Nie skupiamy się na liczeniu ludzi, tylko na zapewnieniu im przeżycia. Wywiad z Pawłem Krzyśkiem z MKCK

13535517914_0e68143612_o

Katarzyna Pruszkowska: Jak dziś wygląda sytuacja we wschodnim Aleppo?

Paweł Krzysiek, dyrektor ds. komunikacji Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w Syrii: – Granica frontu stale się przesuwa. Wiele dzielnic we wschodniej części miasta, które do tej pory były kontrolowane przez siły opozycyjne, znalazło się w rękach sił rządowych. Od tygodnia setki, jeśli nie tysiące osób w popłochu uciekają na zachód, m.in. do kontrolowanej przez Kurdów dzielnicy Sheikh Maqsood, Masaken Hanano, a stamtąd do obozów dla uchodźców.

W jaki sposób udaje im się przedostać na zachód?

– Mieszkańcy Aleppo nie mogą korzystać z korytarzy humanitarnych w ścisłej definicji takich korytarzy, czyli bezpiecznego przejścia z jednej linii frontu na drugą, bo na ich zorganizowanie jest potrzebna zgoda wszystkich stron konfliktu. Takiej zgody nadal nie ma. W miejscach takich korytarzy po stronie rządowej utworzono jednak punkty, w których czekają autobusy, którymi można dostać się do obozów dla uchodźców, np. opuszczonej fabryki bawełny. Tylko dziś (niedziela 11 grudnia) przyjechało do jednego z takich obozów 10 autobusów. Tranzyt trwa nieustannie, autobusy i ciężarówki co godzinę przywożą do schronów czy hangarów nowych ludzi. Dlatego tak trudno nam szacować, ilu osobom udało się uciec ze wschodniej części miasta, a ilu nie. Tam trwa bardzo brutalna wojna, wszystko odbywa się w ogromnym chaosie. My nie skupiamy się na liczeniu, bo zależy nam przede wszystkim na tym, by ludziom, którzy do nas docierają, zapewnić warunki, które pozwolą im przeżyć.

Jak wygląda sytuacja w obozach dla uchodźców?

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

– Dramatycznie, choć robimy, co możemy, żeby zapewnić podstawowe warunki do życia. Razem z Czerwonym Półksiężycem stawiamy w obozach zbiorniki na wodę, dostarczamy paczki żywnościowe, materace, koce. Szczególnie ważne są garkuchnie z ciepłym jedzeniem, bo paczki nie przydadzą się tym, którzy nie mają warunków, by ugotować sobie posiłki, np. nie mają czym palić. W fabryce bawełny, która może pomieścić kilka tysięcy osób, stawiamy ścianki działowe, żeby ludzie mieli chociaż minimum prywatności. Wcześniej nie było tam toalet, więc warunki sanitarne były katastrofalne. Obecnie działa 40 latryn, więc sytuacja wygląda trochę lepiej.

– Ludzie, którzy do nas trafiają, są w bardzo złym stanie, i psychicznie, i fizycznie. Ucieczka ze wschodniego Aleppo jest bardzo niebezpieczna, wiele osób ginie po drodze. Tam trwa regularny ostrzał, ludzie kryją się w ruinach budynków, które grożą zawaleniem, próbują uciekać wąskimi uliczkami, bo mają nadzieję, że tam nie dosięgną ich kule. Wschodnia część miasta jest oblężona od wielu miesięcy, mieszkańcy nie mają dostępu do wody, jedzenia, podstawowej opieki medycznej. Trafiają do nas w stanie skrajnego wyczerpania, chorzy, ranni. Często są jeszcze pokryci kurzem, bo tam, gdzie toczą się intensywne walki, wszystko obraca się w gruzy, a dokoła unosi się szary pył. Oni dostają się do nas z oka wojennego cyklonu.

– Zaraz po tym, jak trafią do obozów, pracownicy naszych ekip medycznych przeprowadzają badania. Osoby wymagające natychmiastowej pomocy, np. ranni czy rodzące kobiety, od razu są transportowane do szpitali w innych częściach zachodniego Aleppo, bo mimo naszych wysiłków, warunki higieniczne w obozach są trudne. Ci, którzy trafiają do obozów, nie zawsze chcą w nich zostać. Niektórzy od razu próbują nawiązać kontakt z rodziną mieszkającą w zachodniej części miasta i po sprawdzeniu dokumentów ruszają w dalszą podróż.

Czego najbardziej potrzeba w obozach?

– Wszystkiego, naprawdę. Od wody pitnej, przez jedzenie, po leki. Potrzeba nam także rzeczy dla dzieci, choćby odżywek, bo w obozach przebywają również niemowlęta, które kiedy do nas trafiły znajdowały się w stanie niedożywienia. Ich matki, z głodu i stresu, straciły pokarm i nie miały czym karmić dzieci. Poza tym ludziom bardzo potrzeba ciepłych ubrań i koców, bo temperatura spadła do 5 stopni Celsjusza. Na całe szczęście przynajmniej nie pada, bo w zeszłym tygodniu lało przez kilka dni, w jednym z hangarów musieliśmy przez to uszczelnić dach, bo woda wlewała się do środka.

