Made in USA czyli dobra zmiana w Ameryce

https://www.flickr.com/photos/cgpgrey/

Prezydent-elekt Donald Trump jeszcze nie objął formalnie rządów, a już największe amerykańskie korporacje rozważają przeniesienie produkcji do Stanów Zjednoczonych.

W trakcie licznych wieców wyborczych, kandydat Republikanów do Białego Domu, wielokrotnie wytykał największym koncernom, że produkujące w Chinach, zabierają miejsca pracy Amerykanom.

Z pozoru nieistotna wiadomość podana w połowie listopada przez Nikkei Asian Review może mieć dalekosiężne skutki. Według agencji prasowej Apple rozmawia ze swoimi tajwańskimi podwykonawcami, Hon Hai Precision Industry (znany jako Foxconn) oraz Pegatronem. Rozważana jest możliwość przeniesienia produkcji flagowych iPhone’ów do Stanów Zjednoczonych. Obie montownie – odpowiedzialne za składanie ponad 200 milionów sztuk telefonów z nadgryzionym jabłkiem rocznie – poważnie zastanawiają się nad odpowiedzią.

Era offshoringu

Pod koniec XX wieku, w latach 80-tych, rozpoczęło się masowe przenoszenie amerykańskich fabryk do Azji. Koszty produkcji były znacznie niższe, do tego dochodziły dogodniejsze warunki inwestycji oraz wsparcie ze strony władz. Wprawdzie jakość produkowanych w Azji towarów pozostawiała wiele do życzenia, konsumenci dali się przekonać nieco niższą ceną. To ważna lekcja – tańsze zawsze wyprze lepsze. Wraz z ubytkiem zakładów pracy zmniejszyła się pula miejsc pracy w przemyśle, z 20 milionów w 1979 do 12 w 2015. 

Przenoszenie produkcji z krajów azjatyckich do Stanów Zjednoczonych może być trudne z kilku powodów. Przede wszystkim – na co zawracał wielokrotnie uwagę prezes Apple’a Tim Cook – w Ameryce nie ma wystarczającej ilości wykwalifikowanych pracowników, aby składać popularne iPhone’y. 

Problem polega na tym, że od czasu gdy amerykańskie korporacje przeniosły swoje linie produkcyjne do Azji, w Stanach Zjednoczonych nie tylko nie kształci się pracowników do ich obsługi czy serwisowania.

Amerykanie nie budują też maszyn do wytwarzania własnych produktów, więc nie mają odpowiedniej wiedzy, dotyczącej technologii, którą posiadają i rozwijają ich azjatyccy partnerzy. Niektóre firmy – jak choćby Nike – nie dysponują żadnymi własnymi fabrykami szyjącymi buty. Amerykański oddział spółki jest odpowiedzialny jedynie za marketing produktów dostarczanych przez azjatyckich podwykonawców. Przywilej przyszycia słynnego Swoosha otrzymuje ten z wytwórców, który dostarczy najlepszy jakościowo wyrób, po jak najniższej cenie.

W pułapce

Skompletowanie gotowego iPhone wymaga koordynacji znacznej ilości poddostawców i sprawnej sieci logistycznej. Aktualnie podzespoły są produkowane przez kilka różnych fabryk, ulokowanych w Japonii, Korei Południowej oraz na Tajwanie. Zebrane elementy składane są w Foxconn’ie oraz Pegatron’ie. Dla każdego z wytwórców, znajdującego się w łańcuchu dostaw, kontrakt z korporacją z Cupertino stanowi poważny udział w przychodach i nie mogą sobie pozwolić na jego zerwanie, bez konsekwencji dla własnego istnienia. Prawdopodobnie wraz z ewentualnym przeniesieniem składaniem iPhonów do Stanów Zjednoczonych, również poddostawcy będą zmuszeni do relokacji część swoich zakładów.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Dla Foxconna otworzenie linii montażowych w USA będzie nie lada wyzwaniem. Z jednej strony Apple jest klientem, który generuje 50% przychodów firmy. Z drugiej uruchomienie produkcji w Ameryce – jak zaznacza prezes Terry Gou – będzie się wiązać z podwojeniem kosztów. Dla przypomnienia – według wyliczeń IHS Market – wytworzenie jednego iPhona 7 (z pamięcią 32GB) to wydatek 225 dolarów. Koncern z Cupertino sprzedaje go (bez rabatów) za 649 dolarów. Jak łatwo policzyć marża Apple’a bez problemu zniesie przeprowadzkę, Pytanie czy akcjonariusze koncernu równie chętnie podchwycą inicjatywę i pogodzą się z utratą dywidendy.

