Przemoc na Żylecie w czasie Ligi Mistrzów – po co!?

Piszę to jako wieloletni kibic Legii Warszawa, zespołu z mojego miasta, zespołu z którym jestem od ponad 20 lat, na dobre i na złe. Oglądam mecze z perspektywy Żylety, najbarziej zagorzałej trybuny na stadionie. Od zawsze ciągneło mnie w sam środek wydarzeń, tam gdzie adrenalina i najintensywniejsze doznania. Myślałem, że na Łazienkowskiej widziałem już wszystko… Do meczu z Borussią.

„Guess who is back?” – „Zgadnijcie, kto wrócił?” – powitał piłkarzy transparent rozwieszony w chwili pierwszego gwizdka. Dobre pytanie. Sceny, które się rozgrywały przyprawiały o dreszcze i niestety nie tylko chodzi o boiskowe wyczyny. W 30 minucie meczu duża, bo kilkudziesięcioosobowa, grupa pseudokibiców starała się przedrzeć na zasiadany przez niemieckich kibiców sektor gości. Gdy odzielający ich płot okazał się zbyt wysoki, agresja przeniosła się na stewardów. Stewardami najczęściej są chcący dorobić studenci – Bogu ducha winni ludzie, będący w pracy tak samo, jak my na co dzień. Zostali pobici i spsikani gazem pieprzowym.
Na tym niestety nie koniec. Wszystko to rozgrywało się w akompaniamencie okrzyków „Borussia Nutte” – w luźnym tłumaczeniu „Borussia Dziwka”. Nic w tym dziwnego, gdyż okrzyki tego typu są niestety stałym krajobrazem naszych stadionów. Problem polega na tym, że wielu kibiców zaintonowany okrzyk odebrało jako – „Borussia Jude” i bezrefleksyjnie wykrzykiwało to hasło, ile sił w płucach. Może to stanowić powód do wszczęcia przez UEFA postępowania związenego z antysemityzmem. Konsekwencje mogą być ogromne i nie wykluczone, że pozostałe dwa mecze przy Łazienkowskiej przyjdzie zagrać nam przy pustych trybunach.

Bandy łysych na Żylecie

Problem zaistniał także na Żylecie, szczycącej się nienaganną dyscypliną i słynącej z ciągłego, fanatycznego dopingu. Tam gromadzą się najzagorzalsi i najbarziej oddani kibice. Nienaganny doping ciężko było utrzymać w momencie, gdy nasza drużyna przegrywała 0:4.  Jedyne co cisnęło się na usta to przekleństwa z powodu upokorzenia. W tym czasie na Żylecie zaczęły dziać się rzeczy niepokojące, których nie było wcześniej. W tłumy ubranych na biało kibiców Legii, weszły bandy ubranych na czarno chuliganów. Chodzili w grupkach, zaczęli zaprowadzać „porządek”. Byli to łysi kolesie, po kilka osób w grupie, tak zwani „goście szafy”, zapaśnicy i bokserzy. Bojówka Legii. Masa osób dostała w twarz, lub została pobita, tylko dlatego, że nie skakali tak, jak „powinni”. Wyglądało to drastycznie. Bili na oślep, nie bacząc na to, kto znajduje się dookoła, czy kobiety, czy dzieci… Wystarczyło że nie śpiewałeś w tym momencie piosenki!

Sam mecz zakończył się wynikiem 0:6 – czyli podwójny walkower, kompromitacja, można było nie wychodzić i dostać „tylko” 0:3. Piłkarze byli powolni, nie mieli woli walki, piłkarskiego zacięcia.  Nastąpiło zderzenie z murem. Zderzenie piłkarskiego kopciuszka z futbolowym mocarzem. Wśród cichych nadzieji nie spełnił się scenariusz z walki Dawida z Goliatem. Nie spełnił się scenariusz chociażby o walce. Tej nie było. Mecz można wygrać, przegrać i zremisować, na specjalne okazje pozostaje jednak oddzielna kategoria – można się skompromitować. Tym, którzy we wtorek o 20:45 zasiedli wygodnie przed telewizorami, nie trzeba nic więcej tłumaczyć. Okazja była podniosła i długo wyczekiwana. W końcu po 20 latach rozłąki  polski zespół dostał się tam gdzie słowo wielki futbol wybrzmiewa na każdym kroku. Wielka kasa, wielcy piłkarze, największe stadiony i oprawy meczowe. Miliony ludzi przed telewizorami na całym świecie  – Liga Mistrzów, piłkarskie Hollywood, spełnienie marzeń każdego piłkarza i kibica. Wydarzenie niezwykłe, bez precedensu w Polsce, mimo głosów sceptyków, że nie pasujemy do tego grona, jesteśmy zbyt słabi i skończymy blamażem, każdy piłkarski kibic marzył o znalezieniu się na trybunach.

Legia nie zdała niestety testu jakim miał być ten mecz. Powitanie z Europą pokazało nam, że zarówno piłkarsko nam do niej daleko jak i kibicowsko. Nie umieliśmy zachować się, gdy cały świat na nas patrzył. Zostaje nam czekać na konsekwencje jakie wyciągnie w stosunku do nas federacja, oraz pytanie  „Guess who is back?” na które wszyscy możemy sobie odpowiedzieć. Niestety odpowiedź niekoniecznie będzie pozytywna.

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +7, liczba głosów: 17)
Loading...

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Chris RubberDragon