Przywracamy ważność spojrzenia

 

26 grudnia na lotnisku Tempelhof w Berlinie o 10.00 rano spotka się około 3000 osób, które wyruszą w Obywatelskim Marszu dla Pokoju Berlin-Aleppo. Niektórzy z nich będą szli 2 godziny, inni 3 dni, jeszcze inny 2 tygodnie, ale będą wśród nich i tacy, którzy zdecydowali się przejść całość trasy.

Z Hanką Nowicką pomagającą w organizacji Marszu rozmawia Joanna Mikulska.

Co trzeba zrobić, aby wziąć udział w Marszu?

Rzecz jest prosta, trzeba wstać i iść. Chodzi o podstawowy odruch. Można dołączyć na dowolny czas i w dowolnym miejscu trasy. Szacujemy, że dziennie będziemy robić około 20 kilometrów. Pierwsze 10 dni planujemy iść przez Niemcy, potem Czechy, Austria, Bałkany, Grecja i Turcja. Podążamy szlakiem, który przebyli uchodźcy do Berlina, tylko w drugą stronę.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Gdzie będziecie spać?

Sztab organizacyjny pracuje nad tym, żeby zagwarantować uczestnikom przynajmniej miejsce na postawienie namiotu. Oczywiście zabiegamy o noclegi pod dachem. Natomiast już teraz wiemy, że nie zawsze będzie taka możliwość. Planujemy noclegi w szkołach, w których zmieści się np. 150 osób, reszta będzie musiała nocować w namiotach. Na razie szczegółowo mamy przygotowaną trasę przez Niemcy, ale inne zespoły pracują już nad wytyczeniem trasy w pozostałych krajach. Robią objazd dróg, sprawdzają dostępność noclegów. To, że na początku idziemy przez Niemcy jest dużym ułatwieniem. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach niemiecka policja jest nastawiona na współpracę i zapewnienie nam bezpieczeństwa. Jak zdobędziemy doświadczenie w maszerowaniu, łatwiej będzie nam organizować trasę w innych krajach.

A czy jako uczestnik mogę podjechać samochodem lub wziąć rower?

Możesz jechać na rowerze, tyle że będziesz wtedy poza kolumną marszową. Zastanawialiśmy się, czy nie chcemy niektórych odcinków przebywać szybciej, ale to byłoby po pierwsze bardzo trudne logistycznie, a po drugie chodzi o fakt poruszania się przez Europę w ten sam sposób co uchodźcy. Dodatkowo chcemy jak najdłużej zwrócić uwagę mediów i opinii publicznej z różnych krajów na bombardowaną Syrię i jej mieszkańców pozbawionych pomocy humanitarnej. Całość trasy zajmie co najmniej cztery miesiące, nie wiemy też czy uda nam się wejść do samej Syrii. Trudno jest przewidzieć sytuację w tamtym regionie, ale nam chodzi o to, aby ruszyć się sprzed komputera, na którym oglądamy filmiki i Tweety od mieszkańców Aleppo. Wstać i pójść choćby na kilka dni lub nawet kilka godzin.

Kim są organizatorzy marszu?

To ludzie z całej Europy. W grupie organizacyjnej jest prawie 60 osób, z czego połowa cały czas aktywna i konsultująca praktycznie wszystko. Inicjatorką jest Ania Alboth. Polka mieszkająca w Berlinie, blogerka, która przez ostatni rok pomagała uchodźcom i przyjęła pod swój dach kilkoro z nich. W Polsce znana jest z akcji zbierania śpiworów dla uchodźców. Po dniu spędzonym w obozie dla uchodźców w Berlinie i słuchania opowieści Syryjczyków o członkach swoich rodzin, którzy właśnie zginęli pod gruzami, wróciła do domu i nie mogła się otrząsnąć. Zrozumiała, że to się dzieje naprawdę. Napisała na swoim blogu: „Wyobraziłam sobie moją rodzinę w takiej sytuacji, w Berlinie podczas wojny, bez dachu nad głową, z ostatnimi zapasami żywności, skulonych w jedynym ocalałym pokoju, gdzie dochodzą nas odgłosy bombardowań. Gdy jedyne, co mamy, to połączenie ze światem. Wyobraziłam sobie, że to ja piszę na Twitterze i Facebooku prośby o pomoc, opowiadam o cierpieniu, o strachu i głodzie, a ludzie po drugiej stronie… po prostu tam siedzą, słyszą mnie, żałują, płaczą, współczują, ale nie robią nic więcej. Wtedy poczułam, że po prostu więcej tego nie zniosę. A gdyby tam do nich po prostu pójść?” Pod jej postem ukazało się wiele motywujących komentarzy i tak powstał pomysł Marszu. Ania jest liderką i twarzą całej akcji. Chodzi na najważniejsze spotkania, zbiera pieniądze na platformie crowdfoundingowej. Dzięki swoim poprzednim działaniom na rzecz Berlińskich uchodźców z jednej strony zna wielu Syryjczyków i rozumie ich potrzeby, a z drugiej, dla osób, które chcą Syryjczykom pomóc jest rozpoznawalna i wiarygodna. Pomagamy Ani zrealizować jej pomysł, ale pracujemy po to, żeby to był Marsz wszystkich uczestników. Każdy decyduje o tym, w jaki sposób go przejdzie i każdy może dołożyć coś od siebie. Nie idziemy jako reprezentacja naszych środowisk, zawodów, partii politycznych. Idziemy jako ludzie, z białą flagą, nieść innym nadzieję. W najprostszym geście ludzkiej solidarności. Być może czasem będzie tak, że będą szły tylko trzy osoby, ale to nie przeszkadza, chodzi o to, aby marsz trwał bez przerwy.