Podwójny nelson

Przenoszenie fabryk z Azji do Stanów Zjednoczonych będzie zatem możliwe, mimo że nie ma sensu z biznesowego. Ważne, aby uwagę, że obecna przeprowadzka ma dotyczyć zakładów zlokalizowanych na Tajwanie, w Japonii czy Korei Południowej.

Póki co nie ma mowy o zakładach działających w Chinach. Ich właścicielem – albo przynajmniej jednym z ważniejszych udziałowców – jest rząd chiński.

Nie wydaje się możliwe, aby zgodził się on na jakiekolwiek przenoszenie fabryk ze swojego terytorium. Zaś w razie wprowadzania sankcji możemy być więcej niż pewni pogorszenia wzajemnych relacji między Chinami i Stanami Zjednoczonymi. 

Wojna handlowa dwóch splecionych ze sobą gospodarek będzie z pewnością wyniszczająca dla obu stron. Amerykanie nie obejdą się łatwo bez wyrobów „made in China”. Z kolei chińskie fabryki, bez zamówień z Ameryki, zostaną z magazynami pełnymi towarów i zagrozi im wizja bankructwa.

W przypadku nasilenia konfliktu poprzez nakładanie ceł zaporowych czy dodatkowych akcyz, niewykluczona jest retorsja ze strony Chin. Możliwe jest zalanie rynków azjatyckich „amerykańskimi” produktami, tylko po niższych cenach. Z pewnością uderzy to jeszcze bardziej w rentowność amerykańskich koncernów. Żadne kary nakładane przez niezależne sądy arbitrażowe nie powstrzymają chińskich producentów przed niszczeniem rynku, gdyż będą oni walczyć o własne przetrwanie, upłynniając wyprodukowany towar.

Polityka 

Gorączka rozmów o przeprowadzce produkcji do Ameryki jest pokłosiem decyzji politycznych. Donald Trump niejednokrotnie straszył, że nałoży na amerykańskie spółki wytwarzające swoje towary w Chinach 45%-owy podatek wyrównujący, aby zmusić ich do otwierania fabryk w Stanach.

Groźby są oczywiście jak najbardziej realne, ale powiedzmy sobie szczerze – końcowe ustalenia podejmie rynek.

To właściciele korporacji będą wyrażać zgodę na ewentualne ponoszenie kosztów przenoszeniu zakładów wytwórczych czy płacenie dodatkowych taryf celnych. Mimo, że marże są wysokie trudno sobie wyobrazić, żeby którykolwiek z udziałowców zrezygnował z sowitych zysków. Co najwyżej podniesie się cenę dla użytkownika końcowego.

Zresztą całe zamieszanie, wywołane zapytaniem Apple’a o możliwość relokacji montażowni iPhonów, może mieć czysto hipotetyczny charakter. Foxconn i Pegatron póki co wykluczą przeprwadzkę, a prezes Tim Cook jedynie umyje ręce – próbowałem, ale się nie dało.

Na koniec pozostaje jeszcze jeden problem. Aby sprostać wymaganiom Apple’a Foxconn, szczególnie jego oddział chiński, bardzo mocno inwestuje w park maszynowy. Jeszcze trzy lata temu zatrudniał on ponad 1,2 miliona robotników. Dziś pozostało „tylko” 700 tysięcy.

To oczywiści nadal ogromna rzesza ludzi, ale ich pracę coraz częściej przejmują automaty. Jeśli już dziś koszt pracy chińskiego montażysty jest zbyt wysoki i trzeba go zastąpić maszyną, jaką perspektywę będzie miał amerykański robotnik? Jego stawka pracy będzie z pewnością wyższa, niż chińskiego kolegi. Może to oznaczać, że przenosząc fabryki do Stanów Zjednoczonych nie zwiększy zatrudnienia, a więc cała operacja nie przyniesie żadnych korzyści Amerykanom, szukającym miejsc pracy.

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: CGP Grey

 

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: 0, liczba głosów: 4)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm
Z wykształcenia ekonomista. Interesuje się sytuacją gospodarczą na świecie ze szczególnym uwzględnieniem Stanów Zjednoczonych, Chin i Indii, jak również problemami największych światowych korporacji. Przygląda się sytuacji społeczno-gospodarczej, interesują go kwestie dochodu podstawowego, nierówności płac oraz równouprawnienia płci. Prowadzi bloga: http://antykruchosc.blox.pl/html
mm

Ostatnie wpisy Rafał Kinowski (zobacz wszystkie)