Paulina Piechna–Więckiewicz: Nie udało się nam zbudować wspólnoty

Przez 27 lat nie udało się nam zbudować wspólnoty. Cokolwiek, co się udało zbudować choć trochę, to wszystko padło. Teraz jest pytanie, czy my pozwolimy na to, żeby z jednej strony tę wspólnotę burzyć, bo to właśnie robi Jarosław Kaczyński, tworząc nowego polskiego obywatela i nowe polskie państwo, czy będziemy stosować technikę liberalną, która przegrała – nie oszukujmy się – przegrała w starciu z nowym państwem Kaczyńskiego, czy po prostu postaramy się wysilić i wymyślić coś nowego.

paulina_piechna-wieckiewicz_sejm_2015

Z Pauliną Piechną – Więckiewicz, radną Warszawy i członkinią Inicjatywy Polska rozmawia Marek Nowak.

1. września odbyła się nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej w Warszawie w sprawie reprywatyzacji. Głos mieszkańców, który mieliśmy możliwość usłyszeć może nie był dla niektórych estetyczny, ale na pewno był bardzo szczery.  Jak oceniasz to wydarzenie?  Czy, jak twierdzi Jacek Żakowski, był to przykład budzenia się demokracji obywatelskiej, czy może, jak twierdzą niektórzy inni publicyści, „wulgarny przykład ochlokracji”?

Uważam, że to, że mogliśmy usłyszeć szczery głos społeczny, nawet jeżeli naruszał on poczucie estetyki niektórych publicystów, czy nawet części społeczeństwa, było bardzo ważne. Co więcej, jest coś oburzającego i dla mnie niezrozumiałego w tej dyskusji, która się pojawiła po Radzie Miasta. Tych ludzi wyrzucano  z domu, często teraz nie mają z czego żyć. Co więcej, o czym większość społeczeństwa nie wie, są dodatkowo zadłużeni, bo kamienicznicy żądają od nich, żeby jeszcze zapłacili za bezumowne  korzystanie z mieszkań i niestety wygrywają procesy w tej sprawie. Takim ludziom mówi się, że powinni się wstydzić, bo nieładnie się zachowywali w czasie obrad Rady Miasta, gdyż  przez dwie godziny krzyczeli i Pani Prezydent było przykro. Naprawdę niech każdy z nas spróbuje się postawić na miejscu tych ludzi.  Moim zdaniem jedyne kontrowersje, o których powinniśmy rozmawiać w kontekście reprywatyzacji, to sposób w jaki ten proces się odbywał. To krzywda ponad kilkudziesięciu tysięcy ludzi i perspektywa, że kolejni mogą zostać skrzywdzeni i wyrzuceni na bruk. To także krzywda na majątku miasta, czyli na majątku nas wszystkich.

To też krzywda, która dzieje się od wielu lat. Handel roszczeniami, tzw. „czyściciele kamienic”, śmierć Jolanty Brzeskiej, czy ostatnio tzw. Kuratorzy, czyli prawnicy, którzy rzekomo reprezentując właścicieli często sami przejmowali nieruchomości. Dlaczego dopiero teraz o tym mówimy?

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Myślę, że to jest tak, że są tematy w przestrzeni publicznej mniej medialne. Łatwiej wzruszać się indywidualną krzywdą konkretnej osoby, niż zbiorową krzywdą starszych osób, czy nawet osób w średnim wieku, o których uważa się, że  muszą sobie jakoś radzić. W Polsce przyjęło się uważać, że każdy dostaje to, na co zasłużył, co oczywiście nie jest prawdą. Poza tym myślę, że w Polsce bardzo przeceniamy znaczenie prawa własności, a nie mówimy o innych prawach człowieka, takich jak prawo do mieszkania, prawo do równego traktowania i o wielu innych prawach, o których wszyscy wiemy, które czujemy, ale nigdy ich nie wypowiadamy, ani nie nazywamy wprost.

Co to za prawa?

Prawo do pozostawania w miejscu, z którym się związaliśmy, bo wychowaliśmy się my i nasze dzieci. Wielu z tych ludzi, którzy w ciągu ostatnich lat straciło swoje mieszkania, to byli ludzie, którzy po wojnie odbudowywali Warszawę. Zapomina się o tym wielkim zbiorowym wysiłku. Zapominamy, że reprywatyzacja to nie tylko dyskusja o prawie własności, ale to również dyskusja o historycznej krzywdzie.  O tym, że jak mówi profesor Łętowska: „Jednych krzywd nie da się naprawić innymi krzywdami”. Niestety tak się dzieje w tej chwili.

