ich za nic. Nawet w najgorszych chwilach są one cały czas najlepsze!

Miesiąc miodowy jest określeniem okresu nadmiernej radości i pewności siebie z utrzymywania abstynencji. Po nim następuje faza zaprzeczenia objawom uzależnienia. W tym okresie często dochodzi do zapić. Tkwienie latami w „miesiącu miodowym” nie jest specjalnie korzystne. Miesiąc miodowy wcale nie może być zagrożeniem, może być  stałym stanem. Wystarczy nie pić, przestać liczyć lata, zaprzestać życia niespecjalnie chlubną przeszłością. Bo liczy się to, co jest… Tu i teraz.

Bez terapeuty i zaufania nie dasz rady. Nie znam przypadku alkoholika, który sam się z tej choroby skutecznie leczył – Kompletnie nie zgadzam się z tą opinią.

To, że autor nie zna takiego przypadku nie oznacza, że takowych nie ma na świecie. Znam ludzi, którzy nie korzystali z żadnych form pomocy zewnętrznej i podjęli świadomą decyzję zaprzestania picia. Nie muszą się tym chwalić, bo i nie ma się czym chwalić. Cisi, jak ich nazywamy, nie są ujęci w żadnych badaniach i statystykach, a z moich obserwacji wynika, że jest ich wielu i świetnie sobie radzą.

Olechowski: Alkoholik nie robi łaski, że nie pije. Gdy podchodzi się do tematu rzetelnie, to niepotrzebnym staje się epatowanie innych swoją drogą trzeźwienia podciągając to pod edukację.

Moim zdaniem, to słabe podejście. W grupach nie ma fachowców od uzależnień, są tylko sami alkoholicy ze swoimi doświadczeniami i często niestety szkodliwymi przemyśleniami. Aowcy często twierdzą, że są najlepszymi terapeutami od uzależnień, z racji swoich bezpośrednich doświadczeń. Niestety jest to tylko część prawdy. Terapeuta alkoholik, jest dalej alkoholikiem, który poddany jest obsesji bezustannego „trzeźwienia” Swoją drogą nieźle pili ci co twierdzą, że muszą cały czas – trzeźwieć. Najczęściej po trzech dobach jest się już trzeźwym.

Olechowski: To są recepty, które wynikają z obserwacji i doświadczeń przebadanych setek tysięcy uzależnionych na świecie. I na tej właśnie podstawie wiadomo, że np. 363 dnia trzeźwości będzie chciało mi się napić

Prawdę mówiąc, zamurowało mnie. Od paru lat nie siedzę w środowisku aowców, ale widzę, że proces postępuje.

A jeżeli alkoholikowi nie będzie się chciało wtedy wypić? A co będzie gdy zachla, bo wielokrotnie słyszał wcześniej, że w tym dniu się zapija? Panują taki chore przekonania, że najczęściej zapijają 3 latkowie, 7 latkowie itp. Te wyliczenia są funta kłaków warte, ponieważ starsi stażem potrafią przyznać się do wypicia. Reszta już nie koniecznie ma ochotę publicznie przez cały miesiąc zgłaszać na każdej grupie, podnosząc łapkę w górę, że złamało się abstynencję. To głupi zwyczaj.

Miałem znajomego, który chodził na mityngi AA ponad 10 lat, zaliczył dwa zapicia i przy trzecim, które skończyło się półrocznym ciągiem, zmarł na schodach pod własnym mieszkaniem. Spotkałem go na dzień przed śmiercią. To co mi powiedział, jest konsekwencją ” mityngowania”: „Mariusz, ja wiem, że nie wyjdę już z tego ciągu, bo alkoholizm to choroba nieuleczalna, ciała, umysłu”… itd. Gość został zaprogramowany…

Alkoholicy łamią abstynencję tak samo, jak inni ludzie czasami nie dotrzymują słowa… No poprostu tak już jest i niewiele można z tym zrobić.

Olechowski: Na pewno jednym z elementów jest to, że szkoda byłoby zmarnować jednym kieliszkiem rok, dwa, trzy czy dziesięć lat trzeźwienia. Tragedią byłoby przekreślić to wszystko, co się dzieje. Wypicie w tej chwili jednego kieliszka alkoholu byłoby zmarnowaniem tego wszystkiego, co stało się w tym długim już okresie trzeźwienia.

Z tym poglądem również stanowczo się nie zgadzam. Wypicie kieliszka wódki lub porządne zapicie nie przekreśla okresu niepicia i nie jest też porażką, tylko kolejnym doświadczaniem po spożyciu substancji chemicznej, która może źle wpływać na mnie. Nie można przekreślić wiedzy, którą się zdobyło, każdy dzień jest inny, inne rzeczy nam się przytrafiają i rożnie na nie reagujemy.

