Pacjentka szpitala psychiatrycznego fotografuje to, co tak często skrywamy: lęk i cierpienie

Dawniej, zadawanie ran samej sobie było dla mnie ucieczką, ale teraz, kiedy jestem zamknięta tutaj zupełnie sama, nie działa nawet ten wentyl bezpieczeństwa. Mój aparat, mój przyjaciel, mój zaufany, jedyny, który zna moje cierpienie i mimo to wciąż jest przy mnie, nie opuszcza mnie… I chociaż wciąż milczy, to ma pamięć.

“Przeszywająca samotność pustego pokoju, nie ma nikogo, z kim można by się pokłócić albo podziękować mu, kiedy poda ci szklankę wody. Nic, nie ma nic oprócz mnie. Przerażająco sama, rozwalona. Nic nie jest idealne, a ostatnie lata nauczyły mnie jak łatwo się łamię, ułamek po ułamku”, mówi Laura Hospes, holenderska fotografka.

Dawniej, zadawanie ran samej sobie było dla mnie ucieczką, ale teraz, kiedy jestem zamknięta tutaj zupełnie sama, nie działa nawet ten wentyl bezpieczeństwa. Mój aparat, mój przyjaciel, mój zaufany, jedyny, który zna moje cierpienie i mimo to wciąż jest przy mnie, nie opuszcza mnie… I chociaż wciąż milczy, to ma pamięć.

Ludzie zwykle chcą pokazać się z jak najlepszej strony. Takiej, która jest akceptowana i uznawana na portalach społecznościowych – takiej, którą ktoś polubi i pozytywnie skomentuje. Zwykle chcemy pokazać innym jak bardzo jesteśmy szczęśliwi,  nawet jeśli rzeczywistość jest inna. Udajemy. Udajemy kogoś, kim nie jesteśmy. Cały czas żyjemy w łańcuchu kłamstw, które zacierają nam obraz prawdziwego świata, a budują nierealną utopię.  A w rzeczywistości większość z nas jest zdruzgotana – zarówno wewnątrz, jak i z wierzchu. Udajemy, żeby nie pokazywać naszej prawdziwej twarzy. Nasze prawdziwe oblicze, nasze prawdziwe ja pozostaje ukryte, porzucone i samotne wobec tłumu kłamców, który nas otacza.

Słabość to wstyd. Smutek, lęk, cierpienie, bezradność – o tym nie powinno się głośno mówić, tego lepiej nie pokazywać.

Holenderska fotografka Laura Hospes postanowiła sportretować lęk i cierpienie, które tak często pozostawiamy za zamkniętymi drzwiami. Tam właśnie, w samotności, zdajemy sobie dopiero sprawę, że każdy z nas może mieć problemy z własną psychiką, może sobie z nią nie radzić i czuć się zagubionym. Że taka „nienormalność” jest normą… Laury Hospes nie interesuje to, co ludzie chcieliby zobaczyć, albo to jak ludzie chcą widzieć samych siebie. Interesuje ją czysta prawda, nawet jeśli jest przygnębiająca.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Fotografka stworzyła cykl prac, które ukazują najbardziej mroczne uczucia istoty ludzkiej. Zdjęcia wykonała w Uniwersyteckim Centrum Psychiatrycznym w Groningen, w Holandii. Główny temat: choroba psychiczna. Główna inspiracja autorki: ona sama. W całym cyklu zdjęć Laura Hospes pokazuje siebie podczas długotrwałego pobytu w szpitalu i leczenia z depresji, lęków, zaburzeń odżywiana i prób samobójczych, które przeszła w ciągu 4 lat. Przez swoje fotografie mówi otwarcie o rzeczywistości osób chorych psychicznie, pokazuje ją taką jaką jest, a przy tym nie zależy jej, aby zrobić wrażenie na innych.

Laura Hospes uchyla widzom rąbka tajemnicy, zabiera ich do swojego życia, pokazując nawet jego intymne sfery. Pokazuje nam życie młodej kobiety, która próbuje pozbierać się ze wszystkich łamiących ją cierpień, lęków  i utrapień. Próbuje zmierzyć się ze swoimi strachami, dokumentuje to, co pojawia się w jej głęboko schowanych emocjach i uczuciach. Nie dba o presję społeczną, by zawsze być „cool”, nie dba o konsekwencje, jakie niesie dziś publiczne pokazanie się bez maski, swojej prawdziwej twarzy, takiej jaka jest.

Laura podczas swojego pobytu w szpitalu przez miesiąc nie miała żadnej formy kontaktu ze światem zewnętrznym – ze względu na normy obowiązujące podczas leczenia zaburzeń odżywiania i tendencji samobójczych. Po miesiącu odzyskała swoje rzeczy – zaczęła robić zdjęcia aparatem z telefonu komórkowego, a później rodzina dostarczyła jej już profesjonalny aparat. Właśnie ten aparat był jej najbliższym i najwierniejszym towarzyszem podczas całego pobytu w tym mrocznym miejscu.

W czasie pobytu w szpitalu Laura próbowała po raz kolejny popełnić samobójstwo, z tego powodu wzrosły obowiązujące ją restrykcje. Została zamknięta w odosobnionym pokoju i miała prawo tylko do jednej prywatnej rzeczy. Jak można się spodziewać – wybrała aparat fotograficzny.

Jak sama mówi: „w tym okropnym, gównianym czasie, to czego potrzebowałam najbardziej to być jak najmniej samotna”. Aparat był jej najbliższym przyjacielem, towarzyszem bólu i cierpienia, jedynym powiernikiem. Patrząc na zdjęcia Laury z tego okresu widz nie ma żadnych wątpliwości co do ogromu samotności i absolutnego smutku, które malują się na jej twarzy.

Hospes, w wieku 21 lat, jest nazywana największym objawieniem fotografii. Studiowała w Holandii. Już w wieku 16 lat rozpoczęły się jej problemy                    z odżywianiem, które cyklicznie powracają i wiążą się z zaburzeniami psychicznymi różnego rodzaju, a przede wszystkim – z przejmującym smutkiem, który krzyczy z jej oczu. Jak sama mówi – w tym czasie nie była w stanie zidentyfikować swoich emocji, jakby dryfowała w przestrzeni, bez żadnego celu, ale z ciałem obciążonym kamieniami.

Cykl fotografii holenderskiej fotografki ma być inspiracją dla tych, którzy są pacjentami szpitali psychiatrycznych. Laura Hospes chciałaby, żeby widzowie rozpoznali w tych zdjęciach samych siebie, swoje pogmatwane emocje, poranione serca i by przede wszystkim poczuli się „mniej szaleni i mniej samotni”.

Autorką tekstu jest Dominika Cieślak.

Zdjęcia Laury Hospes można obejrzeć tutaj: http://www.laurahospes.com

Tekst powstał na podstawie: http://culturainquieta.com/es/inspiring/item/9838-la-fotografa-de-las-enfermedades-mentales.html

Główne zdjęcie pochodzi z flickr.com.

Autor: Mark Sebastian

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +4, liczba głosów: 4)
Loading...