Pani prezydent twierdzi, że nie zdawała sobie sprawy z tego, co się dzieje w ramach warszawskiej reprywatyzacji.

Trudno mi w to uwierzyć, gdyż wiele osób od wielu lat o tym mówiło. Piotr Ikonowicz, Piotrek Ciszewski, Joanna Erbel, czy  Janek Śpiewak i wielu innych, to są bohaterowie walki z nieuczciwą reprywatyzacją i dzięki ich działaniom o reprywatyzacji w Warszawie wszyscy wiedzieli od dawna. Naprawdę nie jest tak, że ktoś może powiedzieć, że nie słyszał o tym, że jest problem z reprywatyzacją, a już na pewno nie może tego twierdzić Pani Prezydent Gronkiewicz- Waltz. Przypominam sobie, że jeszcze kilka miesięcy temu odbyła się  nadzwyczajna sesja Rady Miasta poświęcona reprywatyzacji, zwołana przez radnych Prawa i Sprawiedliwości, na której byłam  jako radna opozycji.  Platforma Obywatelska ostentacyjnie na tę sesję nie przyszła. Zawsze kiedy pojawiały się tematy lokatorskie w trakcie sesji, to pani prezydent nigdy nie było i były to tematy traktowane bardzo po macoszemu. O lokatorach się nawet czasem mówiło, ale nic się z tą sprawą nie robiło.

Czemu?

Sądzę, że zaniechanie jest jednym ze słów kluczy w warszawskiej reprywatyzacji. Wiele rzeczy się  nie zadziało, ponieważ biuro trzymało się stricte przepisów i nie chciało działać na rzecz pokrzywdzonych. Mówiąc wprost: stawało po stronie silniejszego, a tym silniejszym byli nawet nie właściciele, tylko prawnicy. Warto zaznaczyć, że są właściciele, którzy 20 lat  czekają na zwrot nieruchomości, a byli tacy prawnicy, którzy potrafili przejąć je w 11 dni. Jak mówiłam, miasto stało po stronie silniejszego. Myślę, że poza takimi sprawami jak Chmielna 70,  czy Noakowskiego, największe pretensje można mieć o te urzędnicze zaniechania i patrzenie na przepisy, które powodowały krzywdę ludzi.  Zresztą nawet z tych przepisów można było wyciągnąć więcej. Oczywiście urzędnicy w mieście będą teraz mówić, że to sądy wydawały wyroki i nie mogli nic zrobić. Otóż mogli, wszyscy mogliśmy. Mogliśmy przynajmniej przedłużać sprawy, mogliśmy robić wiele rzeczy, które miasto robi,  gdy chroni swój majątek. Nie uznało za stosowne chronić majątku i bezpieczeństwa lokatorów i myślę, że to jest największy zarzut, który słusznie wysuwają środowiska lokatorskie.

Czemu miasto poddawało się bez walki?

Nie wiem. Może ktoś uznał, że łatwiej jest odmówić osobom pokrzywdzonym, które mają pretensje, bo właśnie straciły dach nad głową, niż rozmawiać z adwokatem, który przychodzi z klientem, z pieniędzmi, znajomościami itd. Łatwiej jest zawsze stanąć po stronie silniejszego, tylko  samorząd, ani żadna inna instytucja nie może tak robić. Co jeszcze tkwi w środku procesu reprywatyzacyjnego wyjaśnią nam,  mam nadzieję,  postępowania prokuratorskie i CBA.

Uważasz, że mogą się one zakończyć aktami oskarżenia?

Na pewno jest wiele rzeczy, które wyglądają, mówiąc eufemistycznie, niezbyt ciekawie. Chociażby sprawa pani, która pracowała w BGN-ie i  miała dostęp do różnych dokumentów, a jej mąż brał udział w reprywatyzacji, o czym ona nie wspomniała w swoim oświadczeniu. Niektórzy twierdzą, że postępowania, które się teraz rozpoczęły, pokażą nam układ, który musiał w mieście funkcjonować, by rzecz na taką skalę była w ogóle możliwa. Ja z niecierpliwością czekam na wnioski prokuratury i CBA.

