To woła o pomstę do nieba – polemika z tekstem Agnieszki Stupkiewicz-Turek

Delikatnie rzecz ujmując, zaskoczył mnie tekst pt. „Śmierdzące jajo. Od urodzenia aż do śmierci”. W swej wymowie ogólnej zachęca do równego traktowania i jest przeciwko seksizmowi… ale sam jest seksistowski. Okropnie seksistowski, niesprawiedliwy i mało wiarygodny.

 

Czytaj tekst Agnieszki Stupkiewicz-Turek Śmierdzące jajo. Od urodzenia aż do śmierci

Rodzisz się. Pech chciał, że urodziłaś się dziewczynką w Polsce. Nie będziesz miała łatwo na tym świecie. Na każdym kroku ktoś będzie zainteresowany, abyś dokonywała „właściwych” wyborów. Kłody pod nogi ze strony państwa, kościoła, wszechwiedzących organizacji prawniczych, które tylko marzą, aby napisać ustawę, która ogranicza Twoje prawo do życia.

Od czego by tu zacząć? W zasadzie już od drugiego zdania poczułam, że coś tu, nomen omen, śmierdzi. Pozwolę sobie zatem po kolei przedstawić tezy i założenia, z którymi się nie zgadzam.

1. „Pech chciał, że urodziłaś się dziewczynką w Polsce.”

Zaraz, zaraz. Jaki niby pech? Co w ogóle ma znaczyć to zdanie? Czy kategoria płci podpada w ogóle pod rozdział na szczęście i pech, rozdział rozumiany jako bycie mężczyzną/chłopcem = szczęście; bycie kobietą/dziewczynką = pech? Przepraszam bardzo, ale czy tylko mnie się wydaje, że tak znacząca generalizacja wpływa na wiarygodność tego tekstu?

Ja, jako odbiorca, w zetknięciu z tym wypowiedzeniem doszłam do wniosku, że według autorki życie wygląda tak: jesteś facetem – fantastycznie, świat stoi przed tobą otworem i już w momencie urodzenia wjechałeś swoim Ferrari na autostradę do sukcesu. Z piskiem opon. A jeśli jesteś kobietą? Hm, cóż. Wszyscy będą cię prześladować. Serio, wszyscy. Począwszy od rodziców, na księżach skończywszy. Bo społeczność ludzka jest taka, że od zawsze gloryfikuje mężczyzn, wszystko im podaje na tacy, a kobiety muszą się zadowolić rolą niewolnic u ich boku. I jeszcze powinny być wdzięczne, że mogą być tak uprzywilejowane. No i nie zapominajmy o tym, że na kobiety/dziewczynki jest powszechny hejt. Musi być. Skoro jest silny, wspaniały, wielki i powszechnie podziwiany mężczyzna, to dla harmonii powinna też pojawić się biedna, sponiewierana, poniżona i wyśmiewana niewiasta, z którą nikt się nie liczy.

Nie. Bardzo mi przykro, ale nie. Świat tak nie wygląda. Nie jest czarno-biały. Nigdy nie był.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Po pierwsze – szanse na urodzenie się jako osoba płci męskiej są dokładnie takie same jak na urodzenie się jako osoba płci żeńskiej. A więc to nie żaden pech. To statystyka.

Po drugie – założenie, że dziewczynki od początku mają przechlapane tylko dlatego, że są dziewczynkami, jest śmieszne . Dziecko może mieć poważne problemy rozwojowe jeśli trafi na niewłaściwe środowisko (np. rodzinę, która nie będzie go kochać, szkołę, która nie zapewni mu odpowiedniej edukacji, znajomych, którzy go wykluczą etc.). Warto jednak zauważyć, że zjawisko niewłaściwego rozwoju dziecka może dotyczyć zarówno dziewczynek, jak i chłopców. W artykule natomiast zostało to tak przedstawione, jakby dziewczynki od początku miały same problemy, a chłopcy nie mieli żadnych.

Dziwi mnie to tym bardziej, że tekst w swej wymowie ogólnej zachęca do równego traktowania i jest przeciwko seksizmowi… ale sam jest seksistowski. Okropnie seksistowski, niesprawiedliwy i mało wiarygodny.

Uważam, że to woła o pomstę do nieba, że pomija się w nim problemy mężczyzn. Równie dobrze, ktoś mógłby napisać „Pech chciał, że urodziłeś się jako chłopiec”. I znalazłby mnóstwo argumentów dla poparcia tezy, dlaczego to takie nieszczęście.

