Namiętne romanse przedstawicieli kościoła i narodowców to nic nowego

 

Właściwie kościół i myśl narodowa są jak pomidor i sól – uzupełniają się doskonale.

To, co w myśli narodowej najpaskudniejsze – ksenofobia,  popieranie agresji, przemocy,  hamowanie rozwoju, wmawianie ludziom, że są lepsi od innych, wprowadzanie kategorii „lepszych” i „gorszych”, a w końcu – eliminowanie tych „co nie z nami” wydaje się być, nawet dla absolutnej laiczki, niezgodne z ideą miłości bliźniego.

Ale nawet osobie o poglądach „naiwno-pacyfistycznych” , a takie reprezentuję wg. moich oponentów, wiadomo, że wśród ludzi, niezależnie od deklaracji światopoglądowych, jeśli czegoś nie wolno (bić, poniżać, obrażać , okradać i zabijać), ale się bardzo chce – to można.

Wolno więc kolejnemu panu pracującemu jako ksiądz (uwaga na marginesie – tak, wiem, że zwyczajowo ksiądz, niezależnie od piastowanego stanowiska – biskup, kardynał, proboszcz, papież – lubi, żeby zwracać się do niego „per on” , ale nie jestem w stanie do dorosłego, nieznanego mi mężczyzny zwracać się „proszę księdza” gdyż  brudzia z nim nie piłam), wrzeszczeć z ambony o zagrożeniu  jakim są przedstawiciele innych religii,  przechadzać się ulicami z ośmieszonymi przez historię pogrobowcami oeneru, wszechpolaków, obwiepolu i całej żałosnej reszty w imię „Wielkiej Polski Narodowej”, bo podobnie jak jego poprzednicy, ostatecznie nie będzie ponosił winy za przestępstwa popełnione w imię wzmożenia katolicko-narodowego.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Kiedy na początku XX. wieku w młodziutkiej, wielokulturowej Polsce krzyczano: „tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską , a Polak Polakiem” obywateli, którzy mogli czuć się urażeni takim postawieniem sprawy, było kilka milionów.

W prawie równej wiekiem młodej Polsce z początku XXI wieku,  hasło o wielkiej Polsce tylko dla katolików jest prawdę mówiąc po prostu głupie.  Jak odseparować od siebie zadeklarowanych wyznawców od sceptyków i poszukujących? O ateistach nie wspominając? Można, dla  utrzymania porządku, opracować strategię, że np. osoby o nazwiskach kończących się na literę „k”, albo „s” są niegodne by cieszyć się pięknem ziemi nad Wisłą, ale co to ma wspólnego z sensem?

Nic. Identycznie jak cała reszta sloganów powyciąganych z zatęchłych piwnic, nawołujących do bicia, wypędzania, niewpuszczania, zamykania każdego, kto akurat nie stoi z nami.

Ci pracownicy kościoła, którzy z całą świadomością wykorzystują  swoją władzę do wywoływania nienawiści, wiedzą, że kiedy przyjdzie co do czego – nikt nie chwyci ich za rękę i nie krzyknie w twarz: „ Zobacz! Do czego doprowadziłeś…”

Są dobrze ukryci za bojaźnią ludu przed naruszeniem wpojonego w dzieciństwie lęku przed księdzem.

A wracając do tradycji wspólnego maszerowania i pokrzykiwania księży i narodowców, to takich Międlarów, Rydzyków, Węgrzyniaków, Kneblewskich, Małkowskich było przed 1939 rokiem na kopy.

Nienawidzili Piłsudskiego, brzydzili się degrengoladą „inteligencji”, z zaciętością psa myśliwskiego tropili zdrajców ojczyzny, krwiopijców duszących cienkie szyjki chłopów, zepsutych i niemoralnych kosmopolitów, a każdy z tych wrogów miał krogulczy profil Icka z Kutna czy innego Lubartowa.

Jeździli z odczytami, wydawali gazety, broszury, wspierali  swoimi dobrze odżywionymi  postaciami marsze i „najazdy na zażydzone miasteczka”.

A kiedy na kolejnym odczycie (biletowanym rzecz jasna)  wskazywali palcem wroga i krzyczeli: „Odwagi chłopcy! Bijcie zdrajcę ojczyzny!” wiedzieli, że w przeciwieństwie do całej reszty – schowają się na swych bezpiecznych plebaniach, w ciemnawych zakrystiach i innych tajemniczych  miejscach, i nie splamią rąk cudzą krwią.

Do czołowych  bojowników o narodowo-katolicką Polskę przed 1939 r należał ks. Stanisław Trzeciak.

O jakże barwna to postać! Jak wszechstronnie uzdolniona, wykształcona! Prawdziwy autorytet w sprawach „żydowskich”, do  Towarzystwa Żydoznawczego zresztą należał, jeździł po Polsce z odczytami, bywał powoływany jako biegły w sprawach sądowych, wypowiadał się w Sejmie w czasie dyskusji nad zakazem uboju rytualnego.

