„Demokracja” nad Dnieprem: podczas wyborów wszystkie chwyty dozwolone?

W niedzielę 17 lipca, w kilku okręgach na Ukrainie odbywały się wybory uzupełniające do Rady Najwyższej. Zostałem zaproszony przez Fundację Institut for Better Governance jako międzynarodowy obserwator przebiegu głosowania w okręgu 27. w Dniepropietrowsku. Oprócz mnie w grupie obserwatorów znalazł się były poseł Piotr Chmielowski i Czesław Przystawa – działacz Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.

Metropolia nad Dnieprem

W sobotę rankiem wylecieliśmy – przez Wiedeń – do Dniepropietrowska, gdzie dotarliśmy popołudniem. Dnipro – bo taką nazwę od tego roku nosi dawny Dniepropietrowsk – liczy ponad milion mieszkańców i jest trzecim miastem Ukrainy – po Kijowie i Charkowie. Miasto jest czyste, rozległe i – bardzo ładne. Nawet drogi są stosunkowo dobre, szerokie i zaprojektowane z rozmachem. Sporo nowych, okazałych budynków, a sama rzeka Dniepr – robi wrażenie. Pomyśleć, że przed rozbiorami była to graniczna rzeka Rzeczpospolitej!

Kiedy w sobotę wieczorem, mając jeszcze chwilę oddechu przed wyborczą niedzielą, włóczyliśmy się nadbrzeżnym bulwarem nad Dnieprem, z radością odnotowaliśmy, że nasz wieszcz – Juliusz Słowacki ma w mieście ulicę własnego imienia, i że jest to ulica okazała. W ogóle nas Polaków przyjmowano wszędzie bardzo życzliwie. Na ulicach, w sklepach i restauracjach słyszy się przede wszystkim język rosyjski, którym jak się wydaje posługuje się większość mieszkańców.

Nowe władze Ukrainy – w ramach dekomunizacji – zmieniają nazwy ulic: znika ulica Lenina, Karola Marksa – ale to nie spotyka się z jakimś entuzjazmem mieszkańców. Sasza – portier hotelu, w którym mieszkamy – nie jest z tego szczególnie zadowolony. Wolałby, żeby zamiast tych gestów lepiej działała policja, i żeby jego żona zarabiała więcej niż 100 dolarów miesięcznie. Te 100 USD, czyli ok. 2500 hrywien, zdaje się być najczęściej osiąganym wynagrodzeniem mieszkańców Dnipro i Ukrainy.

Z drugiej jednak strony na ulicach nie widać biedy, kobiety dobrze ubrane, co przy tradycyjnej urodzie Ukrainek, daje pozytywny obraz miasta. Restauracje pełne ludzi, wieczorem na deptaku panuje tłok. Wbrew naszym stereotypom – nie widać nigdzie pijanych, wszystko jest na porządnym europejskim poziomie.

Nasi gospodarze – na czele z Nadią Borodij – szefową fundacji – przyjęli nas bardzo gościnnie. Spędzimy z nimi prawie trzy dni, a zwłaszcza gorącą, wyborczą niedzielę i muszę stwierdzić, że byli znakomicie zorganizowani, bardzo ofiarni i dobrze przygotowani do zajęć. Monitorowali sytuację przed wszystkimi punktami wyborczymi reagując na bieżąco na każdy sygnał. Na bieżąco też kontaktowali się z mediami – kilkoma stacjami telewizyjnymi i prasą. No i utrzymywali stały kontakt z organizacjami społecznymi, które nadzorowały wybory z własnej inicjatywy.

Wesprzyj #Medium

Klony kandydatów

Lokal wyborczy w Dniepropietrowsku/arch. J. Sanockeigo
Lokal wyborczy w Dniepropietrowsku/arch. J. Sanockiego

Rano w niedzielę 17 lipca ruszamy do wyborczych punktów zobaczyć, jak toczy się głosowanie. W okręgu 27. o jeden mandat ubiega się 56 kandydatów, lista do głosowania jest długa jak jakiś papirus. To, co rzuca się nam w oczy to zjawisko „klonów”. W wyścigu do Rady Wierchownej liderami w Dnipro jest dwoje kandydatów: kandydat opozycji – Zachid Krasnow – miejscowy radny i właściciel kilku restauracji i Tatiana Ruczkowa – pracownica administracji prezydenta Poroszenki. Oni prowadzą w sondażach i od początku było wiadomo, że walka wyborcza rozegra się między nimi.

