Był sobie psychomisio… Część II: Na kogo psychofagi lubią polować?

Historia o przemocy psychicznej w związku i życiu jak na beczce z prochem. Oto historia Jessi Jones. Nie mogę podać jej prawdziwego imienia i nazwiska. Jessi chce pozostać anonimowa. Ale chce podzielić się tym, co przeżyła. A przeżyła horror.

Drodzy Czytelnicy i Czytelniczki, poniżej znajdziecie pytania, które są jednocześnie tytułami rozdziałów jej ultraciekawej historii. Jakie są odpowiedzi na te pytania? Jeśli przeżyliście coś podobnego, możecie opisać swoją własną historię, bo – zdaniem naszej bohaterki – ten problem trzeba nagłaśniać.

PRZEMOCjonalny PsychoFAQ:

1.) KTO TO JEST „PSYCHOFAG”?

http://mediumpubliczne.pl/2017/01/byl-psychomisio-historia-o-przemocy-psychicznej-zwiazku-zyciu-beczce-prochem/

 

2.) NA KOGO PSYCHOFAGI LUBIĄ „POLOWAĆ”?

3.) JAK TO BYŁO U MNIE?

http://mediumpubliczne.pl/2017/01/byl-psychomisio-czesc-iii-u-wygladal-toksyczny-zwiazek-psychofagiem/

4.) JAK WYGLĄDA TYPOWY PRZEBIEG RELACJI O ZNAMIONACH TOKSYCZNOŚCI?

5.) JAKIE SĄ „ROKOWANIA”?

 

Oto część II historii Jessi Jones o związku z psychofagiem…

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

2.) NA KOGO PSYCHOFAGI SZCZEGÓLNIE LUBIĄ „POLOWAĆ”?

Najczęściej, dopóki same nie zetkniemy się z psychofagiem, a czytamy lub słyszymy zwierzenia kobiet „po przejściach” z takowym, myślimy sobie z wyższością „meh, współczuję, ale JA bym sobie NIGDY nie pozwoliła na takie traktowanie”. Ileż razy spotykamy się z postawą obojętności, „umywania rąk”, w myśl zasady, że przecież „chcącemu nie dzieje się krzywda” – ale takie podejście jest obrzydliwe i niedopuszczalne w sytuacji, kiedy np. ofiary gwałtu tłumaczą się z za krótkiej spódniczki, molestowane dzieci z „kuszenia” pedofila, osoby porwane z „syndromu sztokholmskiego”.

Tu wchodzą w grę specyficzne mechanizmy psychologiczne, które wypaczają racjonalny ogląd własnego położenia osoby uwikłanej. Wtórna wiktymizacja dodatkowo komplikuje sprawę i zniechęca ofiary do szukania pomocy na zewnątrz, utwierdza je w przekonaniu, że same przecież się na to godzą, a więc są sobie winne i powinny cierpieć samotnie, w milczeniu. Ostatnio nawet zetknęłam się z tego typu podejściem u kogoś, kto rzekomo jest psychologiem – cóż, ręce opadają…

Ale, wracając do tematu – mitem jest, że psychofagi celują w mało przedsiębiorcze, zahukane, niewyedukowane kobiety z patologicznym tłem rodzinnym. Aczkolwiek dysfunkcyjne wzorce wyniesione z domu (np. DDA) doskonale torują psychofagowi drogę – i jest to koronny kontrargument dla martyrologicznego trwania w przemocowym związku DLA (domniemanego) dobra dzieci – tak naprawdę właśnie DLA dobra dzieci TRZEBA od krzywdziciela odejść, aby nie serwować im życia w kłamstwie, permanentnej paranoi i zwierzęcym strachu, i nie pakować do głów wypaczonej matrycy relacji. Dziecko wychowane w tak chorym układzie ma w dorosłym życiu olbrzymie szanse na wejście albo w rolę oprawcy, albo w rolę ofiary – bo te role są już oswojone, bliskie, dobrze znane, najłatwiejsze… Najwygodniejsze.