Urodziłeś się jako chłopiec. To jest straszny pech, bo nie będzie ci wolno nigdy płakać – przecież jesteś mężczyzną, musisz być twardy. Nie będzie ci wolno rozmawiać o uczuciach, bo to oznaka słabości. Nie będzie ci wolno pokazać, że czasem się boisz, czasem czegoś nie wiesz albo trudno ci podjąć jakąś ważną decyzję. PRZECIEŻ JESTEŚ MĘŻCZYZNĄ, MUSISZ WSZYSTKO WIEDZIEĆ I NIE WOLNO CI SIĘ BAĆ. NIGDY.

W okresie, kiedy zaczniesz interesować się seksem, dowiesz się, że twoją wartość mierzy się przez pryzmat penisa. Masz penisa? Dobrze, ale to nie może być „byle jaki” penis. Po pierwsze – musi być duży. Bardzo duży. W zasadzie im większy tym lepszy. Po drugie – musi być twardy i gotowy zawsze, kiedy tego potrzebujesz. Nie stanął ci? CO Z CIEBIE ZA MĘŻCZYZNA?! Po trzecie – musi być sprawny przez dostatecznie długi czas. Miałeś wytrysk po dwóch minutach od rozpoczęcia aktu seksualnego? Śmiech na sali. Po czwarte – musisz za jego pomocą doprowadzić partnerkę do orgazmu. Musisz. Bez orgazmu seks jest nic niewarty. I ty też jesteś nic niewarty, jeśli nie potrafisz orgazmu u kobiety wywołać. O.

No a gdybyś tak, załóżmy, miał jakiś problem ze swoim penisem? Z erekcją, z wytryskiem, może coś cię boli albo swędzi? Nie. Nie, nie i jeszcze raz nie. Ty nie masz prawa do problemów z penisem. Kobiety? One mogą, bo ich narządy są delikatne, od tego mają ginekologów. Ale facet? Dorosły facet? Nie. On sobie musi zawsze sam poradzić. Przecież jest mężczyzną.

Mogłabym pisać dalej w tym tonie, ale zajęłoby to za dużo miejsca i czasu. Myślę, że główny sens mojego zarzutu został oddany. Artykuł pominął mężczyzn, za to kobiety wepchnął w rolę zewsząd prześladowanych ofiar. Nie wiem, czy ja i autorka artykułu żyjemy w tej samej Polsce, ale zaczynam w to powątpiewać.

2. „Na każdym kroku ktoś będzie zainteresowany, abyś dokonywała <<właściwych>> wyborów.”

Oczywiście. Na każdym kroku. W osiedlowym sklepie spożywczym. Na klatce schodowej. W parku. Na ulicy. W pracy. Na każdym kroku. Ludzie przecież nie rozmawiają o niczym innym i nic innego ich nie interesuje. Ważne są tylko „właściwe wybory” jakiejś kobiety (każdej kobiety). Nieważne, czy ją znają, czy nie. Jej wybory są tak ważne, że wszystkich obchodzą.

3. „Kłody pod nogi ze strony państwa, kościoła, wszechwiedzących organizacji prawniczych, które tylko marzą, aby napisać ustawę, która ogranicza Twoje prawo do życia.”

Jak wyżej. Państwo, kościół, nawet prawnicy. Wszyscy interesują się tylko kobietami. I tylko po to, żeby im utrudnić życie. To złośliwcy!

4. „Bez względu na to, gdzie się urodziłaś, wszędzie będziesz miała trudniej.”

No tak. Urodziłaś się w kochającej i nieźle sytuowanej rodzinie, masz kilkoro wiernych przyjaciół, wchodzisz w okres dorastania z poczuciem, że nawet jeśli nie będziesz wiedziała, w którą stronę iść, to pomogą ci (mama, tata, rodzeństwo, znajomi itd.), nie najgorzej się uczysz, masz swoje marzenia i generalnie czujesz się całkiem szczęśliwa… ale nie. Będziesz miała trudniej.

5. „Wszyscy będą zainteresowani władzą nad Twoim ciałem. Tak, abyś nie mogła sama o nim decydować. Szczególnie zainteresowani będą głównie mężczyźni.”