Reasumując: zapijając, traci się dni, których w ciągu się nie pamięta.

Olechowski: Historia nie zna takiego alkoholika, który zatrzymałby się po tym jednym, bo jak jeden nie szkodzi, to pewnie i drugi też, a może i trzeci?

Nieprawda. Autor nie zna całej historii. Zam kilku alko, którzy wypiją piwo lub kielicha i na tym kończą przedstawienie.

Olechowski: Sukces trzeźwiejącego alkoholika jest efektem codziennej wygranej ze sobą, a więc chyba największym przeciwnikiem.

Konflikt wewnętrzny to najgorszy wróg alkoholika. Ponoć pierwszym krokiem jest uznanie bezsilności. Podejmowanie walki nie ma żadnego sensu. Kto walczy może zginąć… tu się kurwa trzeba poddać i olać temat bokiem, tu nie ma tajemnic i lekarskich recept, tu tylko trzeba… nie chcieć pić, reszta jest mniej istotna.  Powiedział mi kiedyś te słowa stary wyga i dodał: Weź się ogarnij, nie walcz, nie szarp się, tylko próbuj do skutku być sobą na trzeźwo, ale najsampierw to masz się polubić, bo inaczej nic i nikt ci nie pomoże.

Olechowski: Przecież osławione dwanaście kroków AA, praca nad nimi, a i wsparcie narzędziami psychologicznymi wyćwiczonymi podczas terapii – to praktycznie przepis na sukces w każdej dziedzinie.

Kolejne nieprawdziwe stwierdzenia. Nie w każdej dziedzinie i nie koniecznie sukces, czasami totalna porażka. Dwanaście kroków to kryptoreklama boga, jakkolwiek go pojmujesz, a jeżeli przeszkadza ci słowo „Bóg”, to zmień nazwę na Siłę Wyższą, bo bez jej pomocy jest licho trzeźwieć. Alkoholik nie może sobie ufać, musi być czujny jak ważka, alkohol to wróg podstępny. Z nim nie ma żartów. On działa na umysł i duszę, co w efekcie pozbawia woli, tworząc przymus. Słabe to, ale w kółko powtarzane w końcu stygmatyzuje alkoholika chorobą śmiertelną i nieuleczalną ciała, duszy, umysłu i cholera wie czego jeszcze.

Zastosowany wybieg z Silą Wyższą jest wynikiem nieporozumienia, ponieważ daje alkoholikowi sposób na magiczne wychodzenie z kłopotów.

Co myślę o programie 12 kroków:

Krok pierwszy jest najważniejszym dla członków wspólnoty, a reszta kroków wynika z niego. Uznanie „bezsilności” to zrozumienie, że z alkoholem nikt jeszcze nie wygrał. Zwrot „przestaliśmy kierować naszym życiem” kieruje do kroku 2, 3, 6, 7 w których to mamy „powierzyć naszą wolę,  życie oraz cały proces trzeźwienia jakiejś Sile Wyższej”, która jak bumerang wraca do koncepcji boga.

Końcowe stwierdzenie, że alkoholik nie kieruje swoim życiem, jest fałszywe i ma uzmysłowić alko, że bez wsparcia Siły Wyższej nie ma trzeźwienia.

Alkoholik kieruje swoim życiem, idąc do monopolowego i robiąc różne dziwne rzeczy w sztucznie zmienionej świadomości.

Krok drugi sugeruje, że alkoholizm jest uleczalny dzięki Sile Wyższej, natomiast w kroku trzecim jest sugestia, że i tak jakaś Siła Wyższa musi istnieć. Krok 4 przekazuje informację że alkoholizm jest związany z poziomem moralności, co jest bzdurą, bo jedno nie wynika z drugiego. W kroku piątym mamy przekaz, że bez wyspowiadania się, proces trzeźwienia będzie zaburzony.

Krok szósty obwieszcza, że alkoholizm jest spowodowany „wadami” charakteru, co jest fałszywą tezą, bo wady charakteru są relatywne. Ponadto może prowadzić do racjonalizacji zapicia…”no bo bóg mi nie odjął wszystkich wad charakteru, pewnie dlatego, że jeszcze nie jestem w Jego oczach gotowy na bycie abstynentem”. Przesłanie to wzmacnia krok 7 sugerując, że Siła Wyższa ma cudownie usunąć nasze braki.

Krok 9 doprowadza czasem do dramatów, bo alkoholicy nawiedzeni duchem Siły Wyższej, zaczynają epatować swoją skruchą tam, gdzie jest to zbędne i może doprowadzić to do przykrych sytuacji. Znam przypadek, gdy jednemu zebrało się na takie wspominki w czasie wesela, z którego zrobiła się jedna wielka rodzinna zadyma.

