Czy zachodnie koncerny internetowe zgodzą się przełknąć chińskie standardy cenzury?

https://www.flickr.com/photos/jonathankosread/

Nic nie odda lepiej delikatnej natury problemów, z jakimi stykają się amerykańscy giganci internetu jak Google czy Facebook w Chinach, niż wypowiedź Ren Xianlianga:

Rozbudowa internetu w Chinach zawsze cechowała polityka otwartości. Tak długo jak zagraniczne firmy internetowe będą szanowały chińskie przepisy, nie szkodząc interesom zarówno kraju, jak i konsumentów, zapraszamy je do Chin, gdzie mogą wspólnie dzielić korzyści z rozwijającego się internetu.

 

Gwoli ścisłości, pan Xianliang jest zastępcą dyrektora Administracji Cyberprzestrzeni – urzędu, który zarządza internetem Państwa Środka. „Polityka otwartości” oraz „chińskie przepisy”, na które powołuje się dyrektor, to nic innego jak ścisły aparat cenzury, uniemożliwiający internautom poszukiwanie i publikowanie materiałów, krytycznych wobec Partii Komunistycznej. Dzięki połączeniu algorytmów oraz bezpośredniej inwigilacji, firmy internetowe – działające w Państwie Środka – współpracują z rządem na wielu płaszczyznach. Cenzorują konkretne słowa kluczowe, ograniczają i moderują dyskusje na forach, sprawdzają treść publikowanych materiałów, ale też udostępniają – na życzenie władz – prywatne dane użytkowników. Jakby tego było mało kraj jest oddzielony od reszty świata niewidocznym dla oka, ale bardziej uciążliwym Wielkim Chińskim Firewallem. Nic, na co nie wyrażą zgody urzędnicy z Administracji Cyberprzestrzeni, nie przeniknie do szukających informacji internautów.

Facebook został zablokowany w Chinach w 2009 roku, Google rok później. Obie firmy nie zgodziły się na łamanie własnych standardów i oddanie danych użytkowników przedstawicielom władz na talerzu. Na nic się też nie zdało straszenie przez zagraniczne koncerny, że ich wyjście zuboży życie lokalnych internautów. Chińczycy mają QQ, WeChat, Weibo czy Baidu i doskonale się obywają bez zachodnich mediów społecznościowych.

Jednak czasy się zmieniają, jak śpiewa tegoroczny noblista. Rynek chiński – co oczywiste – jest wielki, a liczeni w miliardach użytkownicy najpopularniejszych aplikacji działają na wyobraźnię prezesów międzynarodowych koncernów.

Zaczyna się od drobnych kroków. Facebook otworzył biuro w Pekinie, które Mark Zuckerberg odwiedził osobiście, roztaczając czar, mający złamać serca chińskim cenzorom. Z kolei pogłoski na temat Google’a sugerują, że planuje uruchomienie sklepu z aplikacjami. Jednak – jak wynika z cytowanej powyżej wypowiedzi zastępcy dyrektora – ich działanie musiałoby uwzględniać cenzurowanie treści oraz udostępnianie danych na temat osób uznanych za zagrożenie. Co przeważy? Stanie przy własnych pryncypiach czy przymknięcie oka na niewielkie niedogodności w zamian za dostęp do miliarda potencjalnych klientów?

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Być może jakąś podpowiedzią – dla tych, którzy sądzą, że powyższe pytanie jest dylematem – będzie postawa Apple’a. Korporacja z Cupertino w kwietniu tego roku zamknęła dla chińskich konsumentów usługi iBook oraz iTunes. Tim Cook wie, że władzom z Pekinu nie podoba się uzależnienie od zagranicznych technologii i nie cieszy ich – w odróżnieniu od akcjonariuszy Apple’a – rosnąca sprzedaż iPhone’ów.

Jednak prezes Nadgryzionego Jabłka wie jak się wkupić w łaski Partii, a jednocześnie poprawić przychody z trzeciego największego rynku. Tydzień temu ogłoszono, że firma otworzy w przyszłym roku centrum badań i rozwoju w mieście Shenzhen, określanym jako Chińska Dolina Krzemowa. Na miejscu znajdują się fabryki i biura projektowe największych chińskich producentów (Huawei) czy firm internetowych (Tencent). Lokalne pogłoski mówią, że Apple wyłoży prawdopodobnie około 45 milionów dolarów i zatrudni około 500 inżynierów dla swojego drugiego już – oprócz zlokalizowanego w Pekinie – działu B&R w Państwie Środka.

Tak więc można się krygować – jak Facebook i Google, a można też odważnie wejść na rynek, sypnąć inwestycjami i zapewnić sobie przychylność czynnika politycznego. Wprawdzie konsumenci będą nieco inwigilowani, ale wyniki sprzedaży uciszą głos sumienia. A, że po jakimś czasie z pudełek produktów z jabłuszkiem zniknie niepokojąca dwoistość: zaprojektowane w Kalifornii, wyprodukowane w Chinach? Trudno, czasami trzeba ciąć koszty.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 2)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Jonathan Kos-Read
The following two tabs change content below.
mm
Z wykształcenia ekonomista. Interesuje się sytuacją gospodarczą na świecie ze szczególnym uwzględnieniem Stanów Zjednoczonych, Chin i Indii, jak również problemami największych światowych korporacji. Przygląda się sytuacji społeczno-gospodarczej, interesują go kwestie dochodu podstawowego, nierówności płac oraz równouprawnienia płci. Prowadzi bloga: http://antykruchosc.blox.pl/html
mm

Ostatnie wpisy Rafał Kinowski (zobacz wszystkie)