Radny Pragi Południe oburzony działalnością Teatru Powszechnego: teatr nie powinien wchodzić w ideologię

Radny dzielnicy m. st. Warszawy wystąpił publicznie jako cenzor: radny Marek Borkowski oświadczył ex cathedra czym teatr publiczny „powinien” się zajmować, a czym nie. To wstyd i skandal kolosalnych rozmiarów, choć wydarzył się lokalnie.

Radny Borkowski nie ograniczył się jedynie do publicznej wypowiedzi. Interpelację o tej treści złożył też bowiem do burmistrza dzielnicy.

Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, radny śledzi działalność Teatru Powszechnego im. Zygmunta Hübnera i nie podoba mu się, że miejsce w jego repertuarze i akcjach twórczych mają uchodźcy, inne kultury i mniejszości seksualne. Radny kwalifikuje tę obecność jako „spory ideologiczne”. Radny uważa także, że spory ideologiczne nie mają wstępu do publicznego teatru.

Marek Borkowski dodaje od razu, że jego wątpliwości biorą się z pytań mieszkańców o właściwość takich przedsięwzięć dla miejskiej instytucji kultury, finansowanej wszak z podatków płaconych przez wszystkich warszawiaków. Radny sugeruje, że oferta Powszechnego trafia przede wszystkim do homoseksualistów, a nie do „szerokiego grona mieszkańców”.

Sprawa jest zatrważająca z kilku powodów. Po pierwsze, radny najwyraźniej ubzdurał sobie, że władza, nawet ta dzielnicowa, ma prawo decydować, jaka sztuka może, a jaka nie może mieć miejsca w repertuarach teatrów (kin, domów kultury, bibliotek, muzeów?). Po drugie, wydaje mu się również, że repertuarowy dyskomfort mieszkańców (ilu?) usprawiedliwia takie podejście. Po trzecie, radny uważa, że środki publiczne obowiązuje zasada „płacę to wymagam”.

Rola radnego jest rzeczywiście służebna wobec mieszkańców. Ale czy gdy mieszkańcy przywiozą mu na taczce złodzieja, który ich zdaniem nie zasłużył na życie w ich otoczeniu, czy radny będzie serio podnosił jego wygnanie w mediach i radzie dzielnicy? Otóż służebna rola radnego odnosi się do dobra dzielnicy i jej mieszkańców. Próba cenzury prewencyjnej z tym dobrem nie ma nic wspólnego.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Natomiast rynkowa logika – płacę i wymagam – to zwykła aberracja w odniesieniu do dóbr kultury, oświaty, służby zdrowia, by wymienić kilka typowych przykładów. Prowadzi do ograniczenia dostępu do tych pierwszych, i w efekcie do pogłębiania nierówności społecznych; obniżenia poziomu tej drugiej, i w efekcie do pogłębiania nierówności społecznych; ograniczenia przeprowadzanych zabiegów wyłącznie do tych „opłacalnych” w przypadku tej trzeciej, i w efekcie do pogłębiania nierówności społecznych (oraz pogorszenia ogólnego stanu zdrowia publicznego).

Radny Marek Borkowski na swojej stronie internetowej www.marekborkowski.pl chwali się ukończeniem kursu Praw i Wolności Człowieka Fundacji Helsińskiej. Przydałaby mu się zatem solidna powtórka.

Instytucje kultury są właśnie po to, by wywoływać nasz dyskomfort; by prowokować do pytań, których na co dzień nie mamy czasu sobie zadać; by „się wtrącać” – jak głosi motto „Teatru Powszechnego”. W przeciwnym razie nie służą kulturze, a najwyżej rozrywce. Albo propagandzie.

Zdjęcie pochodzi ze strony www.marekborkowski.pl

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +8, liczba głosów: 12)
Loading...
The following two tabs change content below.

Olek Szojda

Olek Szojda (1989) — absolwent translatoryki na Uniwersytecie Grenadzkim i Europejskich Studiów Interdyscyplinarnych w Kolegium Europejskim. Założyciel i członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Tłumaczy Konferencyjnych. Były prezes Stowarzyszenia BETA Polska, organizatora symulacji obrad instytucji unijnych dla młodzieży. Fotograf nagradzany i wystawiany w Polsce i za granicą.