Jak redaktor Gmyz po światach równoległych podróżował

To jest rzeczywiście straszne nieszczęście dla Niemiec, że wybory do Bundestagu nie odbywają się w Polsce. Polacy by im wybrali cacy rząd i zrobili wreszcie porządek.

Autor zdjęcia: Thomas von Rekowsky. „Przerażeni Niemcy na Kreuzbergu kryją się w schronie przeciwimigranckim” (tytuł mój)

Obejrzałam program w TV Republika i niestety już go nie odzobaczę. A to tylko dlatego, że kolega podesłał mi link jako przestrogę, żebym na siebie uważała na tym przerażającym Kreuzbergu.

W tymże programie („Chłodnym okiem” z 04.08, Cz. I), naprawdę trudnym do odzobaczenia,  redaktor Cezary Gmyz, znawca Niemiec, opowiada o strasznych spustoszeniach, jakie czyni w Berlinie (a szczególnie na Kreuzbergu) polityka Multi-Kulti. Liberalni (tak, tak, podobno redaktor takich ma) znajomi Gmyza, który na kilka dni odwiedził Berlin po dwóch latach nieobecności, boją się wychodzić na ulice z powodu nieodpowiedzialnej Willkommenspolitik  Angeli Merkel. Boją się zwłaszcza na Kreuzbergu – „dzielnicy imigranckiej biedoty oraz niemieckiej bohemy” (nie wiadomo, co gorsze, prawda?). A kiedyś było tam tak  przyjemnie! Redaktor nawet lubił zjeść sobie turecką pizzę  – tanio było, bezpiecznie, gemütlich.

Ale tym razem wszystko było inaczej – redaktor wysiadł z metra i zobaczył handlarzy narkotyków.  To podobno nowe zjawisko dla redaktora, który sam o sobie mówi, że dobrze zna Berlin. Odważna deklaracja. Chyba redaktor bywał w jakimś równoległym Berlinie do tego, który ja z lat 80-tych i 90-tych pamiętam. Zresztą, co tam ja, literatura na ten temat jest. Nawet lektura szkolna – „My dzieci z Dworca ZOO”. To brzydka książka co prawda, może redaktor nie czytał. Albo może redaktor we Wschodnim bywał? To był wtedy ten przed murem, po naszej stronie, a nie ten za. Mapę mogę redaktorowi podesłać  jakby co.

Przy okazji redaktor Gmyz, oprócz wyrażania troski o Berlin, poinformował publiczność, że w napadzie nożownika w Londynie nie zginął żaden Polak i wyraził stosowną ulgę z tego powodu. Wspomniał również, że ze szczególną uwagą śledzi, co się dzieje w Londynie, bo „ma tam córkę”. Jak rozumiem oczywiście panna Gmyzówna nie jest żadną tam imigrantką lecz rodowitą córą Albionu?

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

W swoim eksperckim wystąpieniu Gmyz wspomniał też, bardzo zniesmaczony, że niemiecka prasa spętana jest cenzurą i pod tym jarzmem o atakach terrorystycznych pisze, że to napady szału – tak nazwała np. atak w Monachium.  Redaktor Gmyz stwierdził, że niemiecki  Kodeksu Prasy  ZABRANIA pisać o pochodzeniu etnicznym i wyznaniu sprawców napadów i zbrodni, oraz że ów kodeks jest odpowiednikiem naszego Prawa Prasowego.

A nie podawały czasem wszystkie media niemieckie, że sprawcą napadu jest obywatel niemiecki irańskiego pochodzenia? Ejże, doprawdy?

Niestety, pan redaktor mija się  z prawdą w sprawie Kodeksu Prasy – nasze Prawo Prasowe to ustawa, ma moc obowiązującego prawa, za jej nieprzestrzeganie grożą sankcje. Natomiast niemiecki Kodeks Prasy to kodeks ETYKI zawodowej, nie prawo stanowione przez państwo, lecz wewnętrzna branżowa umowa. W Niemczech nie istnieje prawo prasowe. W kilku zaledwie landach są regulacje dotyczące mediów regionalnych. Nie ma żadnej ustawy prasowej. Prasa działa w Niemczech na podstawie Ustawy Zasadniczej, art. 5., który głosi  m.in:

„Każdy ma prawo do swobodnego wyrażania i rozpowszechniania swoich poglądów w mowie, piśmie i obrazie oraz do niezakłóconego uzyskiwania informacji z powszechnie dostępnych źródeł. Zapewnia się wolność prasy oraz programów informacyjnych w radiu, telewizji i filmie. Cenzury się nie stosuje.”

