Naczelną tożsamością jest odrodzona świadomości narodowa

Stefan Lins

Zwykli szarzy ludzie potrzebują wiary budującej zaufanie we własne siły, do podjęcia jakiejkolwiek akcji, łącznie z głosowaniem, przeciwko potężnym elitom. Biorąc pod uwagę zanik barier klasowych, tylko tożsamość narodowa może dać im tę świadomość. Czyżby więc nacjonalizm był nowym wymiarem walki klasowej?

Od Rewolucji Francuskiej masowe ruchy polityczne toczyły się wokół dwóch centralnych kwestii spornych. Pierwsza dotyczyła stopnia tolerancji dla nierówności społecznych, druga był sporem pomiędzy wyznawcami poglądów konserwatywnych i autorytarnych z liberałami. Pokrywały się z nimi główne linie podziałów pomiędzy partiami politycznymi w większości krajów, choć od dawna przyzwyczailiśmy się do dominacji w polityce tego pierwszego sporu – o redystrybucyjne opodatkowanie, zakres państwa opiekuńczego i rolę związków zawodowych. Dotyczy to zwłaszcza Europy Zachodniej, gdzie bardzo zmalało znaczenie zorganizowanej religii jako historycznej ostoi konserwatyzmu społecznego, a w znacznie mniejszym stopniu USA.

Oryginał tekstu autorstwa Colin Crouch znajduje się na Open Democracy UK – tłumaczenie w pracy społecznej dokonane przez Krzysztofa Woźniaka. Redakcja Rafał Betlejewski.

Ten tradycyjny porządek jest obecnie stopniowo podmywany przez rosnące znaczenie innych kwestii, po części powiązanych, po części niezależnych – globalizację gospodarki, imigrację, uchodźców, a wreszcie rosnącą asertywność tożsamości islamskiej, uciekającej się w skrajnych przypadkach do terroryzmu. Wszystkie one powodują wzrost znaczenia odwiecznej walki autorytarnego konserwatyzmu z liberalizmem. Znaczny odsetek ludzi czuje, że to do czego są przyzwyczajeni jest zagrożone, że stanęli twarzą w twarz z trudnymi decyzjami oraz z wartościami kulturowymi i obecnością wśród nich osób przybyłych z zewnątrz, spoza znanej im od dawna strefy komfortu. Szukają więc bezpieczeństwa poprzez wykluczanie sił i ludzi, uważanych za przyczynę sytuacji. Skłonni do tego są zwłaszcza ci, którzy z tytułu pozycji społecznej czują się pozbawieni kontroli nad swym losem, znajdujący schronienie w narzucaniu norm wykluczających groźną dla nich różnorodność. Ich reakcja przybiera różne formy. I tak np. wielu Rosjan dryfuje w nacjonalizm i agresywną homofobię, a znaczny odsetek muzułmanów ucieka pod skrzydła swej wiary (o wiele ważniejszej dla nich jako symbol nie-zglobalizowanej przeszłości niż przynależność państwowa) i narzuca kobietom ścisłe normy ubioru. Z kolei wielu Amerykanów nie tylko coraz bardziej obawia się meksykańskich imigrantów i islamskich terrorystów, ale zaczyna pasjonować się kwestią aborcji. Ogólnie rzecz biorąc, konserwatyzm społeczny, koncentrujący się często na głęboko zakorzenionych poglądach na seksualność, zlewa się z ksenofobią, tworząc falę poparcia społecznego dla tradycyjnej, a nie neo-liberalnej prawicy.

Europa, zwłaszcza zachodnia, jest do pewnego stopnia wyjątkiem. W krajach katolickich dawno wygasły decydujące wielkie boje lat 70-tych, o antykonconcepcję, rozwody, a wreszcie aborcję (*), a rozmaite kościoły, ostoje europejskiego konserwatyzmu społecznego, osłabły i w wielu przypadkach stały się liberalne w swym nastawieniu. Poparcie dla autorytarnego konserwatyzmu jest bardzo niewielkie i ogranicza się do imigracji i kwestii wynikających z ponad-narodowej roli Unii Europejskiej, osłabiającej tradycyjne tożsamości narodowe i wpuszczającej imigrantów z ich obcą kulturą i językiem.