Czy możliwe jest dostarczenie jakiejkolwiek pomocy do wschodniej części miasta?

– Nie, tam toczą się od kilku dni naprawdę bardzo intensywne walki. Dziś (niedziela, 11 grudnia), wjeżdżając do Aleppo, jechaliśmy wzdłuż linii frontu. Widzieliśmy gęstym dym, słychać było ostrzał, odgłosy walki, eksplozje. Dopóki walki się nie skończą, żadna ze strona nie zapewni bezpieczeństwa ani nam, ani ludziom, którzy na czas dystrybucji pomocy wyszliby z kryjówek. Oczywiście to nie znaczy, że nie próbujemy się tam dostać. Nasze ekipy nieustannie negocjują ze wszystkimi stronami, żeby jednak wpuścili nas do części wschodniej i pozwolili chociaż zająć się najsłabszymi mieszkańcami Aleppo.

– To, co dzieje się z tymi, którzy tam zostali, jest teraz naszym największym zmartwieniem. Wielu osobom udało się przedostać na zachód. Ale wszyscy ci, którzy nie mogą wydostać się o własnych siłach, czyli ranni, chorzy, niepełnosprawni czy starsi, często zostają sami. O ich los martwimy się teraz szczególnie. To ludzie, którzy nie mogą uciekać. Są bardzo łatwym celem.

Czy we wschodnim Aleppo funkcjonuje jeszcze jakakolwiek opieka medyczna?

– Mogę tylko powiedzieć, że mam taką nadzieję. Ale trudno to sprawdzić, bo im intensywniejsze walki, tym mniejszy kontakt z tamtą częścią miasta. Boję się jednak, że przez to, że linia frontu tak szybko i gwałtownie przesuwa się w głąb miasta, pomoc – jeśli w ogóle jest – dociera do niewielkiej liczby osób.

Do Polski docierają informacje o tym, że walki weszły właśnie w końcową fazę. Czy to prawda?

– Trudno mi wypowiadać się na temat strategii militarnej którejkolwiek ze stron tego konfliktu. Mogę tylko potwierdzić, że linia frontu gwałtownie się przesuwa, a siły rządowe kontrolują już coraz więcej dzielnic we wschodnim Aleppo. Ale czy to już koniec? Nie wiem. Dla nas najważniejsze jest to, żeby chronić ludność cywilną i jej pomagać.

Jak możemy pomagać nie będąc w Aleppo?

– Bardzo ważna jest pomoc moralna. Bo my jesteśmy na miejscu 24 godziny na dobę, każdego dnia przyjmujemy nowe osoby i staramy się im pomóc. Bardzo zależy nam jednak na tym, żeby nie milczeć o tym, co dzieje się w Syrii, żeby ludzie na świecie mogli dowiedzieć się, jaką gehennę przechodzą teraz mieszkańcy Aleppo. Chciałbym, żeby nie pisano o nich jako o anonimowych „uchodźcach” czy liczbach. To żywi ludzie, którzy teraz niewyobrażalnie cierpią.

– Oczywiście pomoc finansowa również jest bardzo ważna, bo problem mieszkańców Aleppo nie skończy się zaraz po ustaniu walk. Przeciwnie. Wtedy będziemy musieli zmierzyć się z konsekwencjami tej, trwającej już sześć lat, wojny. Już teraz trzeba myśleć o tym, jak życie tych ludzi będzie wyglądało za rok czy dwa. Zresztą już dziś wracają do swoich zbombardowanych domów w kompletnie zniszczonych dzielnicach. Tam nie ma nic, kompletnie nic, a mimo to w ostatnich dniach 4 tysiące mieszkańców wróciło. Ci ludzie są zdesperowani, chcą wracać „na swoje”, nawet jeśli to oznacza mieszkanie w częściowo zawalonych domach bez ścian i szyb. Dlatego właśnie ruszyliśmy z projektami technicznymi – bo co mamy tym ludziom powiedzieć? Siłą zatrzymywać ich w obozach? Oni mają prawo wyboru, a my mamy obowiązek to prawo szanować.

– Widzimy co się dzieje, dlatego już myślimy o tym, jak przywrócić do życia dzielnice, które dziś są martwe. Nie ma tam już żadnych biznesów, przychodni, szkół. Ale ludzie i tak wrócą, więc trzeba już teraz myśleć o tym, co zrobić, żeby pomóc im zacząć życie od nowa. To dla nas bardzo ważna część programu humanitarnego, który realizujemy w Syrii. Bo mimo tego, że nadal jest tu niespokojnie i być może nieprędko będzie inaczej, mieszkańcy Aleppo muszą przecież jakoś żyć.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: IHH Humanitarian Relief Foundation
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: 0, liczba głosów: 4)
Loading...
The following two tabs change content below.

Katarzyna Pruszkowska

Katarzyna Pruszkowska, dziennikarka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Pracuje w portalu INTERIA.PL