Pokolenie Emocjonalnego Ekshibicjonizmu?

Nikt z nas nie istnieje bez innych – wszyscy potrzebujemy przyjaciela, który nas wesprze, wysłucha. Nie jesteśmy w stanie żyć w samotności. Coraz częściej jednak mam wrażenie, że dzisiaj te słynne słowa nabierają zupełnie innego znaczenia.

Od pewnego czasu w Internecie coraz popularniejsze są serwisy, które pozwalają podzielić się swoimi przeżyciami z innymi. Wiodącą stroną są Anonimowe.pl. Ma jednak ona swoich naśladowców, np. Wyznane.pl, Wyznajemy.pl czy Spowiadamy.pl. Wszystkie działają na podobnych zasadach. W taki sposób idea serwisu jest opisana na jego stronie: Anonimowe wyznania prawdziwych ludzi. Ciekawe lub śmieszne historie z życia, spektakularne wpadki. Tu możesz podzielić się nimi zupełnie anonimowo oraz czytać wyznania innych (sic!). Powtórzone dwa razy słowo jest kluczowe – anonimowość to podstawowa obowiązująca reguła. Nie musisz nawet zakładać konta, żeby podzielić się swoją historią. Wystarczy, że wypełnisz formularz składający się z wyłącznie jednego pola – trzeba opisać swoją historię. Co ważne, autorzy serwisu zaznaczają, że historie powinny być po pierwsze – autentyczne, po drugie – napisane poprawnym stylistycznie i ortograficznie językiem. Potem wystarczy czekać, czy zostanie ono zaakceptowane, czyli czy będzie na tyle zgrabnie napisane, a historia na tyle interesująca, że zostanie opublikowana na stronie. Jak to wszystko wygląda w rzeczywistości?

Studium absurdu

Historie opisywane przez użytkowników serwisów to prawdziwy wachlarz zdarzeń i emocji – od faktycznie zabawnych, poprzez kompromitujące i żenujące, po poruszające, smutne czy nawet tragiczne. Większość z nich łączy jedna wspólna cecha. Intymność. Znajdziesz tam wyznania o zabawnych sytuacjach, które się komuś przydarzyły. Czasem są to historie dość błahe. Jeden z użytkowników opowiada, jak został uderzony w autobusie w twarz przez kobietę, która była przekonana, że mężczyzna robi jej zdjęcia, podczas gdy akurat właśnie przeglądał serwis Anonimowe.pl. Wiele z historii podpada pod kategorię „kompromitujące”.

Najwięcej wyznań porusza temat seksualności i jego najróżniejsze oblicza. Znajdziemy tu zarówno historie typu „mój chłopak zasnął podczas stosunku”, jak i te w stylu „myślę, że jestem uzależniona od seksu”. Zdarzają się jednak również dużo trudniejsze opowieści. Jednym z najpopularniejszych wyznań jest historia mężczyzny, którego żona odebrała sobie życie przez jego zaniedbania w ich relacji. Pojawiają się także wyznania dotyczące molestowań, utraconych miłości, złamanych serc i wiele, wiele innych. Serwisy te stają się więc „workami”, do których wrzuca się wszystko, co użytkownikom przyjdzie na myśl.

Z wszystkich serwisów tego typu, które udało mi się znaleźć w Internecie i przejrzeć, Anonimowe.pl są zdecydowanie najłagodniejsze w swojej formie. Najwięcej tam historii zabawnych, różnego rodzaju wpadek życiowych, a najmniej epatowania seksem i wulgaryzmami. Inne serwisy bardzo często publikują wyznania, które nie przebierają w słowach i w treści (warto zauważyć, że tylko Anonimowe.pl podkreślają na swojej stronie, że należy dbać o językową i stylistyczną formę wpisu).