Tym poglądom i obawom przeciwstawia się liberalny sposób myślenia, widzący w globalizacji i wielokulturowości szanse na bogatsze życie, bardziej różnorodną kulturę i, być może, lepsze szanse na indywidualny awans społeczny.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Krótka Historia Politycznej Tożsamości

By umieścić tę konfrontację we właściwym kontekście, trzeba zrozumieć, jak doszło do tego, że pod koniec 19-go i w początkach 20-go wieku szarzy obywatele, których życie było bardzo odległe od wielkiej polityki uzyskali jakąkolwiek polityczną tożsamość. Stało się to gdy odkryli, że aspekty ich pozycji społecznej, które znali bardzo dobrze, miały ścisły związek z walką o prawo do głosowania i o inne uprawnienia polityczne. Zależnie od pozycji w społeczeństwie, tożsamość wiązała się z żądaniem włączenia do procesu wyborczego i z żądaniem wykluczenia z niego innych. Przynależność klasowa, majątek, wyznawana religia i czasami pochodzenie etniczne (to ostatnie w Europie najcześciej w odniesieniu do żydów, w USA do Murzynów), były kluczowymi identyfikatorami w tej walce. Po zakończeniu II Wojny Światowej, po wielkim przelewie krwi, koncepcja uniwersalnych praw obywatelskich dla wszystkich dorosłych została przyjęta we wszystkich rozwiniętych gospodarczo krajów Europy. Hiszpania i Portugalia były poza tą grupą do lat 1970-ch, Grecja raz do niej przystępowała, to znów z niej wychodziła. W Środkowej i Wschodniej Europie dominował tymczasem bardzo dwuznaczny model uniwersalizmu, w którym stosowane prawo ograniczało go do komunistycznej elity partyjnej przy wykluczeniu wszystkich innych. Ogólnie rzecz biorąc jednak, polityka zachodnia stała się pokojowa i mniej lub więcej demokratyczna.

Gdy już uniwersalne prawa obywatelskie stały się faktem, wykute w procesie walki o nie, tożsamości zaczęły tracić rację bytu, były jednak na tyle głęboko zakorzenione, że stały się, paradoksalnie, podstawą demoratycznej polityki wyborczej. Z upływem czasu żyły już jedynie jako wspomnienia doświadczeń rodziców i dziadków a nie jako doświadczenia własne. Pamięć ta naturalnie słabła, zresztą bardzo często ludzie odeszli daleko od pozycji społecznej poprzednich pokoleń. Demokracja zatem oparła swą żywotność na siłach, które jej zwycięzstwo osłabiło. Ich schyłek został przyspieszony przez trzy głębokie zmiany. Napierw przyszła gospodarka postindustrialna i stworzenie licznych zawodów nie mających związku z dawniejszymi, których wykonawcy nie mieli łatwego odniesienia swych pozycji zawodowych do swoich lojalności politycznych. Przynależność klasowa zanikła jako miarodajny wyznacznik politycznego nastawienia. Następnie (w Europie, ale nie w USA), podupadła religijność, a wraz z nią znaczenie związanej z nią walki o tożsamość oraz konfliktu pomiędzy autorytaryzmem a liberalizmem. Wreszcie, używanie przynależności etnicznej czy narodowościowej jako wyznacznika tożsamości, które w dwóch wojnach światowych dało przykład niszczącej siły nacjonalizmów, wraz z pamięcią o Holokauście na długo przeraziło większość polityków i obywateli. Nacjonalistyczny margines przetrwał w niektórych krajach, podczas gdy osobny problem z przyznawaniem przywilejów obywatelskich bez ograniczeń rasowych istniał w USA do lat 1960, ale na ogół były one strefą zakazaną w rozgrywkach politycznych.

Malejąca frekwencja wyborcza mas obywatelskich i jeszcze szybciej malejąca ich identyfikacja z partiami politycznymi nie powinna dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę, że ich wielkie zainteresowanie polityką, przy braku szans wywarcia efektywnego na nią wpływu, wymaga struktur społeczno-politycznych. Te zaś, które odziedziczono po dawniejszych walkach przestały być aktualne. Doszło do tak znacznego rozluźnienie więzi pomiędzy partiami politycznymi i elektoratem, że coraz bardziej niewłaściwe staje się łączenie dyskusji nad wynikami wyborów z rozważaniem kwestii tożsamości.

