Wszyscy wiedzieli i nikt nie reagował! Historia Ani, ofiary przemocy seksualnej

Przez lata była  wykorzystywana seksualnie przez swojego ojca. Zgłaszała to w szkole, mówiła o tym swojej matce, która zamroczona alkoholem obwiniała ją za rozpad rodziny i za całe zło tego świata. Ciche przyzwolenie społeczeństwa na przemoc wobec dziecka, które próbuje mówić o tym, że w domu nie czuje się ani bezpieczne ani kochane jest najsmutniejsze.

Pod koniec grudnia spotkałam się z kolejną ofiarą przemocy seksualnej.  Nasza relacja zaczęła się od kontaktu internetowego. Ania w pierwszych wiadomościach do mnie dziękowała, mi za pokazanie tego, że można i da się w spokojny i odważny  sposób opowiedzieć swoją traumę i nazwać wszystko na spokojnie i bez wstydu.

Ania ma 24 lata, pochodzi z Korytowa koło Żyrardowa. Wychowywała się w patologicznej rodzinie. Przez wiele osób, które powinny być dla niej wsparciem i dawać jej bezwarunkową miłość, doświadczała przemocy seksualnej, emocjonalnej, a także finansowej.

Była zastraszana, robiła wszystko pod przymusem. Była wykorzystywana seksualnie od szóstego roku życia przez człowieka, który kazał się nazywać jej ojcem. W audycji Ania wspomina sytuację, w której uderzał ją tak, że popękały jej bębenki w uszach. Jest przed czwartą operacją ratującą jej słuch. Oprawca do tej pory cieszy się wolnością. Nigdy nie odpowiadał za akty przemcy, których się dopuścił. Przez lata była przez niego wykorzystywana seksualnie.

Zgłaszała to w szkole, mówiła o tym swojej matce, która zamroczona alkoholem obwiniała ją za rozpad rodziny i za całe zło tego świata. Ciche przyzwolenie społeczeństwa na przemoc wobec dziecka, które próbuje mówić o tym, że w domu nie czuje się ani bezpieczne ani kochane jest najsmutniejsze. To przez zmowę milczenia wszystkich wokół, moja rozmówczyni do tej pory boryka się z zerowym poczuciem wartości i nieumiejętnością podejmowania samodzielnych decyzji.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Poprzez opowiedzenie o swojej sytuacji rodzinnej pani pedagog, sprawa trafiła do Sądu a  jej rodzina była pod stałą opieką kuratora. Niewiele to zmieniło, gdyż jego wizyty odbywały się zawsze w obecności dorosłych, którzy nie dawali jej dojść do głosu.

Tak jak w moim przypadku, Ania nigdy nie mogła porozmawiać z kuratorem w cztery oczy.Mogła co najwyżej przytakiwać w historyjki o dobrej, kochającej się rodzinie.

Po tych nieowocnych działaniach ze strony osób dorosłych Ania zamknęła się na kilka lat w sobie. Nie otrzymując wsparcia ze strony najbliższych zrezygnowała z walki o siebie.

Uciekała w próby samobójcze, które skutkowały umieszczeniem jej w Szpitalach Psychiatrycznych. Rodzina chciała z niej zrobić osobę niepoczytalną, tłumacząc sobie jej samookaleczenia, trzymanie dużej ilości tabletek, i to, że nie potrafili nad nią zapanować. Ania przejawiała syndromy dziecka molestowanego: próbowała uciekać, jako dziecko była płaczliwa i nieufna wobec ludzi.

Tak naprawdę nie mogąc liczyć na nikogo, musiała sama szukać pomocy. Znalazła ją u obcych ludzi.  Bezpieczeństwo i  pomoc  przyszła ze strony Centrum Praw Kobiet. To tam Ania zaczęła uczęszczać do psychologa, który okazał jej zrozumienie. Dopiero w tej fundacji nabierała sił, by walczyć o siebie. To ludzie z Centrum Praw Kobiet pomogli jej wyrwać się z rodzinnego piekła. Dlatego informacja, że ta instytucja po raz drugi nie otrzymała dotacji z Ministerstwa Sprawiedliwości jest bulwersująca i niewytłumaczalna.

W naszej relacji z Anią, musiałam uciec się do szantażu, aby jej pomóc. Podczas naszego pierwszego spotkania, Ania przyznała, że ciągle mieszka ze swoim oprawcą, który nigdy nie poniósł kary za swoje czyny. Boi się go. Nikt z jej rodziny nie podniósł głosu sprzeciwu na to, co się działo. Ania uciekła juz raz z domu, ale życie w pojedynkę, w obcym środowisku i bez wystarczających środków do życia zmusiło ją do powrotu w miejsce, w którym zamiast miłości i akceptacji doświadczała tylko upokarzających słów na swój temat i  niewyobrażalnego cierpienia.

