Hejt w sieci leci. Zrozumie go ten, kto posmakował

PROQuinn Dombrowski

Mam nieodparte wrażenie, że sytuacja z hejtem jest podobna do tej z przemocą wobec kobiet. Kobietom radzi się, jak mają się zachowywać, żeby unikać przemocy, zamiast uczyć mężczyzn, jak jej nie stosować. Nie uczymy ludzi, że hejtowanie jest złe, mówimy im, jak mają sobie z hejtem radzić.

Środowy wieczór, napisałam tekst dla Medium Publicznego. Po chwili zaczęłam czytać, że nie wiem, o czym piszę, że nie zrozumiałam tematu, a mój tekst jest, cytuję – „z dupy”. Nie wiedziałam, że to takie proste. Poniżej znajduje się link do tego tekstu, wystarczy kliknąć.

http://mediumpubliczne.pl/2016/10/jedynym-rzeczywistym-rezultatem-filmu-smarzowskiego-wzrost-niecheci-polsko-ukrainskiej/

Piątkowe popołudnie, włączam komputer i widzę post znajomej dziennikarki, która pisze artykuły dla dużej gazety – Nie jest łatwo znosić hejt za teksty. Człowiek wkłada całe serce, czas… itd. Czy nagle wszyscy wokół mnie doświadczają hejtu, czy po prostu bardziej zwracam na to uwagę? – zastanawiam się.

Rozmawiam z kilkoma osobami o swoim tekście, wszyscy zwracają uwagę głównie na komentarze. Mówią, żebym się w końcu przyzwyczaiła, że to normalne.

Sobota rano, włączam radio, Szczepan Twardoch opowiada o swojej najnowszej książce, w pewnym momencie mówi, że czyta na swój temat tak dużo złych rzeczy, do tego tak skrajnie różnych i wykluczających się, że musiał się od tego w pewien sposób odciąć, żeby nie zwariować.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Kolejny dzień, hejtu doświadcza Anna Dryjańska, organizatorka protestu pod domem Jarosława Kaczyńskiego. Rafał Ziemkiewicz, znany z podobnych wypowiedzi, pisze na Twitterze – Właśnie widziałem w tv p. Anne Dryjańską. To wyjątkowa czelność, że pyskuje pod domem Jaro, sama jest zdeformowana, a jednak ją mama urodziła (pisownia oryginalna).

Kilka dni wcześniej, crème de la crème, eksperyment w Radomiu wykonany przez Rafała Betlejewskiego. Wiadro pomyj wylane na jego głowę, to określenie nad wyraz delikatne. Kiedy czytałam komentarze pod artykułem o eksperymencie, miałam wrażenie, że coś po prostu pękło, że nagle wszyscy zobaczyli, że można. Że zadziałał mechanizm kuli śniegowej.

Pytam znajomą psycholożkę, która występuje jako ekspertka w telewizji śniadaniowej, czy kiedykolwiek doświadczyła hejtu. Odpowiada, że doświadcza go bardzo często. Co piszą? – pytam.

Często widzę komentarze pod materiałami z programu, że jestem brzydka, za gruba, za głupia, że mówię bez sensu, że nie znam życia i nic nie wiem, żadnych konkretów tylko ogólna, bardzo negatywna ocena. Kilka razy zdarzyło mi się, że ta sama osoba pod różnymi loginami krytykowała mnie w wiadomościach prywatnych – mówi Magdalena Chorzewska.

Wyjaśnia mi, że to dla niej normalne, że jak się pokazuje publicznie, to ludzie mówią o niej, i to niekoniecznie dobrze. Pytam, dlaczego w tym tyle agresji.

Głównym powodem jest anonimowość, bo ludzie w internecie mają alter ego. Poczucie anonimowości powoduje, że pokazują swoje nie uzewnętrzniane nigdzie potrzeby. Hejtują, bo tak najłatwiej wyrazić bierną agresją. Łatwo jest krytykować, kiedy nie bierzesz za to odpowiedzialności. Powiedzenie mi tego samego prosto w oczy byłoby dużo trudniejsze i pewnie by się nie zdarzyło. W hejcie jest mało faktu, a dużo negatywnych emocji.

Racja. Większość negatywnych komentarzy w internecie jest bardzo silnie naładowana negatywnymi emocjami. Rzadko zdarza się rzeczowa polemika. Ale czy, mimo tego, że to wiemy, jest nam z hejtem łatwiej żyć? Czy można się do tego przyzwyczaić? – Ja sobie z tym radzę. Mam świadomość, że to, co czytam, nie jest prawdą i nie dotyka mnie to osobiście. Wiem też, że w żaden sposób nie wpłynie na moja przyszłość – mówi Magda. Dodaje jeszcze, że zawsze, jeśli robisz coś więcej, krytyka jest wpisana w ryzyko, a w dobie internetu jest ona coraz bardziej śmiała bo bezkarna.

Czy jesteśmy hejterami, bo czujemy się bezkarni? Czy to takie proste? Jesteśmy źli, bo nam wolno? Pojawia mi się w głowie mnóstwo pytań. Zastanawiam się, dlaczego mamy być odporni na hejt. Dlaczego mamy sobie z nim radzić? Czy nie mamy wyjścia i musimy na niego pozwalać?

Mam nieodparte wrażenie, że sytuacja z hejtem jest podobna do tej z przemocą wobec kobiet. Kobietom radzi się, jak mają się zachowywać, żeby unikać przemocy, zamiast uczyć mężczyzn, jak jej nie stosować. Nie uczymy ludzi, że hejtowanie jest złe, mówimy im, jak mają sobie z hejtem radzić.

Wszyscy do tego przywykliśmy. Uznajemy hejt za coś normalnego. Przyjmujemy, że jest wpisany w zawód dziennikarza, psychologa, artysty i wielu innych. Pozostaje jednak pytanie, dokąd nas to zaprowadzi?

p.s. Eliza Michalik, dziennikarka Superstacji, odebrała ostatnio telefon od pana, który zapowiedział, że w weekend odwiedzi ją z kolegami i wytłumaczy jej, że się myli w swoich poglądach. Ku mojemu zaskoczeniu, bardzo dużo osób zadeklarowało chęć pomocy dziennikarce, mężczyzna został szybko zidentyfikowany, a sprawa zgłoszona na policję. Eliza Michalik napisała wtedy coś, co jest najlepszym podsumowaniem tego artykułu:

(…) poglądy nie są warte tego, by z ich powodu robić krzywdę innym ludziom. Nic nie jest warte tego, by krzywdzić drugiego człowieka w jakikolwiek sposób, by zniżać się do gróźb i straszenia. Proszę to przemyśleć. Różnimy się i co z tego? Czy musimy się z tego powodu nienawidzić? Nie lepiej pogadać, choćby na facebooku, poznać punkt widzenia drugiej strony?

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +4, liczba głosów: 20)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Quinn Dombrowski
The following two tabs change content below.

Monika Mioduszewska-Olszewska