Toast za żydowskie życie w cieniu rewolucji w Iranie – recenzja The Septembers of Shiraz (WIDEO)

The Septembers of Shiraz to powieść Dali Sofer o przed- i porewolucyjnej sytuacji Żydów w Iranie. Na jej motywach powstał film w gwiazdorskiej obsadzie (Salma Hayek i Adrien Brody). Film nie odniósł spodziewanego sukcesu. Krytyka zmiażdżyła go punkt po punkcie. A szkoda, bo film poruszył ciągle słabo opowiedzianą historię Żydów spoza Europy i obu Ameryk.

Festiwale premiują Holocaust

The Septembers of Shiraz w zeszłym roku był pokazywany na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto. To stamtąd wzięła się zła fama o produkcji. Choć film ciągle próbuje przebić się do szerszej publiczności i zdobyć jej uznanie. Tego lata bierze udział w przeglądach w Nowym Jorku i Los Angeles. Z książką nie było takich problemów. W 2007 roku docenił ją i „New York Times”, i „The Jewish Book Council”, która nagradza najlepsze publikacje powiązane ze środowiskiem i tematyką żydowską.

The Septembers of Shiraz to także tego rodzaju opowieść. Historia kraju, który nigdy nie był specjalnie przyjazny Żydom, ale przynajmniej ich tolerował. Aż do tego granicznego momentu, kiedy Irańczycy postanowili nie tyle zaufać i oddać kraj religijnym, szyickim fanatykom, jak często przedstawia się rewolucję 1979 roku, ale odzyskać suwerenność dla Iranu. To mile łechczące poczucie dumy narodowej, że kraj nie jest już zapleczem naftowym Zachodu i Izraela ze sprzedajnym szachem Pahlavim na czele. Tym samym szachem, który zniósł ograniczenia religijne dla mniejszości religijnych. Żydzi w Iranie mogli odtąd używać nowożytnego hebrajskiego w szkołach, publikować swoją prasę, czy pracować na rządowych stanowiskach, co było dla nich do tej pory niedostępne. Ale Pahlavi też ich przerażał. W czasie II wojny prezentował swoje wyraźne sympatie dla nazistów. Szczęśliwie, skończyło się to tylko na publikacji w prasie mało pochlebnych Żydom artykułów.

Kadry z filmu

W 1979 roku irańska polityka w każdej ze sfer odwraca się o 360 stopni, nie wykluczając mniejszości i ich statusu. I tu, perscy Żydzi mają dwa scenariusze do wyboru – emigracja do Izraela (to nie zawsze jest takie proste logistycznie) lub przedstawienie w mediach typu – powiedzmy – jakiś irański odpowiednik towarzysza Wiesława przemawia i wyciąga oskarżające palce, szukając wyimaginowanych wrogów. W 1968 roku w Polsce miał swoje pięć minut gorzki żart:

-Kim jest syjonista tato? – pyta syn ojca.
-Nie wiem. Przed wojną pisało się przez Ż – odpowiada ten.

W porewolucyjnym Iranie, ponad 10 lat później, mamy kontynuację tej farsy. Programowo antysemicki i antysyjonistyczny rząd, który szuka prewencyjnie, w każdym Żydzie, ukrytego sprzymierzeńca w nowo odkrytym wrogu – Izraelu. Tak jest do dziś. W ostatnich dniach miał tam miejsce coroczny antyizraelski festiwal, które zastąpił wcześniejszy konkurs na karykaturę antyholocaustową. Wróćmy jednak do samego filmu.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Adrien Brody – Żyd idealnie prześladowany

Czego spodziewać się po produkcji Wayne Blair? Izaac Amin (Adrien Brody – kolejna dobra rola aktora z tej serii – pamiętamy jego kreację w Pianiście) i jego żona Farnez (Salma Hayek), syn Parviz, córka Shirin wiodą dostatnie życie wyższej klasy średniej. Możemy zgadywać, że ich świat mieści się w północnym Teheranie – enklawie stolicy, która nie wyklucza ze względu na pochodzenie, ale premiuje sukces i zamożnych ludzi, przynajmniej od pewnego poziomu zamożności i statusu społecznego wzwyż. Izaac prowadzi własny biznes. Jakby nie próbować przeanalizować decyzji scenarzystów, Pan Amin handluje biżuterią.