Ale co tam taki drobiazg, kto by się tam przejmował różnicą miedzy zabranianiem a zalecaniem.

Niemiecka Presserat (Izba Prasy) nie może nikomu niczego narzucić, bo nie ma takiej władzy, może tylko zalecać:

„W sprawozdaniach dotyczących przestępstw  wspomina się o religijnej, etnicznej czy innej mniejszościowej przynależności podejrzanego tylko wtedy, kiedy to jest merytorycznie uzasadnione, aby zrozumieć przebieg zdarzenia. Trzeba szczególnie zważać na to, że określenie tej przynależności mogłoby podsycać uprzedzenia wobec mniejszości”

(tłumaczenie moje)

(„In der Berichterstattung über Straftaten wird die Zugehörigkeit der Verdächtigen oder Täter zu religiösen, ethnischen oder anderen Minderheiten nur dann erwähnt, wenn für das Verständnis des berichteten Vorgangs ein begründbarer Sachbezug besteht. Besonders ist zu beachten, dass die Erwähnung Vorurteile gegenüber Minderheiten schüren könnte.”)

Młody prowadzący w TV Republika na słowa o kodeksie prasy „zabraniającym” niemieckim dziennikarzom tego i owego dziwi się i robi wielkie oczęta: „ale jak to tak, skąd to się bierze”? Jak widać w TV Republika nigdy nie słyszeli o Kodeksie Dziennikarskim BBC , któremu  niedługo stuknie sto lat. Ani też zapewne o żadnych innych dziennikarskich kodeksach etycznych funkcjonujących w wielu krajach świata, łącznie z rodzimymi regulacjami.

 W to, że młody Redaktor-O-Szeroko-Otwartych-Oczętach nie wie, nie wątpię – ma to wręcz wypisane na twarzy. Ale już redaktor Gmyz wie, ale udaje, że nie wie, przecież ciemny widz kupi wszystko, prawda? I kto by się tam w TV Republika jakąś etyką zawodową przejmował. Lepiej rozkręcać spiralę histerii, przerażonymi ludźmi łatwiej manipulować, w panice przestają myśleć i łykają mądrości niepokornych i prorządowych dziennikarzy jak gęsi kluski.

Na przykład taką konkluzję Prowadzącego-O-Szeroko-Otwartych-Oczętach łykają – „jak widać Niemcy popierają zamachy terrorystyczne”.  I nic. Łyknęli. Nie zapali im się również czerwona lampka, kiedy zmartwiony redaktor Gmyz ubolewa, że  wciąż nie ma alternatywy dla Angeli Merkel i pomimo fatalnej polityki imigracyjnej wszystko wskazuje na to, że ona znowu wygra wybory. To też zapewne łykną. Nie zapali im się czerwona lampka ze znakiem zapytania i chęcią sprawdzenia, dlaczego Niemcy nie zmiotą Angeli Merkel razem z jej Willkommenspolitik z politycznej sceny. Ciekawe pytanie, prawda? Odpowiedź jest nie mniej ciekawa, tyle, że bardziej skomplikowana niż to, co chcieliby swojej publiczności sączyć redaktorzy Republiki.

To jest rzeczywiście straszne nieszczęście dla Niemiec, że wybory do Bundestagu nie odbywają się w Polsce. Polacy by im wybrali cacy rząd i zrobili wreszcie porządek na Kreuzbergu, żeby redaktor Gmyz mógł bez lęku spożywać tam swoją ulubioną turecką pizzę przygotowaną wtedy już przez rdzennych Niemców. Zakazaliby też Kodeksu Prasy i w niemieckich mediach wprowadzili prawdziwą wolność i pluralizm na obraz i podobieństwo TV Republika i reszty Mediów Narodowych.

A przy okazji wciąż mi się po głowie kołacze pytanie – dlaczego redaktor Gmyz nie sprowadzi córki z tego niebezpiecznie zamuzułmanionego Londynu do bezpiecznej Ojczyzny Wstającej z Kolan?

Ewa Wanat jest w Berlinie i pisze tam książkę „Życie z Innym”. Projekt realizuje dzięki Fundacji Współpracy Polsko Niemieckiej oraz Fundacji Teatru Ósmego Dnia. Książka wyjdzie nakładem wydawnictwa „Świat Książki”

 

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +81, liczba głosów: 123)
Loading...