Sam, skromnie przedstawiał się jako „znawca Talmudu” i wielokrotnie, świadomie kłamiąc, sprzedawał publicznie  swoje poglądy mające jednoznacznie udowodnić, że każdy Żyd okłamuje, okrada i mataczy każdego „nie Żyda”, bo taką ma rolę i misję dziejową. Szczególnie upatrzył sobie przy tym ten  Żyd okrutny, prosty i szczery naród polski, który wysysa jak pijawka, dusi jak kuna i plugawi jak  zbójca.

Na szczęście ks. Trzeciak przejrzał plugawców, a teraz niesiony na skrzydłach swej czarnej peleryny peregrynuje po umęczonej ojczyźnie i niesie kaganek oświaty.

Za złotówkę, bo tyle średnio kosztował bilet na spotkanie, można było wysłuchać wykładu „znakomitego znawcy Talmudu i spraw żydowskich”. Na odczycie w warszawskiej sali Towarzystwa Higienicznego w Warszawie przedstawił blisko tysiącu słuchaczom „poufne komunikaty wydane w połowie wieku XIX do ogółu żydostwa przez Żyda Einhoma”.

Główną ideą tajemniczego Einhoma było umacnianie się Żydów kosztem Polaków oraz przedstawianie Kościoła i wiary chrześcijańskiej jako największego wroga każdego Żyda. Nawoływał do tworzenia „sekt bezbożniczych, propagandy niewiary, a ostatecznie – burzenia kościołów”.

Odczyt bardzo spodobał się licznie zgromadzonym:

„…ujawnianie i udostępnianie polskiemu społeczeństwu nieznanych dokumentów, dla ducha żydowskiego charakterystycznych, jest wielką zasługą ks. prałata Trzeciaka. Toteż publiczność zgotowała prelegentowi żywiołową owację. Po skończonym odczycie młodzież akademicka odśpiewała Hymn Młodych, wznosząc okrzyki na cześć Romana Dmowskiego i Stronnictwa Narodowego.”

Oczywiście główni sprawcy wzburzenia księdza Trzeciaka na odczyty nie chadzali, w ogóle nie byli zainteresowani akcją propagowania „prawdy”.

Żydzi żądają odwołania odczytów ks. Trzeciaka! Niesłychana bezczelność włocławskich Żydów.

Pisaliśmy już o dwóch odczytach, wygłoszonych we Włocławku na temat kwestii żydowskiej przez ks. dr. Trzeciaka. Miejscowych żydków ogarnął strach. Dążyli oni do tego, by władze administracyjne odwołały te odczyty. W tej sprawie była specjalna delegacja Żydów w starostwie. Jako główny motyw swoich, wprost bezczelnych, żądań żydziacy wysunęli obawę przed ekscesami!!! Oczywiście spotkali się z odmową. Społeczeństwo włocławskie powinno co rychlej dowiedzieć się o tym, jak Żydzi występują przeciwko Polakom i polskim, katolickim prelegentom.

Niech te żądania żydowskie otworzą wreszcie oczy tym naszym „ciotkom” i „wojtkom” żydowskim, o których m.in. mówił ks. prałat Trzeciak. Podczas jego odczytów nie brakło na sali i osób urzędowych. Komisarz policji np., bardzo niechętnie patrzący na narodowców pikietujących sklepy żydowskie, bił, choć nieśmiało, brawa prelegentowi. Takich Polaków, ząbkujących w kwestii uświadomienia narodowego, było tam więcej. Może i oni, zasłuchani w słowa prawdy głoszonej przez świetnego znawcę Żydów, zapatrzeni w niecne intrygi żydostwa, wejdą wreszcie na drogę narodową. Wtedy dopiero nie Żydzi nam, a my Żydom zaczniemy dyktować prawa i uczyć ich, jak mają zachować w stosunku do gospodarzy.

„Orędownik”, 23 IX 1937

Wykłady i publikacje nie trafiały w próżnię i „słowa prawdy” sprowadzały na „drogę narodową” szybciej, niżby można się było spodziewać.

27 stycznia 1937 roku zabity został syn rabina Chełminera. W sali Towarzystwa Śpiewaczego w Łodzi odbywał się odczyt ks. Trzeciaka. Komendantem straży porządkowej na odczycie był 25-letni Jan Antczak. Po zakończonym wykładzie maszerował dziarsko wraz z towarzyszami ulicami Łodzi i wypatrywał „żydków”. Udało się im dopaść trzech: Fiszela Grunstajna, Szymona Chełminera i Fajwela Caryskiego. Bili ich i kłuli nożami. Szymon Chełminer (Hellenera), syn rabina, zmarł w szpitalu następnego dnia.