I nagle okazało się, że na listach wyborczych oprócz właściwego Zachida Krasnowa pojawiło się trzech kandydatów o takim samym imieniu i nazwisku: „Zachid Krasnow”. Obok Tatiany Ruczkowej także zjawiły się jeszcze dwie kandydatki o takim samym nazwisku i imieniu. Miejscowa prasa pisze o zjawisku „klonów”.

klon-3

klon-kr-2

Oczywiście zjawisko takie jest wyborczą patologią, zwłaszcza, że np. jeden z klonów Zachida Krasnowa zmienił sobie podobno nazwisko dwa tygodnie przed rejestracją. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby zrozumieć, że chodzi o osłabienie szans kandydatów i rozproszenie głosów mniej zorientowanych wyborców. A zjawisko jest możliwe, bo żeby zostać kandydatem w wyborach ukraińskich nie trzeba ani zebrać podpisów poparcia, ani nie wpłaca się żadnej – nawet symbolicznej – kaucji. Wystarczy załączyć 4 fotografie, oświadczenie, że jest się obywatelem i już wpisuje się na listę. Nic więc dziwnego, że lista jest bardzo obszerna i że pojawiają się na niej „klony” znaczących kandydatów.

Kupić wyborcę

Przed pierwszym punktem wyborczym, do którego udajemy się niedzielnym rankiem, stoi dwoje młodych ludzi i rozdaje jakieś ulotki. Ukraińskie prawo wyborcze zakazuje prowadzenia jakiejkolwiek kampanii w dniu wyborów. Jest to podobna jak w Polsce „cisza wyborcza”. Podchodzę do młodych rozdających ulotki i widzę, że są to nawet nie ulotki, ale bilety na koncert organizowany pod hasłem wyborczym kandydatki Tatiany Ruczkowej. Jest to nie tylko zatem złamanie ciszy wyborczej, ale wręcz kupowanie wyborców, bo dostają oni coś od kandydatki za oddanie głosu. Co by nie powiedzieć o naszej, polskiej demokracji – taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia.

Tymczasem, kiedy biorę jeden bilet i zgłaszam ten proceder kierowniczce punktu wyborczego, w zasadzie nic to nie zmienia. Pani kierowniczka co prawda dzwoni na policję, ale policja nie reaguje. Potem zapytam w centralnej komisji miejskiej sekretarza, który owszem potwierdzi, że to nieprawidłowość, ale zasłoni się tym, że nikt z kandydatów nie zgłosił w tej materii skargi. W związku z tym,  jak nie ma skargi, to nie ma reakcji. Odnoszę wrażenie, że Tatiana Ruczkowa, która sygnuje swoim hasłem „Boris za Dniepr” („Walczyć za Dniepr”) tę akcję z biletami, występuje w roli kandydatki uprzywilejowanej. Ruczkowa, doradca ministra obrony Ukrainy, w czasie konfliktu w Donbasie, była członkinią ochotniczego batalionu Dnipro-1. Stąd jej militarne hasło.

Bomby

W godzinach popołudniowych dostajemy wiadomość, że w dwóch restauracjach, których właścicielem jest kandydat Zachid Krasnow – podłożono bomby. Przynajmniej taki telefon dostała policja. Restauracje położone są nad Dnieprem, w świetnym miejscu przy bulwarze i kandydat Krasnow chciał tam zrobić spotkanie sztabu i wyborców. Jednak policja, która natychmiast się pojawiła, kazała opuścić lokale personelowi. Pod restauracjami spotykamy dwóch deputowanych Bloku Opozycyjnego, z którym Krasnow jest związany politycznie – monitorują sytuację. Rozmawiamy o sytuacji na Ukrainie. Na szczęście alarm bombowy okazał się fałszywy.

„Karuzela”

Z innej komisji wzywają nas, bo przyłapano człowieka, który wrzucił do urny czystą kartkę, a listę wyborczą – bez skreśleń – próbował wynieść, za pazuchą, poza lokal. Tłumaczył się, że to „na pamiątkę”, ale członkowie komisji wyborczej są raczej przekonani, że chodzi o tzw. „karuzelę” – ukraiński wynalazek jak pomagać swoim kandydatom.

Mechanizm karuzeli jest następujący: jeden wyborca wchodzi do kabiny, listę wyborczą chowa, a w zamian wrzuca do urny pustą kartkę. Po wyjściu oddaje listę wyborczą „organizatorowi karuzeli”, inkasuje jakiś drobny datek i idzie na piwo. W tym czasie organizator stawia krzyżyk przy właściwym nazwisku kandydata, wręcza tak wypełnioną listę umówionemu, kolejnemu wyborcy, ten wchodzi do lokalu, pobiera czystą listę, w kabinie chowa ją za pazuchą, a do urny wrzuca tę wypełnioną przez „organizatora”. Po wyjściu z lokalu oddaje czystą listę, inkasuje parę hrywien, idzie na piwo, a proceder toczy się dalej.
Trudno wszak stwierdzić, czy przypadek wykryty w komisji nr 121212 był właśnie przykładem „karuzeli”. Przyłapany obywatel tłumaczył, że wziął listę na pamiątkę. Ja tam w to nie wierzę, ale „organizatora” nie przyłapano. Miałem wrażenie, że jakby nikomu na tym nie zależało.