W kraju to, co wzrasta przy kościele, staje się z czasem jego własnością. AA, dzięki 12 krokom, trafiło na podatny grunt religijny. Koncepcja Boga — Siły Wyższej, która uzdrawia — pomaga alkoholikowi nie pić, a gdy alko zapił, to zgrzeszył i potrzebuje pełnej pokuty! Alkoholicy uczestniczący latami w mitingach stworzyli świat ze swoich opowieści. Starzy aowcy wiedzą, co oznacza fraza: „niesienie posłania”, a jak nie wiedzą to tym lepiej dla ruchu.

W moim przypadku AA na początku zadziałało bardzo dobrze, wyhamowałem z głodami i mogłem o tym dość swobodnie mówić. Ale do czasu. Modlitwy dla ateisty są jak drętwe gadki, z którymi nie wiadomo co zrobić. To była stała przeszkoda zaangażowania się w ruch, w którym cały czas nawijają, że bez jakiejś pokręconej koncepcji Siły Wyższej, to nie dasz rady i prędzej czy później zachlasz. Mówią ateiście, żeby widział grupę jako swoją Siłę Wyższą!

Strasznie to pokręcone, bo co w przypadku, gdy grupa to banda kretynów?

Takie religijne organizacje nie nadają się do tego, aby być jedyną drogą leczenia zaburzeń psychicznych. Alkoholik, który chce oderwać się od nałogu, powinien uczyć się racjonalnego i sceptycznego myślenia o sobie i o tym, co o nim mówią inni. Celem abstynencji jest uczenie się umiejętności przeżywania emocji w sposób wyważony. Proces dzieje się w głowie, a jego finałem jest oderwanie się od tematu, z którym sobie poradziliśmy.

Po jaką cholerę tworzyć nawroty do przeszłości i bawić się zakręconą butelką na stole? Alkoholik, który nie chce pić jest świadomy, że robi to głównie dla siebie. Abstynencja nie jest heroicznym wyczynem, za który należą się oklaski.

Poniżej zacytuję tekst naszej czytelniczki, która zgodziła się na opublikowanie doświadczenia.

Ojciec chodził na AA, ale dobiło go standardowe podejście. Leczenie nie zakładało tego, że pacjenci są odrębnymi jednostkami. Terapia opierała się między innymi na pisaniu „wypracowań” na zadany temat. Mój ojciec nie miał problemów z mówieniem, ale od zawsze ma ogromny problem z przelaniem myśli na papier.

W efekcie spotkania były dla niego pasmem stresu związanego z tym, że znów będzie musiał „odrabiać lekcje” i to pod rygorem wyrzucenia z grupy. Skończyło się na tym, że pisałam mu te cholerne prace, które spotykały się z entuzjastycznym przyjęciem prowadzącego.

Co z tego, kiedy mój ojciec kompletnie nic z tego nie wynosił? Co to za terapia, która zamiast wyciągać z człowieka to, co w nim najlepsze, dokłada mu dodatkowego stresu. Przecież do każdego umysłu i przemyśleń wiedzie indywidualna droga, prawda?

W efekcie, gdy ojciec nieco stanął na nogi z tym niepiciem, to rzucił tę grupę w diabły i odetchnął z ulgą. Stres związany z pisaniem prac był bardziej nieznośny, niż strach przed zmierzeniem się ze światem na trzeźwo.

Ma mocny charakter, nie pije od lat, ale zawdzięcza to sobie a nie grupie, która zamiast mu pomóc, to spotęgowała jego stres. Niczym innym tylko szablonowym podejściem i kurczowym trzymaniem się idiotycznych zaleceń, pewnie wyciągniętych z byle jak przetłumaczonych z angielskiego książek z lat 70′.

Problem w tym, że każda uzależniona osoba jest inna. Mechanizmy uzależnienia są takie same, ale umiejętność przeżywania ich jest indywidualna. Takie też powinno być podejście do osób z okresowymi zaburzeniami osobowości. Nie potrafię rysować, jestem kompletnym zerem w tej dziedzinie i pamiętam, jak mi głupio było, gdy malowałem jakieś kółka i krzyżyki, a terapeutka kazała mi tulić się do drzewa i gadać z kosmosem.

Tylko determinacja pomogła mi przetrwać cykl terapii.

To, co się we mnie stało, można porównać do wrażenia jakie chyba każdy zna – gdy podczas szybkiej jazdy windą raptem coś się w uszach „odtyka” i zaczynamy słyszeć to, czego dotąd nie słyszeliśmy, co wcześniej było jakby za mgłą – kończy swój tekst Jacek Olechowski.

Pytanie tylko, czy winda spada dalej?

Polecam poszukać informacji o Smart Recovery w tekście Fenomen AA czyli: jak działa Siła Wyższa ?

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +17, liczba głosów: 17)
Loading...
The following two tabs change content below.