Żyję dzięki przeszczepowi nerki. Historia słuchacza Radia Medium Publiczne

https://www.flickr.com/photos/presidenciamx/

Lipiec 2016. Za kilka dni minie dwadzieścia lat od dnia, który zmienił wszystko w życiu moim i moich najbliższych. Mając dwadzieścia siedem lat, będąc zdrowym człowiekiem, trudno jest się pogodzić z tym, co mnie wówczas spotkało. Pewnego dnia straciłem przytomność na ulicy. Tak po prostu. Karetka pogotowia, szybki transport na sygnale do szpitala i – jak wkrótce się okaże – długi, trzymiesięczny pobyt w klinice.

Tomasz Samborski postanowił opisać swoją historię, ponieważ nie zgodził się z panią Ewy Hołuszko opowiadającą o przeszczepach w Radiu Medium Publiczne. Jej słowa – według pana Samborskiego – służą tylko przeciwnikom transplantologii. Tutaj można odsłuchać tej audycji. Podkreślamy jednak, że słowa pani Hołuszko opisują sytuację na tzw. czarnym rynku. 

To krótkie wspomnienie sprzed lat. Zaczął się dla mnie czas regularnych przyjazdów do szpitalnej stacji dializ. Trzy lub cztery razy w tygodniu na pięć godzin hemodializy. Dziwne to uczucie na początku, gdy masz wkłute dwie grube na 1.8 milimetra specjalne igły. Krew krąży wielokrotnie w tym obwodzie: pacjent, igła, urządzenie do dializy, igła i powrót do przedramienia. Tak w ogromnym skrócie to przebiega. Trudno było mi sobie wyobrazić lata życia w takim trybie. Można wtedy mieć bardzo różne myśli, jest czas na wszelkie przemyślenia.

Upływający czas działa na niekorzyść chorego, mijają tygodnie, miesiące, lata. Tak upłynęło mnóstwo czasu, aż sześć i pół roku. Nieustanna walka ze sobą, sprzętem, nieprzewidzianymi przeciwnościami, kolejnymi zabiegami chirurgicznymi. Szybko upływający czas i tysiąc dwieście dializ było za mną.

Jest koniec 2002 roku. Telefon komórkowy pewnej nocy dzwoni, przeczucie podpowiada, że to ten długo wyczekiwany. Nie mylę się, karetka zabiera mnie z domu do szpitala i trwają od tej chwili przygotowania do przeszczepu. Wiele osób jest postawionych na nogi, ostatnia dializa, ostatnie badania. Karetka czeka i jedziemy do Łodzi. Z Lublina to około 260 kilometrów. Kierowca dojeżdża bezpiecznie do jednego z łódzkich szpitali. Tu już wszystko jest przygotowane do przyjęcia mnie, kolejnego, który się doczekał. Niektórzy pacjenci nie mieli tyle szczęścia, zmarli na dializach.

Łódź, miasto całkowicie mi nieznane i obce, wydało się ładne, choć uchodziło wówczas za wyjątkowo brzydkie i ponure. Później okaże się, że stanie się ono moim drugim miejscem do życia. Samo przeszczepienie powiodło się, zaczął się teraz czas odliczania dni, kiedy nerka podejmie pracę. Po dwóch tygodniach dializ i nieprawdopodobnego stresu nadszedł ten dzień. Jest grudzień 2002 roku. Po kolejnych trzech tygodniach mogę szykować się do domu.

Wspaniała atmosfera i świetni specjaliści powodują, że zostaję na długie lata pacjentem tejże kliniki. Regularne wizyty, co dwa, następnie co cztery tygodnie i tak mija pierwszy rok mojej łódzkiej przygody. W tym czasie wykonywanych jest dość dużo przeszczepień, są to dobre lata dla polskiej transplantologii. Nabieram coraz większego doświadczenia, pewne wskazówki mogę przekazać innym. Mam okazję poznawać i odkrywać miasto Łódź, zaniedbane i zapomniane przez wszystkich.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Dobrze się tu czuję, w szpitalu życzliwość i zrozumienie na każdym kroku. Trzeba przyjmować mnóstwo leków, częste badania, pobyty w klinice transplantologii. Mija kilka lat, mamy okres 2005-2007. Po sławnych wydarzeniach dochodzi do załamania i zapaści w tej dziedzinie medycyny. Pacjenci w całym kraju czekają, niektórzy bezskutecznie. Na szczęście w kolejnych latach stopniowo wraca wszystko do poprzedniego poziomu.

Przez tych trzynaście lat widzę, jak wiele osób jest zaangażowanych i na różnych etapach bierze udział w operacji pod nazwą przeszczep. Trudno wymienić jest wszystkich, ale bez wątpienia to kilkadziesiąt osób. Przez cały czas zachodzą zmiany widoczne na każdym kroku. W kraju, w leczeniu, w dostępnych lekach. Zmieniamy się także i my wszyscy. Mam wiele okazji, by podzielić się z innymi własnymi doświadczeniami. Sam wiem, że pacjent może w ten sposób pomóc komuś początkującemu.

Niestety początek 2016 roku jest dla nas bardzo trudny. Po zmianie ekipy rządzącej nowa lista leków refundowanych jest szokiem. Dotychczasowe preparaty nie znajdują się na niej lub mają koszmarnie wysokie ceny. Ta niepewność, w jakiej nas postawiono, bez wątpienia odbija się na zdrowiu. Generyki, które mają zastąpić dotychczasowe leki, są niedostępne. Niektórzy nie mają zapasów i zaczyna się wyścig z czasem.

Pacjenci w całym kraju zaczynają się organizować w grupach na portalach społecznościowych, słać petycje do przeróżnych osób i instytucji. Sam tworzę jedną z takich grup, choć przez wiele lat nie było takiej potrzeby. Częściowo udaje się nam to, o co apelujemy. Pomagają niektórzy posłowie, dziennikarze i wiele innych osób. Zrobiło się głośno o całej sprawie.

Trwa przerzucanie winy na poprzedników, co nie jest prawdą. Winę ponoszą tylko obecnie decydujący o polityce lekowej. Teraz okazało się, że wiceminister nie postępował tak, jak powinien. Czarny rynek w transplantologii na pewno istnieje, ale nie dotyczy to naszego kraju. Tak uważam po wielu latach choroby i możliwości obserwacji tej dziedziny. Zbyt wiele osób musi brać udział w tym przedsięwzięciu i nie jest to możliwe przy tak skomplikowanych operacjach. Mam nadzieję, że się nie mylę.

P. S. Wielki szacunek i podziękowania należą się wielu osobom biorącym udział w jakikolwiek sposób przy przeszczepach. Wielkie dzięki. Osobno należy podkreślić i podziękować koordynatorom transplantacyjnym za ich wkład w uświadamianie społeczeństwa w organizowanych prelekcjach czy spotkaniach na terenie całej Polski. Od pewnego czasu działa program dla dawców żywych, jest to dodatkowa szansa dla wielu osób, by skorzystać z dobrodziejstwa transplantologii. Wszystko to, o czym mówię dotyczy przeszczepów nerek. O innych narządach niech napiszą osoby, których to dotyczy. Można tak godzinami, choć wiem, że dotyczy to niewielkiej liczby obywateli. Pamiętajmy jednak, że nikt nie wie, kiedy może stać się biorcą.

Świadomość społeczna wciąż jest zbyt mała i niezwykle ważną rolę mogą tu odegrać dziennikarze i wszelkie media.

Dziękuję. Tomasz Samborski.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +4, liczba głosów: 6)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Presidencia de la República Mexicana