Wyborcy w mundurach

Po zamknięciu lokali wyborczych jeździmy po mieście, żeby zobaczyć, co się dzieje pod siedzibami komisji. Pod prawie każdym punktem gromadzą się grupy ludzi, a wśród nich rzucają się w oczy grupy po kilkanaście osób ubranych w mundury „moro”. Sprawiają wrażenie, że lada moment wejdą do lokalu, gdyby się okazało, że coś idzie nie tak, jak ma pójść. Nie chcą mówić, który konkretnie komitet wyborczy reprezentują, ogólnie opowiadają, że mają swojego kandydata i że „pilnują demokracji.”

Dziwne to trochę dla mnie zjawisko, zwłaszcza, że 200 kilometrów od Dnipro toczy się wojna w Donbasie. Czy to jakaś ukryta forma nacisku na komisje? Nie ma na to jasnych dowodów, ale jednak widok umundurowanych „wyborców” przed drzwiami komisji, która liczy głosy jest niepokojący.

Wybory pod osłoną Specnazu

Kiedy już myślimy, że nic więcej się nie wydarzy, donoszą nam, że w komisji 120203 przewodniczący komisji, podczas liczenia głosów, porwał kilkaset list do głosowania i zabarykadował się z nimi w toalecie. Jedziemy pod komisję i widzimy tłum ludzi. Są wśród nich i owi umundurowani wyborcy przypominający bojówkarzy, ale są i dziennikarze i grupy cywilów.

Specnaz przed lokalem wyborczym/arch. J. Sanockiego
Specnaz przed lokalem wyborczym/arch. J. Sanockiego

Do lokalu oczywiście wejść nie możemy, ale wkrótce podjeżdża policja, więcej ekip telewizyjnych, a także uzbrojone w broń automatyczną oddziały ukraińskiego Specnazu – sił specjalnych. Do lokalu próbuje wejść komendant policji, ale też ma z tym kłopot – nie wpuszczają. W końcu jednak wchodzi. Po mniej więcej pół godzinie komendant wychodzi. Podchodzę do niego, przedstawiam się, ale komendant jest zorientowany – „Znam pana z telewizji”.

Od rana bowiem udzielam wywiadów w związku z tymi biletami rozdawanymi przez wolontariuszy jednej z kandydatek.
Komendant zapewnia, że wszystko już wróciło do normy tzn. udało się od przewodniczącego odzyskać zagrabione listy wyborcze. Czy zostały odzyskane w stanie niezmienionym? – nie wiadomo.

arch. J. Sanockiego
arch. J. Sanockiego

Sytuacja powoli się uspokaja, możemy wrócić do hotelu. Nic już więcej się nie zdarzy.

Po wyborach

Już po powrocie do kraju dowiaduję się, że wybory wygrała Tatiana Ruczkowa – protegowana prezydenta Poroszenki. Uzyskała 44,83% głosów. Kandydat opozycji Zachid Krasnow dostał 36%. Ciekawe byłoby policzyć, ile głosów padło na jego klony umieszczone (przez kogo?) na liście wyborczej?

I ciekawa byłaby szersza analiza wszystkich nieprawidłowości, które zaobserwowaliśmy w niedzielę wyborczą – jak wręczanie biletów wyborcom, posługiwanie się „klonami”, w celu osłabienia szans kandydata, czy podejrzenia o karuzelę. Czy te – bez wątpienia patologiczne zjawiska – zaważyły na wyniku wyborów? Ciekawe byłoby też dowiedzieć się, jaka była rola umundurowanych bojówek pod wyborczymi lokalami i którego kandydata wspierali ci ludzie?

To są pytania do władz ukraińskich, do tamtejszej centralnej komisji wyborczej. Obawiam się jednak, że niespecjalnie zależy im na drążeniu tych tematów. Wybrano, odfajkowano i spokój. Do następnego razu. Jednak w mojej ocenie te zjawiska rzucają cień na demokrację na Ukrainie i to samym Ukraińcom powinno zależeć na wyjaśnieniu wszystkich wątpliwości.

The following two tabs change content below.

Janusz Sanocki

Poseł na Sejm RP, członek Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz Komisji Ustawodawczej, wiceprzewodniczący Poselskiego Zespołu na rzecz Nowej Konstytucji. Były burmistrz Nysy, radny miejski i powiatowy. Na początku lat 80 – tych założyciel NSZZ „Solidarność” w Nysie. Internowany w stanie wojennym. Do 2015 r. kierował lokalnym tygodnikiem „Nowiny Nyskie”. Działacz społeczny, organizator ruchu przeciwstawiającego się bezprawiu sądów, prokuratur i urzędów.