Był sobie psychomisio…. Historia o przemocy emocjonalnej w związku i życiu z socjopatą. Część IV

 W tej części Jessi Jones opowiada o typowym przebiegu relacji z przemocowcem. Bardzo przypomina proces uzależniania się od twardego narkotyku. Nieziemsko piękne, wręcz bajkowe początki, a potem – jak już „rybka połknie haczyk” – emocjonalna sinusoida, a ściślej – równia pochyła, przetykana coraz częstszymi awanturami  oraz smętny finał w postaci otępiałej wegetacji w moralnym szambie…

CZĘŚĆ IV: JAK WYGLĄDA TYPOWY PRZEBIEG RELACJI O ZNAMIONACH TOKSYCZNOŚCI?

W sieci można znaleźć mnóstwo świetnie wypunktowanych sygnałów ostrzegawczych, więc ograniczę się do przelotu przez najważniejsze kwestie.

Toksyczny partner najczęściej objawia się swej potencjalnej partnerce jako przysłowiowy Książę na Białym Rumaku; przystojny, elokwentny, dżentelmeński, wrażliwy, ogarnięty, oczytany, ę-ą… Jeśli mówimy o miłości od pierwszego wejrzenia – psychofagi nierzadko są na pierwszy rzut oka wybitnie atrakcyjne i charyzmatyczne, mają „to nieokreślone COŚ”… nierzadko wystarczy jedno przeszywające spojrzenie ich pięknych oczu plus niski, zamszowy głos, aby „ofiara” wpadła jak śliwka w kompot. Nigdy w życiu też nie nasłuchasz się tylu wyszukanych, poetyckich komplementów na swój temat, co właśnie z ust psychofaga. Nakadzi Ci, jaki to on onieśmielony takim niespotykanym połączeniem absolutnego piękna z przymiotami intelektu i ducha, jak to do tej pory myślał, że TAKIE cudowne kobiety są poza jego zasięgiem.

Zdaję sobie sprawę, jak kiczowato to brzmi, jednak psychofagi sprzedają swoje komunikaty technikami z pogranicza NLP, więc w zasadzie bardziej się liczy SPOSÓB przekazu niż jego TREŚĆ. Psychofag używa słów – wytrychów, uruchamiających lawinę przyjemnych obrazów w wyobraźni ofiary.

To niby normalne, że przy nowym „nabytku” ociekamy endorfinami i idealizujemy swój obiekt westchnień… ale w przypadku psychofaga – Twoje racjonalne myślenie zostaje całkowicie odłączone, odcięte jak kabel. Sprawy posuwają się do przodu w zawrotnym tempie – już na trzeciej randce słyszysz, że on oczyma wyobraźni widzi Ciebie jako swoją cudowną żonę i matkę swoich dzieci, których rzecz jasna spłodzicie uroczą gromadkę. Po prostu – poczuł, że to palec Boży, przeznaczenie, mityczne dwie połówki gruszki. Czy Ty też to czujesz..? Czujesz, a jakże.

Toksyk odławia Cię przeważnie z neutralnego łowiska (impreza, knajpa, park, a zwłaszcza INTERNET). To jest istotne, żeby był w Twoich oczach czyściutki jak biała karta. Nabazgrze na niej dokładnie to, co zechce. Psychofagi chłoną jak gąbka mowę ciała i wszelkie informacje o partnerce, po to, aby wiedzieć, do jakiej aktorskiej foremki wejść by przybrać kształt jej męskiego Ideału, a potem skutecznie nią manipulować, wykorzystać słabe punkty. Na tym etapie nasz psychofag jest natomiast powściągliwy w kwestii własnej przeszłości. Zdawkowo napomyka jedynie o tym, jak go boleśnie skrzywdzono (wszystkiemu winne wredne niezrównoważone eks- partnerki, nieuczciwi pracodawcy, nieszczęśliwe dzieciństwo, zły los)…

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Stwarza zaiste genialne (i cynicznie wyreżyserowane) pozory – na facebooku ostentacyjnie wojuje z alienacją rodzicielską ojców, wypłakuje się wszystkim w rękaw, jak to była partnerka uniemożliwia mu kontakty i skubiez pieniędzy, rozczula się teatralnie nad własnymi dziećmi („ach, są dla mnie całym światem…”) i udaje ojca roku… wzruszające, prawda? Ale już starannie przemilcza tak nieistotne „szczegóły”, jak to, że nigdy nie uiścił ani złotówki na utrzymanie własnego potomstwa, nie interesował się nim nawet kiedy było ciężko chore w szpitalu, ma odebrane prawa rodzicielskie za znęcanie się nad rodziną, sprawę karną dotyczącą uporczywej niealimentacji i – o ironio – to nie on, lecz matka dzieci zabiega o ich regularne kontakty.