Ile czasu zajęło Wam przygotowanie?

Miesiąc. To jest spontaniczna akcja. Cała organizacja opiera się na zaufaniu i relacjach między nami. Ja po prostu dołączyłam do grupy na Facebooku, znałam tam może z pięć osób. Ania mnie przedstawiła na szybko: „This is Hania. She badly needs a task”. I dostałam zadanie, z którymi do tej pory się mierzę. Wciąż szukam chętnych ratowników, lekarzy i pielęgniarek do obstawy medycznej.

Czyli rzuciłaś wszystko i zajęłaś się Marszem?

To nie do końca tak wygląda. Jestem, podobnie jak i inni organizatorzy, bardzo zajętą osobą. Na co dzień pracuję w organizacji pozarządowej, prowadzę działania artystyczne i mam jeszcze kilka zewnętrznych projektów. To jest kolejna rzecz, którą się zajęłam, bo jest po prostu dla mnie ważna. Wśród wszystkich organizatorów widać determinację. Ten marsz i tak się odbędzie. Musi! W pomoc zaangażowało się dużo osób na co dzień obłożonych obowiązkami, ale zakładamy, że tyle ile uda nam się wnieść wystarczy. Trasa musi być ułożona, poinformowane władze i chętni, aby iść. To jest najważniejsze.
Aktualnie w Polsce też dzieją się teraz rzeczy, którymi być może warto byłoby się zająć.

Tak. Akurat z racji zawodu zajmuję się nimi na co dzień. Pracuję w pobliżu Sejmu, więc na bieżąco obserwuję, co się dzieje. Szczególnie w okresie świątecznym nie wiadomo czym się zająć, bo wszędzie widać kogoś potrzebującego pomocy. To wszystko prawda, jednak uważam, że to co dzieje się w Syrii jest szczególnie ważnym wydarzeniem w innej skali. Przyszłe pokolenia będą nas za to oceniać. Tak jak my dziś mówimy np. o zdradzonej przez Aliantów Polsce albo o Holokauście, tak ci, którzy przyjdą po nas będą jeszcze dodatkowo mówić o Syrii. Jeśli masz wpływ na Wiejską, to działaj, proszę bardzo. Ale nie zapominaj, co się dzieje u innych.

Idziecie pieszo, nocujecie pod namiotami, macie konkretną intencję i hasła. Marsz w tym wymiarze przypomina trochę pielgrzymkę. Czy są planowane jakieś aktywności na trasie?

Czerpiemy z doświadczeń organizatorów pielgrzymki do Częstochowy, konsultujemy się też z osobami, które organizują masowe imprezy w innych krajach. Nie jesteśmy pielgrzymką, ale myślę, że dla osób, które idą z nami dłuższy odcinek, udział w marszu może mieć też wymiar duchowy. Jeśli chodzi o dodatkowe aktywności podczas maszerowania to wszystko zależy od potrzeb uczestników. To oni tworzą Marsz. Pojawiły się już pierwsze pomysły: aby każdy zaniósł ziarna roślin, które można byłoby zasadzić w Syrii lub aby zanieść zdjęcia tych krewnych Syryjczyków z Niemiec, którzy zginęli w Aleppo. Zobaczymy co z tego zostanie zrealizowane, ale potrzeba działania na pewno jest.

A właściwie po co to wszystko? Co chcecie osiągnąć?

Marsz jest dla mnie próbą wskazania na to, co naprawdę ważne. W kołowrocie obowiązków i informacji przekazywanych przez media tracimy najbardziej ludzki poziom patrzenia na rzeczywistość. Marsz jest po to, aby przywrócić uważność spojrzenia. Wiemy, że marsz już na etapie organizacji przywraca nadzieję mieszkańcom Aleppo. Mamy informacje, że Syryjczycy bardzo się cieszą i jeszcze, gdy trwało oblężenie, mówili nam, że dajemy im siłę, by przetrwać kolejny dzień. Pomimo tego, że Aleppo upadło Marsz cały czas jest z ich punktu widzenia istotny. Daje nadzieję. Chcemy zwrócić uwagę świata na Syrię, ale też przywrócić wiarę w ludzką, podstawową solidarność. Ja osobiście bardzo bym chciała, aby każdy z nas świadomie podjął decyzję, czy idzie na marsz, czy zostaje w domu. I żeby wiedział dlaczego.

 

Chcesz wziąć udział w marszu? Więcej informacji na stronie Civil March  oraz na Facebooku.

red. Katarzyna Boni
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: -10, liczba głosów: 16)
Loading...
The following two tabs change content below.

Joanna Mikulska

Dziennikarka i animatorka kultury. Jest absolwentką kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje z Towarzystwem Inicjatyw Twórczych "ę", Stowarzyszeniem Krajoznawczym Krajobraz, "Gazetą Wyborczą" oraz "Magazynem Miasta".

Ostatnie wpisy Joanna Mikulska (zobacz wszystkie)