Tak naprawdę nie obchodzi nas, co dzieje się z Polską. I czy jest w tym coś złego?

Może jest tak, że nam to wszystko najzwyczajniej w świecie wisi, mniej lub bardziej. Historia bowiem jest zbyt potężna i obiera swój kurs, na który my – szeregowi obywatele – nie mamy wielkiego wpływu! Przeciętnie patrzymy z perspektywy ostatnich 50-100 lat, bo tyle obejmuje pokolenie naszych rodziców i dziadków, którzy mogą nam opowiedzieć o tym, jak to było kiedyś. Historycy natomiast doskonale wiedzą, że raz na jakiś czas jest jakieś pierdolnięcie, jakaś wojna, rewolucja, zmiana demokracji w tyranię – tak było, jest i będzie. Dla historyków jest to – jakkolwiek przerażajaco to brzmi – oczywiste i przewidywalne.

Czy nie odnosicie wrażenia, że nadzwyczaj biernie podchodzimy do wszystkiego, co dzieje w naszym kraju? Jesteśmy świadkami paraliżowania prac Trybunału, ustanowienia na szefa służb specjalnych mężczyzny skazanego na więzienie za nadużycie władzy (mowa o Mariuszu Kamińskim ofkors), uchwalania jakichś ustaw nocą albo w innej sali niż plenarnej, ograniczania wolności mediów, rujnowania pozycji Polski w Unii Europejskiej i Sojuszu Północnoatlantyckim, odebrania większości Polakom prawa do zakupu ziemi, doprowadzając tym samym rolników do ruiny, bezprecedensowej wycinki Puszczy Białowieskiej, podsycania społecznych lęków i uprzedzeń głównie wobec uchodźców z Bliskiego Wschodu, realizowania własnej wizji Polski bez oglądania się na głosy krytyki ze strony opozycji, szargania reputacji wybitnych osób (Wałęsa, Bartoszewski, gen. Ścibor-Rylski, Krystyna Janda, Owsiak), itp, itd.

A mimo to – jest nam z tym OK.

Czasem wyjdziemy na jakąś demonstrację KOD-u, pokrzyczymy „Kto nie skacze, ten za PIS-em hop hop hop”, staniemy przed Trybunałem, Sejmem lub Pałacem Prezydenckim na znak protestu wobec partii rządzącej. Wow. Naprawdę hardcore. Prezes ze strachu trzęsie tyłkiem.  A i tak poważna część Polaków woli zostać w domu, z rodziną, zaprosić do siebie przyjaciół albo pójść w balet na miasto, albo obserwować manifestacje z punktu widzenia kanapy, trzymając w ręku ciepły browar w puszce. A ci, którzy już tam są, tam czyli pod Sejmem na przykład, nie mają (nie mamy) w sobie wystarczającej determinacji, żeby rzucić się na barykady, żeby pierdolnąć jakąś rewolucję! Bo niby w imię czego? W imię zachowania status quo? A jakie to status quo było? Umowy śmieciowe? Podwyższenie wieku emerytalnego? Kolejki w  służbie zdrowia? Marginalizowanie nieprzedsiębiorczych i nieoperatywnych Polaków, którym niełatwo odnaleźć się w rzeczywistości postkapitalistycznej? No właśnie.

Może jest tak, że nam to wszystko najzwyczajniej w świecie wisi, mniej lub bardziej. Historia bowiem jest zbyt potężna i obiera swój kurs, na który my – szeregowi obywatele – nie mamy wielkiego wpływu! Przeciętnie patrzymy z perspektywy ostatnich 50-100 lat, bo tyle obejmuje pokolenie naszych rodziców i dziadków, którzy mogą nam opowiedzieć o tym, „jak to było kiedyś”. Historycy natomiast doskonale wiedzą, że raz na jakiś czas jest jakieś pierdolnięcie, jakaś wojna, rewolucja, zmiana demokracji w tyranię – tak było, jest i będzie. Dla historyków jest to – jakkolwiek przerażajaco to brzmi – dość oczywiste i przewidywalne.

Zamiast zajmować się polityką, wolimy zapatrzeć się w nasze dzieci, które dziś jeszcze mieszczą się w naszych ramionach, lecz jutro już będą wybywać z chaty i traktować ją jak hotel, wolimy zapomnieć się w ramionach wspaniałej kobiety lub wspaniałego mężczyzny, odwiedzić dziadków lub starych rodziców, bo czujemy, że jeszcze chwila i…. Czy jest coś ważniejszego niż relacje międzyludzkie?

Na początku stycznia 2016 roku Business Insider opublikował wyniki badań przeprowadzonych na grupie przeciętnych, lecz wiekowych już Amerykanów. Zadano im pytanie: czego żałują w swoim życiu? Wszak przeżyli już dość i bliżej im do przywitania się ze śmiercią, więc co im szkodzi powiedzieć, co naprawdę myślą? Pierwszy trzy miejsca (na 15 wymienionych „żali”) zajmują relacje międzyludzkie. Miejsce pierwsze zajmuje miłość – „Żałuję, że nie zakochałem/am się w tym człowieku, który mnie naprawdę kochał.”  Miejsce drugie to dzieci – „Żałuję, że nie pomyślałem/am o założeniu rodziny, gdy byłem/am młody/a, potem było już za późno”, „Kilka razy dziennie myślę o dzieciach, których nigdy nie miałem/am.” Miejsce trzecie to nasi rodzice – „Żałuję, że nie spędziłem więcej czasu z moimi rodzicami, że nie stworzyliśmy przyjaźni, którą cieszylibyśmy się teraz.” Oczywiście historie rodzinne są często pogmatwane, ale ogólny wniosek jest chyba jasny? że to ludzie są w naszym życiu najważniejsi.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Wracając do Polski… Dlaczego nas za bardzo nie obchodzi to, co się z Nią dzieje? („Obchodzi” to oczywiście pojęcie względne, jedni się zawsze przyczepią do drugich, że Polska obchodzi ich za mało.) Myślę, że z NUDÓW ludzie czekają na jakieś pierdolnięcie. A z BRAKU POCZUCIA SPRAWSTWA na swoje własne życie – na jakiegoś wodza, który polepszy jakość ich życia. Czy to będą skandaliczne rządy partii pisowskiej, tyrania jednego człowieka czy rewolucja dokonana przez lud? Nie ma większego znaczenia. Musi się coś dziać. Muszą być IGRZYSKA.

Na koniec, przypomina mi się wczorajsza kolacja ze znajomymi i dyskusja o ludziach, o świecie, o Polsce. Jeden znajomy przytoczył słowa swojej Babci:

„Wiesz Andrzejku, myśmy też tak siedzieli sobie, rozmawiali, spokojnie kolację jedli, i nagle wybuchła Druga Wojna Światowa.”

Autorka zdjęcia głównego: Natalia Wilk-Sobczak

 

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +1, liczba głosów: 13)
Loading...