Póki jest między Wami dobrze, psychofag dąży do szybkiego uwikłania Cię w sieć trwałych zobowiązań – wspólne mieszkanie, dziecko, ślub, kredyt, firma. Jak już jesteś wystarczająco emocjonalnie „ugotowana”, delikwent zaczyna stopniowo wycofywać swoje „aktywa” i zabiegi, przestaje mu zależeć na utrzymywaniu niewygodnej dlań maski dobrego, odpowiedzialnego i empatycznego partnera. Pojawiają się dość szkaradne rysy na jego greyowskim obliczu – a to nieprzystojny, wulgarny komentarz (a byłaś przekonana o jego wysokiej kulturze osobistej), napad furii nieproporcjonalnej do powodu (kloszard prosi o złotówkę, otrzymuje kopniaka), nieuzasadniony chłód i mur milczenia trwający kilka dni.

W międzyczasie mniej lub bardziej subtelnie usiłuje Cię wyalienować od Twojej rodziny, przyjaciół – zwłaszcza takich, którzy wykazują wobec niego postawę cokolwiek sceptyczną. Ten, kto nie zachwyca się psychofagiem, natychmiast zostaje opieczętowany jako WRÓG. Absorbuje Twój czas i uwagę, nie szczędzi krytycznych uwag odnośnie Twoich znajomych, posuwa się nawet do kłamstwa („wiesz, nie chcę nic sugerować, ale Iza jest chyba zazdrosna, że tak się nam układa, kiedy wychodzisz, robi do mnie maślane oczy…”). Zaczyna Ci coraz dobitniej narzucać swoje zdanie i swoje warunki, urabia Cię na swoją modłę.

Po pewnym czasie psychofag jest Tobą postępująco rozczarowany, a wręcz zniesmaczony i zirytowany Twoją osobą. Zaczyna się czepiać najbardziej drobiazgowych, wydumanych i absurdalnych rzeczy – że chodząc zawijasz brzydko nogami do wewnątrz, że niby krzywo na niego spojrzałaś, że za szybko pożerasz obiad, za głośno sikasz (true story, man…) itd.. Zaczynają go drażnić nawet cechy, za które Cię początkowo uwielbiał. Jeśli np. od dawna pracujesz jako modelka, to choć wcześniej deklarował zachwyt i dumę z Twoich osiągnięć, nagle usłyszysz, że zajmujesz się tylko „pokazywaniem dupy” (nawet, jeśli nie masz na swoim koncie żadnych rozbieranych sesji). Odczuwasz dysonans poznawczy…

Im bardziej wypruwasz sobie żyły, żeby psychofaga zadowolić, tym częściej on wyraża swą dezaprobatę, w coraz mniej wybredny sposób. Zaczyna się jazda na rollercoasterze – góra, dół, góra, dół. Twój skołowany mózg dostaje raz szprycę endorfin, raz adrenaliny i kortyzolu. Uwierz mi – nic bardziej nie uzależnia, jakdynamiczna naprzemienność boskiego haju i potwornego kaca – on o tym doskonale wie.

A zatem serwuje Ci cyklicznie awantury, fochy i miodowe miesiące. Usiłujesz sobie to racjonalizować jako burzliwy proces „docierania się”, a ostatecznie ognisty związek pełen skrajnych namiętności. Po naprawdę paskudnych jego zachowaniach każdorazowo nabierasz się na jego krokodyle łzy, łamiący się głos, gorące obietnice poprawy i pozorowaną skruchę. Potem dostajesz powtórkę z rozrywki, tylko, że z turbodoładowaniem. I tak w kółko. W KÓŁKO.

Natomiast Pańcio nie wysila się już na tym etapie wcale… no, chyba, że na poważnie grozisz odejściem, wtedy możesz liczyć na miesiąc miodowy, który potrwa tydzień, góra dwa. Jednak domyślną postawą psychofaga jest galopująca roszczeniowość. Ty masz gonić z jęzorem na brodzie jak chomik w karuzeli, w mieszkaniu ma panować perfekcyjny porządek i fikuśny obiadek upichcony, lodówka pełna, dzieciaki ogarnięte, a wieczorkiem – jak już padasz na pysk ze zmęczenia, powinnaś wykrzesać z siebie jeszcze energię na zapewnienie Pańciowi należytej rozrywki seksualnej… I jeśli myślisz, że „lodzik” załatwi sprawę, to się grubo mylisz. Psychofag chętnie włączy Ci – tytułem inspiracji! – pornoska, w którym panie profesjonalistki wykonują kunsztowne akrobacje i puszczają tęczowe bańki wadżajną. A Ty – oj, zero polotu, dziewczyno, jak tak dalej pójdzie, chyba sama rozumiesz, że prosisz się o zdradę…

A jak spędził dzień Pańcio? Przy dobrych wiatrach, tj. jeśli ma pracę, przy Twojej pomocy się do niej zwlókł, a później wrócił późno, zatknął kabelek w tyłek i spędził resztę dnia grając na kompie lub oglądając jakieś głupoty, przypalając trawką i popijając piwkiem. Od takich nudnych i błahych spraw jak rachunki, zakupy, pranie etc. jesteś oczywiście Ty. Jak ma lepszy dzień, to rzuci Ci ochłapem swojej przychylności. Jak ma gorszy dzień (w fazie zaawansowanej gorsze dni występują w miażdżącej przewadze), instynktownie schodzisz mu z drogi i kulisz się po kątach, albo… celowo prowokujesz jego wybuch, żeby „mieć to już z głowy” i przywrócić domową „homeostazę”.