Czy sprawa dotyczy tylko rządów PO, czy też uważasz, że wszystkie środowiska polityczne , które miały w pływ na władzę w mieście w różnym stopniu odpowiadają za to, jak wyglądał proces reprywatyzacyjny w Warszawie?

Warto przypomnieć, że część wątpliwych reprywatyzacji, takich jak Noakowskiego, miała miejsce już za kadencji Lecha Kaczyńskiego. Pan dyrektor Bajko, to jest urzędnik zatrudniony jeszcze przez pana prezydenta Kaczyńskiego, tak jak jego zastępca, który został zwolniony i przeciw któremu toczą się toczą się obecnie postępowania. Proces reprywatyzacji trwa już ładnych kilkanaście lat, więc trudno było by powiedzieć, że tylko Platforma za  niego odpowiada.

Jako warszawska radna, przez wiele lat związana z SLD, nie unikniesz pytania o to, co w sprawie reprywatyzacji zrobiło Twoje byłe środowisko polityczne.

W 2014 Darek Joński reprezentował w imieniu SLD duży projekt ustawy reprywatyzacyjnej. Niestety, rok czekał na jakąkolwiek odpowiedź, a prac nad projektem nigdy nie podjęto. To samo działo się z projektem Andrzeja Rozenka, zgłaszanym przez Twój Ruch. Jakieś działania ze strony opozycji  były podejmowane na przestrzeni lat, ale rzeczywiście można mieć pretensje, że było ich za mało oraz nie skupiały się na  sprawach, o których mówią stowarzyszenia lokatorskie, czyli bezpośrednim działaniu na rzecz poprawy losu lokatorów, którzy zostali wyrzuceni z kamienic. Takie działania miasto  podjęło dużo za późno. Warto zaznaczyć, że jedną z ważniejszych uchwał w tej sprawie podejmowaliśmy dopiero w zeszłym tygodniu. Myślę, że w tej sprawie należało po prostu bardziej słuchać lokatorów, dokładniej czytać interpelacje związane z reprywatyzacją i bardziej się tą sprawą interesować.

A co Twoim zdaniem teraz powinno się wydarzyć w tej sprawie?  Pani Prezydent Gronkiewicz-Waltz mówi o komisji i audycie zewnętrznym, część opozycji o tym, że pani prezydent powinna się podać do dymisji, pojawiają się też głosy o komisarzu.

Pani prezydent  powinna patrzeć na to, że bardzo może zaszkodzić Warszawie, upierając się przy tym, że nie poda się do dymisji. Dla Warszawy zawsze będą lepsze wolne wybory, z różnymi kandydatami reprezentującymi różne środowiska, niż komisarz z Prawa i Sprawiedliwości, który byłby rozwiązaniem zdecydowanie najgorszym. W sprawie audytu zdecydowanie podzielam wątpliwości Janka Śpiewaka. Jeśli miałby być skuteczny, to musiałby być naprawdę zewnętrzny, a nie na zasadzie kto płaci ten wymaga.

To może komisja?

Powołanie komisji społecznej, takiej ze środowiskami działającymi na rzecz praw lokatorów, z ekspertami,  w której opozycja miałaby większość, a głównymi ekspertami i osobami dopuszczonymi na równych prawach, byłyby środowiska lokatorskie, byłoby w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem – to po pierwsze. Po drugie: musi zostać przyjęta duża ustawa reprywatyzacyjna. Cieszę się, że Platforma w końcu złożyła taki wniosek  i mam nadzieję, że kluby się nad nim pochylą. Bardzo ważne, by on nie dotyczył tylko Warszawy, bo reprywatyzacja to nie jest tylko problem Warszawy wywołany przez Dekret Bieruta, lecz też wielu innych miast.

A pani prezydent powinna pozostać do końca swojej kadencji, czy powinna się podać do dymisji?