Czy głosowanie na jakąś partię, nawet wielokrotne, sugeruje identyfikację z tą partią większe niż np. identyfikowanie się wielokrotnego nabywcy jakiegoś mydła z jego producentem?

Dla wszystkich stało się oczywiste, że kampanie wyborcze coraz bardziej upodabniają się do kampanii reklamowych produktów, sugerując, iż partie polityczne w rzeczy samej uważają, że związane są z wyborcami w taki sam sposób, jak wytwórcy towarów z ich nabywcami.

Ta sytuacja ulega jednak właśnie zmianie, gdyż gospodarcza globalizacja i jej szersze konsekwencje zaczynają produkować nowe typy tożsamości społecznych mające potężny potencjał polityczny. Naczelną tożsamością jest odrodzona świadomości narodowa. Podczas gdy przytłaczająca większość polityków przez dziesięciolecia unikała używania nacjonalizmu w konfliktach politycznych, nie przeszkadzało to jednak posługiwać się nią w sposób neutralny, jako motywującym hasłem, skoro przecież zadaniem elity politycznej jest właśnie troska o naród. Skutkiem tego nacjonalistyczne sentymenty ostały się w podświadomości społeczeństwa, gotowe do wykorzystania, gdy nadarzy się okazja. Globalizacja, imigracja, uchodźcy i terroryzm stworzyły właśnie taką okazję. Sprzyjało jej słabnięcie pamięci o przerażających konsekwencjach używania nacjonalizmu w polityce w pierwszej połowie 20 w. Poczucie narodowe staje się coraz istotniejsze jako siła polityczna, podczas gdy znaczenie przynależności klasowej i wiary.

Zwrot ten jest najbardziej widoczny w Europie Środkowej. Polityczne implikacje przynależności klasowej pod rządami państwego socjalizmu zostały tam postawione na głowie i tożsamość narodowa pozostała jako jedyna więź ludzi z ich społeczeństwem. To właśnie tłumaczy fenomen Republiki Czeskiej, która nagle stała się najbardziej eurofobicznym po Wlk. Brytanii krajem Europy. Państwo to chyba najwięcej ze wszystkich skorzystało z unijnego członkowstwa, które dało mu nowoczesną infrastrukturę, ramy do bezbolesnego rozwodu ze Słowacją, łatwy kanał dla niemieckich i innych inwestycji oraz podstawy do handlu z resztą świata, które w innym przypadku Czesi musieliby budować od zera. Potem Unia poprosiła Czechy o odwdzięczenie się, przez udział w pomocy bliskowschodnim uchodźcom, lądującym na plażach Grecji i Włoch. Jednak Czesi, których nacjonalizm nigdy w historii nikogo nie skrzywdził, ale był zawsze sztandarem oporu przeciw różnym wersjom zagranicznej dominacji, nagle ochoczo dołączyli do fali wrogości do „obcych” zalewającej Europę.

Nacjonalizm jako maska dla konfliktów klasowych?

Znaczący i nieoczekiwany rezultat tego procesu to reinterpracja dawnego punktu równowagi pomiędzy nierównością i redystrybucją, który zaczęto interpretować przy użyciu nacjonalizmu, a nie konfliktów klasowych. Nowe ruchy nacjonalistyczne prawie zawsze dodają globalne elity finansowe do listy wrogów, których atakują. Wielu obserwatorów zaskoczyła niska liczba masowych gniewnych reakcji po kryzysie finansowych 2008 roku. Dziś już znamy powód. Zwykli szarzy ludzie  potrzebują świadomości budującej zaufanie we własne siły, do podjęcia jakiejkolwiek akcji, łącznie z głosowaniem, przeciwko potężnym przeciwnikom. Biorąc pod uwagę zanik barier klasowych, tylko tożsamość narodowa może dać im tę świadomość. Wszystkie ksenofobiczne ruchy społeczne, od Donalda Trumpa w USA, przez Mariane Le Pen we Francji i Geerta Wildersa w Holandii do Norberta Hofera w Austrii łączą swe ataki na imigrantów i uchodźców z krytyką narodowych elit, współodpowiedzialnych za kryzys finansowy. Równocześnie, niektóre ruchy, które narodziły się jako nie-ksenofobiczne akcje protestacyjne, jak np. Movimento Cinque Stelle w Italii, odkryły, że znajdują o wiele większy posłuch, jeśli dołączą krytykę imigrantów do swej retoryki. Ugrupowania w rodzaju UKIP (United Kingdom Independence Party – Patria Niepodległości Zjednoczonego Królestwa), czy Alternative für Deutschland, które narodziły się z krytyki Unii Europejskiej, znalazły receptę na sukces w żerowaniu na strachu przed imigrantami i muzułmanami. Pozwala to na rzucanie wyzwania poteżnym elitom, dzięki opakowaniu go w atak na najsłabsze symbole globalizacji.