Internet prawdę ci powie

Anonimowe.pl ma na Facebooku ponad 736 tysięcy polubień, Wyznane.pl – prawie 25 tysięcy. Rodzi się pytanie, skąd tak duża popularność tego typu serwisów? Skąd bierze się w człowieku potrzeba dzielenia się z obcymi tym, co nam się przydarzyło – i to nie tylko tym zabawnym i dobrym, ale też żenującym, niepokojącym, trudnym? I czemu tak bardzo interesuje nas to, co dzieje się w życiu innych ludzi?

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Można by pomyśleć, że człowiek po prostu potrzebuje się wygadać, powiedzieć, co go nurtuje, co mu przysłowiowo leży na wątrobie. Ogromnym atutem jest na pewno anonimowość – bo przecież mogę się wygadać, a tak naprawdę o mojej słabości nikt nie będzie wiedział. Ale czego oczekują użytkownicy tych serwisów, publikując wyznania? Porady? Wsparcia? A może chcą po prostu zrzucić z siebie ciężar? Anonimowe.pl zaznacza, że nie jest miejscem, gdzie można uzyskać fachową radę i pomoc, co jednak nie powstrzymuje tych, którzy dzielą się swoimi problemami z innymi użytkownikami oraz tych, którzy te wyznania komentują i często próbują takiej rady udzielić. Czy w takim razie Internet jest odpowiednim miejscem, aby szukać pomocy? Coraz częściej mam wrażenie, że tego typu serwisy pełnią rolę darmowej psychoterapii, mimo że po drugiej stronie komputera nie siedzi wykształcony fachowiec a przypadkowy użytkownik Internetu, który zalajkował któryś ze wspomnianych serwisów. Dlaczego więc bardziej cenimy anonimowy wpis w Internecie niż rozmowę w cztery oczy z kimś nam bliskim, kto nas zna, szanuje, komu na nas zależy? A może osoby, które decydują się podzielić swoją historią przez Internet wcale nie cenią sobie tradycyjnej rozmowy mniej – może po prostu nie mają z kim o tym porozmawiać? Może się wstydzą, boją bycia ocenianym, odrzucenia, krzywych spojrzeń? Tak łatwo nam przecież oceniać innych. W Internecie także tak jest, ale w końcu łatwiej przełknąć krytykę czy pogodzić się z niezrozumieniem ze strony zupełnie obcej osoby w wirtualnym świecie niż bliskich, którzy nas znają. Internet prawdy Ci nie powie, ale może przynajmniej da poczucie, że nie jesteś w tym swoim problemie tak zupełnie bezczynnym.

A co historiami krępującym i żenującymi, którymi się dzielimy ze światem? Czemu mamy w sobie potrzebę zapewniania rozrywki innym swoim kosztem? Może wcale nie chodzi o rozrywkę, a o rodzaj popularności, którą można zdobyć w Internecie? W końcu wszyscy lubimy być lubianymi. Lubimy się też śmiać, a już śmiać się z kogoś to wręcz uwielbiamy. A może właśnie dzielenie się takimi historiami świadczy o tym dystansie do siebie, który dobrze jest podobno mieć?

Anonimowe.pl zaznacza, że głównym celem serwisu jest rozrywka. Czytanie cudzych historii ma być dla nas rozrywką. Czy to naprawdę powinno nas dziwić? W gruncie rzeczy chyba nie, bo przecież człowieka zawsze najbardziej interesowało to, co działo się u kogoś innego – koleżanki, sąsiada, ale też bohatera serialu czy książki. Tak bardzo angażujemy się w życie fikcyjnych postaci, że wręcz je ożywiamy. Aktorzy wypowiadają się na temat uczuć, sposobu postepowania, decyzji podejmowanych przez postaci, które grają. Skoro więc tak bardzo zajmują nas losy wymyślone przez reżyserów, dlaczego miałoby nas nie interesować to, co wymyślił najlepszy reżyser – samo życie? W repertuarze mamy przecież wszystko – komedię, tragedię, tragikomedię, horror, sensację. W świecie, gdzie rozrywka staje się jedną z najważniejszych wartości, nie może więc zaskakiwać, że szukamy jej wszędzie, również w życiu innych ludzi. Ale nadal pozostaje pytanie, dlaczego to sprawia nam taką przyjemność. Czy chcemy w ten sposób uciec od naszych trosk? Czy próbujemy odnaleźć siebie w problemach innych i zdarzeniach, które ich spotkały? Może w gruncie rzeczy próbujemy się pocieszyć, że nie tylko my jesteśmy tacy niezdarni, tacy niemądrzy, tacy samotni, tacy skomplikowani?

