Butoh – taniec, który daje ulgę (POSŁUCHAJ)

 

Taniec butoh, stworzony w latach pięćdziesiątych XX wieku przez Tatsumiego Hijikatę jest dziś obok teatru noh i kabuki zaliczany do najbardziej znanych i cenionych japońskich sztuk performatywnych. Mimo że przez ostatnie sześćdziesiąt lat jego definicja i forma podlegały nieustannym zmianom, nadal można go podzielić na dwie odrębne przestrzenie: butoh sceniczne, wykonywane przed publicznością, oraz butoh praktykowane poza sceną, skoncentrowane na głębokiej „obserwacji” własnego ciała i umysłu (choć trzeba zaznaczyć, że są tancerze dążący do połączenia tych dwóch rzeczywistości).

Bardziej mnie ciekawi  jak na styku uczuć, myśli i ciała  ten ruch powstaje, co jest tym impulsem.

Nie ma czegoś takiego jak ruch ładny i brzydki, nie ma takich kategorii.

Można być w procesie ruchu i skupić się na tym kiedy się ten ruch pojawia, a nie zastanawiać jak ten ruch wygląda. To tańczenie od innej strony, od strony obserwacji, która nie jest reżyserowaniem, tylko jest świadomym byciem i zauważaniem tego co dzieje się w ciele.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Teraz kiedy myślę o tym, co jest autentyczne o tym słowie: każdy z nas ma tyle różnych mechanizmów obronnych. Te mechanizmy powodują, że ten ruch jest właśnie taki, a nie inny, i że wtedy kiedy by się chciało, żeby on był gwałtowny, że on ma być gwałtowny, że on wewnętrznie jest gwałtowny, to mogą się pojawić rzeczy które go przykrywają i ta gwałtowność się nie wydobywa, bo ogranicza mnie na przykład to, że nie umiem tak szybko się poruszyć, albo to, że przy próbie tej gwałtowności pojawia się drżenie, albo przestrasza mnie ta gwałtowność. Teraz myślę, że autentyczne jest to, co jest.

Autentyczność o której mówisz, to jak o niej mówisz, oznacza, że trzeba być odważnym, to forma ekshibicjonizmu emocjonalnego, pokazania czegoś bardzo intymnego. Pokazania siebie od takiej prawdziwej strony, ale nie zawsze chcemy się od tej strony pokazać. To nie chodzi nawet o odbiorców, o osoby, które obserwują ten proces z zewnątrz, ale też o samego siebie. Takie dotknięcie siebie, podotykanie takich jakości w sobie, które na co dzień omijamy, nie jest też działaniem terapeutycznym?

Tak, ja nawet myślę, że uświadomienie sobie w ruchu tego, że ja się boję czegoś dotknąć, zauważenie tego jest już momentem  procesu terapeutycznego.

 

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +1, liczba głosów: 1)
Loading...
The following two tabs change content below.