Strach, który może powstrzymać przed kopnięciem osiłka, jest o wiele mniejszy, gdy kopie się kogoś uważanego za jego psa.

W niedawnym artykule w „Guardianie” Martin Jacques stwierdził, że sukces kampanii o Brexit i licznych innych przypadków szerokiego poparcia ruchów populistycznych na Zachodzie jest dowodem na powrót do polityki walki klasowej, a szczególnie na polityczny renasans klasy robotniczej[1]. To jest jednak czyste chciejstwo. Poza Grecją, Hiszpanią i być może Szkocją, ten nowy populizm zdecydowanie nie jawi się jako walką klasową, ale jako nacjonalistyczny, anty-emigrancki i przeciwny uchodźcom odruch – zupełnie niezależnie od faktu, że większość głosujących za BREXITem to dobrze ustawieni konserwatywni wyborcy z południa Anglii.

Społeczne poparcie dla wielokulturowości

Czy zatem jest pewne, że nacjonalizm przebije wszystkie inne prądy polityczne, skoro za przeciwnika ma zaledwie mechanizmy wyborcze zbliżone do mechanizmów kupowania mydła?

Czy osoby wyznające poglady liberalne to nikt więcej niż rozproszone tu i ówdzie jednostki? Stalin wymyślił naklejkę „pozbawieni korzeni kosmopolici”, by piętnować żydów, ale ogólnie przyjęte przekonanie, że kosmopolityzm sugeruje brak korzeni i norm moralnych jest szeroko akceptowane. Najnowsze badania wydają się wskazywać, że jest jednak inaczej, że nastawienie liberalne jest związane z pozycją społeczną.

Zacznijmy od prac szwajcarskiego socjologa, Daniela Oesch[2]. Przestała go zadowalać koncepcja niezróżnicowanej klasy średniej, używana powszechnie zarówno w naukowych jak i popularnych dyskusjach, zakładająca, że do tej kategorii zalicza się większość pracowników grup zawodowych w gospodarkach rozwiniętych. Przyjął, zamiast tego, że nastawienie społeczne i polityczne formowane jest nie tylko na podstawie czyjejś pozycji w hierarchii organizacyjnej (czyli przynależności klasowej), ale także zależy od charakteru wykonywanej pracy. Rozróżnił tu 3 jego rodzaje: techniczny (np. produkcja), administracyjny (np. bankowość i biurokracja) i międzyludzki (np. służba publiczna). Odkrył, że jeśli połączy się ten charakter pracy z hierarchiczną pozycją, o wiele łatwiej jest wytłumaczyć różnice w decyzjach wyborczych klasy średniej.

Teza Oescha została użyta przez dwóch niemieckich analityków politycznych pracujących w USA – Herberta Kitschelta and Philippa Rehma[3] do zbadania rozważanej w artykule kwestii. Zgromadzili dane ze wszystkich zachodnich krajów członkowskich Unii, po czym zbadali nastawienie ludzi pracujących na różnych szczeblach hierarchii służbowej, w połączeniu z trzema kategoriami Oescha, koncentrując się na 3 kwestiach, które poruszyłem:

  • nierówności społecznych i redystrubucji
  • autorytaryzmu kontra liberalizm
  • imigracji