Jak wyżej. Nikt nie ma nic lepszego do roboty, wszystkich obchodzisz tylko ty i twoje ciało (w wieku rozrodczym!). Ponieważ żyjemy w kraju, w którym paskudni, źli, opętani seksem, pazerni mężczyźni zdobywają kobiety, po to, by je posiadać. Biedne, pozbawione chęci do walki, pozbawione własnego zdania kobiety, którymi można zarządzać, które można sobie wziąć, jeśli wola.

6. „Już od najmłodszych lat będą ubierać Cię w „różowe falbanki” i sukienki. Musisz wyglądać jak dziewczynka, bo jak nie wyglądasz to może jesteś <<genderem>>?”

Ponownie zapytam – czy na pewno ja i autorka artykułu żyjemy w tej samej Polsce? Czy Pani nigdy nie widziała dziewczynki ubranej w jeansy, krótkie spodenki, czapkę z daszkiem, ciuszki w kolorze innym niż różowy? Naprawdę? Znów dostrzegam tu problem seksizmu. Pozwolę sobie na zadanie otwartego pytania. Kto byłby narażony na większą dyskryminację: dziewczynka w „chłopięcych” ubraniach, czy chłopczyk w „dziewczęcych”?

7. „W przedszkolu będzie zabawa w dom. Ty będziesz uczona, aby gotować, sprzątać, dbać o dzieci.”

Nie. To jest całkowicie wyssane z palca. Dzieci nie uczy się bawić – one same się po prostu bawią. Wiedzą, jak to robić i wiedzą, co im sprawia przyjemność. Bawią się w to, co chcą. Dorośli na ogół nie biorą w tym udziału, bo dziecięce zabawy szybko ich nudzą np. przez swoją powtarzalność.

8. „Ty jesteś stworzona do tych <<mniej wyższych>> [celów], mimo iż jesteś świetna z matematyki i rozwiązujesz zadania w starszej klasie, gdy uczniowie nie dają sobie z nimi rady.”

Potrafię sobie wyobrazić rodzinę, w której tradycyjnie przypisuje się dziewczynkom rolę tych, które są odpowiedzialne za sprzątanie, gotowanie i rodzenie dzieci, a naukę szkolną w ich przypadku można pominąć, ewentualnie zbagatelizować. Pewnie w niejednej rodzinie taki schemat się zachował. Ale to jest XXI wiek. Więc proszę nie robić idiotki ze mnie i innych czytelników, przez wmawianie nam, że tak wygląda przeważająca większość.

9. „Stało się. Dostałaś okresu.”

Czy ktoś jest mi w stanie wyjaśnić, dlaczego zdarzenie polegające na dostaniu okresu zostało dookreślone przez nacechowane tragizmem wyrażenie „stało się”? No tak, dostałaś okresu. To znaczy, że jesteś zdrową kobietą. Stało się. Dowiedziałaś się, że jesteś płodna. Tylko nie to.

10. „W szkole nie ma edukacji seksualnej, a z rodzicami wcale na <<te tematy>> nie rozmawiasz. Z kim o tym pogadać? Z koleżankami? Internet? Szukasz informacji. Trafiasz na strony pornograficzne, bo jak kobieta osiągnie wiek rozrodczy, przestaje być człowiekiem – staje się obiektem seksualnym.”

  • problem edukacji seksualnej

Pozwolę sobie na drobną wycieczkę osobistą. Pochodzę z niewielkiego, około 30-tysięcznego miasta, o którym ludzie z Warszawy, czy Krakowa pewnie nigdy nawet nie słyszeli. Moja szkoła podstawowa była chyba taka, jak większość w Polsce – szarawe budynki, trochę zużyte ławki i krzesła. Nic szczególnego; było po prostu normalnie. Chociaż to było już dość dawno temu, do dzisiaj pamiętam jak w 4 czy 5 klasie miałam z koleżankami prelekcję dotyczącą miesiączkowania. Wytłumaczono nam wtedy wiele rzeczy i osobiście czułam się usatysfakcjonowana poziomem wiedzy, jaki mi wówczas wpojono.

Jeżeli w moim niewielkim mieście, w szkole, która pewnie nigdy nie była nawet w pierwszej setce rankingu najlepszych podstawówek w Polsce, nauczyciele potrafią zorganizować taką prelekcję, to budzi się we mnie silne przekonanie, że jest to nie tylko możliwe wszędzie (lub prawie wszędzie), ale i praktykowane powszechnie.

