Nie mamy wyboru: musimy zmienić reguły gry i tworzyć oddolne organizacje pracownicze

Od 40 lat na świecie, a 25 w Polsce, prowadzi się politykę nakierowaną na utrzymanie stabilnych cen. Wierzymy w bezrobocie systemowe i straszy się nas wysoką inflacją. Rynkowe reguły gry ustawione są w interesie najbogatszych. Jednym ze sposobów ich zmiany jest tworzenie oddolnych, demokratycznych inicjatyw pracowniczych.

Straszna inflacja

Niska inflacja jest bożkiem neoliberałów. Układ z Maastricht narzuca polityce gospodarczej krajów Unii Europejskiej nadrzędne cele inflacyjne. Nieważne, jaka jest stopa bezrobocia – unijni technokraci ciągle marzą o skrajnie niskiej inflacji, rzędu 2-3%.
Właściwie dlaczego tak bardzo im na tym zależy? Jest wiele powodów. Pierwszy, o charakterze wręcz religijnym, to wiara, że inflacja po prostu jest zła. Drugi jest taki, że wysoka inflacja to problem dla wierzycieli (nasi technokraci są przecież wierzycielami) – powoduje, że spada szansa na spłacenie starych długów. Kolejny powód wynika z tego, że wysoka inflacja to problem dla posiadaczy oszczędności (europejscy technokraci z pewnością je mają) – ich zasoby pieniężne tracą na realnej wartości. Wreszcie chyba najważniejszy to problem dla banków komercyjnych (nasi technokraci często są tożsami z bankierami). Banki żyją z udzielania kredytów. Gdy inflacja rośnie, skłonność do brania kredytów maleje, bo kredyt się robi za drogi. Z czego będziemy żyć? – martwią się nasi technokraci – panowie pieniądza.

Jest jeszcze jeden bardzo ważny powód – gdy zmniejsza się skłonność do oszczędzania ludzie mogą wpaść na pomysł, żeby wypłacić depozyty ze swoich kont bankowych. Tego bankierzy boją się chyba najbardziej. Dlaczego? Po prostu nie mają tylu pieniędzy, żeby wypłacić wszystkim naraz. Kredytów udzielają z pieniędzy, których tak naprawdę nie mają.

A jak to wygląda z punktu widzenia zwykłego Kowalskiego? Dopóki nie wymyka się ona spod kontroli, przeradzając w hiperinflację, inflacja rzędu 10-20% rocznie nie stanowi dla niego większego problemu, jeżeli wzrostowi cen towarzyszy równoległy wzrost płac. Jest tak jednak tylko wtedy, gdy wzrostowi cen towarzyszy odpowiedni wzrost płac. W sytuacji, gdy ceny rosną, a w związku z tym i koszty utrzymania, a płace stoją w miejscu lub maleją, miliony ludzi przeżywają indywidualne dramaty. Najgorzej jest, gdy wysokiej inflacji towarzyszy bezrobocie.

Dlatego ludzie boją się inflacji – ale strach ten nie powinien wynikać z obawy przed samym wzrostem cen, tylko z obawy przed spadkiem wartości ich pracy. Jeśli państwo zawsze dbałoby o wysoki poziom zatrudnienia, mniej przejmując się inflacją, taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca. (W tak zwanych krajach rozwiniętych coroczne negocjacje płacowe są powszechnym rytuałem, w Polsce jednak bez względu na inflację, na podwyżkę trzeba „zasłużyć”.)

Widać więc, że wysoka inflacja stanowi dużo większy problem dla naszych bankierów, niż dla zwykłych ludzi, którzy żyją z pracy, a nie z kapitału.