Ale chyba tak już musi być. Co mógłby robić perski Żyd, by znaleźć się w kręgu zainteresowania kobiet w Iranie? Przecież nie może być rabinem – musi sprzedawać kosztowności – wydaje się, że tym tropem poszli twórcy. To te drogie błyskotki będą drogą do serca topowych kobiet Iranu w okresie przed rewolucją. Gdyby nie drobne nawiązania do tradycji, nie wiedzielibyśmy nawet, że Aminowie są Żydami.

Pierwsza scena filmu to uroczystość przypieczętowana toastem L’chaim! Za życie! Pewnie tak dostatnie, dobre i szczęśliwe jak do tej pory. Kilkadziesiąt minut później tego spokojnego świata już nie ma. Izaac zostaje aresztowany pod zarzutem współpracy z izraelską bezpieką (podróżował do Izraela, ma tam krewnych), a Strażnicy Rewolucji przesłuchują go i torturują. Jego żona jest podejrzana jako osoba zaangażowana we wrogą propagandę (w rzeczywistości jeśli coś pisała, było to neutralne politycznie). Już spodziewamy się najgorszego, a tu nic takiego się nie dzieje. Rewolucja nie byłaby rewolucją, gdyby ci, którzy stali chwilę wcześniej na barykadach, nie weszli gładko w buty i zwyczaje władzy. Aminom udaje się oszukać los – kupują swoją wolność. I nie zostają już w Iranie. Decydują się wyjechać do Turcji. Rezygnują z rzeczywistości opartej na kruchych fundamentach na rzecz nie do końca pewnej i jasnej przyszłości.

Aminowie nie zaryzykują kompromisu opartego na separacji swojego pochodzenia do prywatnej strefy i wymagań publicznego patriotyzmu (tak to wygląda w Iranie dziś, podczas tych antyizraelskich obchodów lider społeczności żydowskiej powiedział (musiał powiedzieć?), że Izrael psuje ducha judaizmu). Taki jest połowiczny kompromis ustalony między społeczeństwem irańskim a władzami. Wyjście przygnębiające i rozczarowujące. Niemal miłoszowski ketam, tyle tylko, że w swoim naturalnym środowisku. Termin pochodzi przecież z perskiej filozofii.

I w tym miejscu możemy odejść od fabuły filmu sensu stricte i zaryzykować pewną generalizację. Wybór pomiędzy byciem pierwszą ofiarą nowych porządków a potencjalnym podejrzanym w kolejnych zawirowaniach historycznych, nie jest nigdy i nigdzie żadnym wyborem.

Izaac widział jak nikt, że kupiony spokój, jest i będzie rozwiązaniem krótkoterminowym. Bez problemu znajdziemy potwierdzenie tego w prawdziwych działaniach władz tamtych czasów. W 1998 roku Ruhollah Kadkhodah-Zadeh został skazany na śmierć. Pomagał członkom gmin żydowskich nielegalnie emigrować z Iranu. A z początkiem rewolucji, w 1979 roku, Habib Elghanian prezydent The Teheran Jewish Society, w ramach organizacji nowych porządków zostanie powieszony. Oskarżony między innymi o wspieranie Izraela, propagowanie syjonizmu i jak to ładnie ujął prokurator o kwiecistym stylu: „przyjaźń z wrogami Boga” nie miał szans, by wyjść żywo z takiej opresji. Krótko po jego procesie około 75% Żydów opuszcza na trwale Iran. Na miejscu zostaje społeczność nie większa niż ta, którą mamy dzisiaj w Polsce.

Decyzja filmowej rodziny Aminów w takim świetle nie dziwi aż tak bardzo. Strach bywa tak samo dobrym doradcą jak przeciwnikiem. Przywołując klasyka – to są właśnie zabójcze tożsamości, zabójcze tożsamości Bliskiego Wschodu. Ale może Amina Maaloufa w to nie mieszajmy.

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +1, liczba głosów: 5)
Loading...
The following two tabs change content below.

Natalia M. Kamińska

Dziennikarka-freelancerka, absolwentka UMCS, pisząca o Izraelu i Bliskim Wschodzie.