Oczywiście, można poprawić poziom, popracować nad programem i powinno się zadbać o to, by takie prace ruszyły. Jednakże przedstawianie szkoły polskiej, jako tej, w której kwestie związane z seksualnością są całkowicie pomijane, jest bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe, czy, mówiąc wprost – nieprawdziwe.

  • z kim rozmawiać o miesiączkowaniu, kobiecej i męskiej seksualności

W przedstawionej przez autorkę artykułu historii nie ma ani jednej postaci pozytywnej i już samo to sprawia, że jest kompletnie niewiarygodna. Ta hipotetyczna dziewczyna nie ma do czynienia z nikim przychylnym. Nie ma psychologa szkolnego, przyjaciółki, sąsiadki, babci, rodzice traktują ją jak śmiecia. Rzeczywistość wygląda trochę inaczej.

  •  co jest w Internecie?

Wbrew temu, co, zdawałoby się, twierdzi autorka artykułu – nie tylko porno. Zrobiłam eksperyment i wpisałam kilka haseł typu „okres” lub „z kim rozmawiać o miesiączce” w popularną wyszukiwarkę internetową. I co? Eureka, nie natrafiłam na żaden film pornograficzny, za to na strony takie jak mydziewczyny.pl, netkobiety.pl, foch.pl, poradnikzdrowie.pl, polki.pl i inne. Można znaleźć fora internetowe, na których anonimowe dziewczyny tłumaczą, co przeżywają i jak wygląda menstruacja w ich przypadku. Można bez większych problemów trafić na artykuły wyjaśniające, jak działa kobiecy układ rozrodczy. To naprawdę nie jest takie trudne. Sądzę, że znacznie trudniej jest trafić na stronę pornograficzną operując takimi hasłami jak „okres” czy „menstruacja”.

11. „W końcu jesteś obiektem seksualnym, więc co sobie myślałaś? Że będą Cię traktować z szacunkiem jak człowieka? […] Robią co mogą, a że mogą więcej niż Ty, tak jakoś wychodzi, że to Ty zawsze prowokujesz.”

Jasne. Żaden chłopak nigdy nie traktował żadnej dziewczyny normalnie i z szacunkiem. Każdy traktuje każdą jak ścierkę do podłogi. I znowu, wszyscy są przeciwko tej biednej dziewczynie. Jej wina, że prowokuje. W świecie wykreowanym przez autorkę artykułu wszyscy są bez serca. No i, rozumie się, chłopcy mogą więcej. Na jakiej podstawie został wysnuty ten wniosek? Nie mam pojęcia.

12. „Nie dostałaś okresu już drugi miesiąc”

Najpierw przedstawia się dostanie okresu jako tragedię – bo odtąd wszyscy będą cię traktować jak klacz rozpłodową – a teraz jego niedostanie jest tragedią. To jak w końcu? Pogubiłam się.

13. „Z internetu wyczytałaś, że możesz być w ciąży.”

Przykro mi to stwierdzać, ale wniosek sam ciśnie się na usta – bohaterka tego artykułu jest skończoną idiotką. I nie, ja nie jestem jedną z tych, którzy żyją tylko po to, by ją prześladować. Ale trudno wydedukować cokolwiek innego, jeśli spojrzy się na fakty.

A fakty są takie: w polskich szkołach już od podstawówki uczy się, w jaki sposób działają męski i żeński układ rozrodczy, na czym polega zapłodnienie, ciąża itd. Bohaterka artykułu ma 15 lat, to znaczy, że jest na etapie rozpoczęcia nauki w szkole średniej. To z kolei oznacza, że przynajmniej dwa razy (najpierw na lekcjach przyrody w szkole podstawowej, następnie na lekcjach biologii i, kto wie, może nawet na godzinie wychowawczej w gimnazjum) ktoś próbował ją nauczyć, kiedy dochodzi do zapłodnienia i jakie są objawy ciąży. Skoro mimo tych prób dalej musi „wyczytywać w internecie, że może być w ciąży” to zdaje mi się, że jej numer buta jest większy od jej IQ.

14. „Byłaś ze znajomymi na Światowych Dniach Młodzieży. Spaliście pod namiotem. On przez cały wyjazd naciskał, że chce uprawiać z Tobą seks, Ty wciąż powtarzałaś, że nie chcesz.”