Na początku uważałam, że powinniśmy zaczekać z żądaniem dymisji pani prezydent , ale teraz zastanawiam się nad tym, czy dymisja, to nie byłby krok w dobrą stronę, oczywiście z takim założeniem, że mamy wybory, a nie komisarza z PiS-u. Chciałabym, żeby to wybrzmiało, ponieważ reprywatyzacja budzi duże emocje wśród Warszawiaków, ale równie duże emocje budzi kwestia tego, co się stanie, jak pani prezydent zrezygnuje. Myślę, że wielu ludzi w Warszawie, w obecnej sytuacji,  odczuwa dyskomfort na myśl, że mógłby się nam zdarzyć komisarz z PiSu… Warszawa już przeżyła jednego takiego komisarza  i wcale nie były to złote lata tego miasta. Poza tym wybory dają demokratyczny mandat i tylko taki mandat powinien się liczyć.

Zostawmy temat reprywatyzacji, bo jestem przekonany, że o tej sprawie będzie się jeszcze dużo mówić.  Po 14 latach w partii i 6 latach pełnienia funkcji wiceprzewodniczącej rozstałaś się z SLD. Wiem, że odpowiadałaś już na pytania o powodach rozstania i takie pytania  nie należą do Twoich ulubionych…

Bo to są trudne pytania. Pytania z natury tych bardziej intymnych. Wychowałam się w środowisku politycznym SLD, to było moje pierwsze środowisko polityczne. Mam wielu przyjaciół w SLD i życzę im wszystkiego dobrego, ale po prostu uznałam, że jest dla mnie ważniejsza działalność na rzecz otwartego progresywnego lewicowego środowiska, niż zamykanie się i zajmowanie tylko i wyłącznie sobą. Jest czas na konkretne projekty, które przekonają społeczeństwo do tego, że warto zaufać politykom lewicy, takie jak  Ratujmy Kobiety, które uważam za wielki sukces. Zebraliśmy 215 tysięcy podpisów, a tak naprawdę dużo więcej, bo nie wszystkie do nas przyszły na czas. To wielki sukces po tylu latach, kiedy nie udawało się pod takimi słusznymi inicjatywami  zebrać wymaganej ilości podpisów. Sądzę, że takich sukcesów będzie więcej. Chcemy w Inicjatywie Polskiej rozmawiać o mieszkalnictwie, o edukacji – właśnie teraz przygotowujemy się do różnych projektów, chcemy pokazać, że jesteśmy otwarci, że chcemy współpracować i tworzyć platformę współpracy z ludźmi z różnych organizacji i ruchów miejskich. Co warto podkreślić,  u nas są i działają z Nami w IP ludzie z Zielonych, z TR-u, z SLD, ale też osoby w ogóle niezrzeszone w żadnej partii politycznej, które niekoniecznie chcą należeć do jakiejś partii, ale chcą jakoś w polityce pracować nad konkretnymi projektami.

Porozmawiajmy o Inicjatywie Polskiej. Chcecie być zalążkiem nowej partii politycznej, czy raczej platformą, gdzie się lewica spotka i będzie rozmawiała, czyli takim lewicowym KODem…..

(śmiech) Chcesz nas zabić na samym początku? Nie całej lewicy KOD się dobrze kojarzy…

O skojarzeniach i KODzie jeszcze porozmawiamy. Chciałbym wrócić do IP. Czy waszą ambicją jest  tworzyć kadry, które będą później działały w różnych lewicowych partiach, czy może chcecie być platformą współpracy różnych partii i środowisk, a może IP ma być zaczątkiem nowej Zjednoczonej Lewicy?

