Mieć czy być? Smutne i wesołe oblicza kryzysu wieku średniego

Zastanawialiście się kiedyś, co robić jak już przedłuży się istnienie gatunku ludzkiego? Jak odpowiedzieć na odwieczne pytanie: co jest sensem istnienia? Czy jesteśmy tylko zwierzęciem przypadkowo wyposażonym przez ewolucję w rozwiniętą jaźń? Czy też odrzuciliśmy już naturę i tylko krok nam został, no właśnie do czego?

Może rzeczywiście jesteśmy tylko układem rozrodczym z wbudowanym systemem samoprzetrwania. Już jako bakterie, zaraz na samym początku, dążyliśmy do maksymalizacji populacji, do zajęcia jak największego terytorium. Potem jako skomplikowane organizmy wielokomórkowe, w zasadzie interesowało nas tylko jak nażreć się i dopaść płeć przeciwną o najlepszym zestawie genów.

Wszystkie aspekty naszego życia podporządkowujemy jakiemuś celowi. Pierwszeństwo mają szczytne ideały, chłoniemy świat jak gąbka wodę. Tu liźniemy, tam posłuchamy. W głowie robi się kasza. Stopniowo uczymy się oddzielać to, co istotne od szumu. Pomijam oczywiście tych co na szumie kończą, topiąc mózg w alkoholu lub innych „ogłupiaczach”. Być może są szczęśliwsi w swej niewiedzy. Dzielą świat na: przed bełtem i po bełcie. Choć poznałem również takich, którzy pomimo inteligencji wybrali życie w szumie, wyraźnie pokazując środkowy palec światu i jego mieszkańcom. Dla nich pogoń za spełnieniem kończyła się poranną wizytą w sklepie. Może i jest to jakaś metoda, bez marzeń, bez celu, codzienna wegetacja.

Czy dopadało ich zwątpienie? Myślę, że nie raz. Ale szybko ustępowało pod naporem procentów. Szybkie zadowolenie i łatwe osiągnięcie mety.

Być czy mieć? O, to jest pytanie! Niestety tylko retoryczne. Najczęściej to życie na nie odpowiada. Głównym zainteresowaniem ludzkości jest nażreć się i dopaść płeć przeciwną.  Jak się już dopadnie na świecie najczęściej pojawia się nowe pokolenie, a wtedy być odchodzi w sferę marzeń, pozostaje „mieć”. Tego „mieć” nagle robi się całkiem sporo. Dajemy się wprzęgnąć w uprząż karuzeli współczesnego świata. Rzeczy, które są nieodzowne, przybywa. Większość z nich się psuje lub starzeje, więc biegniemy jeszcze szybciej, aby uzupełnić stan posiadania.

Nie ma punktu nasycenia. Praca, dom, praca, dom, wakacje, praca, dom, praca, dom. Bez końca. Dni śmigają zlewając się w jedną rozmazaną smugę życia.

Aż nagle pojawia się pytanie. Często ze środy na czwartek, na przykład w korku do domu. Ale po co? Świat nagle staje zasłuchany. Drapie się w głowę i podaje milion powodów. Kredyty, wygoda życia, samorealizacja. I wtedy wiesz, że powiedział o jedno słowo za dużo. Samorealizacja, to jest słowo klucz. Zaczynasz brnąć w temat, próbując odpowiedzieć na jakże ważne pytanie. Co ja chcę w życiu robić? Najpierw pojawia się negacja. Przecież nie to, co obecnie robię. A potem zapala się zielone i musisz jechać dalej. Interesująca konwersacja z życiem kończy się, zanim jeszcze tak naprawdę się zaczęła.

Ale raz zasiane ziarno nie odpuszcza, świdruje i nie daje o sobie zapomnieć. Zaczynasz szukać rozwiązań. Własny business, hobby, czytanie. To wszystko rozwiązania na krótką metę. Można oczywiście zostać sportowcem-amatorem, wykręcać kolejne kilometry biegając, jeżdżąc na rowerze lub pływając. Gonić z wywieszonym językiem z zawodów na zawody. Endorfiny huczą w mózgu, a uszy smagane wiatrem nie słyszą zgiełku dookoła. Ale to nie jest wyjście, to po prostu wrzucenie wyższego biegu.

Wesprzyj #Medium

No to może hobby? I znowu, zaczynasz pracować, żeby kupować, tym razem tematycznie. Wiadomo, że producenci wymyślili już gadżet do wszystkiego. I kuszą. Pół biedy, jak zabierasz się za majsterkowanie, przy okazji naprawisz w okolicy wszystko, co jest do naprawienia. Żona będzie szczęśliwa i nawet specjalnie nie będzie pomstować za to, że garaż wyłączony jest z użytku, bo postawiłeś tam kolejną wiertarko-strugarkę. Tuż obok nowiuśkiej tokarki. Można zostać kolekcjonerem, tu temat jest delikatniejszy – żona na pewno nie przyklaśnie zakupowi po bardzo okazyjnej cenie serii znaczków z motylami wypuszczonymi przez narodową pocztę Paragwaju. Dodatkową komplikacją zwłaszcza pod koniec życia zbieracza jest: co zrobić z kolekcją? Dzieci olewają, a zostawić zbiór na poniewierkę szkoda.

Czytelnictwo też jest częstym hobby, poszerza horyzonty, wzbogaca słownictwo. Ale co z tego kiedy dookoła sami durnie i w zasadzie po wymienieniu przez ciebie tytułu i autora ostatnio przeczytanej książki napotykasz mur niezrozumienia? Zostajesz jajogłowym, który na imprezach z reguły siedzi sam, bo ludzie boją się podejść. Nikt nie lubi być dyletantem. Można szukać podobnych sobie, dyskutować do rana, co autor miał na myśli. Potem wstać, założyć paltocik i wbić się w korek do pracy.
No więc… co w życiu robić jak już przedłuży się istnienie gatunku ludzkiego?

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Nikos Peikos
The following two tabs change content below.

Kudłaty z Brodą