Naturalne bezrobocie i pseudodemokracja

Chcąc zdusić inflację, bankierzy przeciwstawiają się dodrukowi pieniędzy przez państwo (chociaż sami udzielając kredytów kreują pieniądze „z niczego”) i rozpasanemu budżetowi państwa. Robią to jednak bez większego przekonania, bo doświadczenie uczy, że ani jeden, ani drugi czynnik nie zawsze, a wręcz rzadko, powoduje wzrost cen. Dlatego nasi technokraci, chcąc zrealizować swoje marzenie, skupiają się na dbaniu o to, żeby utrzymać jak najniższe płace. Najlepszym sposobem, żeby osiągnąć ten cel jest utrzymywanie dość wysokiego poziomu bezrobocia. Wierzą w tak zwane „naturalne bezrobocie”. Co to właściwie miałoby znaczyć? Nie do końca wiadomo, ale praktyczna definicja stosowana przez neoliberałów jest bardzo prosta. „Naturalne” jest takie bezrobocie, które gwarantuje utrzymanie założonego niskiego poziomu inflacji.

Mechanizm jest bardzo skuteczny – pracownicy zagrożeni bezrobociem mają mniejszą siłę przetargową w negocjacjach płacowych: „Nie podoba się? – Za bramą czekają dziesiątki i setki takich jak ty”. W sytuacji zagrożenia pracownicy/proletariat/prekariat (wszystko jedno jak ich nazwiemy, nie ma to w tym kontekście znaczenia) zaczynają ze sobą rywalizować o pracę, nawet za marne pieniądze. Czy w tych warunkach można mówić o poczuciu wspólnoty, pozytywnych relacjach międzyludzkich, poczuciu sensu i kontroli nad własnym życiem? Nie – robi się z tego walka o byt.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

To wszystko jest efektem (prawdopodobnie zamierzonym) polityki prowadzonej na świecie od 40, a w Polsce od 25 lat. Nasi „przedstawiciele” realizują politykę nakierowaną na utrzymanie stabilnych cen – oddają cześć bożkowi neoliberałów. W tym celu dążą do utrzymania wielomilionowej „armii rezerwowej pracowników”, czyli bezrobotnych.

Uważam, że ta polityka jest prowadzona świadomie (przynajmniej przez elity finansowe). Jednak nie chodzi tu tylko o interes finansowy. Chodzi o coś więcej – o powstrzymanie prawdziwej demokracji. W pseudodemokracji, która panuje obecnie obowiązuje zasada „jeden dolar – jeden głos”. Twórcy naszego „wspaniałego” systemu bardzo się boją rzeczywistej demokracji działającej na zasadzie „jeden człowiek – jeden głos”. Demokracja, w której ludzie naprawdę decydowaliby o swoim losie, zagraża status quo, zagraża władzy.

Co więc można zrobić? Jednym ze sposobów jest zmiana reguł gry ustanowionych w interesie najbogatszych (neoliberałowie i technokraci to tylko pionki w ich rękach). Nie może to być jednak tylko zmiana na poziomie regulacji państwowych. To nie wystarczy. Presja mająca na celu zduszenie inflacji, a w konsekwencji utrzymania wysokiego bezrobocia i niskich płac ma swoje źródło w Brukseli. Powinniśmy ją usunąć, ale to wymagałoby przeciwstawienia się potężnym interesom elit finansowych.

Właściwie jedyny sposób to walka z tą presją od dołu. Nie mamy innego wyjścia – musimy zacząć tworzyć oddolne, demokratyczne organizacje pracownicze. Nie jest istotne, jaką one będą miały formę – związków zawodowych, rad pracowniczych czy inną. Istotne jest to, żeby obejmowały wszystkich zagrożonych bezrobociem i niskimi płacami. Bez tego pozostaniemy bezbronni.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +12, liczba głosów: 16)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Sam valadi
The following two tabs change content below.

Piotr Krajewski

Doktor nauk chemicznych, nauczyciel w jednym z warszawskich liceów, jego uczniowie osiągają sukcesy w krajowych i międzynarodowych olimpiadach chemicznych. Brydżysta i ekonomista-amator. Publikował artykuły w czasopismach "Wiedza i Życie", "Tygodnik Przegląd", "Akademia", "Brydż".