Domena młodych?

Wśród użytkowników serwisów typu Anonimowe.pl bez wątpienia najwięcej jest młodzieży i dwudziesto-, dwudziestokilkulatków, którzy tak naprawdę wychowali się na Internecie, a zamiast grać w piłkę na dworze, grali w piłkę na komputerze. Dla większości z nich naturalne jest przedkładać kontakt wirtualny nad kontakt twarzą w twarz. Wolą napisać do kumpla na Fejsie niż spotkać się z nim w realu. Częściej piszą smsy niż rozmawiają twarzą w twarz lub choćby przez telefon. Szybciej będą szukać rozwiązania problemu na forach internetowych niż zdecydują się z kimś o tym porozmawiać. Oni też wychowali się w świecie, który zewsząd epatował seksem – w telewizji, prasie, muzyce, kinie, więc dla nich, niestety, seks przestaje być sferą intymności i odpowiedzialnej przyjemności, a staje się przedmiotem rozrywki. To oni są autorami wpisów typu „Puściłam się jako trzynastolatka” albo „Chyba zacznę się puszczać” (napisane przez nastolatkę).

Jednak nie tylko wpisy nastolatków znajdziemy na wspomnianych serwisach. Jest tam miejsce dla osób każdego tak naprawdę wieku, o ile tylko zdecydujesz się co nieco o sobie wyznać. Bez wątpienia tematyka tych wyznań u osób bardziej dojrzałych jest inna – mniej tam intymnych szczegółów, mniej seksu, więc wspomnień, anegdot z teraźniejszości i przeszłości. A i język jest zupełnie inny – bardziej dbały, dojrzały, uporządkowany.

Fejk czy nie fejk, oto jest pytanie

Kiedy przeglądam kolejne strony kolejnych serwisów, nasuwa mi się na myśl jeszcze jedno pytanie: ile z tych historii faktycznie się zdarzyło? Bez wątpienia duża część z nich jest prawdziwa, czuć w nich autentyczność, czasem pewną świeżość, troskę – emocje, które kierowały osobą, gdy pisała swoje wyznanie. Niektóre jednak są tak żenujące, niewiarygodne, wymuszone, że pojawia się w głowie wątpliwość co do ich autentyczności. Nie byłoby też w tym w gruncie rzeczy nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że Internet to najłatwiejsze źródło szybkiej popularności, a jednym z głównych celów istnienia tych stron jest dostarczanie rozrywki. Co za różnica więc czy rozrywka będzie czy nie będzie inspirowana prawdziwymi zdarzeniami? Efekt przecież jest ten sam.

Pierwsze skojarzenia po lekturze kilkudziesięciu różnych wyznań doprowadziły mnie do myśli o emocjonalnym ekshibicjonizmie użytkowników tych serwisów. Opisywanie najbardziej intymnych sfer swojego życia, przełamywanie barier pomiędzy sobą i obcymi, rezygnowanie z wszelkiego tabu, zawężanie strefy wstydu – to charakteryzuje wypowiedzi użytkowników. Ale czy naprawdę można mówić o ekshibicjonizmie w sytuacji, kiedy nie znamy autora tekstu, a sam akt odbywa się w wirtualnym świecie? Może jest właśnie zupełnie odwrotnie… Może to ukrywanie się za wymyślonym loginem i uzewnętrznianie się przed obcymi jest formą wołania o zainteresowanie, kontakt, próbą zwrócenia uwagi? Nasze życie coraz częściej przenosi się w wielu swoich aspektach do sieci – może to po prostu kolejna z nich?


Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 4)
Loading...
Autor: Dave Doe