To jest pomysł na platformę współpracy z naciskiem na tematy wspólne dla lewicy i dla środowisk progresywnych, czyli warstwy światopoglądowej i warstwy społecznej. Mamy konkretne projekty i mamy też u siebie samorządowców. To ważne, bo samorząd jest przez Polaków oceniany dużo lepiej, niż władza centralna.  Poza tym  mamy ambicję współpracy ze wszystkimi lewicowymi środowiskami. Chcemy zachęcać młodych ludźmi, którzy do nas przychodzą, by angażowali się w różne inicjatywy pozarządowe i polityczne. Chcemy, żeby każdy członek i członkini Inicjatywy Polska był wiarygodny w swoim środowisku. Żebyśmy byli w różnych środowiskach, uczyli się współpracy, wychowywali od początku w duchu współpracy i przeświadczeniu, że kolega, czy koleżanka na lewicy, to nie jest zagrożenie na przyszłej liście, tylko ktoś z kim można zrobić coś naprawdę mądrego. Polityka się tak strasznie zmieniła. Wielkie partie polityczne tracą dla ludzi sens. Nie ma już takiego jak niegdyś zaufania do wielkich tworów politycznych. Ludzie się czują oszukiwani – zresztą nie dziwię się. Mieliśmy etap partii jednego tematu i grup jednego tematu, czego dobrym przykładem była Partia Piratów. Moim zdaniem to wiele wnosiło, bo pokazywało, że czasami też warto rozmawiać o jednej konkretnej sprawie i ją doprowadzić do końca. Natomiast teraz mamy inny etap.  Nowoczesna i Kukiz weszły właściwie do Sejmu na fali zniechęcenia partiami politycznymi, taką sensu stricte działalnością partyjną. Wystarczy zwrócić uwagę, że oba te ugrupowania uciekają od wizerunku partyjnego działacza. Żeby była jasność, nie jestem wielbicielką ani jednej, ani drugiej partii, natomiast mam wrażenie, że zarówno Ryszard Petru jak i Paweł Kukiz dobrze odczytali znaki czasu.  Dziś  ludzie, którzy chcą być aktywni społecznie, nie są już zainteresowani propozycją bycia działaczem, czy działaczką dla samego bycia. Dlatego zamiast w działalność partyjną angażują się w organizacje pozarządowe. Jeśli coś tych ludzi może do nas przyciągnąć – to brak politycznych kalkulacji, które zgubiły już niejeden polityczny projekt oraz szczerość i zaangażowanie w to, co robimy.

W jaki sposób chcecie działać?

Powinniśmy zadać sobie pytanie, jak ludzie w Polsce wyobrażają sobie politykę? Jaka ona ma dla nich być? Bo przeżywamy kryzys polityczny i ludzie chcą o tym rozmawiać.

To jak sobie ją wyobrażają i jaka ma dla nich być?

Myślę, że teraz są przeświadczeni, że polityka nie ma na ogół wpływu na ich życie, a jeśli nawet czasem go ma, to może on być tylko pejoratywny. To nie jest najlepszą rekomendacją dla polityków i dla ludzi, którzy w polityce chcą zrobić coś dobrego, bo pierwszym z czym się zetkną w swej działalności, to nie problem w realizacji jakiegoś programu, tylko właśnie niechęć związana z tym, że w ogóle przedstawiają się jako polityk, czy polityczka. To jest pierwsza rzecz, z którą trzeba walczyć. Tak naprawdę  trzeba mrówczej pracy, żeby przekonać ludzi, że przecież są tacy politycy i polityczki oraz ruchy miejskie na poziomie samorządowym, które robią ciekawie rzeczy. Barbara Nowacka – liderka Inicjatywy Polska, prezydent Robert Biedroń jest takim przykładem, Krzysiek Matyjaszczyk w Częstochowie, wiceprezydent Tomasz Lewandowski w Poznaniu  i wielu innych, których nie sposób tutaj wymienić.  Oni pokazują nam codziennie jaka nie tylko może być, ale jaka powinna być polityka.

 

Porozmawiajmy w takim razie teraz o lewicy, której nie ma. Mówisz, że IP ma być platformą spotykania się dla ludzi lewicy. Ale lewica wcale się nie chce spotykać, i to nie tylko w ramach IP, ale w ogóle. Dla mnie dużym szokiem poznawczym były zeszłoroczne wybory parlamentarne. Wydawało mi się, że widmo braku lewicy w parlamencie podziała na nią jak sole trzeźwiące i uruchomi dynamikę, która z jednej strony spowoduje bardzo potrzebną zmianę pokoleniową na lewicy, a z drugiej zjednoczenie różnych lewicowych środowisk, które wniosą nową jakość na scenę polityczną. Zjednoczona Lewica była próbą czegoś takiego. Innym ciekawym zjawiskiem było pojawienie się partii Razem.  Jednak nie oszukujmy się – żadnego jednoczenia na polskiej lewicy nie było i nawet wizja nadciągającej katastrofy w wyborach nas do siebie nie zbliżyła.

Śmiech przez łzy…

…w takiej mapie politycznej nie widzę za dużo miejsca na Inicjatywę Polską.  Jest w ogóle sens zbierać lewicę, która się nie chce zbierać?