Tak, balast wyniesiony z domu sprzyja uwikłaniu się w toksyczny związek, ale nie jest to reguła. Psychofagów wybitnie „kręcą” też tzw. twarde babki – z pozoru bardzo niezależne, wygadane, życiowo ogarnięte, przebojowe, „obrotne” w sferze zawodowej, z imponującym dorobkiem (kariera, status materialny). Delikwentowi z psychofażym skrzywieniem od razu odpala się perwersyjna fantazja, aby sprowadzić taką „do parteru”…

I nie mam tu na myśli sfery łóżkowej, raczej długotrwały proces systemowego wyniszczania psychicznego. Po co? Aby utwierdzić się w swoim narcystycznym samouwielbieniu – psychofagi to pasożyty, które „pasą rzyć” swej samooceny wyłącznie kosztem innych. Oprócz tego – dla przaśnej, nikczemnej rozrywki. Psychofagi są trochę jak sadystyczne, wiecznie znudzone dzieciaki, z lodowatą precyzją wyrywające żywym owadom odnóża.

Nade wszystko jednak psychofagi dobierają sobie partnerki wrażliwe, marzycielki, elastyczne światopoglądowo, tolerancyjne, o pogłębionej empatii i poczuciu odpowiedzialności za dobrostan innych osób, koniecznie z zacięciem perfekcjonistycznym i skłonnościami do nadmiernej krytycznej autorefleksji, z poczuciem, że na miłość muszą sobie „zasłużyć”.

Mile widziane „społecznikostwo”, problemy z asertywnością, chęć niesienia bezinteresownej pomocy, optymizm graniczący z „efektem Polyanny”, zapędy quasi-mesjańskie (misio taki pokrzywdzony, tylko ja mogę mu pomóc). Dobrze by było, żeby jeszcze potencjalna ofiara była na jakimś zakręcie życiowym lub czuła się niedoinwestowana w męską atencję.

Kto natomiast jest stosunkowo bezpieczny od radaru psychofagów? Osoby o adekwatnej, zrównoważonej, stabilnej samoocenie, nastawione do życia niezwykle pragmatycznie, tj. niezbyt łase romantycznego pustosłowia – a wymagające konkretów w działaniu. Psychofagi bowiem serdecznie nienawidzą wymagań pod swoim adresem, bo to oni są tu od stawiania (nierealistycznych) wymagań i wystawiania swej tresowanej małpie surowych not.

Psychofag bryluje tylko w sferze werbalnej, teoretycznej, deklaratywnej – wobec czego nie toleruje rozliczania go z jego realnych dokonań (np. siedzi kolejny rok na garnuszku swojej matki lub partnerki, wszystkim znajomym nawija makaron na uszy, jak to aktywnie poszukuje zatrudnienia, a na pytanie, dlaczego nawet nie zarejestruje się w Urzędzie Pracy, reaguje gwałtowną agresją).

3.) JAK TO BYŁO U MNIE?

Zaczęłabym od tego, że dopóki nie „przerobiłam” swojego psychofaga (kryptonim operacyjny na potrzeby niniejszego tekstu – Szczur Paskudnik) miałam mgliste pojęcie o toksycznych relacjach. Nie zaprzątałam sobie głowy zagadnieniem przemocy emocjonalnej, bo w swoim buńczucznym mniemaniu byłam silną, niezależną i wielce przenikliwą osobą, ponadto miałam liczne grono znajomych, niemałe powodzenie u płci przeciwnej i ostatnie, co można by o mnie powiedzieć, to zakompleksiona „szara mysz”, desperacko czepiająca się pierwszych lepszych męskich gaci… Co mnie zatem „zgubiło”, że wpadłam w ramiona psychofaga? Cóż, z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się, że… NUDA. I – błoga ignorancja, brak pokory, niedopuszczanie możliwości, że taka „patolka” może stać się moim udziałem…

Ciąg dalszy nastąpi….

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +5, liczba głosów: 9)
Loading...