Teraz mniej więcej zaczynasz zaczyna Ci świtać, że coś tu jest zdecydowanie nie ok, i to bynajmniej nie z Tobą. Twój zakłócony psychofażymi „falami” instynkt samozachowawczy zaczyna słabiutko „łapać zasięg”. Przyjaciele i bliscy już dawno zauważyli, że dziwnie przy tym gościu gaśniesz, ale oczywiście reagowałaś na to świętym oburzeniem, jak zacietrzewiony neoficki przechrzta. Bo to, w czym tkwisz, działa właśnie na zasadzie prania mózgu – bombardowanie miłością, a potem zaoranie Twojej autonomii: DWUOSOBOWA SEKTA.

Dynamika związku z przemocowcem jest zawsze do bólu schematyczna. Bardzo przypomina proces uzależniania się od twardego narkotyku. Nieziemsko piękne, wręcz bajkowe początki, a potem – jak już „rybka połknie haczyk” – emocjonalna sinusoida, a ściślej – równiapochyła, przetykana coraz częstszymi awanturami, a coraz rzadszymi „dobrymi momentami” – oraz smętny finał w postaci otępiałej wegetacji w moralnym szambie…

Większość ofiar przemocowców nie ma żadnej świadomości, że przeto biorą udział w teatrzyku zwanym cyklem przemocy. W skrócie: nawet kiedy jest „dobrze”, ofiara podskórnie czuje irracjonalne, narastające napięcie, po czym pod byle pretekstem psychofag urządza totalną „jazdę” (typowe są bluzgi, wulgarne wyzwiska, groźby, rzucanie przedmiotami), napięcie znika, po czym psychofag reflektuje, że teraz trzeba zszokowaną i niedowierzającą partnerkę prędko zarzucić jakimiś ochłapami „miłości” (ckliwe obietnice, kwiatki i czekoladki, serenada pod oknem, włażenie po rynnie) – ale tak, by jednocześnie dać jej do zrozumienia, że to ONA powinna popracować nad sobą i bardziej się starać dla tego związku, bo o mały włos by wszystko zepsuła… A przecież ich więź jest taka jedyna w swoim rodzaju, prawda?

Psychofag kropla po kropli sączy w psychikę partnerki truciznę pod postacią przewrotnych, a z pozoru „niewinnych” uwag pseudokonstruktywnych („byłabyś naprawdę niezłą laską, gdybyś się postarała i schudła choć 15 kilo”). Poniżające porównywanie partnerki do byłych partnerek też jest klasyką gatunku („Baśka nie miała oporów żeby rozebrać się przed kamerką, a z ciebie to taka purytanka, kawał drewna”, „wszystkie moje byłe brały tabletki antykoncepcyjne, tylko ty masz jakiś problem”).

Psychofag stale robi „krecią robotę” pod poczuciem wartości partnerki, a jak ona staje na rzęsach by mu dogodzić – wciąż podnosi poprzeczkę swoich wymagań. Zamienia się w wiecznego malkontenta, a kobieta – w żałosny, znerwicowany, przygaszony strzęp samej siebie. Na spotkaniach towarzyskich (oczywiście z JEGO znajomymi, bo JEJ przyjaciele i rodzina są bezwartościowi) kobieta dużo milczy, ustępuje pola „gwiazdorowi” wieczoru, ma smutny, nieobecny wzrok i wymusza napięcie mięśni na kształt nieco krzywego, upiornego uśmiechu.

Mało kto to dostrzega, bo uchodzą za świetną parę…

 

W następnej, ostatniej już części Jessi Jones opisze, jakie są rokowania związku z przemocowcem. 

Zapoznaj się z poprzednimi rozdziałami jej historii: 

Część I:

http://mediumpubliczne.pl/2017/01/byl-psychomisio-historia-o-przemocy-psychicznej-zwiazku-zyciu-beczce-prochem/

Część II:

http://mediumpubliczne.pl/2017/01/byl-psychomisio-czesc-ii-kogo-psychofagi-lubia-polowac/

Część III:

http://mediumpubliczne.pl/2017/01/byl-psychomisio-czesc-iii-u-wygladal-toksyczny-zwiazek-psychofagiem/

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +12, liczba głosów: 12)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Natalia Wilk-Sobczak

Absolwentka studiów pedagogicznych i filozoficznych na Uniwersytecie Warszawskim, studiowała też dziennikarstwo i pedagogikę teatru na UW oraz filozofię edukacji na Uniwersytecie w Glasgow. Właścicielka szkoły językowej. Nauczyciel angielskiego z powołania i z przypadku. Globtroterka backpackerka. Czuła mama dwojga małych bliźniąt i jeszcze mniejszej córeczki. Przyjaciółka mistycznie odratowanej ze śpiączki cudownej suki o imieniu Maja.