Ale gdzieś tam się zbiera. Nie przesadzajmy. Oczywiście to wygląda bardzo źle ale jednak gdzieś się zbieramy. Jesteśmy razem… chociaż czasami.  Rząd mówi, że chce, żeby aborcja i ten barbarzyński projekt… To jednak idziemy i stoimy obok siebie. Adrian Zandberg stoi obok Barbary Nowackiej. Obok współprzewodniczący Zielonych: Małgorzata Tracz lub Marek Kossakowski, gdzieś tam jest Janek Śpiewak, gdzieś tam są ludzie z SLD, z Twojego Ruchu, różnych środowisk, Wanda Nowicka ze swoim stowarzyszeniem. Funkcjonujemy przecież w wielu wspólnych tematach, np.: w Ratujmy Kobiety, czy w ostatni czwartek na sali obrad sesji Rady Miasta Stołecznego Warszawy, gdzie była Basia, był Adrian, byli różni ludzie zrzeszeni i niezrzeszeni, ale lewicowi. Dzieje się więc czasami to, o czym często zapominamy i o co się upominają czasami Piotrek Ciszewski, czy Piotr Ikonowicz, ludzie, którzy walczą o prawa lokatorów. To są postacie lewicowe, więc gdzieś tam wszyscy razem jesteśmy. Gorzej, jak dochodzi do rozmów o listach, to wtedy rzeczywiście jest jakiś problem. Są też oczywiście tematy, w których jesteśmy podzieleni i takim tematem jest np. Komitet Obrony Demokracji i bezpośredni w nim udział.

W tej sprawie zajmujesz jednoznaczne stanowisko.

Zdaję sobie sprawę z miłości lub braku miłości różnych środowisk na lewicy w stosunku do Komitetu Obrony Demokracji. To, co się wydarzyło na samym początku tego ruchu, wyrosło ze szczerego sprzeciwu wobec tego, co PiS robi w sprawie TK, czy też mówiąc szerzej, standardów demokratycznych. Chodzę na marsze KOD-u i tam jest wielu ludzi, którzy są tym wszystkim zaniepokojeni – ich też trzeba brać pod uwagę. Nie można powiedzieć niesprawiedliwie i stereotypowo: OK, tam są ci syci w futrach i my w ogóle nie będziemy z nimi rozmawiali. Przyjmując taką optykę stajemy się tacy, jak PiS. Albo mówimy: jesteśmy otwarci, inkluzyjni i chcemy społeczeństwa, które odczuwa wspólnotę…, albo wykluczamy z jednej strony PiS, wiadomo dlaczego, a z drugiej strony wykluczamy KOD, bo część tych ludzi popiera Platformę Obywatelską. Przekonajmy ich, żeby nie popierali w ramach demokratycznych procedur. Ja pamiętam, jak na demonstracji KOD Zieloni zostali wygwizdani, kiedy mówili o nierównościach społecznych i o tym, że nie tylko nieliczni odczuli sukces transformacji. To było straszne, natomiast to było mega ważne, że tam byli, nawet, jeśli mieli zostać wygwizdani, bo jakieś osoby usłyszały inną wizję Polski, niż ta obowiązująca, liberalna historia, którą słyszymy od zawsze, w której się wychowaliśmy i w której wychowują się nasze dzieci. Kiedy mówimy o sprawiedliwości społecznej albo o rosnącej nietolerancji, to mam poczucie, że robimy coś bardzo ważnego.

Kurczę! Jeśli my lewica, abdykujemy, to ludzie będą cały czas słyszeć tylko dwie opowieści: tą PiS-owską i tą liberalną. Oczywiście trzeba być krytycznym. Na początku każdego ruchu trzeba wiedzieć, co nam się nie podoba. Nie odpuszczajmy  kodowskiego środowiska, bo tam jest dużo osób, które do mnie podchodzą i mówią: „Potrzebujemy lewicy. Uważamy, że w dobrze zorganizowanym państwie lewica musi mieć swoje miejsce i swoją reprezentację w Sejmie”, więc nie odpuszczajmy tych ludzi, bo będziemy wtedy tacy sami, jak PiS. Ja nie chcę być żadną sektą i chciałabym mieć poczucie wspólnoty, a wykluczając wszystkich będziemy dalej w tym miejscu w którym stoimy.