Ta pierwsza dotyczy proporcji w nierównościach społecznych, dwie pozostałe równowagi pomiędzy autorytaryzmem i liberalizmem. Jak można się było spodziewać, wyszło im, że ludzie na wyższych i środkowych szczeblach hierarchii wszystkich trzech rodzajów pracy mieli nastawienie mniej egalitarne niż ich podwładni, choć zatrudnieni w pracach typu międzyludzkiego byli bardziej egalitarni, nawet na wyższym i środkowym szczeblu. Ci na wyższych i średnich stanowiskach we wszystkich rodzajach zatrudnienia mieli liberalne nastawienie w odniesieniu do autorytarianizmu i imigracji, choc z pewnymi różnicami. Najbardziej liberalni byli znów pracownicy instytucji międzyludzkich, trochę mniej pracownicy rodzaju technicznego, a najmniej pracownicy administracyjni. Znajdujący się na dole hierarchii zatrudnieni wszystkich trzech kategorii mieli zdecydowanie nie-liberalne poglądy co do imigracji, za to popierali egalitaryzm. Zgodnie z badaniami, płeć zatrudnionego i prywatny lub państwowy charakter pracodawcy nie robiły żadnej różnicy.

Nie można ustalić bez dodatkowych badań czy ludzie o pewnym nastawieniu są w jakimś stopniu przyciągani przez szczególny rodzaj pracy, czy też to wykonywana praca kształtuje ich poglądy.

Bardziej szczegółowe wyniki badań Oesch’a and Kitschelt’a oraz Rehm’a wskazują, że im więcej swobody mają pracownicy w wykonywaniu swych zadań i im więcej stykają się przy tym z innymi ludźmi, tym bardziej sa liberalni i przychylni obcym. Z drugiej strony, im bardziej rutynowe i odczłowieczone są ich obowiązki, tym bardziej popierają autorytaryzm i wykluczenie.

I nie ma wśród nich wielkiego rozdziału pomiędzy nastawieniem do imigrantów i do kwestii porządku publicznego, np. ludzie uważający, że imigracja powinna zostać ograniczona, są równocześnie przekonani, że dyscyplina w szkołach powinna być ostrzejsza.

Jest zatem oczywiste, że nastawienie do autorytaryzmu i wolności jest czymś więcej niż osobistą zachcianką, że wynika z pozycji społecznej.

Referendum w kwestii Brexit’u ujawniło też brak socjologicznej konsekwencji. Młodzi ludzie, szczególnie kobiety z dużych miast w o wiele większym procencie głosowały za pozostaniem w UE. Starsi, szczególnie mężczyźni, mieszkający zarówno w podupadających ośrodkach przemysłowych, jak w dobrze prosperujących regionach na prowincji głosowali za wyjściem. Polityka w tej kwestii jest bardziej skomplikowana w Wlk. Brytanii niż gdzie indziej. Choć kampania za Brexit’em grała na strachu przed obcymi i w zawoalowany sposób popierała tendencje izolacjonistyczne, celem ministrów konserwatywnego rządu, prowadzących równocześnie negocjacje na temat miejsca UK w globalnej gospodarce, było zagwarantowanie krajowi korzystnej pozycji wobec światowej konkurencji. Interesujące rozważania o tym jak będą mogli w przyszłości pogodzić ten cel z poglądami masy swych zwolenników wykracza poza ramy tego artykułu. Ważniejsze jest zrozumienie, że otwartość na wielokulturowość i internacjonalizm jest uwarunkowana społecznie i stała się głęboko zakorzeniona wśród tych odłamów społeczeństwa, których zatrudnienie i inne aspekty pozycji społecznej zawiodły do odrzucenia parochializmu i cenienia globalizmu.

Ten zdeterminowany kosmopolityzm może opierać się na dodatniej ocenie wzbogacania życia przez kontakt z innymi kulturami, lub na chęci uwolnienia się od ograniczeń swobód jednostki. Trzeba zatem jasno zdać sobie sprawę, że bez względu na przyczynę, ciasny nacjonalizm nie jest jedyną szeroko popularną ideą w dzisiejszej polityce. Oznacza to, że otwiera się przepaść pomiędzy dwoma silnie odczuwanymi światopoglądami.