Muszę przyznać, że ten fragment wywołał uśmiech na mojej twarzy. Trzeba tu było jakoś wcisnąć ŚDM, prawda? Bez komentarza. Ach, no i trzeba było też oprzeć się na starym, dobrym stereotypie. On zawsze naciska, ona uparcie nie chce. Nie szkodzi, że zaraz potem okazuje się, że jednak trochę chce, bo „była ciekawa, jak to jest”. Komu potrzebna logika. I komu potrzebne uznanie, że dziewczyny też czasami chcą seksu. I jeszcze, że faceci nie zawsze chcą. A nawet, że zdarza się im być takimi bohaterami, że potrafią uszanować, jeśli dziewczyna nie chce.

15. „Nie użyliście prezerwatywy? Po co, przecież to takie nienaturalne. On nie chciał. Nie wiedzieliście jak założyć. W sumie to nawet o tym nie pomyśleliście.”

Brak logiki w tym zlepku zdań powala mnie na kolana. To jak w końcu było? On nie chciał? Oboje uznali to za nienaturalne i dali sobie spokój? Oboje chcieli, tylko nie wiedzieli jak założyć? Czy żadne nawet o tym nie pomyślało?

16. „Tak naprawdę nawet nie lubisz tego chłopaka, ale tak jakoś wyszło.”

Przedstawiona bohaterka prezentuje asertywność na poziomie sklepowego manekina. Nie zarzucam tutaj nieprawdziwości – myślę, że i na świecie, i w Polsce są takie dziewczyny. Bardziej razi mnie obwinianie wszystkich dookoła za to, że ta hipotetyczna piętnastolatka zaszła w ciążę. Wszystkich z wyjątkiem niej samej (chociaż chodziła do szkoły i uczono ją o seksualności, chociaż nie lubi chłopaka, z którym spłodziła dziecko i chociaż – sądząc po imprezie, na jaką się wybrała – jest, jak mniemam, katoliczką, co powinno ją choćby troszeczkę powstrzymywać od popełniania czynów, które w tej religii uznawane są za grzech).

17. „Zaszłaś w ciążę? Chcesz iść do ginekologa, ale niestety musisz z rodzicami…”

Nie, wcale nie musisz. Możesz iść sama, ponieważ ginekolog może przyjąć niepełnoletnią pacjentkę bez rodzica/opiekuna. Jedynym jego prawnym obowiązkiem jest przekazanie rodzicom informacji o stanie zdrowia ich niepełnoletniej córki/podopiecznej – wtedy i tylko wtedy, gdy sami się po takie informacje zgłoszą. Wystarczy więc znaleźć takiego lekarza, który nie będzie miał obiekcji, by przyjąć cię samą.

18. „Seks legalnie możesz uprawiać jak skończysz 15 lat, ale do ginekologa i po antykoncepcję musisz iść z rodzicami.”

Nie, wcale nie musisz. Możesz iść sama, ponieważ ginekolog może przepisać niepełnoletniej pacjentce leki hormonalne, niekoniecznie w obecności rodzica/opiekuna. Jedynym jego prawnym obowiązkiem jest przekazanie rodzicom informacji o stanie zdrowia ich niepełnoletniej córki/podopiecznej – wtedy i tylko wtedy, gdy sami się po takie informacje zgłoszą. Wystarczy więc znaleźć takiego lekarza, który nie będzie miał obiekcji, by przepisać ci antykoncepcję, gdy przyjdziesz sama (aczkolwiek w przypadku bohaterki artykułu trochę już na to za późno).

19. „Ale skąd mogłabyś o tym wiedzieć. Z internetu.”

O, to w tych internetach jednak nie jest samo porno? Co za niespodzianka.

20. „[…] szukasz info w internecie jak przerwać ciążę. Nie możesz pójść do ginekologa, więc nie wiesz, w którym jesteś miesiącu.”

Właśnie, że możesz. Możesz iść sama, ponieważ ginekolog może przyjąć niepełnoletnią pacjentkę bez rodzica/opiekuna. Jedynym jego prawnym obowiązkiem… To naprawdę nie jest takie trudne.

21. „Jeśli masz szczęście trafisz na pomoc ze strony Pontonu, Feminoteki, Federy, Cioci Basi czy Women on Waves. […] Nikt nie chce Ci pomóc. Jesteś jak <<śmierdzące jajo>>.”

Na tym etapie snucia baśni wypadałoby już wiedzieć, czy w uniwersum nie ma ani jednej postaci pozytywnej, czy jednak jest Ponton i Ciocia Basia.