Wiem jak bardzo zależało Ani na naszej audycji, na wypowiedzeniu swojej rozpaczy. Podczas naszego grudniowego spotkania musiałam jej odmówić. Tak – zaszantażowałam ją, gdyż nie wyobrażam sobie, że nagrywamy audycję o przemocy, kiedy to ofiara uwikłana jest w zależność rodzinną.

Ania wychowywana pod kloszem, bez możliwości zadecydowania o swoim życiu, przyzwyczaiła się do biernego życia pełnego strachu, niepowodzeń i osamotnienia.  Sytuacja w której ofiara mieszka dalej z oprawcą, utrzymuje go wiedząc, że ma warunki i sposobność do zawalczenia o siebie, jest właśnie tą chwilą na zbuntowanie się. Spytałam się Ani czy chciałaby zmienić siebie, dając sobie szansę na lepsze życie. Wyraziła chęć współpracy. Na początku stycznia skontaktowała się z osobami, które pomogły jej w odnalezieniu schronienia, a także w samej przeprowadzce. Po informacji, że uciekła i jest bezpieczna, zgodziłam sie na to nagranie.

Jest jeden problem – Ania ma to schronienie tylko do końca stycznia. Potrzebuje Naszej pomocy! Przy zarobkach 1400 zł na miesiąc nie będzie w stanie wynająć niczego, gdyż koszty wynajmu kawalerki w Warszawie pokrywają także kaucję równą miesięcznemu czynszowi. Apeluję o pomoc dla tej dziewczyny. Zobaczcie jaką drogę musiała przebrnąc sama. Nie pozwólmy, aby znowu poczuła się niechciana i osamotniona!

Ania nie ma bliższych relacji z rodziną. Dojrzała do decyzji o zerwaniu z nimi jakichkolwiek kontaktów – dla własnego bezpieczeństwa. Potrzebuje czasu na to, aby zaufać ludziom, by w nich znaleźć przyjaciół. Aniu! Chciałabym Ci podziękować za Twoją odwagę i zaufanie, i za to także, że nie odrzuciłaś mojej pomocnej dłoni. Sama wiem, jak trudno jest się przyznać, że życie mnie przerasta i  że to ja potrzebuję pomocy. Uwierz mi, że są ludzie, którzy tak jak ja chcą dla Ciebie dobrze. Ty pokazałaś swoją niezwykłą siłę, gdy uwierzyłaś w siebie w momencie w którym wszyscy w Ciebie zwątpili. To Ty okazując sobie samej akceptację udowodniłaś , że sama dla siebie jesteś największą przyjaciółką. Wiara we własną wyjatkowość przybliżyła Cię do ludzi, którzy Cię bezinteresownie wsparli i pomogli.

Po tej audycji poszłam z Anią na pizzę. Na spokojnie przegadałyśmy jej sytuację i wiem, że kolejnej dziewczynie zapaliłam swiatełko nadziei. Jestem dumna z tego, że moje działania mają sens.

Muszę przyznać, że zajęcie się przeze mnie tematyką przemocową, jest najtrudniejszą i jednocześnie najbardziej motywającą i budującą rzeczą, którą się podjęłam.

Bez moich przyjaciół, których odnalazłam także w Medium Publicznym, na pewno nie odważyłabym się na prowadzenie audycji radiowych, ani na spotkania z osobami, które je tworzą. Joanna Konieczna – dziękuję Ci za cierpliwość, wyrozumiałość, wsparcie  i wyczucie mnie  podczas audycji Przepaść i Przestrzeń. Nie na darmo nazwałam Cię moim zewnętrznym głosem, który udziela się nie tylko podczas rozmów radiowych.

Jestem wdzięczna Rafałowi  Betlejewskiemu, za Radio Medium Publiczne. Ciągle jestem pod wrażeniem atmosfery Medium Publicznego, gdzie przekraczając jego progi czuję się spokojna i szczęśliwa, co przekłada się na moich gości, którzy zarażeni otwartością znajdują w sobie siłę do wypowiedzenia się. Po nagraniu wychodzimy z poczuciem ulgi i oczyszczenia się. Za każdym razem jest to niesamowite uczucie.

Agnieszka, 19 – 01 – 2017

agnieszka_nirma@wp.pl

http://niechcetego.blogspot.com

 

 

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +5, liczba głosów: 21)
Loading...