Jan Antczak, mieszkaniec Łodzi, był członkiem Stronnictwa Narodowego oraz komendantem straży porządkowej im. Bolesława Chrobrego przy ul. Sterlinga 9.

Na posiedzeniu Rady Miejskiej radny adwokat Kowalski i radny Czernik dyskutowali o śmierci syna rabina. „Ładnie, ładnie – Żyda zabili! Szkoda, że tylko jednego!”. Wymianę zdań zgłoszono do prokuratora, który wszczął śledztwo z §154 kk za publiczną pochwałę zbrodni.

W toku śledztwa w sprawie o zabójstwo Chełminera okazało się, że Szymon nie był pierwszą ofiarą Antczaka. 9 września 1936 w czasie „krwawej środy”, kiedy w Łodzi doszło do zajść między zwolennikami PPS i SN, zabił uderzeniem toporka Jakuba Glicensztajna.

W czasie rozprawy przed Sądem Okręgowym w Łodzi, w maju 1937, Antczak pozdrawiał hitlerowskim gestem kolegów zgromadzonych na widowni, nie krył swoich poglądów, a zapytany o powód morderstw odpowiedział: „Ja Żydów uważam za szkodników”.

Oprócz niego na ławie oskarżonych zasiadła sąsiadka, Leokadia Smoluchowa; umyła i ukryła siekierę, którą, jak zeznał Antczak, „wyrżnął w łeb jakiegoś Żyda”.

Świadek Krakowiak opowiedział, jak wyglądało zajście z września:

„Ganiali dwóch żydków i obijali ich pałką po głowie, jak jeden upadł, to go kopali jeszcze. Drugi też się obalił, od tego pobicia niby, to go jeszcze toporkiem”.

Antczak został skazany na dwanaście lat więzienia, Smoluchowa na sześć.

Ideolog Stronnictwa, podpalający suchy las emocji ksiądz pozostał w cieniu.

Ksiądz Trzeciak nie doczekał Polski „wolnej od Żydów”,  zginął 9 sierpnia 1944 w Warszawie.

Po wrześniu 1939 jego postać kryje się w mroku niedomówień, od podejrzeń o współpracę z gestapo przez postawę obojętną, aż do  świadomej pomocy Żydom.

(To pan Płużański pisał, forsując teorię, że nawet najbardziej zagorzali  przedwojenni antysemici w czasie okupacji zamieniali się w oddanych „Sprawiedliwych”, powołując się na wspomnienia Władysława Bartoszewskiego, że „Siostra Wanda Garczyńska, przełożona szkoły i internatu sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP na ul. Kazimierzowskiej w Warszawie, która ratowała małe Żydówki, przyjmując je pod fałszywymi papierami do internatu tak zapamiętała Trzeciaka: Ponieważ niektóre matki “aryjki” miały jej za złe, że ochrania niekatolickie dzieci w katolickim zakładzie, Wanda zwróciła się o radę do księdza… Trzeciaka. Zapytał ją, komu grozi większe zagrożenie w przypadku usunięcia z internatu. Powiedziała, że pierwszym grozi nauka w gorszych warunkach lub zaprzestanie nauki, a drugim pewna śmierć. Ksiądz Trzeciak miał odpowiedzieć: „siostrze nie wolno się wahać i zastanawiać, pierwszeństwo tu mają te małe, zagrożone Żydóweczki”.

Jeśli  miało miejsce takie zdarzenie, to z całą pewnością Trzeciak mógł powiedzieć “Żydóweczki”, ta forma zdecydowanie pasuje do jego sposobu traktowania ludzi.)

Narodowcom potrzeba autorytetów,  mocnych osobowości, twardych facetów, niezłomnych bohaterów. Miło jest przytulić się do instytucji, która może pochwalić się wielowiekową tradycją i  niekwestionowaną władzą nad sercami i kiesami zadeklarowanych wiernych.

Dlaczego księża garną się do narodowców? Pewnie też  lubią siłę, władzę, marszowe tupanie po ulicach spłoszonych miast i miasteczek. A już na pewno lubią wierność, oddanie, brak pytań i wątpliwości,  posłuszeństwo i silne pięści.

I poczucie bezkarności w zabawie w boga.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +17, liczba głosów: 17)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Anna Karolina Kłys

Ur. 1969, dziennikarka radiowa i telewizyjna. Od 1991 r. związana z pierwszą prywatną rozgłośnią w Poznaniu, Radiem S (obecnie Radio Eska). Pracowała jako prowadząca programy, reporterka i wydawca. Zaangażowana w sprawy społeczne (m.in. Amnesty International, Objector). Od 2003 roku zajmuje się fotografią. Opublikowała wywiad-rzekę z Bohdanem Smoleniem "Niestety wszyscy się znamy" (2011), "Brudne serca" (2014), "Tajemnica Pana Cukra" (2015).