W środowisku, już tym rozumianym szerzej, niż lewicowe,  jest jeszcze jeden ważny spór – to spór o 500+. Moim zdaniem krytyka tego programu w taki sposób, w jaki się ona często odbywa, jest po pierwsze niemądra, a po drugie nieprzyzwoita.  To, że obecna władza daje nam ten i kilka innych ważnych programów  w  bardzo nieładnym pakiecie z nacjonalizmem,  ksenofobią, homofobią itd.,  jest faktycznie bardzo dla lewicy trudne. Jednak sam program 500+ jest cywilizacyjnym minimum, którego u nas w Polsce jeszcze nie było. Jeśli program będzie hejtowany, zwłaszcza przy używaniu absurdalnych argumentów o rozdawnictwie, czy też wyrzucaniu kobiet z rynku pracy, to zyskamy tyle, że na stałe przypniemy kulturowy nacjonalizm do kwestii socjalnych.

Myślę, że w sprawie 500+ jedno jest pewne. Pogardliwe wyrażanie się o ludziach, którzy są beneficjentami tego programu, to przykład arogancji klasowej w najgorszym rozumieniu tego słowa. Te żarciki, kawały… taki hejt narodowy, jest po prostu obrzydliwy i na lewicy wszyscy się zgadzamy, że trzeba z tym walczyć.  Możemy oczywiście dyskutować nad formą tego programu. Możemy dyskutować nad tym, czy 500+ nie lepiej byłoby spożytkować w ten sposób, że część z tej sumy byłaby przeznaczona na opłacanie posiłków w szkole, część od razu byłoby kierowane do żłobków, czy przedszkoli i na opłaty tego rodzaju, a część na wydawanie bonów na konkretne rzeczy. O samej potrzebie tego, że należy wesprzeć ludzi, którzy mają dzieci w ogóle nie powinniśmy dyskutować. Problem z 500+ jest też taki, że uprzywilejowana jest tradycyjna rodzina, najlepiej wielodzietna. O tym się nie mówi, ale osoby, które mają dzieci z różnych związków, mają problem. Otóż jeśli np. mama ma trójkę dzieci, ale z różnymi partnerami, to i tak dostanie jedne 500 zł.

Istnieją też inne problemy, o których mówią środowiska lewicowe. Otóż można być naprawdę biednym i jedynie minimalnie przekroczyć próg mając jedno dziecko i  już się nie dostanie 500+, a bogate rodziny z piątką dzieci dostaną, szybko przeliczam, 2000 zł miesięcznie. Byłam w czasie wakacji w małych miejscowościach. Są tam ludzie, którzy mają jedno dziecko i bardzo niskie dochody, a mimo to nie dostaną, z przyczyn formalnych, pomocy w postaci 500+. I to nie jest dobre. Ja uważam, że taki program powinien być dla każdego dziecka, tak jak to się dzieje w państwach opiekuńczych: progresywna polityka społeczna. Każde dziecko rodzi się i wie, że jest ważne dla państwa. Uczy się od samego początku, że jest częścią społeczeństwa i że to społeczeństwo o nie dba, że mu na nim zależy i że my od takiego małego obywatela, który stanie się dużym obywatelem, należy wymagać przestrzegania korzystania nie tylko z praw, ale i z obowiązków.  Naprawdę trudno wymagać przestrzegania obowiązków od części polskiego społeczeństwa, które jest w absolutnie upokarzającej sytuacji i nie widzi żadnego wsparcia ze strony państwa.

Skąd Twoim zdaniem bierze się ten hejt na 500+?

Wydaje mi się, że z tego,  iż przez 27 lat nie udało się nam zbudować wspólnoty.  Cokolwiek, co się udało zbudować choć trochę, to wszystko padło. Teraz jest pytanie, czy my pozwolimy na to, żeby z jednej strony tę wspólnotę burzyć, bo to właśnie robi Jarosław Kaczyński  tworząc nowego polskiego obywatela i nowe polskie państwo, czy będziemy stosować technikę liberalną, która przegrała – nie oszukujmy się –przegrała w starciu z nowym państwem Kaczyńskiego, czy po prostu postaramy się wysilić i wymyślić coś nowego. Coś, co bardziej przekona ludzi…

Wierzysz, że lewica się odbuduje i zjednoczy?

Wierzę w to, że będziemy mądrzejsi. To już naprawdę nie chodzi o nas. Chodzi o ludzi, którzy nie mają swojej reprezentacji w parlamencie.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +11, liczba głosów: 11)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z biblioteki zdjęć #MP