Skutki Długoterminowe

Opisywane powyżej procesy będą miały długoterminowe i trudne do przewidzenia konsekwencje dla układów politycznych w społeczeństwach rozwiniętych. Największe wyzwanie stawiają dominującemu na politycznej arenie sojuszowi neoliberałów z konserwatystami, głoszącemu nie-egalitarny sposób usunięcia nierówności społecznych. Mimo że ta ideologia międzynarodowych elit zdobyła hegemoniczną pozycję, neoliberalizm bardzo rzadko dominuje w polityce partyjnej. Partie używające go jako sztandarowej ideologii są z reguły bardzo niewielkie (jak np. w Niemczech Wolni Demokraci, Freie Demokratische Partei – FDP). O wiele częściej spotykany jest jako zaledwie jeden z elementów programu partii konserwatywnych – angielskich konserwatystów czy amerykańskich Republikanów. Jednakże tradycyjny zachodni konserwatyzm słabnie, wraz ze swym dawnym oparciem w religii. W rezultacie partie te kusi użycie odkrywanego na nowo tradycyjnego nacjonalizmu należącego przecież do ich dziedzictwa, który zlewa się obecnie z nową ksenofobią. Mogą to zrobić albo przez wejście w koalicję, czy też przez układanie się z partiami skrajnie prawicowymi (jak w Skandynawii), czy też przez zmiany programu partyjnego (jak brytyjscy Konserwatyści). Jest to jednak poważnym zagrożeniem dla podstaw neoliberalnego projektu, który jest globalizujący i silnie kosmopolityczny. Jak dotąd wynikający z tego rozdźwięk jest o wiele poważniejszy w USA, gdzie chrześcijańska prawica jest o wiele silniejsza niż w większości Europy(**). Partia Republikańska jest rozdzierana z jednej strony przez neoliberałów, którzy trzęśli nią od lat przy pomocy finansujących ją zaprzyjaźnionych miliarderów-finansistów, z drugiej przez protekcjonistycznych nacjonalistów reprezentowanych przez Donalda Trumpa. Neoliberałowie są sojusznikami konserwatystów tam gdzie konflikt toczy się o nierówności społeczne i o redystrybucję, gdy jednak idzie o liberalizm vs nacjonalistyczny konserwatyzm, stają się zaciekłymi wrogami.

Umiarkowani konserwatyści niekoniecznie chcą iść nacjonalistyczną ścieżką. Mogą bowiem używać swej centralnej pozycji w większości systemów politycznych do wypracowania dwustronnego kompromisu z oboma rywalizującymi formami liberalizmu – neoliberalizmem i socjaldemokracją. Najlepszym przykładem jest partia Chrześcijańskich Demokratów w Niemczech, gdzie nacjonalizm jest uważany za szczególnie niebezpieczny. Kompromis istniał też w niedawno pokonanym skrzydle brytyjskiego Konserwatyzmu firmowanym przez Camerona i Osborne’a.

Neoliberałowie mają też możliwość zakrętu w lewo, poprzez kompromisy dot. punktu równowagi w kwestii nierówności społecznych, jeśli ich liberalizm jest zagrożony przez nacjonalizm. Istnieją przecież precedensy. Dawniejsze przykłady to „New Labour” Blair’a, Schroeder’a „Neue Mitte SPD”, czy Nowi Demokraci Clinton’a. Dziś są to „Democratici” Renzi’ego. Nie są to komfortowe precedensy, ale jednak największa prawdopodobnie rewolucja społeczna najnowszych czasów – dążenie do równouprawnienia płci, była wspólnym projektem neoliberałów i socjaldemokratów, zjednoczonych w walce z konserwatyzmem. Gdy po Globalnym Kryzysie Finansowym OECD i IMF zaczęły odchodzić od swych dawnych neoliberalnych pozycji, powodem tego było zagrożenie masowego konsumpcjonizmu przez rosnące nierówności dochodów w USA[4]. Po brexitowym plebiscycie niektórzy doradcy finansowi poszli dalej i zaczęli obawiać się, że to właśnie ta rosnąca nierówność nakręca ksenofobiczną wrogość do globalizacji. Jak daleko idącą redystrybucję zysków i jak szeroką interwencję „państwa dobrobytu” gotowi są jednak przyjąć neoliberałowie dla ocalenia swego dorobku?

 

Kryzys przeżywają również socjaldemokraci.

