Los kobiety nie zmieni się nigdy – walczmy o nasze córki

Bardzo długo chciałam przelać swój ból na kartkę, ale nie mogłam… Coś zatrzymywało mnie w połowie drogi do kartki – jednak po przeczytaniu bardzo trafnego artykułu pani Agnieszki Stupkiewicz-Turek, w końcu to zrobiłam. Nie znam kobiety odważniejszej – choć to, co jest prawdą, powinno być wyrażane bez jakichkolwiek konsekwencji.

Od dziecka wychowywana byłam w katolickiej rodzinie. Mama z tatą rozeszli się i ciągle o nas walczyli, robiąc nam co raz większą krzywdę. Uczyłam się dobrze, chciałam by patrzyli na mnie z dumą, by mogli powiedzieć „To moja zdolna córka” – i tak było. Całe życie przypominałam chłopca – oczywiście z postury. Kiedy dziewczyny świeciły już miseczkami C/D, ja nadciągałam swój rozmiar mówiąc: „ja mam B”.

Żyłam w czasach, kiedy dziewczyny przestały się szanować. Epoka „galerianek” – kiedy każda dziewczyna ubierała się jak zdzira. Czy ja taka byłam? Nie. Nadal wolałam dżinsy i skromne ubieranie się. Nadal uczyłam się dobrze, nie chodziłam na dyskoteki – nadal chciałam być prymuską.

Zmieniło się to wszystko w wieku 13 lat. Od tamtego czasu moje życie stało się ciągłą awanturą oraz okropnymi plotkami.

Dzień po moich urodzinach zostałam zgwałcona. Przyznałam się do tego dopiero trzy dni później. Wstydziłam się – chociaż teraz nie rozumiem czego? Rodziców? Koleżanek? Mama zabrała mnie do lekarza. Nie widziałam, żeby była zmartwiona. Stresujące badania, rozmowa z psychologiem. Kiedy myślałam, że wszystko co najgorsze, już minęło, dostałam porządnego liścia od życia. Chciałam pomóc policji i powiedziałam wszystko z najmniejszymi szczegółami – bolało to bardzo, ale wiedziałam, że tak trzeba. Opinia lekarki, która wyglądała jak szafa trzydrzwiowa, powaliła mnie całkowicie. Kazała usiąść mi i mamie, a wtedy powiedziała: „Dziewczyna zmyśla proszę Pani, jest w ciąży więc to logiczne, że mówi o gwałcie tak łatwiej. Ani ja, ani policja czy psycholog nie potwierdzamy gwałtu”. Wtedy odezwała się do mnie – „Trzeba było kupić prezerwatywy, a teraz weźmiesz odpowiedzialność za swoje czyny”. Płakałam, nie chciałam tego dziecka, ale przecież religia – ona jest ważniejsza niż losy własnej córki.

Kiedy urodziłam dziecko, wlepiali mi je, chociaż go nie chciałam. Czułam się jak wariatka. Czułam się winna gwałtu. Chłopak do tej pory chodzi wolno, a mnie każdy mierzył od góry do dołu i docinał komentarzami, mieszając z błotem i porównując do dziewczyn, które się puszczały. Nie odpowiedział nawet za seks z nieletnią.

To nie jego wytykano palcami przez 5 miesięcy – to nie on bał się wyjść na zewnątrz. On żył normalnie, a ja już do końca życia miałam mieć na sobie łatkę.

Wpadałam w wieloletnią depresję. Żyłam na lekach i ciągłych komentarzach a babcia ciągle docinała mi, że Bóg za głupotę do piekła mnie strąci.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Nie mogli zrozumieć, że piekło przeżyłam tutaj – nikt mi przecież nie uwierzył.

Po jedenastu latach latach kiedy terapia niby przyniosła skutki a ja mogę „normalnie żyć” – według Pani pseudopsycholog – spotkałam na oddziale ginekologicznym młodą dziewczynę. Miałam wrażenie, że cofnęłam się w czasie. Widziałam siebie. Zdruzgotaną, ciągle płaczącą. Pomogłam jej. Rozmawiałam i dobrze ją rozumiałam. Chociaż u niej „stwierdzono gwałt” rodzice kazali urodzić, by oddać do adopcji – kolejna rodzina wierzących, co to twierdzi, że dziecko jest od razu takie puf. Chyba pomogłyśmy sobie obie. Dużo rozmawiałyśmy i do tej pory się odwiedzamy.

Mam prawie 25 lat. Nie pamiętam dnia narodzin dziecka, nie pamiętam jak wyglądał gwałt. Wymazałam to z pamięci. Przestałam wierzyć. Zapomniałam wiele rzeczy, ale bólu nie… Ból ciągle przysparzają mi ludzie – pytając: „nie szkoda było Ci go oddać?” Oni nie widzą, cierpienia ludzi. „Dziecko nie jest ci nic winne”. Nie rozumieją pogardy czy niechęci. Ja codziennie patrzę w lustro i widzę rozstępy na całym ciele, problemy zdrowotne, które przysporzyła mi ciąża, a oni dziecko, które za szybko zabrało się za seks.

Nie zmieni się los kobiety – chyba nigdy. Musimy się wspierać, bo nikt inny nie zrozumie naszego bólu – nieważne, jak będzie się starać. Pomagajmy sobie, a najbardziej tym, które niedługo same staną się obiektem seksualnym, bo nieważne, jak będzie wyglądać – dla niektórych to czysty inkubator.

Walczmy o siebie i o nasze córki by w przyszłości w razie najgorszego miały wybór i bliskich.

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +35, liczba głosów: 39)
Loading...