Głuszce wśród ludzi – czy już wszystko poza nami samymi mamy gdzieś?

6844897332_806200a2a5_o

Pokój jest wieczny, my jesteśmy wieczni, a najwieczniejsza i najświętsza jest nasza ukochana katolicka Polska. Obronimy ją zmarszczonym czołem i bejsbolem z obrazkiem mateczki częstochowskiej przed  usmarkanymi dzieciakami o kędzierzawych główkach. A po wszystkim wrzucimy po kebabie.

Dziwne ptaki, które w czasie tokowania głuchną.  Może zresztą wcale nie głuchną, tylko chwilowo stwierdzają, że mają wszystko gdzieś i dają się podejść drapieżnikom i myśliwym.

W czasie tzw. „szlifowania”, głuszec zatopiony w świecie swojej pieśni staje się zupełnie bezbronny. I mimo że wygląda całkiem normalnie, ba! nawet  przytomnie patrzy na zbliżającą się strzelbę – przestaje reagować jak dzikie zwierzę. Komuś coś to przypomina? Może zafrapowanych ratowaniem tożsamości narodowej, wartości kościoła i heteronormatywnej rodziny? I załamanych, osuwających się w depresję obrońców demokracji i praw wolnościowych?

Od miesięcy nie wiadomo, co dzieje się z uchodźcami. Czy nagle przestali uciekać z Syrii? Tonąć w Morzu Śródziemnym? Wegetować w obozach, chorować i umierać? Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. A zresztą, w jakim kontekście mieliby pojawiać się w wiadomościach? Z tego co słyszałam – najlepszą pomocą dla uchodźców jest zatrzymanie ich w miejscach, z których tak rozpaczliwie chcą się wydostać. Bo tylko wtedy nie będą skazani na smutny los tułacza (!).

Nie ma też wiadomości z Bliskiego Wschodu, ale to akurat nic nowego, bo stamtąd wiadomości nie było nigdy.

Właściwie nie wiadomo, co dzieje się w Europie. Prawica się radykalizuje. Do rządów wchodzą skrajne ugrupowania. Ale to przecież daleko, i co nas to.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Daleki Wschód – tu przynajmniej sprawa jest od razu  jasna – skoro daleki, to nas nie dotyczy.

Jest Ameryka (raczej jedna tylko, o innych  trudno stwierdzić, czy są naprawdę), noooo, jasne że fajna, bo ma dolary i robią tam filmy o  kosmitach, policjantach i  wyścigówkach. Mają też prezydenta, który czasami do nas przyjeżdża i nas kocha. My go raczej z dystansem, bo jest taki mało biały. Właściwie, to ta cała Ameryka jest zarozumiała, bo myśli że dużo może, ale co ona może? I jest daleko.

Rosja. Ukraina. Kraje nadbałtyckie. W sumie też daleko, nawet jeśli blisko. Coś tam się dzieje, ale to Putin, wszystko ten Putin z chytrymi oczkami, co jeździ konno bez koszuli. Nas nie ruszy, bo wiadomo – mamy w planach samoloty i zaciąg powszechny, za 350 zł miesięcznie od głowy, czy raczej dla głowy, więc co nam może?

Pokój jest wieczny, my jesteśmy wieczni, a najwieczniejsza i najświętsza jest nasza ukochana katolicka Polska. Obronimy ją zmarszczonym czołem i bejsbolem z obrazkiem mateczki częstochowskiej przed  usmarkanymi dzieciakami o kędzierzawych główkach. A po wszystkim wrzucimy po kebabie.

Albo sojowym latte.

Mymymy. Naszenenaszenasze. Na Węgrzech, we Francji, w Wielkiej Brytanii. My! My!My! W Polsce, w Austrii, w Rosji.

Populacja głuszców jest zatrważająco mała. Nawet nie wiem, czy myśliwi jadali te ptaki, czy tylko dawali je do wypchania, żeby mieć trofeum na ścianie.

Opowiadałam kiedyś historię Stanisława Dubois i Antoniego Opęchowskiego.

W dużym skrócie – rzecz zaczęła się  26 kwietnia 1926 roku, w czasie zebrania nacjonalistów akademickich. Stanisław Dubois odwiedził młodzież narodową z grupą „lewaków” i  sprał po gębie Antoniego O. Antoni O. był literatem i działaczem (m.in. prezesem Chrześcijańskiego Zjednoczenia Młodzieży Robotniczej, autorem  referatów i broszur na tematy żydoznawcze np.: „Młodzież żydowska na tle stosunków z młodzieżą polską”) i każdy siarczysty policzek wymierzony zdradziecką ręką poczuł po stokroć. I nie zapomniał.

10 lat później, w lipcu 1936, nacjonaliści napadli na oponenta po myśli o „Polsce tylko dla Polaków” – Stanisława Dubois.

W Warszawie, na rogu Chmielnej i Nowego Światu jednostki, które nie wiedziały, że wszystko to tylko gra, że pisanie w gazetach to forma zarobkowania, że każdy chce jakoś żyć, spłacać kredyty, jadać obiady i jeździć do Juraty, ale nikt nie chce ponosić prawdziwych konsekwencji za to, co w upojeniu twórczym napisze (a wcześniej wymyśli), napadły z nożami na Stacha Dubois. Przekonani, że działają w słusznej sprawie, że walczą z szatanem w czystej postaci, bojówkarze z RNR Falangi dźgali ciało Stanisława z okrzykami „won z Polski zdrajco!”.