W miarę kurczenia się tradycyjnej klasy robotniczej musieli przyjąć do wiadomości, że już nigdy nie będą mogli reprezentować najliczniejszego odłamu społeczeństwa. Muszą zatem walczyć o poparcie części licznej klasy średniej post-industrialnego świata. Dzięki analizom Oesch’a wiadomo, że nie jest to już konserwatywna w swej masie burżuazja, ale że zawiera też w sobie nowy potencjalnie lewicowy elektorat, zwłaszcza ludzi pracujących w zawodach związanych ze stosunkami między-osobowymi, choć tam gdzie system głosowania na to pozwala głosują oni często na ekologów i innych lewicowców nie związanych z socjaldemokracją. Mają oni nastawienie głównie liberalne, często jednak sprzyjają redystrybucji. Między nimi a tradycyjną klasą robotniczą istnieje coraz większe napięcie, w miarę jak narasta konflikt pomiędzy liberalizmem i konserwatyzmem. Czy zatem socjaldemokraci będą w stanie przywrócić priorytetowe znaczenie nierówności społecznych, by utrzymać się w koalicjach z konserwatystami?

David Goodhart[5], Wolfgang Streeck[6] i inni obserwatorzy wskazują jednak, że socjaldemokratyczne Państwo Dobrobytu było zasadniczo instytucją nacjonalistyczną, mającą podstawy w poczuciu przynależności obywateli do wspólnoty narodowej. Najlepiej wyrażone było to w szwedzkim określeniu Państwa Dobrobytu jako „folkshemmet” – przestrzeni w której ludzie mogą czuć się jak w domu. Może być ono rozciągnięte tak by przyswoić pewną liczbę imigrantów, ale jaką liczbę? Czy zawzięta niechęć Amerykanów do Państwa Dobrobytu jest skutkiem heterogeniczności społeczeństwa USA? Kontynuowanie tego typu rozważań prowadzi niektórych do tworzenia wersji socjaldemokracji zakładającą drastyczne ograniczenie imigracji i odrzucenie liberalizmu, a w krajach Europy wystąpienie z UE.

Politycznego zegara cofnąć się nie da. Szeroko pojęte Państwa Dobrobytu zbudowano pod egidą łagodnych form tożsamości narodowych, nie skierowanych przeciw „obcym”. Najbardziej zaawansowane utworzyły kraje z najbardziej otwartymi gospodarkami – Niemcy, Skandynawia, Holandia, Wlk. Brytania. Do tamtego świata nie można już powrócić. Wdrożenie ograniczenia przynależności do ludzi jednorodnych etnicznie oznacza nie tylko ograniczenie „folkshem”, ale może obecnie wymagać aktywnego usunięcie poza nawias ludzi uznawanych za „obcych”, co głosi np. francuski Front National, domagając się przyznania pełnych praw obywatelskich tylko „français de la souche” – Francuzom „czystej krwi”. Pozbawiony agresywności nacjonalizm jest wciąż jeszcze możliwy, istnieje np. w Szkocji, czy Grecji, gdzie niechęć do obcej dominacji nie zawiera dążenia do wiktymizacji imigrantów i uchodźców, lecz gdzie indziej trudno jest mu przeżyć.

Dzisiejsza europejska tragedia ma dwa źródła. Po pierwsze, od Europejczyków oczekuje się, iż zaakceptują wielką liczbę bezdomnych ludzi zza Morza Śródziemnego. Po drugie, Unia musi zmagać się zarówno z tym problemem, jak i z konsekwencjami nieograniczonego napływu pracowników z Europy Środkowej, podczas gdy równocześnie, w wyniku skrajnie neoliberalnego zwrotu, politycy UE i Europejski Trybunał Sprawiedliwości odmawiają rozszerzenia wsparcia socjalnego, jakiego obie te fale napływu wymagają. To pierwsze Europa sama na siebie ściągnęła (***), jeśli idzie o to drugie, to politycy i sędziowie mogliby sytuację zmienić. Wymagałoby to jednak dokonania głębokich przemyśleń przez europejskich neoliberałów, co mógłby ułatwić Brexit.