22. „Ksiądz w niedziele na mszy mówił, że aborcja to morderstwo, a Ty myślisz tylko o tym, żeby pozbyć się tej ciąży i o uldze, jaką byś czuła po wszystkim.”

Hm. A może trzeba było pomyśleć wcześniej jak jej uniknąć? A nie przepraszam. Bohaterka jednocześnie nie umiała przekonać chłopaka do założenia prezerwatywy, nie wiedziała, jak się zabezpieczać, uznała, że to nienaturalne, a nawet w ogóle o tym nie pomyślała.

23. „Rodzice decydują za Ciebie, że musisz urodzić. Są wierzący. Zabierają Cię <<po cichu>> do ginekologa, żeby się nie wydało.”

Dobra, nie jestem ekspertem od ciąży, ale czy to nie jest tak, że fizycznie nie da się jej tak ukryć, żeby się „nie wydało”?

24. „Nie wyrazili zgody na badania prenatalne, chociaż i tak <<zaufany>> ginekolog takich nie robi. Aborcji też nie robi, bo może się zasłaniać klauzulą sumienia, mimo, że publiczny szpital, w którym pracuje (poza prywatnym gabinetem) ma podpisaną umowę z NFZ na podstawowe świadczenia opieki zdrowotnej (w tym aborcję) i dostaje za to pieniądze.”

Jakby to powiedzieć… aborcja w przypadku tej hipotetycznej bohaterki nie byłaby legalna i ten hipotetyczny lekarz miał pełne prawo odmówić jej wykonania, nawet bez „zasłaniania się” klauzulą sumienia.

25. „Nie jedziesz na olimpiadę. Wzięli Cię do szpitala. Są jakieś komplikacje. Dziecko jest bardzo duże. Powinnaś mieć cesarkę, ale przeciągają tak długo, jak się da, aż w końcu rodzisz naturalnie, bo dają Ci jakieś leki przyspieszające poród. Wyciskają Ci dziecko z brzucha, mimo, że to jest zakazane.”

GDZIE JEST PONTON I CIOCIA BASIA, ALARM, TAM W SZPITALU WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH WYCISKAJĄ DZIECKO Z BRZUCHA!
Nawiasem mówiąc, szpital musiał być imienia Wszystkich Świętych, co? Tak do kompletu z płodzeniem dzieci na ŚDM.

26. „Wszystko masz na dole porozrywane. Nie możesz utrzymać moczu ani kału. Mówią, że się zagoi. Nie goi się przez kilka lat.”

Bohaterka naprawdę przez kilka lat nie mogła utrzymać moczu i kału i nie poszła do kompetentnego lekarza? Czy ona w ogóle dysponuje jakimikolwiek szarymi komórkami?

27. „Rodzice bardziej pomagają starszemu bratu, który założył rodzinę.”

Bohaterka mieszka z rodzicami. Rodzice zapłacili za prywatnego ginekologa, USG i „wszystkie potrzebne rzeczy” (cokolwiek to oznacza). Ze szczątkowych informacji wynika, że bohaterka – w przeciwieństwie do jej brata – jest na utrzymaniu rodziców, ponadto otrzymuje miesięczne świadczenie na dziecko w wysokości 500 zł. W związku z powyższym zdanie „rodzice bardziej pomagają starszemu bratu” wydaje się kompletnie nieprawdziwe.

28. „Wystąpiłaś o uznanie ojcostwa i alimenty. W końcu dziecko samo się nie zrobiło. Niech on się dołoży do jego utrzymania. Zrobił dziecko i zniknął? Zero odpowiedzialności. Ty i dziecko nie macie za co żyć, więc potrzebujecie pomocy.”

Właśnie, że macie za co żyć. Macie dom, jesteście utrzymywani przez rodziców bohaterki i dostajecie 500+.
Aczkolwiek z resztą zarzutów się zgadzam. Odpowiedzialność powinna spoczywać po równo na ojcu i na matce dziecka. Tyle, że może niekoniecznie należało użyć słów „zrobił dziecko”. Nie „zrobił”. „Zrobili”, jeśli już. Oboje.