Dubois przeżył, ale spędził w szpitalu prawie dwa miesiące, bo jednak serce to serce – delikatny narząd i  uszkodzony nie nadaje się do niczego… Stanisław po doświadczeniu granicznym, zamiast w obawie o życie i zdrowie wycofać się  z polityki, umocnił się w przekonaniu, że jednak tak, jest socjalistą.

Te ostatnie trzy lata, od 1936 do 1939, „szlifowanie” głuszców było tak dojmujące, że żadne pomruki ze świata nie przebiły się do uszu Stanisława, Antoniego i wszystkich innych mieszkańców II RP. Owszem – było sporo dyskusji, czasem ten i ów (nieszczęśni pacyfiści zwłaszcza) nagle z krzykiem przerażania biegł przed siebie i znikał w ciemnej jamie samobójstwa, ale ogólnie zajęci byliśmy nowymi projektami ustaw, które raczej miały uprzykrzyć życie „mniejszością” niż reformami albo planowaniem polityki zagranicznej w jakimś wyprzedzeniem. Sojusznicy? Tak, ale najlepiej tacy ulokowani paręset kilometrów stąd.

I jeszcze Polska nie zginęła, i cała Łódź zbiera na samolot, a ofiarne panie oddają broszki i kolczyki, żeby kupić wojsku działo.

I już koniec.

Ostatni jest piątek, nie żadna niedziela. Jeszcze miało być wszystko jak dawniej, jeszcze zbierano owoce i smażono powidła śliwkowe, a na rynkach w sztetlach kupcy czekali z białymi kurami i błyszczącymi rybami, ale nic już nigdy nie będzie jak dawniej.

A co z głuszcami? Antoni Opęchowski przeszedł przyspieszony kurs lojalności wobec własnych haseł w warunkach trudnych. Jak wszyscy  narodowcy, odkrył z przerażeniem, że dla tych podziwianych za skuteczną politykę narodową i jakże zdrowo myślących Niemców, jest podczłowiekiem, jak nie przymierzając żydowski parch. Na nic schludne piaskowe koszule, na nic równy krok i dudnienie oficerkami o bruk w marszach z uniesioną prawą dłonią, na nic wiara w wielką Polskę. Teraz on i jego bracia z korporacji, ze stowarzyszeń i ze Stronnictwa Narodowego stali się zwierzyną łowną dla tych w brunatnych koszulach, co maszerowali jeszcze równiej i rękę prawą mieli tak wyprostowaną, że mogła ciąć stalową blachę, nie tylko papier żargonowych gazetek żydków i socjalistów.

Kto go tam wie zresztą? Może wyobrażał sobie, że jest Konradem Wallenrodem? Albo Koniem Trojańskim? Albo nic sobie nie wyobrażał, tylko szybko wykalkulował, że zawsze trzeba stać po stronie silniejszego.

I został agentem gestapo.

A Stanisław Dubois został aresztowany jeszcze w sierpniu 1940, ale nie pod swoim nazwiskiem, a pod pseudonimem Stanisław Dębski, i trwał w tym w miarę bezpiecznym wcieleniu, aż do czasu kolejnego przesłuchania.  W 1941 r. zobaczył go na Pawiaku Antoni O. i zaświadczył, z całą pewnością i zapewne nieskrywaną satysfakcją zaświadczyć, że to nie żaden tam przypadkowy więzień, a działacz socjalistyczny!

Stanisław D. został rozstrzelany pod Czarną Ścianą w obozie Auschwitz 21 sierpnia 1941 roku.

Natomiast Antoni O., który poświęcił pół życia na walkę z żydowskim zalewem, z bolszewicką zarazą, a w czasie okupacji chyba z tym samym, skazany przez Sąd Kapturowy ZWZ AK, został zastrzelony z wyroku Polski Niepodległej w 1943. I tu mogłaby zakończyć się historyjka o głuszcach i historii, ale jest jeszcze chichot.

W XXI wieku, w Polsce (cholera wie, czy Antoni i Stanisław by się połapali – czy wolnej czy zniewolonej, a już szczególnie byliby zagubieni jeśli chodzi o granice państwa), Dubois jest raczej przemilczany (fatalne słowo socjalista…), a ręcznie napisane dziełko Antoniego można kupić na aukcji internetowej, cena wywoławcza 300 zł. (w notce o autorze: „Młodzież żydowska na tle stosunków z młodzieżą polską w ostatnim stuleciu. Z uwzględnieniem rysu pobocznego historii Żydów w Polsce.- 1921.- 78 kart, 19,5 x 16 s.- Brak oprawy. Stan ogólny b. dobry: drobne czytelne pismo, miejscami poprawki i podkreślenia. Rękopis referatu wygłoszonego jako odczyt na zebraniu Akademickiego Stowarzyszenia Obrony Życia Narodowego w Polsce oraz jako koreferat na Ogólnopolskiej Konferencji Żydoznawczej w Warszawie w 1921 r. Autor – działacz narodowy w dwudziestoleciu międzywojennym, podczas wojny uczestnik konspiracji.”)

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Peter G W Jones
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +12, liczba głosów: 12)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Anna Karolina Kłys

Ur. 1969, dziennikarka radiowa i telewizyjna. Od 1991 r. związana z pierwszą prywatną rozgłośnią w Poznaniu, Radiem S (obecnie Radio Eska). Pracowała jako prowadząca programy, reporterka i wydawca. Zaangażowana w sprawy społeczne (m.in. Amnesty International, Objector). Od 2003 roku zajmuje się fotografią. Opublikowała wywiad-rzekę z Bohdanem Smoleniem "Niestety wszyscy się znamy" (2011), "Brudne serca" (2014), "Tajemnica Pana Cukra" (2015).