Żadna orientacja polityczna nie będzie miała w przyszłości łatwego życia. Opisywane napięcia i ich wybuchowy potencjał może przynieść bardzo zróżnicowane skutki dla współczesnych nurtów politycznych. Szczególnie ważnym czynnikiem jest kwestia równowagi pomiędzy wyborczym (demokratycznym) komponentem systemów politycznych i wpływami grup nacisku, wielkiej finansjery oraz poteżnych zglobalizowanych korporacji. Te trzy grupy wywierają obecnie decydujący wpływ na kształtowanie polityki, choć trudno ocenić jego zakres, który jest ukryty. Neoliberalizm jako siła polityczna może działać tylko dzięki temu. Jest ironią losu, że to właśnie na takim polu wykuwane są sojusze pomiędzy nim a socjaldemokratami, i że to właśnie taki nie-demokratyczny system może ułatwić neoliberalizmowi złagodzenie jego doktryn, gdyż do wprowadzenia zmian wystarczy racjonalne wyrachowanie skupionych na interesie własnym jednostek i korporacji, a nie silne odczucia szerokich mas. Pierwsze oznaki dążenia elit do kompromisu są już widoczne w zmienionym stanowisku OECD (Rady Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Te organizacje międzynarodowe z natury rzeczy nie mogą zaakceptować narastającej na nowo ksenofobii. Od lat 1970-ch pomagały wykuwać obecną hegemonię neoliberalizmu i były głównymi proponentami wolnego handlu w skali globalnej, ale ich obawy o wpływ rosnącej nierówności dochodów w USA na masową konsumpcję i o rolę wielkiej finansjery w naciskach politycznych spowodowały ostrą zmianę kursu. OECD zaczęła również łagodzić swą niechęć wobec związków zawodowych i umów zbiorowych. Są to być pierwsze kroki w kierunku nowego historycznego kompromisu pomiędzy neolibrałami i socjaldemokratami.

W sferze wyborczej (demokratycznej), wszystko zależy od rozmiarów i wpływów frakcji klasy średniej Oesch’a na struktury partyjne i systemy głosowania. Napięcia zarówno w partiach konserwatywnych i socjaldemokratycznych, wywołane przez zmiany znaczenia dwóch wielkich konfliktów mogą być konstruktywnie rozładowane przez formowanie się nowych partii i nowe sojusze. System wyborczy w Wielkiej Brytanii, a jeszcze bardziej jego amerykańska odmiana, upycha wszystkie orientacje w istniejące tradycyjne partie często skrajnie je wypaczając. Tak więc, mimo kompleksowości problemów, zmian pokoleniowych i gospodarczej restrukturyzacji, z jednej strony wzmacnia to rozmaite odmiany liberalizmu, z drugiej ksenofobiczny nacjonalizm.

 

Atrykuł ukazał się po raz pierwszy na witrynie Juncture – the IPPR journal.

Przypisy:

[1] Jacques, M. (2016) ‘The death of neoliberalism and the crisis in Western politics’, The Guardian, 21 August.

[2] Oesch, D. (2006) Redrawing the Class Map. Basingstoke: Palgrave Macmillan.

[3] Kitschelt, H. and Rehm, P. (2014) ‘Occupations as a site of political preference formation’, Comparative Political Studies.

[4] See, in particular, OECD (2011) Divided We Stand (Paris: OECD).

[5] Goodhart, D. (2013) The British Dream: Successes and Failures of Post-War Immigration. London: Atlantic.

[6] Streeck, W. (2015) ‘The Rise of the European Consolidation State’, MPIfG Discussion Paper 15/1. Cologne: Max Planck Institute for the Study of Societies.

 

Przypisy Tłumacza:

(*) Autor najwidoczniej nie bierze pod uwagę uwagę Irlandii, a zwłaszcza Polski.

(**) Znów z pominięciem Polski, gdzie od czasu zmiany systemu religijna prawica dominuje w polityce w różnym ale zawsze znacznym zakresie.

(***) Patrz http://mediumpubliczne.pl/2016/07/gwalt-gwaltem-sie-odciska-zachod-ponosi-odpowiedzialnosc-terroryzm/

 

O autorze:

Colin Crouch jest emerytowanym profesorem uniwersytetu w Warwick. Opublikował ostatnio prace: Post-Democracy (2004), The Strange Non-Death of Neolibealism (2011), and Making Capitalism Fit for Society (2013).

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: 0, liczba głosów: 4)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Stefan Lins
The following two tabs change content below.

Krzysztof Woźniak

Autor jest z wykształcenia historykiem.