29. „Skończyłaś dopiero 18 lat. Jeszcze tyle życia przed Tobą, a w jego trakcie będziesz wielokrotnie upokarzana w służbie zdrowia, oceniana przez społeczeństwo, wytykana palcami przez rówieśniczki/-ków, krytykowana ze względu na swój wygląd i wagę. W telewizji i na bilbordach będziesz widzieć, jak seksowne kobiety reklamują kosiarki do trawy, a inne sprzątają łazienkę różnymi płynami i próbują doszorować sedes. Jak będziesz karmić piersią w publicznych miejscach wyzwą Cię od najgorszych, ale reklamy z roznegliżowanymi kobietami są ok. Ksiądz na niedzielnej mszy będzie na Ciebie krzywo patrzył, jak przyjdziesz do kościoła z 3-letnim dzieckiem.”

Dobra, już dobra, wystarczy. Zrozumieliśmy. Świat nienawidzi tej dziewczyny, wszyscy jej nienawidzą, wszyscy jej złorzeczą i nikt nie chce pomóc (no i gdzie ten Ponton, do jasnej cholery?!). Ksiądz jeszcze na nią napluł z ambony, bo jako spowiednik nie ma pojęcia o tym, że inni ludzie też grzeszą, czasami znacznie paskudniej niż ona. W służbie zdrowia pracują sami następcy Josefa Mengelego, których ulubioną rozrywką jest wyciskanie noworodków z ciężarnych nastolatek jak z czekotubek.
Rówieśnicy tylko piją i imprezują, kto by się tam przejął, że koleżanka jest w potrzebie (przecież wszyscy jesteśmy samolubni i wszyscy się nienawidzimy).

A, i jeszcze Twój wygląd i waga. Znajomi zwrócą na Ciebie swój łaskawy wzrok tylko po to, żeby zmieszać Cię z błotem, bo przytyłaś 5 kilo po ciąży. Takiż to świat. Niedobry świat. Czemuż innego nie ma świata?, zapytałby Leśmian.
A nie, jednak jest inny świat. TEN PRAWDZIWY NA PRZYKŁAD.

30. „Będziesz wyzywana, zaczepiana na ulicy przez mężczyzn, dyskryminowana w pracy – nie będziesz zarabiać tyle samo, na takim samym stanowisku, z takim samym zakresem obowiązków jak mężczyzna.”

Opowieść pod tytułem „Wszyscy nienawidzą ciężarnej nastolatki”, ciąg dalszy.
Co do zarobków – w Polsce różnica jest jedną z najmniejszych w całej Unii Europejskiej. Mniejsza jest jedynie w Słowenii i… na Malcie. Tak, na tej samej Malcie, na której tak okropnie się nienawidzi kobiet, jeszcze bardziej niż w Polsce (o ile to w ogóle możliwe.)

31. „Prawdopodobnie każda z nas jest w stanie odnaleźć coś o sobie w tej fikcyjnej historii. Oby żadna.”

Sądzę, że jednak bliżej nam do „żadnej” niż do „każdej”.

Podsumowanie

Uważam tekst za bardzo mocno przehiperbolizowany. W wielu miejscach artykuł przeczy sam sobie lub ogólnej wiedzy o świecie czytelnika (np. w miejscu, gdzie stwierdzone jest, że rodzice głównej bohaterki bardziej pomagają jej bratu lub w miejscu, gdzie powiedziane zostało, że do ginekologa niepełnoletnia nie może iść bez rodzica).

Ponadto jest kuriozalnie seksistowski i to na obydwa fronty. Mężczyzn przedstawia jako nieodpowiedzialnych, okrutnych, napędzanych nieustającą i niczym nie dającą się zaspokoić żądzą seksualną, doprawioną jeszcze pragnieniem ciągłego upokarzania kobiet. Kobiety zaś ujęte zostały jako bezwolne ofiary, zastraszone, często głupie i niedouczone.

Jestem kobietą. Nie czuję się ofiarą. Czuję się pełnoprawną członkinią społeczności, w której żyję. Nie gorszą, ale i nie lepszą od kogokolwiek innego. Znam bardzo wielu mężczyzn – nie spotkałam jeszcze żadnego, który byłby choć w połowie tak okropny jak ci zarysowani w tekście. Takie ujęcie jest, jak już wyżej zostało powiedziane, niesprawiedliwe, przesadzone i bezpodstawne.

Jako czytelniczka nie zgadzam się na przedstawiony w artykule obraz rzeczywistości, a myśl, że ktoś mógłby go uznać za prawdziwy i powszechnie obowiązujący budzi moje przerażenie.


Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +17, liczba głosów: 69)
Loading...
The following two tabs change content below.

Karolina Olszewska